Operacja amerykańskich sił specjalnych, która zakończyła się schwytaniem prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, odbiła się szerokim echem na arenie międzynarodowej. W centrum uwagi znalazł się przywódca Korei Północnej, Kim Dzong Un, który – według ekspertów – z niepokojem obserwuje wydarzenia w Caracas. Analitycy ostrzegają, że sukces Stanów Zjednoczonych w obaleniu kolejnego autorytarnego przywódcy może jeszcze bardziej utwierdzić północnokoreańskiego dyktatora w przekonaniu, że tylko broń jądrowa gwarantuje mu przetrwanie.
Kim Dzong Un podczas testów pocisku Hwasal w 2023 roku
/STR/AFP/East News /East News
W oficjalnym oświadczeniu przekazanym przez rzecznika północnokoreańskiego MSZ, Korea Północna stanowczo potępiła amerykańską operację w Wenezueli, określając ją mianem „inwazji” i „najpoważniejszego naruszenia suwerenności”. Władze w Pjongjangu podkreśliły, że działania Waszyngtonu są „rażącym pogwałceniem Karty Narodów Zjednoczonych i prawa międzynarodowego”, a także dowodem na „gangsterską i bestialską naturę Stanów Zjednoczonych”.
W komunikacie podkreślono, że Korea Północna „zdecydowanie potępia” amerykańską interwencję i wyraża solidarność z narodem wenezuelskim. Warto przypomnieć, że Kim Dzong Un i Nicolás Maduro utrzymywali bliskie relacje, wymieniając się gratulacjami przy okazji ważnych wydarzeń politycznych i wspólnie krytykując politykę USA.
Eksperci zwracają uwagę, że wydarzenia w Wenezueli mogą mieć dalekosiężne konsekwencje dla polityki Korei Północnej. Przypominają, że po śmierci libijskiego dyktatora Muammara Kaddafiego w 2011 roku, Pjongjang natychmiast wprowadził surowe środki kontroli informacji i ograniczył powroty obywateli z zagranicy, obawiając się wybuchu niepokojów wewnętrznych. Podobne reakcje można było zaobserwować po obaleniu Saddama Husajna w Iraku.
Obecnie, po schwytaniu Maduro, Kim Dzong Un może jeszcze bardziej utwierdzić się w przekonaniu, że jedyną gwarancją bezpieczeństwa jego reżimu jest posiadanie broni jądrowej. Po losie Husajna i Kaddafiego, Kim Dzong Un może postrzegać Maduro jako kolejnego przywódcę, który nie posiadał atomowego arsenału i nie był w stanie obronić się przed interwencją USA – komentuje były dyplomata na łamach „The Korean Times”.
W ostatnich dniach Korea Północna przeprowadziła kolejne testy rakiet balistycznych, co – według analityków – jest bezpośrednią odpowiedzią na wydarzenia w Wenezueli. Kim Dzong Un wysyła jasny sygnał do Stanów Zjednoczonych: „Nie jesteśmy Wenezuelą. Jesteśmy gotowi odpowiedzieć i mamy ku temu środki” – podkreśla Hong Min, starszy analityk z Koreańskiego Instytutu Zjednoczenia Narodowego.
Warto przypomnieć, że podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa, gdy amerykański prezydent groził Korei Północnej „ogniem i furią”, Kim Dzong Un zdecydował się na dialog. Jednak – jak zauważa profesor Koh Yu-hwan z Uniwersytetu Dongguk – „dziś, gdy Korea Północna dysponuje już pełnym potencjałem nuklearnym, sytuacja wygląda zupełnie inaczej”.
Chociaż nie można wykluczyć, że Kim Dzong Un podejmie pewne gesty pojednawcze wobec Waszyngtonu po wydarzeniach w Caracas, eksperci są zgodni: nie ma obecnie szans na rozmowy o rozbrojeniu nuklearnym. To nie jest sytuacja, w której Kim byłby gotów rozmawiać o denuklearyzacji. Wręcz przeciwnie – będzie jeszcze bardziej zdeterminowany, by utrzymać i rozwijać swój arsenał – podkreśla Koh.
Upadek Maduro to dla Kim Dzong Una kolejny sygnał ostrzegawczy. Północnokoreański przywódca, mimo osobistych spotkań z Donaldem Trumpem, nie może wykluczyć, że Stany Zjednoczone zdecydują się na podobną operację także przeciwko jego reżimowi. W tej sytuacji, według ekspertów, Pjongjang będzie jeszcze bardziej nieprzejednany w kwestii swojego programu nuklearnego, a wszelkie próby dialogu mogą napotykać na jeszcze większy opór.