Chińscy producenci samochodów rozpychają się na europejskim rynku. Również w Polsce w ostatnich miesiącach byliśmy świadkami debiutu takich marek jak MG, BYD czy Omoda, które szybko zdobyły klientów. Tylko w naszym kraju w roku 2024 zanotowano 30-krotny wzrost sprzedaży pojazdów pochodzących z Państwa Środka. Statystyki za rok 2025 powinny być równie imponujące.
Firmy z Chin coraz lepiej radzą sobie również na innych europejskich rynkach, co wynika m.in. z konkurencyjnych cen oraz opracowania wydajnych silników elektrycznych. Jednak w Pekinie zdano sobie sprawę, że najlepszą formą promocji samochodów w Europie jest motorsport. Dlatego nakreślono scenariusz, zgodnie z którym chińscy producenci mają podbić świat wyścigów, w tym 24h Le Mans.
ZOBACZ WIDEO: Otwierają biznes w Polsce. Fabiański mówi o swojej roli
Chińczycy chcą wejść do WEC
Z informacji podanych przez motorsport.com wynika, że koncerny Chery i Lynk&Co (właściciel Geely) planują wejście do długodystansowych mistrzostw świata WEC w klasie Hypercar i rywalizację w prestiżowym 24h Le Mans. Oznacza to, że chińscy giganci staliby się m.in. konkurentami Roberta Kubicy, który za kierownicą Ferrari wygrał ubiegłoroczną edycję francuskiego klasyka.
Koncern Chery zaprezentował właśnie pięcioletnią mapę rozwoju, w której centrum umieścił markę premium o nazwie Exeed (istnieje od 2017 roku). W planie jednoznacznie zaznaczono, że firma chce zostać pierwszym chińskim producentem, który wygra 24h Le Mans. Gigant z Państwa Środka podzielił swoją koncepcję na trzy etapy.
Pierwszy etap obejmuje umowę, jaką Chery podpisało 13 grudnia z Automobile Club de l’Ouest (organizator 24h Le Mans). Porozumienie wykracza poza zwykłe działania marketingowe. Częścią tej „pełnoskalowej współpracy” ma być budowa w Wuhu, gdzie mieści się siedziba grupy, toru z certyfikacją Le Mans. Producent zapowiada wykorzystanie motorsportu jako poligonu doświadczalnego dla efektywności i niezawodności przyszłych modeli, które w kolejnych latach mają trafiać na rynek europejski.
Szefowie Lynk&Co również patrzą w kierunku WEC. Należący do firmy koncern Geely (właściciel m.in. Volvo i Polestar) zakończył udział w serii wyścigowej TCR World Tour, aby skupić się na wyścigach długodystansowych. Firma nie sprecyzowała, czy chodzi o kategorię GT3 czy też najwyższą klasę Hypercar, ale źródła motorsport.com wskazują, że najprawdopodobniej chodzi o podbicie najwyższej kategorii WEC (Hypercar).
Chińczycy mają być gotowi m.in. do zakontraktowania europejskich kierowców, którzy posiadają wiedzę i doświadczenie z europejskich programów wyścigowych, aby rozwijać samochody z myślą o zawodach długodystansowych.
Złota era WEC
Dołączenie dwóch chińskich gigantów do WEC byłoby kolejnym powodem do dumy dla długodystansowych mistrzostw świata. Wprawdzie przed sezonem 2026 z rywalizacji w cyklu wycofało się niemieckie Porsche, które przeżywa problemy finansowe m.in. ze względu na słabnącą sprzedaż w Chinach, ale za to do debiutu w WEC szykuje się koreański Genesis (marka należąca do Hyundaia).
Ponadto w ostatnich latach w WEC pojawiły się takie marki jak Ferrari, Aston Martin, BMW, Cadillac czy Peugeot, a w kolejnych latach do mistrzostw dołączyć mają Ford i McLaren. Dlatego obecny okres nazywa się „złotą erą” długodystansowych mistrzostw świata.
Rozwój WEC doprowadził do rozszerzenia kalendarza mistrzostw z sześciu do ośmiu rund. Dołączenie chińskich producentów do stawki miałoby sprawić, że jeden z wyścigów długodystansowych mistrzostw świata odbywałby się na torze w Szanghaju, który obecnie gości Formułę 1.