Jest 19 stycznia 2001 roku. Na festiwalu Sundance premierę ma „Donnie Darko” debiutanta Richarda Kelly’ego. Dziwaczna opowieść o nastolatku widzącym upiornego królika podzielił wówczas krytyków. Na początku filmu widzimy katastrofę lotniczą, w wyniku której na dom rodziny Darko spada silnik samolotu. Kinową premierę produkcji zaplanowano na październik 2001 roku, czyli kilka tygodni po zamachach z 11 września, gdy na Nowy Jork i Waszyngton spadły samoloty. Film Kelly’ego miał więc bardzo ograniczony marketing i dystrybucję. Efekt? Niewiele ponad pół miliona przychodów przy budżecie 4,5 mln dolarów.

Wydawało się, że „Donnie Darko” padł ofiarą zmiany nastrojów w świecie po atakach z 11 września i zostanie zapomniany. Stało się zupełnie inaczej dzięki rynkowi DVD, nocnym pokazom w campusach studenckich i rosnącej famie filmu, który zyskał miano kultowego. Kim jest ten tajemniczy nastolatek Dannie Darko o twarzy zupełnie nieznanego wówczas, ale już magnetycznego Jake’a Gyllenhaala? Dlaczego widzi postać w przebraniu królika, która mówi mu, że świat się skończy dokładnie za 28 dni? Co w tym osadzonym w dalekim 1988 roku, niezależnym i tanim filmie robią takie gwiazdy, jak Drew Barrymore i Patrick Swayze? Do tego jeszcze dochodzi lotnicza katastrofa, która zmienia życie wszystkich bohaterów tak, jak zmieniła cały świat w 2001 roku. Czy ten film przewidział ataki z 11 września i koniec świata, jaki znaliśmy w latach 90. XX wieku? Czy proroczym filmem może być horror z dziecinnym wątkiem podróży w czasie, którego kulminacja ma na dodatek miejsce w Halloween?

Aura tajemniczości wokół filmu rosła również poza granicami USA. Tytuł został wpuszczony do kin w Wielkiej Brytanii, gdzie osiągnął spory sukces. Richard Kelly uważa, że wpływ na jego świetny odbiór na Wyspach miał fakt, że w „Donnie Darko” jest sporo brytyjskiego postpunku i New Wave. Na ścieżce dźwiękowej usłyszeć można Joy Division i Duran Duran.

W 2004 roku Kelly dostał 290 tyś. dolarów od Newmarket Films, by zmontować reżyserką wersję, którą ponownie wprowadzono do kin. Wcześniej żaden reżyser filmu, który okazał się być finansową klapą, nie dostał propozycji wypuszczenia wersji reżyserskiej! Udział w drugim życiu tej produkcji miał Christopher Nolan, którego przełomowe „Memento” zostało wyprodukowane i dystrybuowane właśnie przez Newmarket Films. Swoje dołożyła też Drew Barrymore i jej Flower Films, która była jedną z producentek filmu. To dzięki jej zaangażowaniu udało się obsadzić Patricka Swayze.

Ostatecznie film zarobił 7,5 mln dolarów na rynkach międzynarodowych i ponad 10 mln dolarów na rynku DVD. Po 25 latach od premiery w USA „Donnie Darko” wchodzi do polskich kin. Dobrze, że w wersji oryginalnej, choć 20 minut dłuższa wersja reżyserska też ma swój urok. Polecam obejrzenie obu. Moje serce jest jednak bliższe wersji pierwotnej, która ma lepszy, ale też bardziej niepokojący rytm.


Zdjęcie





Jena Malone i Jake Gyllenhaal w filmie „Donnie Darko” / screen
/materiały prasowe

Scenariusz „Donnie Darko” bardzo długo krążył po Hollywood, które uznawało go za niemożliwy do sfilmowania. Paranoiczny klimat, osobliwa metafizyka, zaburzony nastolatek i jeszcze wątek horroru odpychały producentów w latach 90., co było zaskakujące, bo przecież jest to era filmowego postmodernizmu zapoczątkowanego rewolucją Quentina Tarantino. Jednak politycznie lata 90. były okresem amerykańskiego karnawału. Zwycięstwo USA w zimnej wojnie, powszechnie przyjęta koncepcja „końca historii”, triumf liberalnej demokracji i globalizmu. „Gospodarka głupcze!”- głosił prezydent USA Bill Clinton. Wszystko skończyło się 11 września 2001 roku, gdy okazało się, że pojawił się nowy wróg. Niewidzialny i fanatyczny. Legenda „Donny Darko” rodziła się w czasie, gdy zachodni świat zanurzał się w paranoicznym strachu przed terroryzmem. Koperty z wąglikiem, bomby w europejskich stolicach, krwawe wojny w Iraku i Afganistanie, kryzys gospodarczy – to wszystko pasowało do ponurego klimatu filmu Kelly’ego.

