Najbardziej wymownym obrazem są kolumbijscy żołnierze uzbrojeni po zęby, którzy obstawili przejścia graniczne. Ich obecność stała się szczególnie widoczna po ostatnich wydarzeniach w Wenezueli. Tuż obok nich stoją wozy opancerzone, gotowe do natychmiastowej reakcji.
Oficjalnie władze w Bogocie nazywają to działaniami prewencyjnymi, ale na miejscu nikt nie ma złudzeń – armia jest tu po to, by powstrzymać chaos.
Istnieje realna obawa, że wenezuelskie bojówki paramilitarne lub kartele narkotykowe, działające na zlecenie obecnych władz w Caracas, będą próbowały wywołać zamieszki na granicy. Chodzi o to, by odwrócić uwagę społeczności międzynarodowej od kryzysu w stolicy Wenezueli poprzez wywołanie pożaru na pograniczu.
Dodatkowo na przejściach pojawiło się znacznie więcej policjantów migracyjnych, którzy skrupulatnie kontrolują każdy samochód wjeżdżający do Kolumbii, obawiając się nagłej fali uchodźców.
Kolumbia. Biznes w cieniu karabinów
Mimo luf wycelowanych w stronę Wenezueli życie na granicy to specyficzny miks paniki i oportunizmu.
Cúcuta stała się w ostatnich dniach centrum dla światowych mediów. Na jednym z przejść doliczyłem się około stu dziennikarzy z całego świata – od USA, przez Europę i Amerykę Łacińską, aż po kraje arabskie i Azję. Ten tłum to żyła złota dla lokalnych mieszkańców.

Kolumbijsko-wenezuelskie przejście graniczne. „Wracaj szybko, Kolumbia na ciebie czeka” – brzmi napisTomasz LejmanINTERIA.PL
Taksówkarze nieustannie polują na reporterów oraz na osoby, które przyjeżdżają z Wenezueli z zamiarem osiedlenia się w Kolumbii na stałe. Obok nich natychmiast wyrośli sprzedawcy wody, parasoli przeciwsłonecznych i peleryn przeciwdeszczowych, zarabiający na reporterach relacjonujących wydarzenia godzinami w palącym słońcu lub tropikalnym deszczu. Tuż przed przejściem granicznym w Cúcutcie zarabia się dziś na wszystkim, co ułatwia przetrwanie w tej zawieszonej rzeczywistości.
Wenezuelczycy mogą cię zgarnąć z „ziemi niczyjej”
Próbowałem wejść na most łączący oba kraje, znajdujący się między punktem kontrolnym kolumbijskim a wenezuelskim. Reakcja kolumbijskich policjantów migracyjnych okazała się błyskawiczna.
Uprzejmie, ale stanowczo wyjaśnili, że służby wenezuelskie potrafią wjechać na most w dowolnej chwili, przejąć każdą znajdującą się tam osobę i po prostu ją aresztować.
Ryzyko porwania reportera i wykorzystania go jako zakładnika lub oskarżenia o szpiegostwo jest w tej chwili ogromne.
Wenezuela. Lęk przed biedą i represjami
Z kolei ci, którym udało się przejść z Wenezueli na kolumbijską stronę, opowiadają o prawdziwym chaosie informacyjnym i bytowym po drugiej stronie rzeki. Ludzie panicznie boją się drastycznego wzrostu cen żywności czy braku benzyny. Obawiają się, że ich lokalna waluta ostatecznie straci jakąkolwiek wartość.
Najgorsze są jednak relacje o represjach politycznych. Jeden z rozmówców wspomniał, że podczas inauguracji nowej prezydent, Delcy Rodríguez, w kraju ruszyła obława na tzw. stringerów – lokalnych współpracowników zagranicznych mediów.

Rodziny więźniów politycznych z plakatami przedstawiającymi ich bliskichTomasz LejmanINTERIA.PL
Władze w Caracas chcą w ten sposób całkowicie odciąć świat od wiarygodnych informacji o tym, co dzieje się wewnątrz wenezuelskich miast.
Na granicy po kolumbijskiej stronie pojawili się także Wenezuelczycy, którzy mieszkają w okolicach Cúcuty. Stoją ze zdjęciami swoich bliskich i chcą zwrócić uwagę zagranicznych mediów na to, że ich krewni od lat siedzą w wenezuelskich więzieniach jako polityczni zakładnicy Nicolása Maduro.
Granica Wenezueli i Kolumbii. Widmo eskalacji
Nastroje na pograniczu psują też opowieści o trasie do Caracas. Kolumbijczycy obawiają się tam teraz jeździć, ale ostrzegają przede wszystkim obcokrajowców, ponieważ droga jest usiana nieoficjalnymi punktami kontrolnymi obsługiwanymi przez kartele narkotykowe. Te grupy, działając często pod okiem lub w porozumieniu z lokalnymi władzami, ograbiają podróżnych z wszystkiego, co przedstawia jakąkolwiek wartość.
Nad wszystkim unosi się widmo dalszej eskalacji. Ludzie w Cúcucie doskonale pamiętają ostrzeżenia Donalda Trumpa skierowane pod adresem prezydenta Kolumbii. Boją się, że destabilizacja sąsiedniego kraju to tylko początek problemów, które mogą uderzyć bezpośrednio w nich.
Dzisiaj na pograniczu nikt nie pyta, „czy” sytuacja się pogorszy, tylko „kiedy” władze w Waszyngtonie będą próbowały wywierać naciski na władze w Bogocie.
Z Cúcuty dla Interii Tomasz Lejman
„Polityczny WF”: Nowa szarża PiS! Kto technicznym premierem?INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
