Szymon Piegza, Onet: W 2024 r. zawarto ponad 68 tys. małżeństw kościelnych. To o aż 9 tys. mniej niż rok wcześniej. W ciągu dekady ta liczba zmalała o prawie połowę.

Michał Poczmański, adwokat kościelny: Statystyki wyraźnie pokazują trend spadkowy, choć powodów jest oczywiście kilka.

Jakich?

Po pierwsze, postępująca laicyzacja społeczeństwa. Coraz więcej osób nie identyfikuje się z Kościołem katolickim ani nie czuje potrzeby korzystania z posługi religijnej.

Ma to swoje naturalne konsekwencje — również pozytywne. Zamiast „masowości” pojawia się większa świadomość religijna u tych, którzy rzeczywiście chcą żyć swoją wiarą.

Ktoś, kto nie chodzi do kościoła, ten prawdopodobnie nie zawrze kościelnego małżeństwa. To logiczne.

Młode pokolenie jest też, w porównaniu z dzisiejszymi czterdziestolatkami czy pięćdziesięciolatkami, mniej dojrzałe do budowania trwałych relacji.

To przekłada się zarówno na niechęć do podejmowania decyzji wiążących na całe życie, jak i na brak gotowości do stabilizacji, nie tylko w wymiarze sakramentalnym, ale w ogóle. Widzę to także w procesach o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Zdecydowana większość spraw dotyczy psychicznej niezdolności do wypełnienia istotnych obowiązków małżeńskich (kan. 1095 n. 3).

Polacy biorą coraz mniej ślubów. „To bariera, której nie chcą lub nie potrafią przekroczyć”

„Psychiczna niezdolność do wypełnienia istotnych obowiązków małżeńskich”. Co to właściwie znaczy?

Mówię o sytuacjach, w których ktoś jest emocjonalnie niedojrzały, niezdolny do wzięcia odpowiedzialności za drugiego człowieka, za rodzinę, za wspólnotę życia. Zdarza się, że młodzi ludzie wchodzą w małżeństwo, nie rozumiejąc, że to jest decyzja na zawsze i że wymaga ona dojrzałości, zdolności do poświęcenia i pracy nad sobą. Nie rozumieją, że sakrament małżeństwa to związek partnerski, gdzie trzeba nie tylko brać, ale i dawać coś od siebie.

Brak dojrzałości sprawia też, że młodzi boją się formalności, które towarzyszą ślubowi kościelnemu. Trzeba odbyć nauki przedmałżeńskie, przejść badania kanoniczne, są zapowiedzi… Dla wielu to bariera, której zwyczajnie nie chcą lub nie potrafią przekroczyć. Po co to robić, jak można zupełnie odpuścić ten etap.

Polacy biorą coraz mniej ślubów. "To bariera, której nie chcą lub nie potrafią przekroczyć"

Polacy biorą coraz mniej ślubów. „To bariera, której nie chcą lub nie potrafią przekroczyć”Stutterstock / Shutterstock

Jak wyglądają takie badania kanoniczne?

To rozmowa prowadzona w parafii przed zawarciem małżeństwa, której celem jest ustalenie, czy narzeczeni mogą ważnie i godziwie zawrzeć sakrament małżeństwa.

Kapłan zadaje pytania dotyczące tożsamości stron, ich stanu wolnego, dojrzałości, wolności decyzji, wiary oraz rozumienia istoty małżeństwa, w tym nierozerwalności, wierności i otwartości na potomstwo. Sprawdza się także, czy nie istnieją przeszkody kanoniczne ani wady zgody małżeńskiej. To stanowi podstawę do dopuszczenia stron do zawarcia małżeństwa sakramentalnego.

Nie raz od znajomych słyszałem, że można znaleźć takie nauki przedmałżeńskie, które trwają jeden dzień. Chodzi o to, żeby szybko odbębnić przykry obowiązek.

Rzeczywiście istnieją kursy przyspieszone albo takie, w których nie przykłada się większej wagi do obecności, pracy własnej czy realnego zaangażowania uczestników. Trudno to oceniać jednoznacznie, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że nie zawsze dba się o jakość przygotowania. Często dzieje się to ze szkodą dla wszystkich — zarówno dla samych narzeczonych, jak i dla przyszłego małżeństwa.

