W ostatnich dniach swojej pierwszej kadencji Donald Trump przekonał się, że amerykańska konstytucja pełna jest niejasności, luk i granic, których nikt wcześniej nie testował. W kolejnych latach dowiedział się, że ukaranie prezydenta, który postanowił je sprawdzić, jest niemal niemożliwe. Przeciwnie — został za to nagrodzony drugą kadencją i potężnym, nadanym przez Sąd Najwyższy immunitetem przed postępowaniem karnym.

„Trump 2.0” jest uosobieniem tej lekcji. A ci, którzy wzniecali zamieszki w jego imieniu, wyciągnęli podobny wniosek. W ciągu kilku godzin od objęcia urzędu Trump masowo ułaskawił 1500 osób, które wtargnęły na Kapitol w jego imieniu, w tym setki takich, które atakowały policję.

Sędziowie federalni prowadzący ich sprawy obawiali się wówczas, że najbardziej brutalni sprawcy uznają akt łaski za przyzwolenie na przemoc. Jeszcze bardziej jednak przestrzegali, że nagłe zakończenie postępowań dotyczących wydarzeń z 6 stycznia uniemożliwi krajowi prawdziwe zmierzenie się z najgroźniejszym aspektem ataku. Tego dnia setki obywateli — dotychczas praworządnych, z których wielu służyło krajowi lub pokonało osobiste trudności — zostały zwiedzione kłamstwem na temat wyborów z 2020 r. i zachęcone do dołączenia w do agresywnego tłumu.

Obie te lekcje wskazują, że 6 stycznia pozostaje kluczowy dla zrozumienia drugiej prezydentury Trumpa, podobnie jak podsumował jego pierwszą. Etos drugiej kadencji Trumpa narodził się w ostatnich dniach pierwszej.

Nieskrępowana władza prezydenta

Tak jak pięć lat temu Trump precyzyjnie celuje w luki między zapisami Konstytucji, testując lub przekraczając granice, których jego poprzednicy bali się nawet dotknąć.

Donald Trump, prezydent USA, podczas konferencji prasowej. Palm Beach, 3 stycznia 2026 r.

Donald Trump, prezydent USA, podczas konferencji prasowej. Palm Beach, 3 stycznia 2026 r.EPA/NICOLE COMBEAU / POOL / PAP

W szybkim tempie Trump sięgał po uprawnienia nadzwyczajne, by nałożyć bezprecedensowe cła; podważał prawo Kongresu do decydowania o budżecie, tnąc miliardy z programów pomocy zagranicznej; wysyłał Gwardię Narodową do miast i stanów wbrew woli ich władz; wykorzystywał prerogatywy czasu wojny do deportowania setek osób bez procesu sądowego; i nakazywał śmiertelne ataki na łodzie, które — jak twierdził — przewoziły narkotyki do USA.

Każda z tych akcji, włącznie z ubiegłotygodniowym usunięciem prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro z Caracas, wymagała od Trumpa przekroczenia granic wątpliwych z punktu widzenia prawa. To wizja nieskrępowanej władzy wykonawczej, realizowana z brawurą prezydenta świadomego, że jest poza zasięgiem prokuratorów, parlamentarzystów i sędziów, którzy pięć lat temu chcieli go ukarać za próbę zablokowania przekazania władzy.

Trump przez cały rok starał się przedstawić nie sam atak na Kapitol, lecz postępowania karne wobec uczestników tych wydarzeń, jako „ogromną narodową niesprawiedliwość”. Solidaryzował się z uczestnikami zamieszek i pozbył się śledczych, którzy chcieli pociągnąć do odpowiedzialności jego i sprawców ataku.

Pomagał mu w tym fakt, że niemal wszystkie stanowe sprawy karne dotyczące próby obalenia wyniku wyborów w 2020 r. spaliły na panewce. Niedawno Trump ogłosił też drugie szeroko zakrojone ułaskawienie wszystkich, którzy pomogli mu podważać wynik wybory z 2020 r. — w tym prawników Rudy’ego Giulianiego, Johna Eastmana i Sidney Powell.

Dziś Trump, po raz pierwszy od czasu, gdy tamte dzień niemal zrobił z niego politycznego pariasa, obchodzi rocznicę 6 stycznia jako prezydent.

