Pod koniec grudnia warunki do uprawiania turystyki górskiej były trudne – wiał silny wiatr, sypał śnieg i było bardzo zimno. Z tego powodu Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie ratunkowe apelowało do turystów, by zaniechali wyjścia na szlaki w celu powitania Nowego Roku. Tym bardziej że zaledwie dzień wcześniej brali udział w akcji ratunkowej, która przedłużyła się do północy. Osoba, po którą wyszli, ku przestrodze dla innych, postanowiła podzielić się relacją z całego zdarzenia. Dokładny opis pojawił się na profilu „Tatromaniak”.

Zobacz wideo Szybko zmieniające się warunki w Tatrach. Najpierw śnieżyca, a potem słońce

Poszedł w góry. Jedna decyzja sprawiła, że musiał wzywać pomoc

Do niebezpiecznej sytuacji doszło 30 grudnia 2025 roku, kiedy to jeden z turystów postanowił oddzielić się od grupy, z którą szedł, by podejść z Iwaniackiej Przełęczy kawałek w stronę Ornaku. Niestety, tyle wystarczyło, by w trudnych warunkach zgubić trasę. Jak po wszystkim relacjonuje turysta, choć był przekonany, że idzie we właściwym kierunku, już po chwili zauważył, że ukształtowanie terenu było inne, niż powinno. Korzystając z map offline, upewnił się, że faktycznie zboczył z trasy.

Duży mróz, silny wiatr i niedostateczne wcześniejsze przećwiczenie wykorzystania tych aplikacji w praktyce nie pozwoliły na szybkie i sprawne wykorzystanie ich możliwości w zastanych warunkach pogodowych

– wyjawił, dodając, że dodatkowo zapadał zmrok.

Turysta utknął w nieznanym terenie w Tatrach. „Mogłoby być traficznie”

O zaistniałej sytuacji oraz miejscu, w jakim się znalazł, postanowił powiadomić TOPR. Po krótkiej rozmowie z ratownikiem podjął kolejną próbę wrócenia na szlak, jednak ze względu na duży mróz, bateria w telefonie i powerbanku rozładowała mu się błyskawicznie. Turysta wiedział, że jeśli TOPR-owi nie uda się skontaktować z nim ponownie, ruszy akcja ratownicza, dlatego też niewiele oddalił się od miejsca, które wskazał w rozmowie.

Inaczej mogłoby być tragicznie. Teraz pozostała modlitwa i walka z czasem o przetrwanie w dużym mrozie i silnym wietrze

– napisał.

Mężczyzna zszedł nieco niżej do miejsca lepiej osłoniętego od wiatru, nieustannie „tańczył” w miejscu, by zachować ciepło ciała i czekał. Udało mu się także nieco ogrzać telefon pod pachą i przekazać swoją aktualną pozycję poprzez aplikację Ratunek oraz skontaktować z TOPR-em, skąd dowiedział się, że po niego ruszyli. Wkrótce potem dotarło do niego czterech ratowników z psem. Po sprawdzeniu stanu zdrowia zaginionego zawrócili kolejną grupę, która szła m.in. ze sprzętem ogrzewającym.

Moje życie zostało ocalone. Jestem cały i zdrowy. Jedynie powstało odmrożenie palca na skutek korzystania z telefonu

– zdradził mężczyzna. 

Poszedł w góry, gdzie potrzebował pomocy. Teraz ostrzega innych

Warto tutaj zaznaczyć, że turysta był dobrze przygotowany do wędrówki. Pobrał mapy offline oraz włączył śledzenie trasy, wcześniej zainstalował aplikację Ratunek oraz uzupełnił w niej niezbędne dane (trzeba to zrobić przed wyjściem na szlak, bo potem skorzystanie będzie utrudnione – bardzo ważne, aby o tym wiedzieć). Ponadto miał na sobie aż pięć warstw ubrań (piątą ubrał, gdy czekał na pomoc) i raki, korzystał też z ogrzewaczy oraz czekana i czołówek (zabrał dwie wraz z zapasowymi bateriami). W plecaku turysty znalazły się termos z gorącą herbatą, jedzenie, czekolada, batony, gogle, zapasowe rękawiczki, czapka i komin. Nie mogło zabraknąć apteczki. 

A jak to się stało, że zacząłem iść nagle w przeciwnym kierunku, będąc przekonany, że zmierzam we właściwym? Prawdopodobnie po odwróceniu się, po wykonaniu filmiku 360 stopni

– przyznał i zaapelował do innych.

Nie popełniajcie moich błędów. Nie podejmujcie zbyt ambitnych celów wycieczek, wyruszajcie wcześnie rano w góry i, jak trzeba, dokonujcie w porę odwrotu. Nie wędrujcie sam w niebezpiecznym terenie

– wymieniał, dodając do listy sprawdzanie prognoz pogody oraz świadomość, że warunki w górach mogą zmienić się błyskawicznie. Zaznaczył, że niespodziewana kontuzja w zimnie może okazać się śmiertelnie niebezpieczna oraz przestrzegł, że telefon w zimnie, deszczu, czy nawet latem może zawieść. Warto korzystać też z niezależnej nawigacji turystycznej. Jak przyznał, nawet niezbędne wyposażenie nie daje gwarancji przeżycia, a jedynie pomaga i wydłuża czas przetrwania. Ważne też jest, aby brać odpowiedni margines na swoje możliwości, tym bardziej że radość z przebywania w górach może obniżyć ocenę zagrożeń. 

Internauci komentują wpis. „Wychodzimy razem i wracamy razem”

Relacja turysty wywołała spore poruszenie w komentarzach. Wiele osób chwaliło jego przygotowanie oraz umiejętność oceny sytuacji, dzięki czemu w odpowiedniej chwili wezwał pomoc. Niektórzy podzielili się także kolejnymi patentami na zimowe wędrówki, w tym ogrzewanie łydek, trzymanie powerbanków i telefonów blisko ciała, podczas postoju konieczność zamienienia odzieży termoaktywnej na termoizolacyjną i więcej. Nie zabrakło też słów podziwu w stronę ratowników. 

Złota zasada – wychodzimy razem i wracamy razem

Dzięki za przestrogę, takie posty są bardzo ważne i potrzebne

Trzymaj się – twoją lekcją pokory nauczyliśmy się czegoś wszyscy

I jak widać, mimo przygotowania i posiadania sprzętu, można się zgubić

– pisali internauci. Chodzisz zimą po górach? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.