Informacja o zmianie prezesa w Rakowie Częstochowa spadła niespodziewanie. Piotr Obidziński zdecydował się odejść z zajmowanego stanowiska, by w Warszawie skupić się na pozapiłkarskich biznesach, jednocześnie „schodząc” do roli wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej. Jego miejsce na prezesowskim stołku przejął Wojciech Cygan, w przeszłości prezes Rakowa, a ostatnio przewodniczący Rady Nadzorczej. O tych nagłych zmianach, ale też wielu innych kwestiach, aktualny prezes mówi w rozmowie z Interią.
Raków zagra w półfinale ligi Konferencji? Mocne słowa w Cafe FutbolPolsat Sport
Nikt nie spodziewał się tej zmiany
Przemysław Langier (Interia Sport): Od kiedy było jasne, że dojdzie do zmiany prezesa w Rakowie?
Wojciech Cygan (prezes Rakowa Częstochowa): – Od kilku dni, gdy Piotr porozmawiał z Michałem Świerczewskim. Później spotkałem się z właścicielem i dostałem propozycję, by tymczasowo podjąć się zadania poprowadzenia klubu wraz z Dawidem Krzętowskim. Myślę, że to kwestia kilku miesięcy, a później wrócę do Rady Nadzorczej, jeśli oczywiście Michał nadal tego będzie chciał.
Bardzo zaskoczył was były prezes?
– Zawsze jest mowa o zaskoczeniu, gdy nagle odchodzi prezes, a tym bardziej w sytuacji, gdy dzieje się wszystko w takim tempie, jak tutaj. Od rozmowy z właścicielem do zmian minęło kilka dni, w dodatku w okresie świąteczno-noworocznym.
Czemu właściwie w Pana przypadku mówimy o tymczasowości? Nie pasuje Pan do profilu „stałego” prezesa?
– Chcemy sobie dać trochę czasu na znalezienie docelowego modelu, w jakim miałby funkcjonować zarząd: w jakim składzie, w jakiej formule… Może zmieni się coś, jeśli chodzi o liczbę członków zarządu? Michał chce się zastanowić, przemyśleć i zobaczymy, jakie będą wnioski po tym etapie. Może być tak, że zostaną dokonane bardzo duże zmiany – na razie trudno wyrokować. Zbyt nagle to spadło, by mówić, co będzie najlepsze.
Próbuję w głowie umówić sobie strukturę. Można powiedzieć, że z Piotrem Obidzińskim zamieniliście się funkcjami, jeśli chodzi o władzę w Rakowie?
– Trochę tak, trochę nie. Jeżeli spojrzymy funkcyjnie, to faktycznie ja przejąłem rolę prezesa, a Piotrek wskoczył może nie dokładnie na moje miejsce, ale na wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej. Czyli formalnie się zgadza, ale z punktu widzenia życia codziennego różnice są spore. Ja jako przewodniczący Rady Nadzorczej byłem niemal codziennie w klubie, zaangażowany w niektóre bieżące tematy. Piotr, z tego, co usłyszałem, będzie stricte wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej jako organu kolegialnego, który zgodnie z zapisami Kodeksu Spółek Handlowych służy nadzorowi i kontroli wewnątrz spółki. Zakładam, że jeżeli chodzi o poziom zaangażowania będzie ono inne.
To Wojciech Cygan prowadził negocjacje ws. Marka Papszuna
To, że Michał Świerczewski wolał załatwiać sprawę negocjacji z Legią i Markiem Papszunem z pośrednictwem Pana, a nie prezesa Obidzińskiego, wynikało z braku miłości między byłym prezesem, a byłym trenerem?
– Ciężko wypowiadać się na temat czyichś uczuć i mówić, czy była miłość, czy nie. Wydaje mi się, że Michał wskazał mnie jako osobę kontaktową raczej z tego powodu, że dłużej znam się z Markiem. Druga sprawa – mam z władzami Legii Warszawa po prostu lepsze relacje.
Dostał Pan od Legii kwiaty za szczęśliwe z punktu widzenia tego klubu doprowadzenie do końca negocjacji?
