Amerykanie w ramach operacji „Absolute Resolve” w sobotni poranek porwali w stolicy Wenezueli prezydenta Nicolása Maduro i jego żonę Cilię Flores. Parę wywieźli do USA, gdzie rozpoczął się ich proces. W wojskowej akcji wzięły udział elitarne jednostki Delta Force, wspierane przez myśliwce i bombowce US Army, których zadaniem była pacyfikacja wenezuelskiej obrony przeciwlotniczej. W sumie w operację zaangażowanych było 150 amerykańskich jednostek powietrznych.
W skład obrony przeciwlotniczej stolicy Wenezueli wchodziły m.in. rosyjskie systemy S-300VM, Buk-M2E oraz znane z osłony Moskwy przed ukraińskimi dronami Pantsir-S1.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jakie rosyjskie systemy obrony przeciwlotniczej zawiodły?
Kto był zaangażowany w operację porwania prezydenta Wenezueli?
Jakie były straty wśród żołnierzy USA podczas akcji?
Dlaczego Amerykanie oskarżają reżim Maduro?
Człowiek Donalda Trumpa wbił szpilę Rosji
O tym, jak amerykańska armia poradziła sobie z rosyjską techniką wojskową podczas akcji porwania prezydenta Wenezueli, opowiedział sekretarz obrony USA Pete Hegseth.
— Trzy noce temu, w Caracas w Wenezueli, prawie 200 naszych najlepszych żołnierzy pojawiło się w centrum stolicy kraju. Wygląda na to, że te rosyjskie systemy obrony przeciwlotniczej nie działały aż tak dobrze — powiedział sekretarz obrony Pete Hegseth.
Jak dodał, podczas akcji żaden z żołnierzy USA nie stracił życia. — To my przywracamy zasady — spointował Amerykanin.
Amerykanie oskarżają reżim Maduro o wspieranie międzynarodowych grup przestępczych i terrorystycznych, zajmujących się produkcją i dystrybucją narkotyków.