Sprawa wyszła na jaw, gdy metropolita wrocławski abp Józef Kupny skierował do wspólnoty specjalną komisję złożoną z biblisty, dogmatyka, prawnika oraz psychologa. Przez dwa miesiące badali oni świadectwa członków, nagrania nauk oraz dokumentację grupy. Wnioski okazały się przerażające.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jakie metody manipulacji stosowano w wspólnocie Agalliasis?
Co mówi raport na temat wpływu liderów na małżeństwa?
Jakie zastrzeżenia zgłosił abp Józef Kupny dotyczące małżeństw w tej wspólnocie?
Co się stało z członkami wspólnoty po wprowadzeniu zaleceń naprawczych?
Z raportu wynika, że w Agalliasis stosowano metody sekciarskie. Wspólnota, choć formalnie katolicka, w praktyce odchodziła od oficjalnego nauczania Kościoła m.in. na rzecz tzw. pentekostalizacji (uzielonoświątkowienia). Eksperci wskazali na:
- skupianie się na tekstach o karach i potępieniu,
- odrzucenie rozumu na rzecz wizji, snów proroczych i subiektywnych odczuć,
- praktykowanie proroctw, które nie podlegały żadnej zewnętrznej kontroli.
Małżeństwa pod dyktando liderów i osaczanie miłością
Jednym z najbardziej wstrząsających aspektów działalności grupy był wpływ osób trzecich na sakrament małżeństwa. Według cytowanych przez „Gazetę Wyborczą” świadectw zebranych przez kurię, we wspólnocie wywierano naciski na wybór konkretnego kandydata na żonę czy męża, lub rezygnację z wybranego partnera.
Arcybiskup Kupny ostrzegł, że takie działanie, ubrane w motywację religijną, jest niegodziwe i może skutkować nieważnością zawartych w ten sposób małżeństw.
Dodatkowo niepokój hierarchów wzbudziła zasada „najpierw dzieci, potem małżeństwo”. Choć członkowie grupy angażowali się w chwalebną pomoc dzieciom pozbawionym opieki, kuria uznała za niewłaściwe odwracanie naturalnego porządku rodziny.
Wspólnota miała stosować klasyczne mechanizmy psychomanipulacji. Nowi członkowie byli poddawani tzw. osaczaniu miłością, po którym wymagano od nich bezwzględnego posłuszeństwa. Wolność wyboru była iluzoryczna — jeśli ktoś miał podjąć decyzję niezgodną z sugestią lidera, straszono go, że spotka go coś złego lub grożono tzw. karą proroka.
Problemem okazały się również finanse. Choć liderzy powołali fundację i zbierali wpłaty, przeciętny członek grupy nie miał realnego wglądu w to, jak wydawane są pieniądze.
Ekspert: to wina biskupów
Ks. prof. Andrzej Kobyliński w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” ocenia sytuację ostro: „to efekt bezkrytycznego akceptowania religijności zielonoświątkowej przez władze kościelne”. Według niego takie wspólnoty są tolerowane, bo przyciągają tłumy i zwiększają dochody diecezji, podczas gdy na margines schodzi troska o doktrynę i dobro wiernych, którzy mogą stać się ofiarami nadużyć duchowych.
Po kontroli i wydaniu zaleceń naprawczych we wspólnocie doszło do rozłamu. Znaczna część animatorów i członków wypowiedziała posłuszeństwo biskupowi i założyła nieformalną grupę (działającą m.in. pod nazwą DOXA d. Agalliasis lub Rodzina). Kuria ostrzega, że grupa ta znajduje się w sytuacji „mocno zranionej jedności z Kościołem”.
Sami liderzy grupy w mediach społecznościowych przeprosili tych, którzy poczuli się zranieni, twierdząc, że mieli „za mało miłości”. Jednocześnie wciąż unikają publicznego wyjaśniania szczegółów, deklarując chęć szukania jedności wewnątrz Kościoła. Tylko niewielka część pierwotnej wspólnoty podporządkowała się kurii i przechodzi obecnie proces naprawczy pod nadzorem asystenta kościelnego.