— Nieustanna obsesja mediów na punkcie 6 stycznia to jeden z powodów, dla których zaufanie do prasy jest na historycznie niskim poziomie — powiedziała rzeczniczka Białego Domu Abigail Jackson, nie wspominając o tym, że sam Trump nadal komentuje 6 stycznia w mediach społecznościowych, nawet w ostatnim miesiącu. — Prezydent Trump został ponownie wybrany, by realizować agendę: zabezpieczenie granic, spadek przestępczości, ożywienie gospodarki. Prezydent dowozi.

„Utrata kontroli, wybuchy gniewu, chęć przemocy”. Przerwane próby rozliczeń

W tygodniach poprzedzających drugą inaugurację Trumpa wielu sędziów obawiało się, że masowe ułaskawienie uczestników ataku na Kapitol przekreśli próby zrozumienia, jak zwykli, praworządni obywatele stali się pionkami w tłumie, omamionymi przez wpływowych liderów kłamstwem na temat wyniku wyborów w 2020 r.

— Nie wiem, czy jako kraj zrobiliśmy wystarczająco dużo, by zastanowić się, jak do tego doszło — stwierdził sędzia federalny Amit Mehta podczas rozprawy w grudniu 2024 r. Jego słowa padły, gdy skazywał Richarda Markeya na 30 miesięcy więzienia za napaść na policjanta podczas szturmu na Kapitol. Sędzia, mianowany przez Obamę, zastanawiał się głośno, jak człowiek bez przeszłości kryminalnej, z ustabilizowaną rodziną i dobrą opinią, znalazł się w pierwszym szeregu tłumu i „jak to możliwe, że tacy ludzie jak pan Markey w tej konkretnej chwili stali się kimś, kim nie byli — utrata kontroli, wybuchy gniewu, chęć przemocy”.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Podobna historia dotyczyła Davida Camdena. Po trudnym dzieciństwie z ojcem uzależnionym od narkotyków wstąpił do armii w 1997 r. i otrzymał honorowe zwolnienie ze służby. W międzyczasie sam uzależnił się od metamfetaminy, spędził lata na walce z nałogiem i bezdomnością. Pomimo tych trudności zgłosił się na odwyk i do ośrodka readaptacyjnego, zdobył dyplom i stabilną pracę. Od 20 lat jest trzeźwy i wykorzystuje swoje doświadczenia, by pomagać w leczeniu uzależnień oraz ratować zwierzęta.

Jednak 6 stycznia 2021 r. Camden dołączył do tłumu. Przewracał policyjne barykady, podjudzał innych, użył gaśnicy przeciwko policji. Nie przestawał nawet po użyciu wobec niego gazu. Dla sędzi Tanyi Chutkan sprawa Camdena była „tragedią”. — Wydostał się pan z tej przepaści — powiedziała podczas rozprawy 10 stycznia 2025 r. — by zaryzykować wszystko dla kłamstwa, jakoby wybory 2020 r. zostały sfałszowane.

Spraw takich jak Markeya i Camdena było zaskakująco dużo: wielu uczestników zamieszek z 6 stycznia znalazło się na dnie podczas pandemii COVID-19, straciło pracę, zerwało kontakty społeczne, popadło w uzależnienie od mediów społecznościowych i stało się podatnych na dezinformację o fałszowaniu wyborów. Często byli to weterani z niedostatecznym wsparciem w zakresie zdrowia psychicznego. Część sędziów wyrażała zaniepokojenie nadreprezentacją weteranów na ławie oskarżonych.

Próba zrozumienia tych procesów została gwałtownie przerwana masowym ułaskawieniem — które skróciło lub całkowicie zniosło kary nawet dla najbardziej brutalnych sprawców oraz tych, którzy planowali zapobiec przekazaniu władzy.

Wśród nich był Julian Khater, który dzień przed śmiercią oficera Briana Sicknicka (uznaną za naturalną) użył gazu pieprzowego wobec funkcjonariusza Kapitolu. Ryan Nichols, który w drodze na Kapitol nagrał groźby wobec kongresmenów („przeciągniemy was za tyłki po ulicach”), po czym brał udział w starciach z policją. Ryan Samsel, który jako pierwszy przełamał policyjne barykady, uruchamiając falę przemocy i gróźb na terenie Kapitolu. David Dempsey, który rzucał przedmiotami w policjantów, wymachiwał kijem, używał gazu pieprzowego i usłyszał wyrok 20 lat więzienia.

