Anna Prucnal urodziła się 1 stycznia 1940 roku w Warszawie, lecz jej dzieciństwo nie było ani spokojne, ani beztroskie. Jej matka Wiktoria prowadziła dom, zaś ojciec Jan pracował jako lekarz, działając jednocześnie w ruchu oporu. – Miała mu za złe, że narażał rodzinę – opowiadała o relacji rodziców w jednym z wywiadów, dodając, że po jego przedwczesnej śmierci zostały bez środków do życia i dachu nad głową. Z tego powodu już jako nastolatka musiała pójść do pracy. Na chleb zarabiała, udzielając lekcji muzyki, marząc nieustannie o poprawie swego losu i aktorskiej karierze. Jednak w to, że ją zrobi, poza nią samą nie wierzył nikt.

Na egzamin do PWST Prucnal poszła w rozpiętej bluzce. Indeksu nie zdobyła, ale dostała cenną radę

Od początku słyszała, że nie nadaje się na scenę, bo nie ma za grosz talentu. Mówiono też, że nie grzeszy urodą, zwłaszcza gdy ścięła włosy na krótko. Ale te kąśliwe komentarze jej nie zniechęciły. Po pomyślnie zdanej maturze postanowiła zawalczyć o indeks warszawskiej szkoły teatralnej. Na egzamin wstępny poszła w bluzce rozpiętej do pasa, bo choć była przekonana o swojej wartości, to twierdziła, że tylko eksponowanie wdzięków ma w tym świecie znaczenie. Innego zdania była komisja, która odprawiła ją z kwitkiem. Profesor Aleksander Bardini, choć wtórował tej decyzji, docenił jej wokalne umiejętności i zasugerował, by poszła na Akademię Muzyczną. Z racji tego, że nie miała alternatywnego pomysłu na swoją przyszłość, postanowiła go posłuchać. To okazało się strzałem w dziesiątkę.

Gdy zdobyła dyplom, wyjechała do Berlina, by w tamtejszej Operze Komicznej kształcić się pod okiem reżysera Waltera Felsensteina. Na początku lat 60. wróciła do Polski i dołączyła do obsady stołecznego Teatru Wielkiego jako solistka, a ponadto od czasu do czasu występowała z kabaretami Dudek, STS i Pod Egidą, co przyniosło jej wielu fanów. – Byłam taką aktorką, która potrafi wszystko: śpiewa, tańczy, recytuje. Robiłam salto w tył, byłam prawie akrobatką – opowiadała, przyznając, że mimo sukcesów wciąż chciała spróbować swoich sił przed kamerą. Ostatecznie w 1961 roku wywalczyła sobie rolę w krótkometrażowej produkcji „Pierwsza balowa sukienka”, która okazała się dla niej przepustką do branży filmowej.

Zobacz wideo Rodzice blokowali karierę Grabowskiej? Zdradza, czy tata jest krytykiem

Polską aktorkę porównywali do Audrey Hepburn. Jedna rola zrujnowała Prucnal reputację

Po kilku niewielkich rolach w talent Prucnal uwierzył Leonard Buczkowski, który powierzył jej wykreowanie postaci Krysi w kultowej komedii „Smarkula”. Jeszcze przed premierą okrzyknięto ją „polską Audrey Hepburn„, wielu krytyków wróżyło jej też karierę za granicą. Sukcesy zawodowe nie miały jednak odzwierciedlenia w życiu prywatnym aktorki. Jej pierwszym mężem był satyryk i poeta Andrzej Jarecki, lecz ich małżeństwo nie trwało długo. Po rozwodzie była pewna, że nie znajdzie już miłości, ale wtedy na jej drodze stanął Jean Mailland, francuski reżyser i powieściopisarz. To dla niego pod koniec 1970 roku porzuciła ojczyznę na rzecz Paryża, gdzie pobrali się i na świat przyszedł ich syn Piotr.

Początkowo spełniała się jako żona i mama, ale z czasem zapragnęła wrócić do zawodu. Tamtejsza publiczność szybko ją pokochała i tłumnie zjawiała się na jej występach w słynnej Olimpii. Z powodzeniem rozwijała również karierę w filmie, czym Polacy dumnie się chwalili. Wszystko zmieniło się, gdy wystąpiła w kontrowersyjnym „Sweet Movie” jugosłowiańskiego twórcy Dusana Makavejeva. Przez rolę prowadzącej rozwiązłe życie kapitan statku trafiła na listę „wrogów PRL-u” i straciła polski paszport. – Moja siostra w Polsce omal nie zemdlała, jak to zobaczyła. Za to Jack Nicholson powiedział, że to jeden z najpiękniejszych filmów, jakie widział – twierdziła. Co więcej, jej nazwisko zostało objęte cenzurą, przez co treści, w których była jakakolwiek wzmianka o niej, z góry były skreślane. Dla Prucnal to był trudny czas, ale długo nie rozpaczała. Skupiła się na karierze – grała w teatrze, występowała w operze i filmach, ugruntowując swoją pozycję w branży. Do Polski wróciła tylko na chwilę w 1989 roku, a potem, jako jedyna w historii Polka, zagrała u Federico Felliniego w jego kultowym „Mieście kobiet”. Karierę zakończyła w pierwszej dekadzie lat 2000.