Stany Zjednoczone przejęły w środę 7 stycznia tankowiec pod rosyjską banderą, po pościgu przez północny Atlantyk. Jednostka zmierzała z Wenezueli w kierunku Europy — potwierdzili w rozmowie z POLITICO jeden przedstawiciel władz USA oraz jeden urzędnik europejski.
Do zajęcia tankowca, znanego pierwotnie pod nazwą Bella 1, doszło w środowy poranek, ponad tydzień po tym, jak statek zdołał ominąć blokadę amerykańskiej marynarki wojennej, wymierzoną w objęte sankcjami jednostki wypływające z Wenezueli.
W trakcie pościgu statek zmienił rejestrację i przeszedł pod rosyjską banderę. W praktyce wciąga to Rosję w całą sprawę i otwiera drogę do poważnego sporu dyplomatycznego z Moskwą.
Według danych z serwisów śledzących ruch lotniczy, do wejścia na pokład tankowca wykorzystano amerykańskie śmigłowce oraz jednostkę Straży Przybrzeżnej, działające na podstawie uprawnień policyjnych. W tym samym czasie nad akwenem, w pobliżu wód brytyjskich, krążyły amerykańskie i brytyjskie samoloty patrolowe P-8, wyspecjalizowane w zwalczaniu okrętów podwodnych, a także co najmniej trzy mniejsze amerykańskie samoloty rozpoznawcze.
Stany Zjednoczone objęły Bellę 1 sankcjami już w 2024 r., po tym jak amerykańscy urzędnicy oskarżyli statek o transport irańskiej ropy sprzedawanej na czarnym rynku.
We wtorek 6 stycznia rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało agencję TASS, że „z nieznanych nam powodów rosyjski statek znajduje się pod nadmiernym zainteresowaniem ze strony wojsk USA i NATO, całkowicie nieproporcjonalnym do jego pokojowego charakteru”.
Administracja Donalda Trumpa po środowym przejęciu statku nie złagodziła tonu.
Blokada objętej sankcjami i nielegalnej wenezuelskiej ropy pozostaje W PEŁNI w mocy — na całym świecie
— napisał w mediach społecznościowych sekretarz obrony Pete Hegseth, dokładnie w momencie, gdy Dowództwo Europejskie USA prowadziło operację skoordynowaną z resortami sprawiedliwości oraz bezpieczeństwa wewnętrznego.
Amerykańska ofensywa trwa
Po schwytaniu wenezuelskiego przywódcy Nicolasa Maduro podczas amerykańskiej operacji wojskowej w zeszłym tygodniu, zajęcie tankowca Bella 1 jest wyraźnym sygnałem, że administracja zamierza dalej wywierać presję na Wenezuelę.
Od czasu wejścia na pokład rosyjskiego tankowca Skipper w zeszłym miesiącu, władze USA pracują nad wprowadzeniem faktycznego embarga na jednostki objęte sankcjami, co stanowi kluczowy element tej kampanii nacisku.
Handout / US Attorney General Pam Bondi’s X account / AFP / East News
Zatrzymanie tankowca „Skipper” przez amerykańskich żołnierzy, 10 grudnia 2025 r.
Do przejęcia statku doszło w momencie, gdy prezydent Donald Trump w ostatnich miesiącach zaczął odgrywać znacznie bardziej aktywną rolę w dyplomacji południowoamerykańskiej. Najbardziej spektakularnym pokazem siły była sobotnia operacja, podczas której wojsko USA zatrzymano Maduro w jego pałacu w Caracas, aby postawić go przed sądem pod zarzutami handlu narkotykami i korupcji.
Trump zasugerował następnie, że kolejnym celem jego działań zmierzających do zmiany władzy może być Kolumbia. Na celowniku prezydenta pozostaje również Kuba — sekretarz stanu Marco Rubio od dawna opowiada się bowiem za obaleniem komunistycznego rządu w Hawanie.
Ambicje kontra nastroje
Zainteresowanie prezydenta sprawami Ameryki Południowej pojawia się jednak przy dość ograniczonym poparciu społecznym w USA.
W grudniowym sondażu przeprowadzonym przez Uniwersytet Quinnipiac zdecydowana większość Amerykanów opowiedziała się przeciwko militarnej interwencji USA w Wenezueli, pokazując wyraźny sceptycyzm wobec udziału ich kraju w konflikcie zbrojnym w Ameryce Południowej.
Z kolei najnowsze badanie agencji Reutera/Ipsos, opublikowane w poniedziałek 5 stycznia, wykazało, że jedynie około jedna trzecia ankietowanych popiera amerykańską operację, która doprowadziła do obalenia Nicolasa Maduro, a 72 proc. obawia się, że Stany Zjednoczone mogą zbyt głęboko uwikłać się w wewnętrzne sprawy Wenezueli — niezależnie od tego, czy chodzi o wysiłki wojskowe, czy polityczny nadzór nad krajem.
W badaniu wyraźnie widać także rozbieżności między wyborcami różnych partii: większość zwolenników Partii Republikańskiej popiera działania administracji, podczas gdy wśród demokratów i niezależnych poparcie jest znacznie niższe.