— To jest w oczywisty sposób kontynuacja amerykańskiej polityki ostatnich 150 lat. Jeżeli zrobilibyśmy mapę Ameryki Południowej z wykazem miejsc, gdzie dochodziło do ostrej ingerencji amerykańskiej, to okazałoby się, że dotyczyło to prawie każdego państwa. Natomiast to, co mnie niepokoi, to fakt, że interwencja w Wenezueli odbyła się jednak w poprzek prawa międzynarodowego i będzie to w pewien sposób dotyczyło całego świata — wyjaśnia Paweł Kowal.
— Z jednej strony jest to sygnał dla Rosji, żeby tam nie wtykała paluchów, ale z drugiej jest to doktryna Monroe w realizacji rozszerzonej przez prezydenta Teodora Roosevelta — wskazuje.
Poniżej przeczytasz dalszą część tekstu i obejrzysz całą rozmowę w formie wideo:
— Co ona oznacza? W uproszczeniu to, że Ameryka mówi państwom europejskim, że będzie koncentrowała się tylko na Ameryce i robiła tylko to, co jest ważne dla jej bezpieczeństwa — tłumaczy.
— Drugą stroną tego medalu jest coś dla nas niedobrego, czyli izolacjonizm. Doktryna Monroe zawsze oznaczała coś w rodzaju hasła „Ameryka dla Amerykanów” w rozumieniu bezpieczeństwa — dodaje.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— To z kolei oznacza, że inni zaczną sobie rościć podobne prawa. Czyli Chińczycy lub Rosjanie powiedzą: „My też tak chcemy. Będziemy robić to, co jest właściwe dla naszego bezpieczeństwa”. W tej sytuacji prawo międzynarodowe przestanie być gwarancją dla takich państw jak Polska. Także Maduro [dyktator Wenezueli — red.] nie był bohaterem mojego romansu ani innych polityków, ale wszyscy rozumieją, że ta metoda może nas poprowadzić w niedobrym kierunku. Musimy mieć gwarancje prawa międzynarodowego, co w naszych warunkach oznacza nienaruszalność granic, bo inaczej nie będziemy bezpieczni — zaznacza.
Jednocześnie Paweł Kowal tonuje nastroje w sprawie słów Donalda Trumpa, który kilkukrotnie sugerował przejęcie Grenlandii przez USA, co wywołało ogromnie poruszenie w całej Europie.
— Amerykanie w ten sposób negocjują, zresztą nie pierwszy raz. Przynajmniej dwa razy w historii próbowali już ją od Duńczyków odkupić i być może teraz też spróbują takiego rozwiązania. Przy czym status Grenlandii jest taki, że ona może sama decydować o sobie, ponieważ cieszy się dużą autonomią. Także rozpoczyna się tu duża gra negocjacyjna. Ważne, żeby to wszystko odbywało się w ramach pewnego porządku prawnego. Wtedy wszystko będzie dobrze. Pamiętajmy też, że przypadek Grenlandii jest zupełnie inny niż Wenezueli — podkreśla.
PRZECZYTAJ: Dlaczego Grenlandia jest tak ważna? „USA chciały ją już dawno temu”

Prezydent USA Donald Trump, 22 grudnia 2025 r. (zdjęcie poglądowe)TASOS KATOPODIS / Getty Images
„Trzeba żubra ugryźć w d**ę”
Zdaniem Pawła Kowala musimy się przyzwyczaić do nowej polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, bo to wciąż nasz kluczowy sojusznik, a podobne wolty miały już miejsce w przeszłości.
— To nie jest Ameryka Reagana, która idzie za rękę z Karolem Wojtyłą. To jest Ameryka, która się trochę izoluje. To jest Ameryka, która boi się rozpadu Rosji. To jest Ameryka, która interweniuje w Ameryce Środkowej. To nie jest nasz wymarzony sen, ale to jest nasz sojusznik i musimy rozumieć, co się dzieje — przekonuje polityk KO.
— Generalnie trend jest trudny, ale ostatnie dni akurat były na plus. Wizyta Donalda Tuska w Paryżu, rozmowy w sprawie Ukrainy, ustalenie wspólnego frontu europejsko-amerykańskiego. To nas powinno pocieszyć. Często używam mojej ulubionej frazy z Rymkiewicza, bo lubię takie ostrzejsze. Czyli: „trzeba żubra ugryźć w d***ę”, to znaczy pobudzić Europę do działania. Przecież my się w tej sprawie nie różnimy z Ameryką. Jeżeli Europa będzie aktywniejsza w kwestii zbrojenia, to będzie lepszym partnerem dla USA. Wtedy ten sojusz się zrewitalizuje — podkreśla.
„Rosja musi dostać sygnał siłowy”
Według Pawła Kowala ostatni szczyt w Paryżu „koalicji chętnych” był bardzo owocny, ale do zawarcia potencjalnego pokoju wciąż jest daleka droga.
— Podoba mi się to, że Stany Zjednoczone dogadały się z Unią Europejską, bo to jest kluczowe dla naszego bezpieczeństwa. Natomiast nic na razie nie wskazuje na to, żeby Putin był chętny do przerwania ataków na Ukrainę, które są praktycznie co noc — zauważa.

Prezydent Rosji Władimir Putin, 19 grudnia 2025 r.SEFA KARACAN / Getty Images
— Rosja musi dostać sygnał siłowy i on może polegać na tym, że Kijów dostanie jeszcze więcej broni. Albo na efektywnej groźbie, która będzie polegała na tym, że Amerykanie powiedzą Rosjanom przykładowo: „słuchajcie, jeśli będziecie atakować amerykańskie inwestycje na Ukrainie, to będziemy dozbrajać Ukraińców i oni sobie z wami dadzą radę”. Także klucze do tej sytuacji są w rękach prezydenta Trumpa — argumentuje przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych.
Zwraca też uwagę, że niezależnie od kontrowersyjnych wypowiedzi Trumpa, Stany Zjednoczone nigdy nie zaprzestały wspierania Ukrainy w wojnie z Rosją.
— Mam tu na myśli kluczowe sprawy takie jak wsparcie wywiadowcze, czy Starlinki. Oczywiście, że Donald Trump jest szczególnym politykiem, ale na miłość boską, my mieliśmy kiedyś takiego polityka jak Lech Wałęsa i to, co mówił, ludzie też interpretowali tygodniami. Także musimy się nauczyć z tym żyć i realnie patrzeć na to, co się dzieje. A jeśli chodzi o realne działania, to Ukraina dużą część wsparcia ze Stanów wciąż ma — zaznacza Kowal.
Cała rozmowa w materiale video.