Przy tak niskim poziomie formacji nie powinno dziwić, że po kilku latach wiele osób pyta o „rozwód kościelny” czy stwierdzenie nieważności małżeństwa. Często ci ludzie nie rozumieją nawet, czym naprawdę jest sakrament małżeństwa, jakie niesie konsekwencje i na czym polega popełniony błąd. Gdy ktoś idzie po linii najmniejszego oporu i traktuje przygotowanie do ślubu jako przykry obowiązek do „odbębnienia”, to później właśnie takie są tego skutki.

Często porównuję to do przygotowań do matury.

Jak to się ze sobą łączy?

Młodzi ludzie poświęcają długie miesiące, a czasem lata na naukę, chodzą na korepetycje i kursy, bo wiedzą, że od tego egzaminu wiele zależy. I bardzo słusznie. Tym bardziej zastanawia mnie, dlaczego tak często nie chcą poświęcić podobnej uwagi przygotowaniu do małżeństwa — najtrudniejszego, najbardziej wymagającego i najdłuższego „egzaminu” w życiu człowieka.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Dlaczego młode pokolenie jest mniej dojrzałe do związków?

Jakie są przyczyny spadku liczby ślubów kościelnych?

Jak przebiegają badania kanoniczne przed ślubem?

Co Kościół robi, aby zachęcić do zawierania małżeństw?

Polacy biorą coraz mniej ślubów. Ekspert mówi o „symulacji zgody małżeńskiej”

Te trendy ewidentnie widać też w kościelnych statystykach.

Szczególnie w dużych ośrodkach, jak diecezja warszawsko-praska, gdzie liczba ślubów spadła w ostatnich latach niemal o połowę. W 2019 r. liczba udzielonych sakramentów małżeństwa na terenie tej diecezji wynosiła 3000, zaś w 2024 r. udzielono ich jedynie ok. 1800.

Najnowsze dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wskazują także, że jeszcze 11 lat temu śluby kościelne stanowiły 70 proc. wszystkich zawieranych małżeństw, dziś te proporcje rozkładają się już niemal po równo w stosunku do małżeństw cywilnych oraz niekatolickich wyznaniowych.

Co się wydarzyło przez ostatnich kilkanaście lat, że nie chcemy ślubów?

Młodzi ludzie coraz częściej zamykają się w świecie wirtualnym. Ich relacje w dużej mierze przenoszą się do Internetu, co ma ogromny wpływ na rozwój kompetencji społecznych i umiejętność budowania trwałych więzi. To z kolei przekłada się także na podejście do małżeństwa, w tym małżeństwa sakramentalnego.

Trudno wyobrazić sobie „małżeństwo online”.

Coraz większą rolę odgrywa dziś indywidualizm i potrzeba autonomii. Młodsze pokolenia deklarują większą niezależność światopoglądową i mniejsze przywiązanie do tradycji religijnych. Zmieniają się priorytety — ważna staje się kariera, edukacja, rozwój osobisty i stabilność finansowa, a decyzja o ślubie sakramentalnym schodzi często na dalszy plan.

Często łączy się to też z różnego rodzaju uzależnieniami — alkoholowymi, narkotykowymi, seksualnymi, od gier, Internetu, pornografii. Te problemy często zaczynały się jeszcze przed ślubem, ale były bagatelizowane, przemilczane albo „zamiatane pod dywan”, w nadziei, że „po ślubie wszystko się ułoży”. Zwykle się nie układa.

Unieważnienia ślubów kościelnych w Polsce. Rośnie liczba spraw

Unieważnienia ślubów kościelnych w Polsce. Rośnie liczba sprawTerelyuk / Shutterstock

Do tego silna zależność od rodziców, czyli ta nieodcięta pępowina?

Zdarza się, że dorosłe osoby w praktyce pozostają psychicznie zależne od rodziców. To są sytuacje, gdzie teściowie ingerują w każdy element życia młodych, podejmują za nich decyzje, a jedno z małżonków nie potrafi postawić granic. Taka osoba bardzo często realnie nie jest zdolna do stworzenia małżeństwa jako autonomicznej wspólnoty życia.

Zauważam też rosnącą liczbę spraw związanych z symulacją zgody małżeńskiej.

Symulacji zgody małżeńskiej?

