- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
O zjawisku TVN24 poinformował jeden z pracowników medycznych z woj. dolnośląskiego. Wskazał on, że w Legnicy zaburzona została płynność ruchu karetek. Powodem ma być zator przed Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy, który utrzymuje się od kilku dni.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
- Jak długo karetki czekają przed SOR-em w Legnicy?
- Jakie są przyczyny kolejek karetek w Legnicy?
- Co mówi dyrektor szpitala o braku miejsc?
- Kiedy zakończono remont Szpitalnego Oddziału Ratunkowego?
Sznur karetek przed SOR-em. Ratownicy czekają po kilka godzin
Informator TVN24 przekazał, że karetki stoją po kilka godzin przed SOR-em, oczekując na przyjęcie. Problem pojawić się miał już w nowym roku. Mężczyzna podkreślił, że sprawa była już zgaszana dyrekcji szpitala, ale „niewiele zostało zrobione”. — To blokowanie karetek, które można by wysłać do ludzi, którzy wymagają pomocy, a te stoją w kolejce. W zwykły dzień lub w innym SOR-ze karetki oczekują maksymalnie do 30 min na przyjęcie pacjenta — mówił w rozmowie z serwisem.
TVN24 rozmawiał w Legnicy z jednym z ratowników medycznych, który potwierdził, że występują znaczące opóźnienia w przyjmowaniu pacjentów. Placówka ma informować o braku rzekomym miejsc.
Rozmówca serwisu zauważa, że kilkugodzinne kolejki pojawiły się po tym, jak otwarty został nowy SOR. Od tej pory karetki niemal codziennie czekają po kilka godzin. Remont SOR-u zakończył się we wrześniu ub. r.
W szpitalu brakuje miejsc?
O tę sprawę stacja spytała także dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy Macieja Leszkowicza. Lekarz podkreślił, że nie występują braki w personelu. Zwrócił uwagę, że w placówce leczone jest bardzo dużo pacjentów, którzy spływają z innych miejscowości, gdzie braknie miejsc. Leszkowicz przekazał, że o sprawie powiadomione zostały służby wojewody i Urzędu Marszałkowskiego. — Po prostu nie mamy więcej miejsc, nie mamy gdzie tych pacjentów przyjmować — zaznaczył w rozmowie z TVN24.
O sprawie poinformowane zostały władze województwa, które obserwują sytuacje już od kilku tygodni. Informacje dotarły także do Wydziału Zdrowia Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz Wojewódzkiego Koordynatora Ratownictwa Medycznego.