Drony zyskują na znaczeniu na polu bitwy. Stany Zjednoczone jednak testują rozwiązania, które mają je zneutralizować. Działko o mocy 20 kW ma w tym pomóc.

Jeszcze kilka lat temu drony kojarzyły się głównie z YouTube’em, ślubami filmowanymi z powietrza i weekendowymi lotami nad jeziorem. Dziś to jeden z najważniejszych symboli współczesnego pola walki. Wojna w Ukrainie brutalnie uświadomiła światu, że niewielkie, stosunkowo tanie maszyny potrafią zmienić reguły gry. Bayraktary TB2 stały się wręcz ikoną pierwszej fazy konfliktu, a ich skuteczność była szeroko dokumentowana, opisywana i memizowana. Z czasem do głosu doszły też roje dronów, FPV, improwizowane konstrukcje i drony-kamikadze.

Rosja szybko odrobiła lekcję i zaczęła wykorzystywać bezzałogowce nie tylko na froncie, ale również w działaniach hybrydowych. Incydenty z naruszeniami przestrzeni powietrznej Polski pokazały przy tym coś jeszcze: państwo NATO na wschodniej flance wciąż nie ma szczelnych, nowoczesnych systemów przeciwdronowych, które umożliwiłyby nam zdejmowanie jednostek niskim kosztem. A to problem, który w najbliższych latach będzie tylko narastał.

Na tym tle szczególnie ciekawie wygląda to, co dzieje się po drugiej stronie Atlantyku. Armia Stanów Zjednoczonych właśnie testuje drugą generację mobilnego, pojazdowego systemu laserowego LOCUST, opracowanego przez AeroVironment. Nowa wersja Laser Weapon System ma być odpowiedzią na realny problem: jak szybko i skutecznie neutralizować drony, gdy niebo zaczyna przypominać ruchliwą autostradę.

Stany Zjednoczone opracowują nowe systemy antydronowe

Broń laserowa od dekad funkcjonuje w popkulturze, ale w rzeczywistości długo była synonimem wielkich, ciężkich i mało praktycznych konstrukcji. Takich, które dobrze wyglądają w prezentacjach PowerPoint, a gorzej w terenie. AeroVironment próbuje zerwać z tym stereotypem. LOCUST to system o mocy rzędu 20 kW, zaprojektowany z myślą o mobilności i szybkim reagowaniu. Co ważne, nie jest to projekt z laboratorium – producent podkreśla, że wcześniejsze wersje systemu były używane operacyjnie przez ponad trzy lata poza USA.

Czytaj dalej poniżej Ukraina narzeka na Starlinka. Jest niewystarczający Rosjanie robią nam to nawet w kosmosie. Do czego to doprowadzi? Grafika: AeroVironment

Początkowo nowy system integrowano z lekkim pojazdem Infantry Squad Vehicle od General Motors Defense. Pod koniec roku ogłoszono jednak, że LOCUST trafi również na platformę Oshkosh JLTV, czyli nowoczesnego następcę kultowego Humvee. To znaczący krok, bo JLTV to dziś jeden z podstawowych „klocków” amerykańskiej mobilności taktycznej. Laser na takim podwoziu oznacza większy zasięg operacyjny i realną zdolność do ochrony konwojów, baz czy infrastruktury krytycznej.

Automatycznie i manualnie

Szczegółowa specyfikacja pozostaje tajemnicą, ale AeroVironment uchyla rąbka. Druga generacja LOCUST została wyposażona w większy układ kierowania wiązką, co przekłada się na wyższą skuteczność rażenia. System potrafi działać zarówno w trybie zautomatyzowanym, jak i manualnym. Z jednej strony mamy wielocelowe tryby wyszukiwania i śledzenia w podczerwieni, zaawansowaną optoelektronikę i otwartą architekturę sensorów. Z drugiej – operator może przejąć kontrolę, używając… zwykłego kontrolera do gier. Trudno o bardziej współczesny obraz wojny XXI wieku.

W praktyce operator wspierany jest przez cały zestaw „inteligentnych” narzędzi: precyzyjne systemy śledzenia, dalmierze laserowe, teleskopy i lasery celownicze. To nie jest futurystyczna zabawka, ale narzędzie, które ma działać szybko, precyzyjnie i bez marnowania drogiej amunicji rakietowej na cele wielkości drona.

Co istotne, przedstawiciele AeroVironment otwarcie sugerują, że wcześniejsze warianty LOCUST były już wykorzystywane bojowo. Według firmy systemy P-HEL z tym laserem chroniły żołnierzy, sojuszników i infrastrukturę krytyczną przed zagrożeniami z powietrza. To oznacza, że obecna wersja nie jest teoretycznym eksperymentem, lecz efektem wniosków wyciągniętych z realnych konfliktów.

Grafika: depositphotos.com