Pandemia COVID-19, która wybuchła w chińskim mieście Wuhan pod koniec 2019 r. i objęła cały świat, a której koniec Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła w maju 2023 r., spowodowała 500-700 mln zakażeń wirusem SARS-CoV-2 i 6-7 mln zgonów.

Prawdopodobnie jednak rzeczywista liczba ofiar była wyższa. Zmusiło to bogate kraje do poszukiwania rozwiązań, które w przyszłości umożliwiłyby skuteczną walkę z podobnym zagrożeniem. Głównym motywem, którym kierowali się politycy, nie była bynajmniej duża śmiertelność, chodziło raczej o niemożliwe do przewidzenia konsekwencje ekonomiczne i polityczne.

A jest czego się bać. W roku 2024 Międzynarodowy Fundusz Walutowy przyjął, że z powodu COVID-19 gospodarka światowa straciła 13,8 bln dol. Szacunki amerykańskich ekonomistów, którzy wzięli pod uwagę zarówno koszty zapewnienia mieszkańcom USA opieki zdrowotnej, jak i straty w PKB, oscylowały wokół 16 bln dol. W ocenie innych zespołów eksperckich całkowity koszt pandemii, w zależności od przyjętej metody, mieścił się w przedziale od 17 bln do 35 bln dol.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jakie były główne błędy podczas pandemii COVID-19?

Jakie choroby są obecnie uznawane za priorytetowe w badaniach nad patogenami?

Jakie działania podjęła Unia Europejska w reakcji na pandemię COVID-19?

Co to jest R&D Blueprint i jaki ma cel?

Już w 2016 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opracowała globalną strategię, której celem było przyśpieszenie badań nad narzędziami medycznymi — głównie testami diagnostycznymi, szczepionkami i lekami — na wypadek epidemii groźnych chorób zakaźnych. Nazwano ten plan R&D Blueprint. Jego realizacja miała skrócić czas od momentu wykrycia zagrożenia do udostępnienia skutecznych środków medycznych, tak aby można było szybciej ratować życie i zapobiegać kryzysom zdrowotnym na dużą skalę. Do wybuchu pandemii COVID-19 R&D Blueprint pozostawał martwy. Po roku 2019 wszystko się zmieniło. Urzędnicy WHO i naukowcy wzięli się do pracy. To samo miało miejsce w Europie.

Mateusz Krymski / PAP

Najgroźniejsze patogeny

W ramach R&D Blueprint WHO ustaliła listę chorób priorytetowych, tak aby ukierunkować dosyć ograniczone zasoby na badania i rozwój skutecznych środków zaradczych. Na liście tej znalazły się patogeny ocenione jako stwarzające największe zagrożenie dla zdrowia publicznego ze względu na potencjał epidemiczny oraz brak szczepionek i leków.

Dziś do tych chorób zaliczane są: gorączka krwotoczna krymsko-kongijska (CCHF), choroby wywołane wirusami Ebola i Marburg, gorączka Lassa, koronawirus bliskowschodniego zespołu oddechowego (MERS-CoV) oraz ciężki ostry zespół oddechowy (SARS), choroby wywołane wirusami Nipah i Hendra, gorączka Doliny Rift (RVF), a także nieznany wirus lub bakteria, które oznacza się jako „chorobę X”.

16 września 2021 r. Unia Europejska w reakcji na ujawnione podczas pierwszych miesięcy pandemii COVID-19 braki w koordynacji działań powołała nową strukturę — Europejski Urząd ds. Gotowości i Reagowania na Stany Zagrożenia Zdrowia (Health Emergency Preparedness and Response, HERA). Miał on zaplanować działania, które w przyszłości uchroniłyby nasz kontynent przed pandemią. Jeśli chodzi o patogeny mogące stworzyć ekstremalne zagrożenie, HERA koncentruje się na wirusach Marburg i Ebola.

