Adrian Heluszka, Przegląd Sportowy Onet: Wraca pan po kilku miesiącach przerwy do Polski, ale do zupełnie innego środowiska niż Widzew Łódź. Podczas konferencji prasowej dużo mówił pan o szczegółach procesu rekrutacji do Polonii Bytom. Wiele rzeczy pana pozytywnie zaskoczyło. Czym bytomski klub się wyróżnił w trakcie rozmów?
Patryk Czubak, nowy trener Polonii Bytom: To było coś wyjątkowego. W moim odczuciu Polonia Bytom była bardzo dobrze przygotowana. Zakładam, że nie tylko ja, ale wszystkie osoby, które były brane pod uwagę na to stanowisko, były bardzo wnikliwie przefiltrowane. Zarówno pod względem sposobu funkcjonowania, filozofii gry, codziennej pracy czy relacji z zawodnikami. Naprawdę bardzo wiele rzeczy się zgadzało. Miałem poczucie, że zadbano o każdy szczegół.
W dodatku wrażenie zrobiła na mnie cała prezentacja dotycząca klubu i kierunków jego rozwoju. Dużo mówiło się też o współpracy z ludźmi, których pracy może często nie widać na pierwszy rzut oka, ale robią bardzo dużo, by Polonia mogła tak funkcjonować. To naprawdę wyjątkowe i przekonuje dodatkowo, że chce się być częścią takiego projektu.
Rozmów telefonicznych przeprowadziliśmy całą masę (śmiech), ale mogę powiedzieć, że cały proces rekrutacji składał się z trzech etapów, trzech głównych rozmów. Przynajmniej ja to tak odczułem, być może któryś z tych pośrednich również się do tego zaliczały. Od początku dało się wyczuć pozytywną relację. Już od pierwszego spotkania złapaliśmy „wspólny język” z dyrektorem sportowym Tomaszem Stefankiewiczem i szefem skautingu Robertem Chwastkiem. Pozytywna nić porozumienia kręciła nas w dwie strony i finalnie dlatego myślę, że się dogadaliśmy.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Wejście w buty trenera Łukasza Tomczyka nie będzie z pewnością łatwe. Filozofia gry Polonii ma być zbliżona do tej, którą oglądaliśmy w poprzednich miesiącach?
To też był jeden z elementów procesu rekrutacji, bo wszystko było profilowane. Szukano w klubie trenera, który będzie pasował pod dany profil, jakim charakteryzuje się Polonia. A to też nie jest oczywiste ani w Polsce, ani na świecie. Po moich ostatnich doświadczeniach mogłem się o tym przekonać. Raczej mało kto zwraca na to uwagę. To postać pierwszego trenera wyznacza standardy i kierunek.
Wszystko staje przez to na głowie i jest zmieniane. Potem ktoś odchodzi i tak to się kręci. Polonia ma inne podejście, wszystko było odpowiednio zaplanowane i to też było dla mnie niezwykle istotne. Wiele rzeczy jest spójnych, ale zastąpienie trenera Tomczyka nie będzie łatwe.
Postrzegam to w ten sposób, że otworzyła się dla mnie wielka szansa. Mamy pole position, które jest wyjątkowe. Mam ogromny szacunek do fantastycznej pracy zarówno trenera Tomczyka, całego jego sztabu, jak i piłkarzy. Bo to wszystko zawsze skupia się wokół nich. Rozpoczynamy ten etap z nową energią i z wiarą, że będziemy w stanie dołożyć coś od siebie, by co najmniej utrzymać albo i rozwinąć standardy w klubie.
W Bytomiu stronią od buńczucznych zapowiedzi. Nagle pada: Ekstraklasa albo śmierć
Hasło „Ekstraklasa” będzie zabronione w szatni Polonii Bytom?
Nikt nie może zabronić nikomu marzyć. Nie jestem też osobą, która nakazuje pewien sposób myślenia. Chciałbym żebyśmy byli, jako zespół jednomyślni, ale żeby każdy był przy tym sobą. Jeżeli ktoś potrzebuje dodatkowej motywacji w postaci hasła „Ekstraklasa albo śmierć”, to nie widzę w tym problemu. Ale są też osoby, które tego nie potrzebują i wręcz im to nie służy.
Będziemy starali się ukierunkować nastawienie w taki sposób, żebyśmy byli stabilni. Mam tu na myśli to, żebyśmy punktowali i grali na dobrym poziomie z meczu na mecz. A to nas może doprowadzić do sytuacji, że pod koniec będziemy się zastanawiali, gdzie wylądujemy. Najważniejszy jest proces i codzienna praca. Teraz najważniejszy jest dla nas nawet nie mecz z ŁKS-em Łódź, a pierwszy sparing, który mamy w środę.
A ma pan wewnętrzną chęć udowodnienia niektórym, że po tych dwóch okresach pracy w Widzewie Łódź, Ekstraklasa jest panu pisana? Bo zakładam, że po pracy w Łodzi pozostał niedosyt.