Dziś żyjemy w świecie powszechnej paranoi, fake newsów i nowego porządku, który układa świat według zupełnie nowych reguł. Niejasnych i ideologicznie hybrydowych. Dlatego „Donnie Darko” tak dobrze się dziś ogląda. Jest to kino bardzo eklektyczne gatunkowo. Z jednej strony jest to krzywe zwierciadło kina o dorastaniu na amerykańskich suburbiach. Można dostrzec tutaj hołd dla „Blue Velvet” Davida Lyncha. Tajemnicza postać o imieniu Frank w metalicznej masce królika mógłby się pojawić w „Twin Peaks” (swoją drogą Lynch w 2002 roku pokazał równie upiorne króliki w filmie „Rabbits”), natomiast wątek podróży w czasie fascynujący licealistę może być uznany za satyrę z ikonicznego „Powrotu do przyszłości” Roberta Zemeckisa. 

Ciekawe, jak odbiorą „Donnie Darko” widzowie wychowani już na „Stranger Things”, gdzie (szczególnie w finale) koniec lat 80. XX wieku jest magicznie nostalgiczny i sentymentalny. Rok 1988, w którym rozgrywa się akcja „Donnie Darko” dekonstruuje ten okres, zapowiadając nadejście innego końca historii niż ten obiecany przez neoliberałów z lat 90. To koniec w pojęciu apokaliptycznym. Film Kelly’ego doczekał się zresztą poważnych interpretacji zarówno filozoficznych i teologicznych. To jednak temat na oddzielny tekst.


Zdjęcie





Jake Gyllenhaal w filmie „Donnie Darko” / screen
/materiały prasowe

Choć „Donnie Darko” jest filmem idealnym do obejrzenia w kinie domowym, gdzie można na spokojnie odkrywać jego ukryte znaczenia i podteksty, seans na dużym ekranie pozwoli lepiej wczuć się w jego stronę wizualną. Przecież jedna z ikonicznych scen, gdy Donnie widzi królika, rozgrywa się w ciemnej sali kinowej. Warto też na wielkim ekranie zobaczyć, jak swoją wielką karierę zaczynał Jake Gyllenhaal oraz jego siostra Maggie, grająca Elizabeth Darko. Rodzeństwo po latach wróciło do pracy ze sobą. W tym roku na ekranach pojawi się „Panna młoda!” w reżyserii Maggie Gyllenhall, gdzie Jake gra jedną z ról.

Postać wyalienowanego, ale też buntowniczego nastolatka Donnie’ego Darko może rezonować wśród dzisiejszych zagubionych w cyfrowej przestrzeni nastolatków. Szczególnie, że Donnie jest chłopakiem z tzw. dobrego domu. Ma kochających i troskliwych rodziców (świetni Mary McDonnell i Holmes Osborne) oraz wspierających go mądrych i empatycznych nauczycieli (Drew Barrymore i Noah Wyle, którego kariera odrodziła się w serialu „The Pitt”). To jednak nie chroni go przed głębokimi problemami egzystencjalnymi i psychicznymi.


Zdjęcie





Jena Malone i Jake Gyllenhaal w filmie „Donnie Darko” / screen
/materiały prasowe

Warto też zwrócić uwagę na rolę Patricka Swayze. Nie tylko dlatego, że jest to jego ostatnia wyrazista kreacja (aktor zmarł w 2009 roku), ale też odzwierciedla dzisiejsze czasy. Swayze wciela się w pisarza i mówcę motywacyjnego, który w rzeczywistości jest zwykłym manipulatorem i fałszywym prorokiem. Zarówno w wymiarze religijnym, jak i psychologicznym. Dziś świat jest pełen podobnych hochsztaplerów.

„Donnie Darko” jest filmem, który stworzył wspólnotę widzów w czasach, gdy nie było streamingu. Jego reżyser nie osiągnął później znaczącego sukcesu w Hollywood, choć współpracujący z nim Kevin Smith uważa go za filmowca o talencie nie mniejszym niż Christopher Nolan. Kelly wciąż próbuje nakręcić film, który dorównałby jego debiutowi sprzed ćwierćwiecza. Cóż, do historii kina już wszedł jako autor wizji, która nie tylko się nie starzeje, ale z każdym kolejnym rokiem niepokoi coraz bardziej. W czasie jego festiwalowej premiery Ameryka jeszcze nie wiedziała, że zegar tyka. Teraz tyka całemu światu. Czasu nie cofniemy, ale możemy zobaczyć co z nim robi Donnie Darko. 

„Donnie Darko” trafi na ekrany polskich kin 9 stycznia. Dystrybutorem tytułu jest firma Reset.



Wideo






Amanda Seyfried: Nigdy wcześniej czegoś takiego nie zagrałam
materiały prasowe