
Poniedziałkowa informacja o zakończeniu działalności Multikina w Sopocie wywołała niemałe poruszenie – zwłaszcza wśród tych, którzy regularnie odwiedzali istniejący w kurorcie od 17 lat multipleks. Po ośmiu latach od zamknięcia Cinema City Krewetka w Gdańsku i Multikina w Gdyni jesteśmy świadkami kolejnej istotnej zmiany na kinowej mapie Trójmiasta. Wraz z zaskakującą decyzją operatora sopockiego obiektu wraca pytanie o przyszłość kin i o to, w jaki sposób takie instytucje kultury powinny konkurować z coraz mocniej akcentującymi swoją pozycję platformami streamingowymi.
Filmy w sopockim Multikinie można będzie oglądać jeszcze tylko do końca lutego. Wczoraj informowaliśmy o tym, że w marcu wygasa umowa najmu, a rozmowy dotyczące jej przedłużenia zakończyły się fiaskiem. Oczywiście nie znamy szczegółów pertraktacji pomiędzy operatorem kina a właścicielem obiektu przy ul. Bohaterów Monte Cassino. Nie wiemy, jaką ofertę złożyło Multikino, a czego oczekiwali przedstawiciele Promenady Sopockiej. Możemy się jedynie domyślać, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o pieniądze. Być może dotychczasowemu operatorowi jedynego kina w Sopocie nie opłacało się dalsze prowadzenie działalności w centrum kurortu.
Zapowiedź rychłego końca Multikina w Sopocie wywołała ożywioną dyskusję w internecie i spotkała się ze zdecydowaną reakcją ze strony zaskoczonych widzów. Aby doszukać się równie poważnych zmian na kinowej mapie Trójmiasta, należy cofnąć się do 2018 roku. Wówczas po 16 latach działalności zamknęło się Cinema City Krewetka w centrum Gdańska (tutaj również powodem takiej decyzji był brak porozumienia pomiędzy właścicielem budynku a operatorem kina), a niedługo potem Multikino w Gdyni (co związane było z wyburzeniem dawnego Centrum Gemini). W obu tych przypadkach zapowiadane zmiany komunikowane były jednak z dość wyraźnym wyprzedzeniem, w kontekście sopockiego Multikina – wiadomość o zakończeniu działalności ujrzała światło dzienne na niespełna dwa miesiące przed ostatnim seansem. Szok? To może za duże słowo. Ogromne zaskoczenie – jak najbardziej.
Co prawda w budynku Krewetki nadal hula wiatr, ale w Gdańsku liczba multipleksów dość szybko się wyrównała za sprawą otwarcia czwartego już w Trójmieście Kina Helios w Forum Gdańsk. W Gdyni wciąż następcy Multikina brak, choć w planach zarządców kompleksu Waterfront jest uruchomienie dużego, nowoczesnego kina. Sopot, póki co, na taką obietnicę liczyć nie może. Na razie nie wiadomo, jaka przyszłość czeka przestrzenie Multikina i czy w niedługim czasie ponownie w kurorcie zacznie działać ten sam/inny multipleks. Dziś pewne jest jedno – po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat w Sopocie nie ma obiektu, który regularnie wyświetlać będzie kinowe nowości.
Sopockie Multikino – jedni tam nie zaglądali, inni będą za nim tęsknić
Gdy kilkanaście dni temu kończyłem kinowy 2025 rok akurat w Sopocie, zupełnie nie spodziewałem się, że mogą to być moje ostatnie seanse w tym miejscu. Będąc mieszkańcem Gdańska, nie wybierałem sopockiego Multikina zbyt często. Zwłaszcza latem, gdy dotarcie na film oznaczało konieczność przeciskania się przez zatłoczony Monciak. W pozostałych miesiącach – jak na przykład w grudniu właśnie – było to już jednak zgoła inne doświadczenie. Opustoszałe centrum, bliskie sąsiedztwo niebiletowanego mola, możliwość spaceru po wyludnionej plaży – to wszystko stanowiło dodatkową atrakcję dorzuconą do wizyty w kinie.

Filmowe podsumowanie 2025 roku. Co ciekawego działo się w Trójmieście?
Niewykluczone, że podobne odczucia towarzyszyły dotąd wielu innym widzom odwiedzającym sopockie Multikino. Czyli wciąż nowoczesny i dobrze wyposażony multipleks położony w centrum kurortu, a jednocześnie dość kameralne kino umiejscowione na obrzeżach obleganego Monciaka, po którego odwiedzeniu można pójść na spacer lub kolację do jednej z wielu pobliskich restauracji.
W ankiecie towarzyszącej artykułowi o zamknięciu sopockiego kina przeszło 60 proc. naszych czytelników decyzję o zlikwidowaniu Multikina oceniło jako „wielką szkodę”. Warto jednak zwrócić uwagę na drugą najczęściej wskazywaną odpowiedź – „nigdy tam nie byłem/nie byłam”. Bardzo prawdopodobne, że w tym gronie znaleźli się mieszkańcy albo Gdańska, albo Gdyni, którzy nie dość, że kino mają „pod nosem”, to na dodatek wyborem Sopotu nie byli dotąd zainteresowani z różnych powodów.
Być może ze względu na ogromne trudności w zaparkowaniu auta w centrum miasta, być może z powodu wysokich cen. Nie ma bowiem co się oszukiwać – Multikino w Sopocie zawsze było jednym z najdroższych, o ile nie najdroższym multipleksem w Trójmieście. Patrząc jednak na reakcje i opinie internautów, znacznie więcej jest głosów krytykujących zamknięcie Multikina niż znajdujących w tej decyzji uzasadniony sens.