To jest sytuacja, w której ktoś wypowiada słowa przysięgi, ale w rzeczywistości od początku wyklucza istotne elementy małżeństwa, takie jak nierozerwalność, wierność czy otwartość na potomstwo. To również jest efekt współczesnej mentalności „zawsze mogę się wycofać”, „jak przestanie mi pasować, to zakończę”.

Wszystko to pokazuje, że przemiany społeczne bardzo wyraźnie odbijają się na małżeństwach. I choć wiele z tych historii jest trudnych, to jednocześnie każda z nich przypomina, jak ogromnej dojrzałości wymaga decyzja o zawarciu sakramentalnego małżeństwa.

Z drugiej strony, średni wiek zawierania małżeństw systematycznie rośnie, co powoduje, że decyzje religijne są odkładane „na później”.

Widzę to również w mojej praktyce adwokata kościelnego. Kiedyś zgłaszali się głównie małżonkowie, którzy w chwili ślubu mieli niewiele ponad 20 lat. Dziś to zdecydowana mniejszość. Coraz częściej są to osoby po 25, 30, a nawet po 40. roku życia, zawierające swoje pierwsze małżeństwo.

Coraz coraz mniej chętnie zawierają

Pamiętajmy, że to nie jest wyłącznie polski problem.

Podobne procesy zachodzą w wielu krajach europejskich, choć każdy kraj ma swoją specyfikę. W części państw dominuje tradycja protestancka (jak w Skandynawii czy Anglii), w innych społeczeństwa są w dużej mierze zlaicyzowane (jak w Czechach), a w jeszcze innych statystyki znacząco zmieniają się z powodu dużej liczby imigrantów wyznania muzułmańskiego. Dlatego najbardziej zasadne jest porównywanie Polski z krajami o podobnym dziedzictwie religijnym jak Hiszpania, Włochy czy Irlandia.

W wielu z tych państw przemiany społeczne rozpoczęły się znacznie wcześniej. Polska, z natury bardziej konserwatywna niż spora część Europy Zachodniej, doświadcza tych procesów wolniej i w bardziej rozciągniętym czasie.

Paradoksalnie może to być dobrą wiadomością dla Kościoła w Polsce. Dzięki temu łatwiej przewidywać kierunek zmian społecznych w perspektywie najbliższych 10 czy 20 lat. Myślę, że polscy biskupi mają dziś realną szansę reagować na te tendencje skuteczniej i bardziej świadomie.

A może jest tak, że to Kościół katolicki sam się do tego przyczynia, że coraz mniej osób jest zainteresowanych, by żyć zgodnie z sakramentami?

Niestety w przestrzeni publicznej pojawia się wiele afer związanych z Kościołem, które budują negatywny obraz w społeczeństwie. Trzeba uczciwie przyznać, że jakaś część z nich jest sztucznie rozdmuchiwana przez media nieprzychylne Kościołowi. Jednak są również sytuacje, które rzeczywiście wymagają rzetelnego wyjaśnienia, transparentności oraz przedstawienia wiernym pełnego obrazu i wszystkich okoliczności. To ważne zarówno dla dobra Kościoła, jak i dla zaufania społecznego. Dlatego się cieszę, że podejmuje pan trud pisania o tych sprawach.

Jednocześnie musimy pamiętać, że kształtowanie mentalności i postaw społecznych jest zadaniem niezwykle trudnym. Historia pokazuje, że wielu próbowało to robić, a niewielu rzeczywiście się udało. Jeśli ludzie sami nie będą chcieli budować trwałych relacji i odpowiedzialnych małżeństw — również sakramentalnych — to żadna instytucja, nawet Kościół, nie jest w stanie zmusić ich do tego siłą czy samymi apelami.

Co Kościół robi, żeby odwrócić ten trend?

Są inicjatywy, które próbują to przełamywać — można tu wskazać choćby „Tydzień Małżeństwa”, który promuje wartość trwałej relacji i budowanie dojrzałego związku, czy „Spotkania Małżeńskie”, pomagające parom pogłębiać więź, uczyć się komunikacji i przezwyciężać kryzysy.

Moim zdaniem potrzebna jest synergia tych wysiłków i stworzenie szerszej strategii, obejmującej różne poziomy kształtowania postaw społecznych. Ona powinna realnie zachęcać, pokazywać plusy, sens i wartość małżeństwa, a nie opierać się na przymusie czy straszeniu. Konieczne jest mądre tłumaczenie, prowadzenie rzetelnej, czasem trudnej polemiki i mierzenie się z argumentami, które nie zawsze są racjonalne, ale funkcjonują w świadomości społecznej.