– Mam dostać, jak awansują do europejskich pucharów w tym sezonie. Żartuję oczywiście, nie mamy żadnych takich ustaleń, aczkolwiek mam takie mocne wewnętrzne przekonanie, że mój udział pomógł w zamknięciu tej sprawy.
Zimna relacja między Markiem Papszunem, a Piotrem Obidzińskim była odczuwalna w codziennej pracy?
– Nie nazwałbym tej relacji zimną. Na pewno była profesjonalna, nawet jeśli nie była tak zażyła, jaką można mieć po kilku latach wspólnych sukcesów. W każdym razie w historii negocjacji z trenerem nie szukałbym tu drugiego dna.
Jakie transfery zrobi Raków?
Zostawiając temat Marka Papszuna. Transfery będziecie finalizować na obozie w Turcji. Celujecie w dwa-trzy ruchy?
– Nie chcę się jednoznacznie deklarować, bo okaże się, że zrobimy cztery i ktoś zarzuci, że wprowadziłem w błąd. Ale generalnie nie ma się co spodziewać rewolucji. Kadra jest zbudowana, część zawodników wróci po kontuzji, więc faktycznie można mówić o takiej liczbie, jak pan wspomniał, aczkolwiek trzeba też pamiętać, że liczba transferów jest pokłosiem także tego, ile pojawi się transferów wychodzących. Jeśli pojawią się dobre oferty, trzeba będzie mówić o dodatkowych transferach przychodzących.
Ile dziś jest takich ofert?
– Jeżeli mówimy o ofertach, a nie o zapytaniach, to zero.
– Zawsze jest dużo, ale to niewiele oznacza. Sami w każdym okienku pytamy o kilkudziesięciu piłkarzy, do tego dochodzą zapytania ze strony agentów, którzy chcą wiedzieć, czy gdyby przyprowadzili do klubu określone środki za zawodnika, to czy byłby on na sprzedaż. Ale między zapytaniem, a ofertą, przestrzeń do wypełnienia bywa ogromna – choć oczywiście nie zawsze.
Najwięcej zapytań jest o Jonatana Brunesa?
– On wzbudza zainteresowanie, ale trudno się dziwić, gdy się spojrzy na liczby, jakie notuje.
I co odpowiadacie na takie zapytania? Gdy przychodzi agent i pyta, czy jest opcja dogadać się w sprawie transferu?
– Mówimy, że jeśli oferta będzie odpowiednio wysoka, a piłkarz będzie chciał, to możemy rozmawiać. Ale spokojnie – niech się najpierw pojawią konkretne propozycje. Wtedy się pochylimy.
Stwierdzenie „odpowiednio wysoka” mieści się w jakich widełkach finansowych?
– Każdy kto patrzy na historię transferową Rakowa wie, że jesteśmy w stanie sprzedawać za duże pieniądze. Począwszy od Kamila Piątkowskiego, przez Vladana Kovacevicia, aż po Ante Crnaca (widełki od około 5 mln euro do około 11 mln euro – przyp. red.). Zresztą w przypadku Jonatana ostatnio Michał wskazał swoje oczekiwania (śmiech).
Czyli bardziej mówimy o wartości transferu Crnaca niż Piątkowskiego.
– Nam zawsze bliżej do wartości wyższej.
Co z przyszłością Imada Rondicia?
– To pytanie, nad którym będziemy musieli się niedługo pochylić. Patrzymy na jego przyszłość – chcemy, by znalazł się w środowisku, w którym będzie grać dużo i strzelać bramki, poprawiając swoją pozycję, która pewnie przez ostatnie pół roku trochę ucierpiała.
Przechodzicie na system pozyskiwania wolnych zawodników lub dostępnych za niewielkie pieniądze? Tak dało się wywnioskować ze słów Michała Świerczewskiego na niedawnej prezentacji nowego trenera.
