Wszyscy wiemy, że nic nie trwa wiecznie. Podczas gdy do świata show-biznesu powoli wkracza nowa gwardia, poprzednia ma okazję skrzyknąć się na plotki i powymieniać doświadczeniami m.in. w kwestii macierzyństwa. Tak też było w przypadku Ashley Tisdale, ale, jak się okazuje, do czasu.

Nie jest tajemnicą, że celeb-mamy lubią się ze sobą spotykać, aby spędzić razem trochę czasu i po fakcie wrzucić sobie grupowe zdjęcie na Instagram. Ale czy faktycznie wszystkie się lubią? Tu właśnie wkracza Ashley, która w eseju opublikowanym na łamach „The Cut” wskazuje, że chyba nie do końca.

Jednego wieczora położyłam córkę pytać, i tak siedziałam sama i nie wiedziałam, co zrobiłam „źle”, że się ode mnie odcinają. To zachowanie rodem z liceum i nie chciałam dłużej brać w tym udziału.

Między słowami Tisdale stwierdziła, że „nigdy nie uważała mam za złe osoby, może poza jedną”, a zerwała z nimi kontakt, gdy „dynamika ich znajomości przestała być pozytywna i zdrowa”. Dziś wprost pisze, że miała do czynienia z toksyczną grupą, przez którą czuła się olewana i coraz bardziej spychana na margines. Ale na tym nie koniec.

Zauważyłam, że potworzyły się czaty grupowe, w których nie było niektórych z nas. W większej grupie powstały kliki. Gdy trzeci czy czwarty raz widziałam zdjęcia z ich spotkań i moje zaproszenie jakoś nie dotarło, to zrozumiałam, że tak naprawdę nigdy nie byłam częścią tej grupy.

Ashley wspomina, że przez (w większości już chyba byłe) koleżanki nie czuła się wystarczająca i całe doświadczenie było dla niej niezwykle bolesne. I tu pojawia się pytanie: kogo mogła mieć na myśli? Portal Page Six ma już kilka pomysłów, co nie jest przecież trudne, bo w sieci są zdjęcia z tych spotkań.

W otoczeniu Ashley, gdy ta była częścią spotkań celeb-mam, wypatrzono m.in. Meghan Trainor, Hilary Duff i Mandy Moore. Rzecz w tym, że wciąż obserwuje pierwszą z wymienionych na Instagramie, więc chyba nie ma z nią aż tak negatywnych doświadczeń, ale pozostałych – już nie.

Internauci już spekulują, że to wystarczająco wymowna reakcja ze strony Tisdale, bo przecież miała okazję poznać zarówno Duff, jak i Moore. Co więcej, niektórzy twierdzą, że wcześniej je obserwowała, więc najwyraźniej się rozmyśliła, ale są to jedynie domysły. Wspomniany serwis poprosił obie panie o komentarz, ale odpowiedzi się nie doczekano.

Spodziewalibyście się, że to może tak wyglądać?