Oczywiście, że tak. Myślę, że to nie jest kwestia udowodnienia czegokolwiek sobie czy komuś innemu. Staram się nie patrzeć na to w ten sposób. Wierzę w to, jak pracujemy i w naszą wizję. Wierzę, że to doprowadzi nas do takiego momentu, że będziemy w stanie się uśmiechnąć i spojrzeć w oczy każdemu, kto źle nam życzył.
Wchodzi pan do trochę innego środowiska niż w Łodzi. Nie chcę mówić wprost, że w Widzewie znaczna część pieniędzy była przepalana, ale widzimy, jakie kwoty ten klub jest w stanie wyłożyć na rynku transferowym. Teraz trafia pan do klubu, który każdą wydaną złotówkę ogląda z każdej strony. W zimę Polonia nie wyjedzie na żaden zagraniczny obóz przygotowawczy.
W Widzewie miałem okazję pracować zarówno za czasów, gdy dużych pieniędzy nie było, jak i w momencie, gdy one się pojawiły. Wychodzę z założenia, że to nie środki finansowe nas definiują tylko to, co robimy na co dzień. Nie miałem poczucia, że w momencie, kiedy możliwości finansowe stały się dużo większe, nasza praca stała na wyższym poziomie. Przyznam, że bardzo doceniam okres, w którym znalazłem się w Widzewie. To było świeżo po awansie z II ligi. I to podobny okres. Wtedy też oglądało się każdą wydaną złotówkę i wybierało się zawodników. A to wręcz sprawiało o wiele większą frajdę, bo trzeba było dokonywać trafnych wyborów.
W Bytomiu sytuacja wygląda podobnie, ale to tylko dowodzi, że w tym też tkwi klucz do sukcesu. Wiele było już głosów, że dla Polonii Bytom to jest sufit. A granica cały czas się przesuwa. Przychodzą często nieoczywiści piłkarze, pokazują się z bardzo dobrej strony i potrafią się w ten sposób wypromować. Po to właśnie się pracuje i wtedy sprawia ona dużo większą satysfakcję, niż w sytuacji, gdy możemy sięgnąć na papierze po każdego piłkarza, a finalnie nie wiemy, czy on będzie tym odpowiednim wyborem.
Trener Patryk Czubak w październiku odszedł z Widzewa Łódź (Foto: Mikołaj Barbanell / BAY Media / newspix.pl)
W ostatnich miesiącach mecze Polonii oglądało się z wielką przyjemnością. Ten zespół pod wodzą Łukasza Tomczyka charakteryzował się bardzo otwartą grą, w meczach padało dużo bramek, było wiele zwrotów akcji. Jak wobec tego bytomski zespół ma wyglądać pod pana przewodnictwem?
Mam nadzieję, że podobnie. Będziemy chcieli zaszczepić takie same założenia, choć pewne zachowania i detale się zmienią. Ale wizja jest spójna. To było też kluczowe dla klubu. Wierzę, że będziemy to podobnie postrzegali. Chciałbym, żeby nasza drużyna była kompleksowa i potrafiła odnaleźć się w każdej fazie gry, również w tych trudnych momentach. Bo definiują nas właśnie takie momenty, gdy coś jest nie tak.
Przede wszystkim kompleksowość, intensywność i dołożymy do tego trochę w ofensywie.
Oto wielki atut beniaminka I ligi. Trener szykuje „niespodziankę” dla kibiców
A jak podchodzi pan do gry na sztucznej nawierzchni? Dużo się o tym mówi w kontekście Polonii. To wielki atut, który generuje jednak potrzebę przechodzenia na różne nawierzchnie i trenowania też na naturalnej płycie.
Dla mnie to jest zdecydowany atut. Tylko w taki sposób staram się na to patrzeć. Ten stadion i jego specyfika ma swój urok. Swego czasu miałem okazję być w Bodo, gdzie również sztuczna murawa robiła różnicę. Tam niejedna europejska marka padała. Tu widzę pewne podobieństwa. Nawet w kontekście samego obiektu, czy funkcjonalności budynku klubowego. To coś wyjątkowego, a na takich niepowtarzalnych historiach można coś fajnego zbudować.
W zimowym okienku transferowym szeregi Polonii ma zasilić 2-3 nowych zawodników. Sam pan wspomniał natomiast na temat pewnej „niespodzianki” dla kibiców. Rozumiem, że mówimy tu o większym nazwisku?
Tak, choć zależy, co rozumiemy pod pojęciem „większe nazwisko”. Czasami zawodnicy o takiej przeszłości nie znaczą jednak wcale dużo więcej niż ci, którzy potrafią się wkomponować w system gry i odpowiednio funkcjonować. Jeżeli w teorii to będzie większe nazwisko, to też będzie dopasowane do sposobu gry, który chcemy realizować. Nie chcemy, by ktoś trafił do Polonii i skradł nagłówki przez tydzień. A potem, żeby pojawiły się kolejne głośne tytuły, że jednak coś nie wyszło.
