Turniej Czterech Skoczni to jedne z najbardziej prestiżowych zawodów w kalendarzu skoków narciarskich. Oczekiwałoby się więc tego, że standardy organizacji konkursu będą z najwyższej półki. W tym roku jednak wpadka goniła wpadkę.

Mistrz zwyzywał organizatorów. Czy można mu się dziwić?

Norweg Halvor Egner Granerud po konkursie w Innsbrucku był wściekły na organizatorów. I nic w tym dziwnego. Najpierw tuż przed zawodami utknął w windzie na pół godziny, mając na sobie buty do skoków narciarskich. Wszystko dlatego, że organizatorzy jego zwykłe buty po prostu… zgubili.

ZOBACZ WIDEO: Oto jakie zdanie o trenerze polskich skoczków mają kibice

– Mam serdecznie dość tego miejsca – mówił dla NRK. Jeszcze ostrzej wypowiedział się w Viaplay: – Mam nadzieję, że zabiorą im prawo do organizowania zawodów. To jest k.. niemożliwe. Mam nadzieję, że spotka ich wszystko, co najgorsze – dodał.

Później przeprosił za swój wybuch, jednak trudno winić dwukrotnego zdobywcę Kryształowej Kuli. Takim amatorskim zachowaniem organizatorzy wyprowadzili zawodnika z równowagi tuż przed startem na jednej z najważniejszych imprez sezonu. Nie był to zresztą jedyny problem w Innsbrucku. Na skutek awarii wyciągu zawodnicy musieli wjeżdżać busami na górę skoczni.

Myślą państwo, że to koniec wpadek? Podczas noworocznego konkursu w Garmisch-Partenkirchen kilku zawodników utknęło w windzie, przez co opóźnił się start drugiej serii. Na domiar złego taka sama awaria miała miejsce rok temu, co pokazuje, że organizatorzy nie zrobili wiele, żeby rozwiązać tę sprawę.

Co więcej, identyczny problem pojawił się podczas poniedziałkowego treningu w Bischofshofen, gdzie zepsuł się wyciąg. Taka kompletna amatorka podczas jednej z najważniejszych imprez sezonu bez wątpienia wpływa na wizerunek całej dyscypliny. Tak naprawdę od poważnych zaniedbań uchronili się tylko organizatorzy pierwszych zawodów w Oberstdorfie.

Polacy pokrzywdzeni. FIS stosuje podwójne standardy?

Istnieje jednak drugi odcień tej sprawy. Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zdaje się stosować podwójne standardy wobec różnych krajów. Przykładów na to nie trzeba daleko szukać, a „pokrzywdzeni” byli m.in. Polacy.

Na nadmierne czepialstwo ze strony światowej federacji wielokrotnie skarżyli się organizatorzy konkursów Pucharu Świata w Wiśle oraz w Zakopanem. Były dyrektor PŚ Walter Hofer wymuszał na Wiśle oraz Ruce instalacje sztucznie mrożonych torów. Narzekał też na brak deptaka dla kibiców czy naciskał na instalację siatek wyłapujących wiatr na wielu obiektach.

Tymczasem Niemcy albo Austriacy? Często nie muszą robić niemal nic, a na zły stan ich skoczni FIS przymyka się często oko. Obiekty z Turnieju Czterech Skoczni są tylko jednym z przykładów.

Dobrym porównaniem jest, chociażby sytuacja z sezonu z Willingen, kiedy to rok do roku organizatorzy nie potrafili poradzić sobie z warunkami. Uwagę przykuwał zwłaszcza fatalny stan torów najazdowych. Nie decydowano się jednak na instalacje sztucznego mrożenia torów, tłumacząc się zbyt dużymi kosztami. Nie przeszkadza to temu, by co sezon organizować tam zawody Pucharu Świata.

Czy organizatorzy konkursów w Innsbrucku, Garmisch-Partenkirchen oraz Bischofshofen otrzymają jakieś upomnienie? Czy będą zobowiązani do przeglądu i naprawy infrastruktury, która stanowi niebezpieczeństwo dla zawodników i naraża całą dyscyplinę na pośmiewisko? Znając przykłady z przeszłości, trudno oczekiwać, że tak się stanie i za rok będziemy po prostu świadkami kolejnych wpadek.

Arkadiusz Dudziak, dziennikarz WP SportoweFakty