– Chcielibyśmy, by tak się stało. Na pewno dobrze by było przytrzymać lejce i rozmawiać o realnych kwotach. Doniesienia o tym, ile płacimy za zawodników – a one nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością – zrobiły trochę szkody. Gdziekolwiek się pojawialiśmy, mieliśmy przyklejoną łatkę, że skoro zapłaciliśmy jakąś kwotę za któregoś zawodnika, to za każdego tyle musimy. A to nie jest tak. Raków jest klubem, który chce się bilansować, który z rozsądkiem chce podchodzić do wydatków, który wie, jakie ma potrzeby na poszczególnych pozycjach. Na tych najważniejszych pewnie jesteśmy w stanie rozmawiać bardziej otwarcie, a na tych, gdzie jesteśmy dobrze zabezpieczeni, możemy mówić wyłącznie o zawodnikach perspektywicznych, którzy na wejściu będą bardziej do rozwoju.
Uzależnienie od właściela, czy nie?
Tak uczciwie mówiąc – Raków jest w stanie być klubem, który się bilansuje bez udziału właściciela?
– Pewnie tak, ale ten model musi zakładać bardzo regularną grę w Europie i odpowiedzialną politykę finansową.
Akurat teraz wpadają sprawozdania finansowe i zastanawiam się, ile w przychodach sponsorskich to kwoty pochodzące ze spółek Michała Świerczewskiego…
– To nie są wielkie kwoty, bo system powiązań między klubem, a spółkami, powoduje pewne ograniczenia. Tu muszę pochwalić poprzedni zarząd – Piotra, Dawida i osoby, które przy tym pracowały, że struktura sponsorska jest bardzo dobrze rozwinięta. Inna sprawa, że część sponsorów została pozyskana także dzięki kontaktom Michała Świerczewskiego, który potrafi przyciągnąć chętnych do Rakowa. Finalnie sponsorzy, których widać na koszulkach, to duże środki dla klubu.
Gdzie na mapie Ekstraklasy jest dziś Raków pod kątem przychodów od tych sponsorów?
– Pewnie jesteśmy w pierwszej trójce.
Wracając do transferów przychodzących. Jest szansa, że te tematy pozamykają się w pierwszej połowie obozu w Turcji?
– Mam nadzieję, że w pierwszej połowie dołączy trzech, a minimum dwóch, zawodników.
Czym Łukasz Tomczyk różni się od Marka Papszuna?
Łukasz Tomczyk przyszedł do klubu z profilami piłkarzy, jakich potrzebuje, czy już wcześniej z nim ustalaliście, jakie będą potrzeby zimą?
– Gdy już wiedzieliśmy, że współpraca nastąpi w niedalekiej przyszłości – spodziewając się, że będzie to już zimą – rozmawialiśmy z Łukaszem o transferach. Jego podejście jest nieco inne niż w przypadku Marka Papszuna. Komunikacja w tej sprawie w ostatnim czasie była codzienna i intensywna.
W czym profile oczekiwanych piłkarzy różnią się najmocniej?
– Mówiąc bardzo generalnie: bardziej dziś szukamy piłkarskości, a mniej fizyczności – nie zapominając jednak o niej. Po prostu bardziej nas dziś interesuje gra w piłkę, a ciut mniej motoryka. Ale proszę tego nie traktować w ten sposób, że deprecjonuję podejście którejś ze stron.
W lidze sytuacja na styku. Podchodzicie z jakąś niepewnością po tak kluczowych zmianach w klubie?
– Robię, co mogę, by akurat niepewność związana ze zmianą prezesa nie była za duża, natomiast jeśli chodzi o zmianę w sztabie, to bardzo wierzę, że do Rakowa dołączyli właściwi ludzie. Będę bardzo mocno ich wspierał i myślę, że zmiana okaże się dobra. Nie w znaczeniu deprecjonowania poprzedników, bo ich też bardzo mocno doceniam – to stworzenie historii wielkiego Rakowa, zawsze będę miał do tego ogromny szacunek – natomiast Łukasz Tomczyk ma nieco inne spojrzenie i ja się z tym spojrzeniem solidaryzuję. Inna sprawa, że finalnie decyduje boisko, a w lidze różnice są bardzo niewielkie. Może się okazać, że na wiosnę zdecyduje jeden mecz i mimo ciężkiej pracy, wiary w sens zmian, dużego wsparcia i dobrego okienka transferowego, jedno potknięcie zniweczy plany.
