Druzgocące fakty dla Macieja Maciusiaka
Jedyną prawdziwą nadzieję daje młodziutki Kacper Tomasiak. Super, że ktoś taki jest, bo mieć 18 lat i pół sezonu nieść kadrę na plecach, to jest wyczyn, ale ten chłopak ma jeszcze prawo do dołków i kryzysów. Nadziei trzeba szukać też gdzie indziej.
Nie wiem, gdzie szuka jej trener Maciej Maciusiak, bo fakty po Turnieju są dla niego druzgocące. W Niemczech i Austrii skakało trzech zawodników z jego grupy. Piotr Żyła pojechał do domu po konkursach w Niemczech, w których zawiódł kompletnie. Zastąpił go Dawid Kubacki i też trudno napisać coś dobrego o jego skakaniu. Cały Turniej skakał Paweł Wąsek, ale jego aktualna wersja nie jest nawet cieniem Wąska z poprzedniego sezonu. I to chyba smuci najbardziej, bo Paweł to lider kadry z poprzedniego sezonu. Tymczasem w Turnieju punktował raz (28. miejsce w Oberstdorfie), do tego dwa razy nie wszedł do finału i raz skończył z dyskwalifikacją. A wszystko to równo miesiąc przed startem igrzysk we Włoszech. Dzisiaj łatwo sobie wyobrazić, że do Włoch nie pojedzie żaden skoczek, którego przygotował do sezonu Maciusiak.
Wyślemy tam trzech. Prezes PZN Adam Małysz mówi, zresztą słusznie, że trudno sobie wyobrazić, że nie będzie tam Tomasiaka, który formalnie jest skoczkiem kadry B prowadzonej przez Wojciecha Topora. Dalej jest Stoch, który pracuje z Michalem Doleżalem. A na trzeciego wyrósł Kot, który jest w tej samej sytuacji, co Tomasiak. Wiadomo, że to wszystko „jedna rodzina”, ale trudno nie widzieć w tym czegoś więcej.
Maciej Maciusiak mógł zagrać va banque, ale zdecydował inaczej
Pytanie, co teraz zrobi trener Maciusiak. W piątek zaczyna się weekend ze skokami w Zakopanem. Mamy tam pięć miejsc. Trójka przed chwilą wspomnianych wydaje się być poza dyskusją. A dalej? Wymienić znowu Kubackiego na Żyłę? Odstawić Wąska kosztem weteranów? Mógłby zagrać va banque i postawić na kogoś innego, choćby młodego Klemensa Joniaka? Patrząc na wyniki, naprawdę trudno powiedzieć, że to jakiekolwiek ryzyko, za to być może potrzebne tupnięcie nogą. To byłyby tematy do rozmyślań dla trenera Maciusiaka, ale podobno piątkę na Zakopane wybierze z szóstki, którą znamy z ostatnich startów. Czyli dalej trwa wiara, że od samego mieszania herbata zrobi się słodsza. Cóż, nie zazdroszczę trenerowi Maciusiakowi, bo pierwszy sezon w roli pierwszego trenera nie układa się w ogóle po myśli Maćka i przypuszczam, że on sam wie o tym najlepiej i sam na siebie nakłada największą presję.
Maciej Kot znowu chce to zrobić. Już zaczął!
Zupełnie gdzie indziej może dzisiaj być myślami Kot, chociaż umówmy się, miejsca w drugiej i trzeciej dziesiątce, to nie są żadne powody do wielkiego świętowania. Warto jednak pamiętać, skąd Maciek startował. Nie ma drugiego polskiego skoczka, o którym częściej pisano i mówiono, że lepiej byłoby skończyć karierę i zostać ekspertem czy trenerem. Tylko on sam nie chciał. Gubiła go ambicja i chęci, które przerastały możliwości. Jedno się nie zmieniało, wola walki. Swoją drogą, pamiętam kilka obrazków.
— Nie będę więcej rezerwowym — powiedział do mnie cicho Maciek w lutym 2018 r. w Oberstdorfie dokładnie wtedy, gdy jego koledzy odbierali brązowe medale po drużynowym konkursie mistrzostw świata w lotach. Kot stracił tam miejsce w składzie na rzecz Stefana Huli. Tydzień później wygryzł Żyłę i wszedł do składu, który wygrał PŚ w Zakopanem. A kilka tygodni później wygrał z tym samym Żyłą miejsce w składzie podczas konkursu drużynowego podczas igrzysk w Pjongczangu i sięgnął z kolegami po brązowy medal.
Teraz tego samego Piotrka być może zostawi w domu, gdy będzie wylatywał do Włoch. Zresztą nie tylko jego, a więcej gwiazd naszych skoków ostatnich lat, bo dzisiaj można przyjąć za niemal pewne, że tak czy inaczej nie zobaczymy we Włoszech trójki najlepszych Polaków ostatnich lat, czyli Stocha, Żyły i Kubackiego w komplecie. Jest Tomasiak, solidny Stoch, a Kot po swoją szansę ruszył znacznie bardziej żwawo niż nieco starsi koledzy.