Mimo że pochodzi z Serbii, to Jelena Blagojević jest jedną z najbardziej lubianych siatkarek w naszym kraju. Była przyjmująca w Tauron Lidze grała przez niemal dekadę i swoimi bezkompromisowymi wypowiedziami, zaangażowaniem oraz charakterem zyskała szacunek wielu kibiców. Związała się nawet z naszym krajem na stałe, kupiła mieszkanie w Rzeszowie i płynnie mówi w naszym języku.

W zeszłym roku zdecydowała się jednak zakończyć karierę i została drugą trenerką KS Developresu Rzeszów. W rozmowie z WP SportoweFakty tłumaczy, z jakimi uprzedzeniami muszą że mierzyć kobiety na stanowisku szkoleniowca i czego potrzeba, by sytuacja się zmieniła. Opowiada także o dorastaniu w Bośni podczas wojny i co uwielbia, a co nie podoba jej się w Polsce.
Arkadiusz Dudziak, WP SportoweFakty: Urodziłaś się pod koniec lat osiemdziesiątych w Sarajewie czyli na kilka lat przed rozpoczęciem wojny w Jugosławii. Jak duży wpływ to miało na ciebie?

Jelena Blagojević, była zawodniczka, medalistka olimpijska, a obecnie druga trenerka KS Developres Rzeszów: Mieszkałam tam tylko kilka lat. Później przez wojnę często zmienialiśmy miejsce. Najwięcej czasu spędziłam w mieście Brczko na północnym-wschodzie Bośni i mieszkaliśmy tam do 2000 roku. Dopiero później przenieśliśmy się do Serbii.

ZOBACZ WIDEO: Fabiański zaskoczył historią z przeszłości. „Podbiegłem i go kopnąłem”

Moje dzieciństwo, paradoksalnie, wspominam dobrze. Dużo bawiliśmy się na ulicy, było sporo sportu i może dlatego on jest teraz dla mnie taki ważny. Wojna, częste przeprowadzki, nauczyły mnie, co się w życiu naprawdę liczy i jak trzeba pracować.

W Brczku było niebezpiecznie?

Czasami tak. W jednym mieście mieszkali Chorwaci, Serbowie i Boszniacy (muzułmańscy mieszkańcy Bośni – przyp. red). Jak się takie rzeczy przeżyje, to trzeba wyciągnąć z tego lekcję, ale przy okazji zapominać jak najwięcej traumatycznych wydarzeń.
To jaką lekcję wyciągnęłaś?

Walczenie o siebie, o swoich najbliższych. Nigdy nie odpuszczam. Może dlatego taka też byłam na boisku, że nigdy się nie poddawałam, nigdy nie pozwalałam nic złego mówić o swoich koleżankach z drużyny. Zawsze broniłam swoich, bo tak mnie życie nauczyło.

Jak to było mieć tatę na froncie?

Jako mała dziewczynka czekałam czy wróci, bałam się o to. Im starsza jestem, tym bardziej staram się zapominać o takich rzeczach. Tylko ten, co przeżył takie rzeczy, wie, jakie to są uczucia, stres, emocje. Zwykły człowiek, który tego nie doświadczył, nie jest w stanie pojąć, jaką tragedią jest wojna.

Dużo razy widziałam komentarze w internecie, że nie wiesz, jak wygląda wojna, nie wiesz, jak to jest na froncie. A ja właśnie wiem.

Masz poczucie, że Serbia w ostatnich dekadach nie ma szczęścia? Od ponad roku kraj jest ogarnięty protestami studenckimi po katastrofie na dworcu w Nowym Sadzie. Skonfliktowany z władzą jest nawet Novak Djojović (szerzej o sprawie pisaliśmy TUTAJ).

U nas niestety jest taka mentalność. Cały czas żyjemy jak na wojnie, doświadczamy problemów. Próbujemy balansować jako społeczeństwo między Unią Europejską a Rosją. To się będzie ciągnęło przez następne pokolenia. Takiego rozdarcia wewnętrznego nie życzę żadnemu społeczeństwu.

