Jak relacjonował w rozmowie z Onetem polski dziennikarz i podróżnik Michał Cessanis, sytuacja na lotnisku Amsterdam-Schiphol była bardzo trudna. — Tam jest totalny armagedon. Ludzie spali na podłodze, wszędzie robili sobie legowiska — wyjawił.

  • Jak długo trwa chaos na lotnisku w Amsterdamie?
  • Dlaczego loty są odwoływane?
  • Czy można znaleźć hotel przy lotnisku?
  • Co mówią meteorolodzy o pogodzie w Holandii?

Swoją historię opisał w mediach społecznościowych pan Jakub, który również napotkał ogromne utrudnienia najpierw w drodze z należącej do Holandii wyspy Bonaire leżącej kilkadziesiąt kilometrów od Wenezueli, a potem w Amsterdamie. Wszystko zaczęło się 3 stycznia — w dniu, w którym Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę. Jak opisuje pan Jakub, loty międzynarodowe z wyspy zostały wówczas zawieszone. Kiedy sytuacja na wyspie się uspokoiła, zaczęły się kolejne problemy.

„Patrzymy na Amsterdam. Ale tam też — sodoma i gomora. Śnieg, chaos, paraliż. Połowa lotów znika z tablicy. Oficjalnie: brak mocy operacyjnych. W praktyce: loteria. Sprawdzamy nasz rejs. Ma być. Jeden z nielicznych ocalałych”

— wspomina pan Jakub i dodaje, że najpierw pojawia się informacja o trzech godz. opóźnienia. Mimo wszystko pasażerowie wchodzą wreszcie na pokład i samolot startuje.

Jednak w drodze do Amsterdamu pasażerowie otrzymują komunikat o całkowitym zamknięciu lotniska na 30 minut przed lądowaniem — pojawia się opcja wylądowania we Frankfurcie. Jednak po 45 minutach krążenia w powietrzu pilot przekazuje informację, że lotnisko Schiphol jest otwarte i tam ostatecznie samolot ląduje.

„I wtedy okazuje się, że to dopiero początek. Przesiadka do Warszawy. Nieosiągalna. Opóźnienie zbyt duże. Jeszcze na Bonaire dostajemy informację, że polecimy późniejszym lotem, o 21:30. Po lądowaniu prawda wychodzi na jaw. Po porannym paraliżu lotniska przychodzi druga fala cięć. Masowe anulacje. Chaos informacyjny. Nasz drugi lot poprawiony z 13 na 21 — skasowany”

— wylicza problemy pan Jakub.

Ludzie koczują nawet kilka dni na lotnisku w Amsterdamie. „Systemowy chaos”

Polski turysta opisuje, że uzyskanie informacji na temat lotów z Amsterdamu było niezwykle trudne. „Holenderskie call center KLM — martwe. Polskie — też. Cisza. Idziemy do obsługi na lotnisku. W tym czasie w aplikacji pojawia się powiadomienie: nasz lot do Warszawy — za trzy dni” — relacjonuje.

Pan Jakub postanawia dojechać na własną rękę z Amsterdamu do Eindhoven inną linią lotniczą, ale w międzyczasie okazuje się, że bagaży z Bonaire nie można odebrać w Amsterdamie. Obsługa lotniska informuje pasażerów, że bagaże zostaną wydane za trzy dni. Po zakupie zimowych kurtek podróżni próbują wydostać się z Amsterdamu.

„Hotel przy lotnisku? Pełny. Do pierwszego — kolejka na 100 osób. Rezerwuję coś 18 km dalej. Transport. Uber — odmawia. Drugi raz — odmawia. Trzeci. Bolt. 8 prób. 0. Taksówki. Kolejka na setki ludzi na śniegu. A my w letnich butach. Bez szans”

— kontynuuje pan Jakub. Na kolei również panował kompletny paraliż — wszystkie połączenia zostały odwołane. W końcu udaje się wyjechać autobusem miejskim, a poza lotniskiem złapać taksówkę.

„W taksówce pytamy kierowcę, co tu się właściwie dzieje. Kręci głową. »Dzisiaj wiozłem kobietę. Trzeci dzień siedziała. Skończyły się jej pieniądze. Płakała. Była kompletnie rozbita. Zawiozłem ją za darmo«. Systemowy chaos”

— wspomina pan Jakub.

Następnego dnia podróżny podejmuje kolejną próbę wylotu z Amsterdamu, ale dostaje informację o opóźnionym locie o pięć godz. „W lounge jeden z pasażerów krzyczy, że jego lot był już przebukowywany cztery razy. Czekamy na rozwój wydarzeń” — puentuje we wpisie.

Atak zimy w Holandii paraliżuje kraj. Na razie nie widać poprawy

Jak podaje PAP, meteorolodzy zapowiadają, że w Holandii mróz i opady śniegu mogą utrzymać się co najmniej do środy. Władze apelują, by w miarę możliwości pracować zdalnie i przed podróżą dokładnie sprawdzać informacje o lotach oraz połączeniach kolejowych.