Podpisaliście z Łukaszem Tomczykiem kontrakt półtora roku plus trzy lata w opcji przedłużenia. Macie jakiś plan, kiedy przyjdzie weryfikacja prowadząca do decyzji, w którą stronę pójdziecie?
– Weryfikacja w piłce następuje na bieżąco i nie ma jednego momentu, w którym można określić: o, wtedy dokonamy analizy… Natomiast jest w umowie wyznaczony termin, w którym trzeba złożyć oświadczenie o przedłużeniu. Z tym, że mówimy tu o momencie formalnym, a ja chcę wierzyć, że nasze przekonanie o kontynuacji współpracy przyjdzie szybciej.
Mając dość silną kadrę i niezłą pozycję wyjściową, brak mistrzostwa byłby dużym rozczarowaniem?
– Musiałbym wrócić do tego, co mówiłem o tabeli i obecnym sezonie. Z jednej strony tak, z drugiej nie ukrywajmy – może decydować łut szczęścia. Na pewno o potężnym rozczarowaniu byśmy mówili, gdybyśmy nie załapali się do pucharów na przyszły sezon. To byłby duży i bolesny cios.
Bolesny sportowo, czy bardziej finansowo. Mocno by tąpnęło w księgowości?
– Na pewno. Powiązanie finansowe jest bardzo duże, nie jest tajemnicą, ile się zarabia w Europie. Ale nie skupiałbym się tylko na tym. Jesteśmy ambitnymi ludźmi – po prostu chcemy Rakowa na europejskich salonach. Stale, nie w formule bywania od czasu do czasu. Niech ludzie się przyzwyczajają, jak prawidłowo wypowiada się „Raków Częstochowa”.
Na koniec spytam o to, z czym będziecie musieli się mierzyć w najbliższym czasie – czyli o porównanie obecnego trenera z poprzednim. Jaka jest różnica w bezpośrednim kontakcie pomiędzy trenerem Tomczykiem a Markiem Papszunem?
– Po dwóch dniach pewnie ciężko rozrysować mapę różnic, ale jedną rzecz mogę powiedzieć: Łukasz jest osobą bardziej otwartą, jeśli chodzi o spotkania, o wysłuchanie osób, które w klubie są dłużej. Ale tu też się będę asekurował dodatkowym zdaniem, że w żadnym wypadku nie jest to uwaga do Marka, a po prostu różnica wynikająca pewnie z wieku Łukasza. Z momentu, w którym jest jego kariera.
A jaka jest różnica na boisku? Podczas treningu.
– Powiedziałbym o dwóch drobnych rzeczach. Jedna to kwestia techniczna: odprawy w chwili obecnej zostały częściowo przeniesione z sali gimnastycznej na boisko. Został tam postawiony ekran, by na bieżąco móc omawiać rzeczy z boiska. Druga kwestia to moje wrażenie, że duże gry, które kończą jednostkę treningową na tej pierwszej jednostce były bardziej płynne, jest mniej uwag ze strony sztabu, ale to może wynikać z faktu, że mamy za sobą pierwszy trening i sztab po prostu chciał się przyjrzeć.
Łukasz Tomczyk to dla piłkarzy to bardziej typ szefa, czy kolegi?
– Ani nie jest typem kolegi, ani szefa w takim w znaczeniu osoby nieprzystępnej i mającej problem z komunikacji. Na pewno nie jest typem brata-łaty, który przyjdzie, poklepie i nie jest w stanie zrugać albo stanowczo powiedzieć, czego oczekuje od piłkarza.

Michał Świerczewski i Marek PapszunGrzegorz Wajda/REPORTER, Tomasz Jastrzebowski/REPORTEREast News

Wojciech CyganGrzegorz Wajda/REPORTER East News

Łukasz TomczykArtur BarbarowskiEast News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
