- Władze USA po operacji w Wenezueli sugerują możliwość podobnych działań wobec Kolumbii, Meksyku i Kuby;
- Dr Marcin Fatalski wskazywał w TOK FM, że kluczowym motywem polityki Waszyngtonu jest sprzeciw wobec obecności państw spoza Ameryk w regionie;
- Ekspert ostrzegał, że nawet szybkie obalenie niechcianych rządów nie rozwiązuje problemów.
Donald Trump oświadczył w niedzielę, że operacja w Kolumbii podobna do tej w Wenezueli wydaje mu się „dobrym pomysłem” i zarzucił kolumbijskiemu prezydentowi przemycanie narkotyków do Stanów Zjednoczonych, ostrzegając, że „już niedługo będzie to robił”. W podobnym tonie prezydent USA wypowiedział się o Meksyku, twierdząc, że krajem tym rządzą kartele narkotykowe i z którym „musi coś zrobić”.
Z kolei sekretarz stanu USA Marco Rubio zagroził interwencją zbrojną Kubie. Pytany w wywiadzie, czy kubański reżim będzie kolejnym „celem” USA, odparł, że jest on „wielkim problemem”. Dopytywany, czy jego odpowiedź oznacza „tak”, potwierdził.
„Nie ma miejsca na obecność obcych państw”
Zdaniem amerykanisty dr. Marcina Fatalskiego dalszy rozwój wydarzeń będzie prawdopodobnie w dużej mierze zależał od tego, jak potoczy się sytuacja w samej Wenezueli. – Chyba że, zanim jeszcze te sprawy się ułożą w taki albo inny sposób, Trump dojdzie do wniosku, że trzeba kontynuować tę krucjatę przeciwko rządom, które nie są lojalne wobec Waszyngtonu – powiedział ekspert z Uniwersytetu Jagiellońskiego w „Wywiadzie Politycznym” w TOK FM.
Jak ocenił, kluczem do zrozumienia działań obecnej amerykańskiej administracji jest „niechęć do angażowania obcych państw”. Fatalski zwracał uwagę, że Kolumbia, Meksyk i Kuba są rządzone przez władze, które „w otwarty sposób współpracowały z państwami spoza półkuli zachodniej”.
– Trump proklamował doktrynę Monroego i w narodowej strategii bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych zapowiedział wprowadzenie własnej poprawki czy uzupełnienia do tej doktryny – wskazał gość Karoliny Lewickiej. Jak wyjaśniał, w praktyce oznacza to wizję obu Ameryk jako strefy wyłącznych wpływów USA.
– Mamy do czynienia z sytuacją, w której nie ma miejsca w Amerykach na jakąkolwiek obecność, polityczną czy ekonomiczną, państw spoza regionu sprawujących kontrolę nad zasobami należącymi do któregoś z państw amerykańskich – powiedział ekspert.
Dr Marcin Fatalski zauważył również, że czym innym jest obalenie rządu, a czym innym utrzymanie stabilności po takiej operacji. Przypominał w tym kontekście wydarzenia z Iraku. – Amerykanom niewiele czasu zajęło pokonanie armii Saddama Husajna, która przez dziesięć lat prowadziła wojnę z Iranem. Natomiast później nie potrafili zapanować nad tym krajem – zaznaczył. – I to właśnie tam zaczyna się prawdziwe wyzwanie – dodał.
Źródło: TOK FM, PAP. Fot. RAUL ARBOLEDA/AFP/East News