Było też 18 wyroków za spisek przeciwko państwu, które Trump anulował — głównie przez złagodzenie wyroków — dla liderów skrajnie prawicowych grup Oath Keepers i Proud Boys, którzy strategicznie ustawiali się w tłumie, by wywołać jak największy chaos. Ławy przysięgłych uznały, że był to element planu brutalnego powstrzymania przekazania władzy z rąk Trumpa do Bidena. Lider Oath Keepers Stewart Rhodes zgromadził w hotelu w Arlington broń i sprzęt — „siłę szybkiego reagowania”, gotową ruszyć na Waszyngton, gdyby walki się nasiliły.

Tłum przemierzał korytarze Kapitolu, zmuszając kongresmenów do ucieczki w panice. Ścigali wiceprezydenta Mike’a Pence’a za odmowę spełnienia żądań Trumpa, by odwrócić wynik wyborów — QAnon Shaman, czyli Jacob Chansley, zostawił dla Pence’a groźbę w sali Senatu. Splądrowano biuro spikerki Izby Nancy Pelosi, kradnąc jej laptopa i terroryzując kongresmenów oraz ich pracowników, którzy bali się o życie. Wielu sprawców miało broń, jak John Banuelos, który oddał strzały w powietrze przed Kapitolem, czy Patrick McCaughey, który przygniótł policyjnego oficera Daniela Hodgesa w drzwiach, tworząc jeden z najsłynniejszych obrazów walki wręcz z tego dnia.

„Donald Trump żerował na partyjnej lojalności swoich ludzi”

W ostatnich tygodniach pojawiają się skromne, ale konsekwentne wysiłki, by nie pozwolić, aby rzeczywistość 6 stycznia została zapomniana. Byli członkowie kongresowej komisji, która zaciekle badała próbę obalenia wyniku wyborów, spotkają się ponownie, aby przypomnieć o roli Trumpa w podsycaniu chaosu.

Jack Smith, były prokurator specjalny. Waszyngton, 17 grudnia 2025 r.

Jack Smith, były prokurator specjalny. Waszyngton, 17 grudnia 2025 r.EPA/WILL OLIVER / PAP

Jack Smith, były prokurator specjalny, który oskarżył Trumpa o próbę podważenia wyniku wyborów w 2020 r., podczas przesłuchania 17 grudnia przed komisją kierowaną przez Republikanów, otwarcie przypisał winę za chaos i przemoc z 6 stycznia Trumpowi. Republikanie wielokrotnie dawali mu przestrzeń, by przedstawił dowody zgromadzone przeciwko Trumpowi i wyraził przekonanie, że w procesie sądowym uzyskałby wyrok skazujący.

— Przedstawilibyśmy na procesie dowody na to, jak Donald Trump żerował na partyjnej lojalności swoich ludzi — mówił Smith i wielokrotnie wracał do tego motywu podczas całodziennego przesłuchania.

Mimo tych niełatwych wysiłków demokratyczni kongresmeni i policjanci pozywający Trumpa za jego działania 6 stycznia wkrótce mogą doczekać się decyzji, od której zależy, czy ich pozwy trafią do sądu. Wznowiono także postępowania karne wobec niektórych niższych rangą sojuszników Trumpa z 2020 r. w Nevadzie i Wisconsin — chodzi o próbę powołania fałszywych elektorów, by wywołać spór prawny wokół wyniku wyborów.

Nowe światło na wydarzenia rzuciło także aresztowanie mężczyzny oskarżonego o podłożenie bomb przed siedzibami partyjnych komitetów Demokratów i Republikanów wieczorem 5 stycznia. Odkrycie tych ładunków przez policję Kapitolu odciągnęło jej zasoby właśnie wtedy, gdy tłum przełamywał barykady i ruszał pod sam budynek.

Alexis Loeb, była prokurator federalna prowadząca sprawy związane z 6 stycznia, uważa, że wciąż jest za wcześnie, by stwierdzić, jak zostanie zapamiętany ten dzień. — Nie można po prostu powiedzieć: prezydent Trump uzyskał częściowy immunitet, został ponownie wybrany, wszyscy zostali ułaskawieni lub skrócono im wyroki, wszystko poszło w niepamięć.

— Ułaskawienia nie mogły wymazać wszystkiego. Wciąż istnieje materiał dowodowy. Akt łaski to nie koniec tej historii — dodała.