Marburg, znany też jako choroba marburska lub gorączka krwotoczna Marburg (Marburg Virus Disease, MVD), to ciężka choroba wirusowa z bardzo wysoką śmiertelnością, sięgającą od 24 proc. do nawet 88 proc., czyli dużo wyższą niż w przypadku COVID-19. Wirus przenosi się na ludzi z owocożernych nietoperzy, do transmisji dochodzi poprzez bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi osób zakażonych. W przypadku pandemii Marburg stanie się śmiertelnym zagrożeniem dla lekarzy i pielęgniarek. Dzisiaj nie mamy zatwierdzonych szczepionek ani leków przeciwwirusowych na MVD. Prace nad nimi trwają od lat.

Mniej groźny wydaje się wirus Ebola, choć też zbiera śmiertelne żniwo. W 2013 r. jego wariant Makona, gatunku Zaire ebolavirus, który wywołał epidemię w Gwinei, a następnie rozprzestrzenił się na Liberię i Sierra Leone, miał śmiertelność ok. 59 proc. W 2017 r. potwierdzono 100-procentową skuteczność rVSV-ZEBOV — szczepionki o nazwie handlowej Ervebo, którą opracował koncern Merck & Co. To dowód, że szybka reakcja w przypadku znanych patogenów o wysokim współczynniku śmiertelności jest możliwa.

Marburg, Nipah i Ebola

W latach 1998-1999 w Malezji wykryto duże ognisko choroby objawiającej się gorączką, bólami głowy, mięśni, gardła i nudnościami. Początkowo przypuszczano, że to grypa. Potem było tylko gorzej, pojawiły się duszności przechodzące w ostrą niewydolność oddechową. Dochodziło do zaburzeń świadomości, drgawek i ostrego zapalenia mózgu. Część chorych po 24-48 godzinach zapadła w śpiączkę. Umierało od 40 proc. do 74 proc. zakażonych. Naukowcy ustalili, że winny był przenoszony przez nietoperze wirus Nipah (NiV), który migrował na świnie, a potem na ludzi.

Odkryto także przypadki bezpośredniego przenoszenia się wirusa z człowieka na człowieka. Chociaż nie rozprzestrzenia się on tak szybko i skutecznie jak SARS-CoV-2 odpowiedzialny za pandemię COVID-19, to jest traktowany jako bardzo poważne zagrożenie, ponieważ udokumentowano, wprawdzie niestabilną, ale zawsze, transmisję międzyludzką. Dziś prace nad szczepionką przeciw Nipah znajdują się w drugiej fazie badań klinicznych, więc na efekty końcowe przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Można powiedzieć, że wirusy Marburg, Ebola i Nipah stały się medycznymi celebrytami. Dużo się o nich pisze, zwłaszcza gdy gdzieś w Afryce lub na Dalekim Wschodzie pojawia się kolejne ich ognisko i ludzie zaczynają umierać. Mniej uwagi przyciąga wirus ptasiej grypy (H5N1), uznawany dziś przez wielu ekspertów za najbardziej prawdopodobnego sprawcę kolejnej pandemii, która poprzez połączenie wysokiej zachorowalności ze zdolnością do łatwego przenoszenia się patogenu między ludźmi byłaby groźniejsza od COVID-19. O wysokiej śmiertelności nie ma nawet co wspominać.

W roku 1918 wybuchła pandemia grypy hiszpanki, która w ciągu dwóch lat pochłonęła na świecie 50 mln ofiar, choć znane są szacunki mówiące o 100 mln.

Na listach potencjalnych zagrożeń zarówno WHO, jak i Europejskiego Urzędu ds. Gotowości i Reagowania na Stany Zagrożenia Zdrowia znajdują się też koronawirusy znacznie groźniejsze od SARS-CoV-2. Są to: przenoszony przez wielbłądy i charakteryzujący się ok. 35-procentową śmiertelnością bliskowschodni zespół oddechowy MERS-CoV (Middle East Respiratory Syndrome Coronavirus) oraz wykryty w Chinach w roku 2002 ciężki ostry zespół oddechowy SARS (Severe Acute Respiratory Syndrome).