Panna młoda wniosła o rozwód zaraz po ślubie

Panna młoda wniosła o rozwód zaraz po ślubieAlexander Shunevich / Shutterstock

Polacy coraz rzadziej zawierają małżeństwa. Ekspert: to przedłużanie prowizorki

Da się w ogóle jakoś zmienić te trendy? Na przykład ustawą o związkach partnerskich?

Problem polega na tym, że w mojej ocenie rząd nie wzmacnia w ten sposób instytucji małżeństwa, ale raczej ją osłabia. Pod hasłem „uregulowania związków nieformalnych” de facto przemyca się również legalizację związków jednopłciowych — i zamiast powiedzieć o tym wprost, czyni się to niejako przy okazji. To swoisty oksymoron: związek, który z definicji jest nieformalny, próbuje się formalizować ustawowo.

Dlaczego według pana nowa ustawa osłabia małżeństwa?

Moim zdaniem ona tworzy substytut małżeństwa i stawia go na podobnym poziomie społecznym i prawnym. Zamiast wzmacniać instytucję małżeństwa jako trwały, odpowiedzialny i jasno zdefiniowany związek, państwo proponuje rozwiązanie alternatywne, mniej wymagające, ale oferujące część podobnych skutków prawnych. To wysyła bardzo czytelny sygnał: nie trzeba brać na siebie pełnej odpowiedzialności, aby korzystać z przywilejów, które dotychczas były związane z małżeństwem.

W praktyce oznacza to obniżenie progu wejścia i rozmycie znaczenia małżeństwa. Jeśli można funkcjonować w związku „prawie jak małżeństwo”, bez deklaracji trwałości, bez jasno określonych zobowiązań i bez społecznego ciężaru decyzji „na całe życie”, to dla wielu osób naturalnym wyborem stanie się droga łatwiejsza. Szczególnie dla młodych ludzi, którzy i tak coraz częściej boją się decyzji ostatecznych.

Może właśnie chodzi głównie o młodych, żeby ich zachęcić i przyciągnąć, a nie wystraszyć?

Tylko taka regulacja wzmacnia mentalność tymczasowości. Zamiast promować trwałość relacji i odpowiedzialność za drugą osobę, utrwala przekonanie, że związki są odwracalne, łatwe do zakończenia i nie wymagają głębokiego zaangażowania. W dłuższej perspektywie osłabia to nie tylko małżeństwo jako instytucję, ale również stabilność społeczną, bo małżeństwo — niezależnie od światopoglądu — pełni ważną funkcję porządkującą i stabilizującą życie społeczne.

Mówię tu zarówno o sakramencie małżeństwa, jak też o ślubach cywilnych. Nie każdy przecież jest osobą wierzącą, nie każdy musi mieć ślub kościelny. Jednak moim zdaniem, to małżeństwo daje niezbędną w związku trwałość, pewność i stabilizację.

Czyli w najbliższych latach ten trend się nie zmieni?

Myślę, że te statystyki mogą nawet się pogorszyć. Prawdopodobnie będziemy obserwować dalszy spadek liczby małżeństw cywilnych i sakramentalnych, a jednocześnie wzrost liczby rozwodów.

To, co wydarzy się później, zależy od wielu czynników, ale również od tego, czy w Kościele i wśród rządzących powstanie spójna, przemyślana strategia.

Strategia wspierania małżeństwa i rodziny?

Potrzebne będzie zaangażowanie nie tylko instytucji państwowych i kościelnych, ale także mediów, szkół, organizacji społecznych i wszystkich środowisk mających wpływ na kształtowanie postaw młodych ludzi.

Bez tego istnieje realne ryzyko, że w połowie XXI wieku będziemy dryfować w kierunku społeczeństwa, w którym małżeństwo stanie się instytucją osłabioną i niedocenianą.

*Dr Michał Poczmański — prawnik, adwokat kościelny, specjalista w zakresie kościelnych procesów o stwierdzenie nieważności małżeństwa, twórca Kancelarii Kanonicznej w Warszawie.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: szymon.piegza@redakcjaonet.pl

Czytaj inne artykuły tego autora tutaj.