Wróćmy do sportu. Trudno było ci podjąć decyzję o zakończeniu kariery w zeszłym roku? Mogłaś jeszcze grać przez parę lat na dobrym poziomie.

Mogłam, bo czułam się dobrze. Powiedziałam jednak sobie, że najlepiej skończyć jeszcze wtedy, jak jestem zdrowa. Poza tym byłam już gotowa na koniec. Przez ostatnie kilka lat byłam częścią sztabu serbskiej kadry, więc miałam pomysł na siebie.

Jak ważne było to, że wiedziałaś już, co chcesz robić?

Bardzo. Sporo moich koleżanek po karierze zderzało się z taką pustką. Ja zawsze chciałam zostać trenerką. Inni szkoleniowcy zawsze mówili, że mogłabym to robić. Jeszcze jak grałam w lidze serbskiej, to sporo się uczyłam. Skończyłam studia, bo wiedziałam, że kiedyś przyjdzie ten moment. Doświadczenie z kadry mi też sporo dało.

Który z twoich poprzednich trenerów miał największy wpływ na ciebie?

W ostatnich latach najwięcej czasu spędziłam w Rzeszowie w drużynie prowadzonej przez Stephane’a Antigę. Dużo rozmawialiśmy. On też był siatkarzem, graliśmy na tej samej pozycji. Sporo przekazał mi z męskiej siatkówki, więc miał trochę inną perspektywę. Ma ciekawe spojrzenie na grę i sama dużo dopytywałam, żeby jak najwięcej zrozumieć.

Uważasz, że kobiety mają trudniej w tym fachu?

Tak. Sporo moich koleżanek nie chce zostawać w sporcie, bo przez karierę usłyszało zbyt wiele negatywnych stereotypów. Wiele ludzi wciąż uważa, że mężczyzna ma być trenerem i koniec. To powoduje, że mnóstwo kobiet rezygnuje. A przecież byłe siatkarki mogą funkcjonować tak jak siatkarze. Mają wiedzę, przeżywali walkę o najwyższe cele, więc mają co przekazać młodym. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni.

Masz wrażenie, że trochę już jest łatwiej? Kilkanaście lat temu jedyną trenerką była Lang Ping (USA i Chiny – przyp. red.), a w ostatnim czasie na topowym poziomie widzimy ich coraz więcej.

Przez trzy lata pracy w kadrze mogłam poznać kilka Kanadyjek i Amerykanek, bo ich jest faktycznie sporo. Mają dużo większe szanse, w Europie może przez mentalność jest trochę mniej trenerek? Poznałam Shannon Winzer z Kanady i Bułgarkę Antoninę Zetową. Mam nadzieję, że dalej będzie to szło w tym kierunku i więcej drzwi się dla nas otworzy. Nie jesteśmy gorsze od mężczyzn.

Myślisz, że w perspektywie kilkunastu lat kobieta poprowadzi męski, topowy zespół?

Z dzisiejszej perspektywy nie. Ale może za kilkanaście, kilkadziesiąt lat tak się zdarzy. Siatkówka kobieca i męska to w końcu ten sam sport. Mamy przecież szkoleniowców w męskiej i żeńskiej siatkówce, a Stephane Antiga jest tego najlepszym przykładem. Do tego trzeba dojść jednak stopniowo.

Dlaczego wybrałaś Rzeszów na rozpoczęcie kariery trenerskiej w klubie?

Grałam w Developresie sześć lat. Po zakończeniu kariery pojawiła się propozycja. Zawsze chciałam wrócić w jakiejś roli do tego klubu. Mam trochę szczęścia, że zaczynam karierę trenerską od pracy w miejscu, gdzie sporo już osiągnęłam jako zawodniczka i ludzie mnie znają.

Trudno się prowadzi byłe koleżanki z drużyny?

Nie, bo z tego zespołu zostały tylko dwie zawodniczki. Poza tym jeśli każdy celuje w to, by się codziennie rozwijać, to nie jest trudne. Jestem tutaj, żeby im pomóc i chyba wszyscy to rozumiemy.