Jakiego kina potrzebuje dziś Sopot?
W przypadku miasta turystycznego, jakim w głównej mierze jest Sopot, kino nigdy nie było i nie będzie główną atrakcją. Goście odwiedzający kurort siłą rzeczy zaglądają też do Gdańska i Gdyni – i to właśnie tam mogą obejrzeć film na wielkim ekranie (co podczas wypoczynku i tak zresztą nie jest priorytetem). To, że do tej pory turyści mieli taką możliwość w Sopocie, było raczej dla nich logistycznym udogodnieniem niż odpowiedzią na ich realne potrzeby.
Znacznie ważniejszy w tej sprawie jest tzw. kontekst lokalny – mówimy przecież o 30-tysięcznym mieście, którego mieszkańcy od marca będą musieli planować wizyty w kinie w Gdańsku bądź w Gdyni. I to właśnie oni na zamknięciu „swojego” Multikina stracą najbardziej. W mieście funkcjonuje co prawda DKF Kurort w Teatrze Boto, ale jest to raczej opcja dla zaprawionych kinomanów aniżeli widzów oczekujących kinowych nowości i największych filmowych hitów.
Pochodzę z miasta o podobnej liczbie mieszkańców jak Sopot. Miasta, w którym przez nieco ponad dwie dekady kino było zamknięte. Wcześniejszy obiekt nie spełniał już wymogów bezpieczeństwa, nie był w stanie zapewnić odpowiedniej jakości widzom i przede wszystkim nie był rentowny, bo ogromnej sali na kilkaset miejsc nie dało się regularnie zapełniać. Przez wiele lat, aby obejrzeć film w kinie, trzeba było jeździć do okolicznych miejscowości. A była to znacznie dłuższa droga niż z Sopotu do Gdańska lub Gdyni. Przeszło dwadzieścia lat władzom mojego rodzinnego miasta zajęło podjęcie decyzji o uruchomieniu znacznie mniejszego, kameralnego i dostosowanego do realnych potrzeb mieszkańców kina, które z powodzeniem funkcjonuje do dziś.
I może to jest właśnie droga, którą powinien podążać Sopot. W takich miastach funkcjonowanie nowoczesnych multipleksów z kilkoma salami na przeszło tysiąc miejsc jest raczej kaprysem bądź zbędnym luksusem. Znacznie bardziej uzasadnionym rozwiązaniem – nie tylko ze względów ekonomicznych – jest choćby kino studyjne. W przypadku Sopotu – być może kino nawiązujące do tradycji dawnych obiektów w tym mieście, a być może oparte na modelu chociażby Kina Spektrum w Gdańsku, które – i tu nie mam żadnych wątpliwości – znakomicie zaadaptowałoby się na sopocki grunt. A w dodatku stanowiłoby idealne zaplecze dla Sopot Film Festivalu, którego organizatorzy mają zresztą teraz spory orzech do zgryzienia przy planowaniu tegorocznych pokazów.
Takich zamknięć może w najbliższych latach być więcej
Wspomniane Kino Spektrum, ale również gdański ŻAK, Kino Kameralne Cafe czy Gdyńskie Centrum Filmowe z powodzeniem udowadniają, że taka kinowa infrastruktura jest w stanie zaspokoić potrzeby widzów regularnie oglądających (i przede wszystkim chcących oglądać) filmy na wielkim ekranie. Nad swoją przyszłością poważnie natomiast powinni zastanowić się operatorzy wielkich nowoczesnych kin. Zamknięcie Multikina w Sopocie wpisuje się w trwającą od dłuższego czasu dyskusję nad bytem multipleksów w erze streamingu. Mając do wyboru coraz więcej platform posiadających coraz bardziej rozbudowane biblioteki, wiele osób świadomie decyduje się na seans w domu niż w przestrzeni kina.
Statystyki dotyczące kinowej frekwencji nie są złe. Zazwyczaj są to liczby zbliżone lub nawet nieco większe od tych z poprzedniego roku, ale nadal dużo mniejsze niż te sprzed pandemii. Podczas gdy w 2020 roku kina zmagały się z potężnym kryzysem, popularność streamingu wystrzeliła w górę. To właśnie był kluczowy moment dla tych, widzów, który mieli już dość coraz droższych biletów i coraz droższego kinowego fast foodu. Którzy narzekali na długie bloki reklamowe, ciągły hałas ze strony innych oglądających, niewygodny dojazd do kina czy brak atrakcyjnych tytułów w repertuarze. Tych zmęczonych tradycyjnym kinem widzów skutecznie „zwerbowały” platformy streamingowe właśnie.

Tak wygląda nowa sala IMAX w Gdyni
Zainteresowanie tą formą oglądania filmów drastycznie nie spadnie. Im szybciej filmowi producenci i operatorzy kin się z tym pogodzą, tym większa szansa, że kina staną się bardziej konkurencyjne dla serwisów internetowych. Czas na realne działania jest teraz.
Wbrew powielanym od wielu miesięcy pesymistycznym prognozom, tradycyjne kina nie upadną. Z pewnością będzie ich jednak mniej. Problem w przypadku Sopotu jest taki, że tutaj od marca „mniej” oznaczać będzie „zero”. Trudno sobie wyobrazić, aby w mieście tak często goszczącym filmowców i pojawiającym się regularnie w polskich produkcjach nie było gdzie obejrzeć filmu. Sądzę, że powrót do kurortu kina z prawdziwego zdarzenia (choć ciekawe, w jakiej formie) będzie tylko kwestią czasu. Oby jednak był on liczony w miesiącach, a nie latach.