Chcemy skupić się na 2-3 konkretnych ruchach i rozstrzygnąć sytuację z Axelem Holewińskim w kontekście pozycji młodzieżowca. Wydaje mi się, że zawodnicy, którzy są w szatni zasłużyli na to, żeby im zaufać. Rewolucje kadrowe są nieetyczne w takim momencie.
Podczas konferencji zdradził trener trzy nazwiska nowych członków sztabu szkoleniowego (do Polonii trafią Tomasz Olszewski, Maciej Patyk i Marcin Moruś). A co z Jakubem Arakiem, który w sztabie trenera Tomczyka odgrywał ważną rolę?
Bytomska szatnia jest bardzo merytoryczna i myślę, że nie tylko Jakub Arak może do tego aspirować. Uwielbiam takie podejście. W Widzewie również mieliśmy kilku zawodników, z którymi rozmowa o futbolu była czysta przyjemnością. To byli m.in. Fran Alvarez, czy Sebastian Kerk, który teraz jest w Arce Gdynia. Pewnie też nieprzypadkowo u trenera Dawida Szwargi.
Musimy być sobą, nie możemy się bać i myśleć, czy mogę zabrać głos w szatni. Nie tylko trenerzy, ale i wszyscy zawodnicy powinni mieć pełne poczucie tego, że mogą dołożyć swoją cegiełkę również w takim aspekcie. Nie ma ludzi nieomylnych. Im więcej ludzi ma merytoryczne spojrzenie na futbol tym więcej możemy z tego wycisnąć.
Oto co mówią o Ekstraklasie w Chorwacji
Dwa miesiące spędzone u boku trenera Żeljko Sopicia w chorwackim NK Osijek posłużyły jako okazja do złapania innej perspektywy na polski futbol?
Zdecydowanie. Mam wrażenie, że nie doceniamy tego, co mamy u siebie. Ekstraklasa jeszcze pięć lat temu była 30. ligą w Europie, a teraz jest 11. A nadal traktujemy ją, jakby była na szarym końcu. Uważam, że również niższe ligi zrobiły ogromny postęp. W moim odczuciu merytoryka wśród trenerów jest na bardzo wysokim poziomie w oparciu o to, co udało mi się zobaczyć.
Z pracy z trenerem Sopiciem cieszę się przede wszystkim pod kątem wspólnej relacji i tego, jakim jest człowiekiem. Grał, jako zawodnik na poziomie Bundesligi. A jest ostatnią osobą, o której powiedziałbym, że jest byłym piłkarzem. Umówiliśmy się teraz, choć nie było to nigdzie sformalizowane, że jeśli pojawi się jakaś wyjątkowa propozycja, a za taką właśnie postrzegam Polonię Bytom, to bez względu na to ile razem pracujemy, nigdy nie będzie żadnego problemu. Sam wręcz mnie do tego zachęcał. Jego wartość ludzka jest nie do przecenienia.
A gdzie dostrzega pan największe różnice pomiędzy Ekstraklasą, a ligą chorwacką?
Myślę, że jest to intensywność. U nas jest na dużo wyższym poziomie. Mam tu na myśli motoryczne aspekty, nastawienie do gry i ilość pojedynków. Natomiast uważam, że w Chorwacji nadal jest kilka takich perełek, które z piłką przy nodze wyglądają fantastycznie.
Mam poczucie, że Ekstraklasa pod niektórymi względami prześcignęła wiele innych lig. I utwierdzam się tylko w tym. To nie tylko moje słowa, bo też wielu członków sztabu, który pracował z trenerem Sopiciem w Polsce, nie spodziewało się tego, co zastali w Ekstraklasie. I teraz z utęsknieniem ją oglądają.
Dlatego też powinniśmy doceniać takie projekty, jak Polonia Bytom, czy ludzi, którzy pracują na co dzień dla rozwoju polskiej piłki. I nie przeceniać tego, że ktoś trafia do nas z zagranicy.
A będzie pan patrzył z wypiekami na twarzy na grę Widzewa w rundzie wiosennej pod wodzą Igora Jovicevicia?
Pewnie nie (śmiech). Życzę bardzo dobrze całemu widzewskiemu środowisku, bo przez cały okres, który spędziłem w klubie, w dodatku w różnych rolach, sprawił, że poznałem wiele ludzi na różnych stanowiskach. Przede wszystkim życzę dobrze tym ludziom i całemu klubowi. Będę skoncentrowany na 100 proc. na Polonii Bytom. Oczywiście, jak będzie przestrzeń, to obejrzę mecz Widzewa, bo po prostu lubię piłkę nożną.
Mam nadzieję, że Widzew dojdzie do poziomu, na który ma predyspozycje. Ale jak pokazała już cała droga, nie jest to zawsze tak oczywiste. A my zrobimy wszystko tutaj, by być tymi nieoczywistymi.
I spotkać się z Widzewem za rok w Ekstraklasie.
To już pan powiedział (śmiech).