Kilka lat temu kupiłaś mieszkanie w Rzeszowie. Czym, poza siatkówką, urzekło cię to miasto?

Ludźmi. Osoby są tu bardziej otwarte, miłe. Mam niedaleko góry, jest sporo zieleni, bardzo czysto. Mieszkam tutaj już siódmy rok, mam sporo znajomych. Poza tym jest tu świetny klimat dla siatkówki.

Czy przez 10 lat Polsko mocno się zmieniła?

Tak, ceny wzrosły. A tak na serio, to widać zmiany. Rzeszów się mocno rozwinął jako miasto, także siatkarsko. Na nasze mecze na początku tutaj przychodziło po kilkaset osób, a teraz mamy czasem kilka tysięcy kibiców na trybunach.

Kiedyś powiedziałaś, że Polska daje ci większe możliwości niż Serbia. Z czego to wynika?

Tutaj siatkówka jest niemal sportem numerem 1, ludzie nią żyją. Jako zawodniczka mogłam się rozwijać, grając w lidze na wysokim poziomie, a teraz jako trenerka też to widzę. Mamy super halę, sprzęt i siłownię, a w Serbii często drużyny nie mogą sobie na to pozwolić. Mam nadzieję, że się to zmieni.

Co lubisz, a czego najbardziej nie lubisz w Polsce?

Lubię jedzenie i ludzi, których poznałam, z którymi się zaprzyjaźniłam. Czasem tutaj jednak niektórzy są po prostu nieszczerzy. Jest ich sporo mniej, ale da się ich spotkać, zwłaszcza w sporcie. Staram się jednak trzymać tych pozytywnych osób. No i nie lubię zimy.

Czujesz się trochę Polką po tylu latach?

Serbką będę zawsze, ale czuję się już w Polsce jako swoja. Zaakceptowałam waszą kulturę, sposób życia. Oczywiście, czasem mam swoje rzeczy, których nie odpuszczę i o które będę walczyć, ale czuję się już jak Polka. Czasem jak z mamą rozmawiam przez telefon to robię błędy w ojczystym języku.

Jakie są rzeczy, których nie odpuszczasz?

Jestem bardzo pracowita i lubię stawiać na swoim. Tego się nauczyłam od moich rodziców. Lubię  porządek, jak jest zrobione wszystko na sto procent. Nie boję się brać odpowiedzialności. Nienawidzę, jak ktoś coś olewa czy jest leniwy.

Prowadzenie jakiej drużyny byłoby dla ciebie spełnieniem marzeń?

Mam marzenie o tym, żeby być pierwszą trenerką. Na pewno poprowadzenie kadry Serbii byłoby dla mnie czymś wielkim. Mam nadzieję, że wszystko ułoży się tak i w przyszłości to się zmaterializuje. Zdaję sobie sprawę, że do tego potrzeba dużo pracy.

Jak sądzisz, ile lat upłynie, nim ktoś ci zaufa i zostaniesz pierwszą trenerką?

To zależy od wielu rzeczy, ale także od odwagi prezesów czy zarządzających klubami w Polsce. Podejście większości z nich musi się zmienić. Gdyby zadać pytanie czy kobieta może zostać trenerką, to w głowach wielu pojawiłyby się znaki zapytania. Ja jestem gotowa. Zawsze akceptuję wyzwania, nie boję się odpowiedzialności.

W Polsce masz status legendy, jesteś lubiana, zwłaszcza przez kibiców. Myślisz, że to ci może ułatwić drogę?

Są kibice, którzy mnie doceniają, bo zawsze dawałam z siebie sto procent. Dostaję dużo wiadomości wsparcia. Może mi to pomoże, ale są też tacy, którzy nie przepadają za mną. To normalne. Czasem prowokowałam i takie są tego skutki. Większość fanów po prostu dużo widzi i szanują to, jak ktoś daje z siebie sto procent, nawet jeśli grasz dla przeciwnika.