Pierwsze 72 godz. 2026 r. wydają się zapowiedzią roku, który zapadnie w pamięć. Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro został obalony w akcji rodem z filmu, co zakończyło jego naznaczone korupcją i handlem kokainą rządy.
Maduro przebywa obecnie w więzieniu w Stanach Zjednoczonych i raczej nie zostanie wkrótce zwolniony, co stawia prezydenta Rosji Władimira Putina przed geopolitycznym dylematem. Rosjanin musi zastanowić się, czego naprawdę chce od Wenezueli i Ameryki Łacińskiej.
Mimo że Donald Trump i jego najbliżsi współpracownicy próbują wyjaśnić operację jako niezbędny epilog sporu o eksploatację zasobów i handel narkotykami, którego dyplomacja nie była w stanie zakończyć, prawda leży gdzie indziej. Trump mógł obalić Maduro z powodu jego bliskich powiązań z Moskwą, Pekinem i Teheranem. A Waszyngton chce wyeliminować ich wpływ na zachodniej półkuli.
Trump nie poparł operacji z powodu domniemanego udziału Maduro w nielegalnym handlu fentanylem, który zasadniczo pozostaje chińsko-meksykańskim biznesem. Amerykański prezydent nie zaplanował też dla niego losu w stylu Manuela Noriegi, aby przejąć czarne złoto kraju.
Większy wpływ na przemysł naftowy jest jedynie dodatkową korzyścią.
Putin może ulec pokusie, aby zaoferować Trumpowi całkowite wycofanie się z Ameryki w zamian za podział Ukrainy. Jednak długoterminowe korzyści takiego porozumienia są owiane niepewnością.
Rosja może stracić wszystko
Od czasu przejęcia władzy przez Hugo Chaveza w 1999 r. Rosja sprzedała Wenezueli broń i sprzęt wojskowy o wartości ponad 20 mld dol. [według aktualnego kursu 72 mld zł]. Moskwa mogła utrzymywać nieoficjalną sieć szpiegowską w tym kraju i była kilkakrotnie zapraszana do budowy lub zarządzania bazą morską na południowych Karaibach.
Ponadto rosyjskie korporacje bardziej niż ktokolwiek inny skorzystały z przywilejów przyznanych przez przywódców Wenezueli, takich jak warte 600 mln dol. [2,1 mld zł] partnerstwo w zakresie wydobycia ropy naftowej, które Maduro przedłużył o kolejne 15 lat na kilka tygodni przed swoim spektakularnym upadkiem.

Prezydent Rosji Władimir Putin, 19 grudnia 2025 r.SEFA KARACAN / Getty Images
Z rosyjskiej perspektywy w grę wchodzi tak wiele różnych interesów, że brak działań na rzecz zachowania tych szczególnych relacji oznaczałby utratę wszystkiego. To nie jest hazard — to szachy. Nie chodzi o ratowanie Maduro przed jego już przesądzonym losem, ale o zrozumienie, co dalej zrobić z Wenezuelą. Zwłaszcza że niewłaściwe zarządzanie tą delikatną sprawą może mieć poważne konsekwencje dla Kuby i Nikaragui.
Wenezuela od początku XXI w. dostarcza obu krajom wszystko, czego potrzebują, od żywności po ropę. Gdyby w Wenezueli doszło do całkowitej zmiany reżimu lub zerwania stosunków z Kubą i Nikaraguą, rewolucyjne rządy obu państw mogłyby po prostu ulec implozji. Trzy pieczenie na jednym ogniu.
W efekcie domina Waszyngton mógłby przywrócić regionalną hegemonię na półkuli zachodniej. Tymczasem Rosja, Chiny i Iran straciłyby swoje placówki — a wraz z nimi jedno z największych źródeł wpływu na Stany Zjednoczone.
Sprytna strategia Moskwy
W świetle stawki interesów Rosja raczej nie przyjmie postawy wyczekującej, która zagroziłaby jej mozolnie budowanej strefie działania w Ameryce, potencjalnie prowokując niepowodzenie, którego odwrócenie mogłoby zająć dekadę. Nie jest zatem polityczną fantazją wyobrażenie sobie, że Rosja przewidziała amerykańską operację i pozwoliła jej się odbyć, po cichu pracując za kulisami nad scenariuszem na okres po Maduro.
