— W partii jest przekonanie, że będzie druga tura i nikt nie wygra już w pierwszej odsłonie — słyszymy od polityka Polski 2050.

W najbliższą sobotę kilkuset działaczy ugrupowania Szymona Hołowni zdecyduje, kto będzie następcą byłego marszałka Sejmu. Zarejestrowani uczestnicy głosowania otrzymają e-mailem formularz do wypełnienia, w którym wskażą swojego faworyta. Z informacji Onetu wynika, że trwają przepychanki dotyczące nadzoru nad wyborami. Zamieszanie jest jednak jeszcze większe.

Jak słyszymy, jeden z kandydatów na tę funkcję Ryszard Petru wystosował pismo, w którym domaga się uczestnictwa w całym procesie specjalnych obserwatorów, którzy mieliby czuwać nad prawidłowością głosowania.

— System jest tak zbudowany, że już w trakcie wyborów ci, którzy mają dostęp do wyników, mogą śledzić ich przebieg właściwie online. A to stwarza zagrożenie, że ktoś może próbować wpływać na działaczy, gdyby proces nie przebiegał po myśli konkretnego kandydata — mówi Onetowi jeden z działaczy Polski 2050.

Ostateczną decyzję w sprawie nadzoru nad głosowaniem ma podjąć Rada Krajowa partii, która zbierze się w najbliższą środę (7 stycznia). Według naszych źródeł w Polsce 2050 trwają gorączkowe narady przed zaplanowanymi na najbliższą sobotę wyborami szefa partii. Kilka dni temu z ubiegania się o to stanowisko zrezygnował Michał Kobosko, który był nadzieją przeciwników ministry funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.

Europoseł napisał nawet specjalny list do działaczy partii, który ujawniliśmy w Onecie. Pisał w nim o „szorowaniu po dnie” w sondażach, osłabionych strukturach i potrzebie „zmiany totalnej” na szczytach. Nie wskazał jednego nazwiska, ale przyznał, że szczególnie trzyma kciuki za Paulinę Hennig-Kloskę, Joannę Muchę i Ryszarda Petru.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jednocześnie dał do zrozumienia, że od kilkunastu miesięcy Polską 2050 zarządza w praktyce Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, który uchodzi dziś za faworytkę wyborów.

— Michał wystartował, bo chciał zaznaczyć swoją pozycję, dać sygnał, że jest w grze, ale realnie nie chciał być szefem, bo zdawał sobie sprawę z tego, że ciężko łączyć sprawowanie mandatu w Parlamencie Europejskim z kierowaniem partią tworzącą koalicję rządzącą. Jego kampania wewnętrzna była słaba. Niektórzy koledzy wręcz oczekiwali od niego rezygnacji z posady w Brukseli, na co on nie chciał się zgodzić — mówi nam polityk ugrupowania.

Kwartet zatrzyma ministrę?

Po wycofaniu się Koboski na placu gry zostało sześcioro kandydatów: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, Paulina Hennig-Kloska, Joanna Mucha, Ryszard Petru oraz posłowie Rafał Kasprzyk i Bartosz Romowicz. To dużo jak na partię w kryzysie, bo w ostatnich miesiącach sondaże nie dają jej wielkich szans na przekroczenie progu wyborczego.

Według nieoficjalnych informacji rywale Pełczyńskiej-Nałęcz mieli zawiązać taktyczny sojusz, by zablokować jej zwycięstwo. Kwartet miał obejmować układ Petru–Hennig-Kloska–Mucha z poparciem Koboski. Hennig-Kloska odpowiada jednak, że to „mit” i narracja „stworzona przez sztab koleżanki” dla polaryzacji. Kampania zaczyna jednak przypominać plebiscyt „za” lub „przeciw” jednej osobie.

Politycy Polski 2050 Joanna Mucha i Ryszard Petru

Politycy Polski 2050 Joanna Mucha i Ryszard PetruRafał Guz / PAP

Do partyjnej rywalizacji doklejony jest rządowy wątek: fotel wicepremiera dla Polski 2050. Pełczyńska-Nałęcz wielokrotnie podkreślała, że prosiła Donalda Tuska o spotkanie, przypominając, że po rotacji na stanowisku marszałka Sejmu (Hołownia oddał fotel Włodzimierzowi Czarzastemu) jej partia powinna otrzymać funkcję wicepremiera.

Do dziś sam szef rządu tego jednak nie potwierdził. Jak wielokrotnie informowaliśmy w Onecie, Tusk woli poczekać z awansem dla polityka Polski 2050 do czasu rozstrzygnięcia wewnętrznych wyborów, bo nie ma pewności, kto przejmie stery partii — a nowy lider mógłby natychmiast zakwestionować nominację. Tajemnicą poliszynela jest też fakt, że szefa rządu irytuje jej styl: brak gry zespołowej, skłonność do wyprzedzania ujawnienia ustaleń gabinetu i stawianie koalicjantów pod ścianą.

Zresztą sama pani minister zapowiada dość konfrontacyjny wobec szefa rządu styl kierowania partią. — To jest decyzja dotycząca naszej przyszłości w koalicji, a więc również rozgrywka z Tuskiem — mówi nam jeden z posłów tego klubu.

Kto ma największe szanse? Pełczyńska-Nałęcz ma rozpoznawalność i argument dotyczący sprawczości, ale też najsilniejszy elektorat negatywny. Hennig-Kloska wchodzi jako kandydatka zmiany i jednocześnie osoba, którą Kobosko wymienił wprost jako jedną z tych, za które „trzyma kciuki”.

Joanna Mucha próbuje grać hasłem odbudowy centrowej tożsamości i powrotu partii „na swoje miejsce” w koalicji. Petru stawia na liberalno-gospodarczy zwrot i „powrót do źródeł”, licząc na przedsiębiorców i klasę średnią. Kasprzyk i Romowicz mogą okazać się języczkiem u wagi, jeśli dojdzie do drugiej tury: ich elektorat wewnątrz partii stanie się walutą w układaniu przyszłego zarządu i regionalnych wpływów.

Największą zagadkę stanowi to, czy kogokolwiek poprze Szymon Hołownia. W liście, w którym ogłaszał rezygnację z ubiegania się o kierowanie partią, oficjalnie nie wskazał żadnego nazwiska. Zachęcał jedynie do wizyt w jego gabinecie w Sejmie. Wiele wskazuje jednak na to, że ostatecznie może wysłać sygnał, iż jego kandydatką jest Pełczyńska-Nałęcz.

Nie jest jednak jasne, czy jego głos wciąż może mieć kluczowe znaczenie dla działaczy Polski 2050. Jak słyszymy, wielu ma pretensje do byłego marszałka Sejmu o to, że porzuca projekt, który powstał wokół niego i de facto rezygnuje z udziału w polskiej polityce.