Jeśli wirus ptasiej grypy lub koronawirusy MERS-CoV oraz SARS zmutują i zaczną się rozprzestrzeniać drogą kropelkową, świat może się znaleźć w poważnych kłopotach.

Wyzwania na czas chaosu

Po pandemii COVID-19 powstało wiele raportów opisujących to, co się stało. Poczynając od szerokich opracowań, takich jak raport „UK Covid-19 Inquiry: Core decision-making and political governance” (UK COVID-19: Podstawowe procesy decyzyjne i zarządzanie polityczne w Wielkiej Brytanii) komisji brytyjskiego Parlamentu, na czele której stała baronessa Heather Hallett, albo „2020: Pandemia. Kryzys praworządności. Wyzwania dla praw człowieka” Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, na skromniejszych polskich kończąc, takich jak „Epidemia COVID-19 — czas chaosu i nietrafionych decyzji” Najwyższej Izby Kontroli i raport Rzecznika Praw Obywatelskich „Pandemia — co zrobiono źle, jak to poprawić”.

Praca medyków oddelegowanych do przeprowadzania wstępnej selekcji pacjentów trafiających na Szpitalny Odział Ratunkowy (2021 r.)

Praca medyków oddelegowanych do przeprowadzania wstępnej selekcji pacjentów trafiających na Szpitalny Odział Ratunkowy (2021 r.)Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Konkluzje były podobne: systemy państwowe i ochrony zdrowia okazały się słabo przygotowane, reakcje zbyt późne, komunikacja chaotyczna, a ochrona wrażliwych grup ludności — niewystarczająca. Wiele wskazuje, że gdy dojdzie do kolejnej pandemii, sytuacja może się powtórzyć.

Zacząć się może niewinnie. Najpierw lekarze w kilku krajach będą się wymieniać krótkimi wiadomościami: „mamy coś nietypowego”, „dużo pacjentów z dusznością”, „dziwne powikłania po pozornie łagodnym początku”. Będzie to opis infekcji dróg oddechowych, trochę bardziej męczących niż zwykle. Gdy w szpitalach pojawi się większa niż zazwyczaj grupa chorych, urzędnicy będą uspokajali opinię publiczną, powtarzając, że „wyciągnięto doświadczenia z pandemii COVID-19”, „system jest przygotowany”, a doniesienia są „monitorowane”. Jednak monitorowanie nie oznacza działania, a w administracji „wczesne ostrzeganie” jest traktowane jak dzwonek alarmowy, którego nikt nie chce włączyć.

Jeden z brytyjskich epidemiologów o COVID-19 powiedział: „Politycy nie chcieli podejmować decyzji na podstawie ryzyka. A w przypadku pandemii z dowodami medycznymi zawsze byliśmy spóźnieni”.

Tygodnik Przegląd

Gra o definicje i walka z czasem

Zacznie się więc także gra o definicje. Czy to jest „nietypowe zapalenie płuc”? Czy też „nowy patogen”? Czy wzrost liczby zgonów w domach opieki społecznej to „tylko lokalne ognisko”? A może początek pandemii takiej jak COVID-19? I jak należy liczyć kolejne przypadki, gdy brakuje testów, a lekarze nie mają czasu na pisanie sprawozdań? Każda władza bardzo lubi liczby, gdyż może je kontrolować, ale w przypadku pandemii to wirusy kontrolują liczby.

Wszystko zmieni się, gdy po krótkiej poprawie u setek, a potem tysięcy chorych nastąpi gwałtowne pogorszenie, a pacjenci, którzy w poniedziałek „trzymali się nieźle”, w czwartek będą już nieprzytomni.