Władimir Putin wiedział, że nie może zapobiec realizacji operacji. Ogromny wysiłek napędzany przez wyniszczającą wojnę w Ukrainie nie pozwala na przeniesienie zasobów na teatry działań drugiego lub trzeciego rzędu, co wyraźnie pokazuje przykład Syrii. Nawet gdyby Rosja miała możliwość powstrzymania tej operacji, nie wiadomo, czy zdecydowałaby się to zrobić. Wbrew powszechnemu przekonaniu Putin nie lubił ani nie szanował Maduro, którego postrzegał jako groteskowego, kiczowatego i niewiarygodnego partnera — dokładne przeciwieństwo jego poprzednika, Chaveza.
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan wkroczył do akcji, aby bronić interesów Turcji w Wenezueli. Z kolei Putin nie interweniował, aby mediować lub ratować Maduro, ponieważ postrzegał go bardziej jako obciążenie niż atut. Być może brak zaangażowania Rosji w miesiącach poprzedzających upadek Maduro miał mniej wspólnego z wojną w Ukrainie lub marzeniem Trumpa o rozstrzygnięciu rywalizacji między wielkimi mocarstwami — Rosją, Chinami i Stanami Zjednoczonymi — a więcej z istnieniem planu B.
Rzeczywiście, w latach następujących po niepokojach społecznych pod przewodnictwem Juana Guaido — które Maduro zdołał stłumić z pomocą rosyjskich doradców ds. zwalczania partyzantki i najemników — Kreml pogłębił swoje więzi z ministerstwem obrony Wenezueli, uznając je za jedynego prawdziwego posiadacza władzy w tym kraju.
Żadna inna instytucja nie ma znaczenia. To wojsko jako pierwsze zbojkotowało Chaveza w latach 90., by następnie pozwolić mu dojść do władzy po zamieszkach w 2002 r. To wojsko mogło obalić Maduro podczas krótkotrwałego momentu Guaido, ale ostatecznie zdecydowało się jednak nie interweniować. I to wojsko rzekomo wydało Maduro Trumpowi, umożliwiając realizację amerykańskiego planu i uwalniając rząd od obecności, która stawała się coraz bardziej niewygodna.
Geopolityczne przepychanki
Wraz z obaleniem Maduro Putin stracił przyjaciela, ale nadal zachowuje znaczący wpływ na Wenezuelę. Rosyjski przywódca wykorzysta teraz ten wpływ, aby przekonać wenezuelskie wojsko do odrzucenia nadzorowanej przez Stany Zjednoczone transformacji demokratycznej.
Najprawdopodobniej siły Caracas przyjmą bardziej pragmatyczne i ostrożne podejście do światowych mocarstw, preferując równowagę zamiast sojuszu. Nie wiadomo jeszcze, czy Trump zaakceptuje taki wynik, biorąc pod uwagę jego jasne stanowisko, że Ameryka jest poza zasięgiem przeciwników.
Półkula zachodnia stała się głównym polem bitwy w rywalizacji mocarstw. Rosja stara się pogodzić pilne potrzeby — zakończenie wojny w Ukrainie — z długoterminowymi kalkulacjami, zachowując strategiczne placówki w odległych regionach.
Jednak intensywne skupienie się Trumpa na Amerykach grozi całkowitym wyparciem Rosji z półkuli zachodniej. W takiej sytuacji Moskwa byłaby pozbawiona piątej kolumny, którą można by aktywować w celu zakłócenia działań USA w ich najbliższym sąsiedztwie. Nieżyjący już mentor Putina, Jewgienij Primakow — architekt koncepcji wielobiegunowej transformacji — z pewnością nie byłby zadowolony, widząc, jak jego uczeń dopuszcza do takiego wyniku.
Z tego powodu, mimo że przyszłość Wenezueli pozostaje niepewna, jedno jest jasne jak słońce: gra jest daleka od zakończenia.