Podczas pandemii COVID-19 oddziały intensywnej terapii z dnia na dzień zapełniły się nie tylko chorymi „z infekcją”, ale też pacjentami z innymi powikłaniami, którzy wymagali czasu, personelu i sprzętu. Przy czym czas okazał się pierwszym zasobem, który się skończył.

Jedna z lekarek, anestezjolożka pracująca w dużym szpitalu miejskim, powiedziała: „Największą tragedią nie był pojedynczy dramatyczny przypadek. Największą tragedią było 60-100 podobnych przypadków naraz. W tym momencie medycyna przestała być medycyną, a zaczęła być logistyką przetrwania”.

Gdy zabrakło łóżek na oddziałach intensywnej terapii, gdy lekarze i pielęgniarki musieli pracować po 18-20 godzin dziennie, a łóżka z chorymi stawiano w szpitalnych korytarzach i piwnicach, za zgony były odpowiedzialne już nie tylko wirusy.

Za śmierć pacjentów zaczęło odpowiadać przeciążenie szpitali i personelu medycznego.

Zaczęło bowiem brakować drobiazgów, od których zależał system: butli z tlenem, testów, filtrów, rękawiczek, strojów ochronnych, materiałów jednorazowych, podstawowych leków… Okazało się, że globalne łańcuchy dostaw nie zapewniają bezpieczeństwa, a ich jedynym celem było i jest obniżenie kosztów. W spokojnych czasach działało to świetnie. W kryzysie — pękło. Bo globalny rynek potrafi dostarczać wszystko, dopóki nie trzeba dostarczać wszystkiego naraz.

Pojawią się pośrednicy i korupcja, gdyż chaos stworzy niepowtarzalne okazje: przetargi zaczną być organizowane „na wczoraj”, kontrakty zawierane bez konkurencji, a sprzęt okaże się wątpliwej jakości. System ochrony zdrowia zacznie zawodzić — będą umierali lekarze, pielęgniarki, ratownicy oraz pozostały personel medyczny.

Dlatego przyszła pandemia może się okazać bardziej śmiertelna niż COVID-19, a jej konsekwencje ekonomiczne o wiele tragiczniejsze. Gospodarka światowa stanie. Nawet w bogatych państwach zacznie brakować leków i żywności. Po wprowadzeniu lockdownu bogaci jakoś sobie poradzą, lecz dla klasy średniej, utrzymującej się z pracy i mającej kredyty do spłacenia, będzie to katastrofa.

Jest jednak możliwy inny rozwój wypadków. W 2017 r. w trakcie Światowego Forum Ekonomicznego w Davos powstała Coalition for Epidemic Preparedness Innovations (CEPI), która postawiła sobie za cel przyśpieszenie prac nad szczepionkami i badań nad chorobami o potencjale epidemicznym i pandemicznym. Wspomniany już Europejski Urząd ds. Gotowości i Reagowania na Stany Zagrożenia Zdrowia działający w Brukseli finansuje badania podstawowe, sieci badań klinicznych i współpracę z przemysłem po to, by szybciej projektować, testować i dopuszczać do obrotu nowe szczepionki oraz inne środki przeciwepidemiczne.

Celem jest stworzenie takiej technologii, która w ciągu 100 dni będzie w stanie wyprodukować skuteczną szczepionkę przeciw patogenom mogącym wywołać pandemię. Częścią planu pracy HERA jest zbudowanie na terenie UE sieci zakładów z zarezerwowanymi mocami do produkcji szczepionek mRNA, szczepionek wektorowych (wykorzystujących zmodyfikowane, nieszkodliwe wirusy jako nośnik materiału genetycznego, kodującego białko danego patogenu) i białkowych (zawierających jedynie gotowe białka lub ich fragmenty, które mają pokazać układowi odpornościowemu, z czym ma walczyć).

Celem w przypadku kryzysu jest osiągnięcie zdolności wytworzenia co najmniej 450 mln dawek, które mają ratować życie obywateli Unii Europejskiej. Jeśli to zadziała, może nie będzie tak źle.