- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Wyjazdowe posiedzenie klubu parlamentarnego PiS miało być pokazem jedności tej partii. By tego przekazu zbyt szybko nie zachwiać, prezes Jarosław Kaczyński nakazał w Sękocinie pod Warszawą stawić się wszystkim posłankom i posłom, obowiązkowo.
Gdy frekwencja dopisała, prezes Kaczyński — jak relacjonują nam politycy PiS — w swoim długim wystąpieniu podkreślał, jak ważna jest jedność partii i jak konieczne jest zażegnanie sporów.
Ale — słyszymy — w jego koncyliacyjnym przemówieniu dało się dostrzec, która frakcja ma u niego lepsze notowania.
„Prezes przyjął narrację maślarzy”
— Prezes mówił o dokonaniach rządu Morawieckiego, bronił decyzji, za które dziś padają oskarżenia rządzących i prokuratury. Ale jeśli chodzi o diagnozę dotyczącą tego, co dalej, prezes przyjął raczej narrację „maślarzy” — mówi nam jeden z posłów obecnych na posiedzeniu klubu PiS.
Przypomnijmy, że to właśnie pomiędzy grupą tzw. Maślarzy (zalicza się do niej Przemysław Czarnek, Tobiasz Bocheński, Patryk Jaki i Jacek Sasin) a ludźmi (nazywanymi też „harcerzami”) Mateusza Morawieckiego od kilku miesięcy trwa spór wewnątrz PiS. Politycy spierają się o to, w którą stronę powinien iść PiS przed wyborami w 2027 r. „Maślarze” optują, by skręcać w prawo, bo ich zdaniem to wśród konserwatywnego elektoratu PiS może złowić największe poparcie.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
A ono ostatnio, wedle sondaży, nie może cieszyć Jarosława Kaczyńskiego. PiS notuje w kolejnych badaniach poparcie rzędu 25-26 proc. Z kolei „harcerze” przekonują, że wyborców trzeba szukać w tak zwanym centrum. Mateusz Morawiecki z kolei wciąż ma silne ambicje, by ponownie być wskazanym przez prezesa na premiera po ewentualnie wygranych wyborach. To z kolei powoduje w PiS spór personalny.
- Kto z PiS ma być nowym premierem?
- Jakie frakcje rywalizują w PiS?
- Dlaczego Kaczyński zwołał obowiązkowe spotkania?
- Co uczestnicy spotkania mówili o zaległych składkach?
W najostrzejszą fazę spór wewnątrz PiS wszedł w najmniej spodziewanym momencie — tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Zamiast atmosfery wyciszenia i pojednania z partii docierały sygnały o coraz większej niechęci frakcji „maślarzy” wobec „harcerzy” Mateusza Morawieckiego. Okazją do uderzenia w przeciwnika stała się tak zwana druga wigilia, którą tuż po spotkaniu opłatkowym z prezesem Kaczyńskim zorganizował w swoim biurze były premier. Morawiecki wedle opinii swoich przeciwników dolał wtedy oliwy do ognia i po raz kolejny zlekceważył Kaczyńskiego. Po raz kolejny, bo kilka dni wcześniej nie stawił się na posiedzeniu władz partii. Prezes wzywał go, by zrezygnował z zaplanowanego spotkania z wyborcami na Podkarpaciu, ale ten pozostał na tę sugestię głuchy.
Darek Delmanowicz / PAP
Mateusz Morawiecki podczas spotkania polityków Prawa i Sprawiedliwości z mieszkańcami Brzozowa, 12 grudnia 2025 r.
Prezes Kaczyński rozmawiał z byłym premierem. „Morawiecki wyszedł niezadowolony”
— Morawiecki tym ruchem po prostu przegiął — mówi nam polityk PiS, który twierdzi, że były premier nie ma już szans na powrót na kiedyś piastowane stanowisko.
— Nic złego pomiędzy prezesem a premierem się nie wydarzyło. Już sobie wszystko wyjaśnili, ale są tacy, którzy ze spotkań Mateusza z wyborcami albo spotkania wigilijnego dorabiają historię o wielkiej zdradzie cara. Bujdy na resorach — uważa stronnik Morawieckiego.
Z naszych informacji wynika, że w tym tygodniu doszło do długiej i burzliwej rozmowy pomiędzy prezesem Kaczyńskim a Mateuszem Morawieckim. Były premier miał wyjść ze spotkania bardzo niezadowolony. Dlaczego?
— Pewnie usłyszał, że nie będzie premierem — ironizuje poseł, który nie sympatyzuje z żadną z frakcji. Ale przy okazji dodaje, że prezes Kaczyński chciałby wskazać któregoś z polityków na szefa rządu po wyborach w 2027 r.
Prezes Kaczyński szuka premiera
Taki temat miał pojawić się podczas zebrania najważniejszego gremium władz PiS. Tzw. PKP odbył się kilka godzin przed wyjazdem polityków do Sękocina w siedzibie partii przy ul.Nowogrodzkiej w Warszawie.
Paweł Supernak / PAP
Konferencja polityków PiS, 7 stycznia 2026 r.
Na tym spotkaniu obecność także była obowiązkowa. Prezesowi udało się zgromadzić wokół siebie wszystkich wiceprezesów, z którymi później wystąpił z oświadczeniem do mediów. W nim także było sporo o tym, jaką jednością jest jego partia. Jednak nie brakuje takich głosów, że już same próby wyznaczenia któregoś z polityków PiS na premiera mogą podgrzać już i tak napiętą atmosferę w partii.
—Do rozłamu nie dojdzie, nie wierzę w to, ale takie licytowanie się, kto ma szanse i kogo prezes bardziej lubi, to będzie tylko pożywka dla tych, co nam źle życzą — komentuje jeden z polityków PiS.
Dotychczas w partii Jarosława Kaczyńskiego mówiło się, że na taką nominację największe szanse ma Przemysław Czarnek. Ale na giełdzie pojawiało się także nazwisko kolejnego z „maślarzy” — Tobiasza Bocheńskiego. Już same pogłoski o tej kandydaturze powodowały jednak, że „harcerzom” Morawieckiego gotowała się krew.
Podkreślali, że politykowi brak doświadczenia i dokonań, by móc dostać tak zaszczytną funkcję. Ale ci, którzy obiektywnie przyglądali się w partii karierze Bocheńskiego wskazywali na jego jedną zaletę — ma dobry kontakt z prezesem, a prezes go lubi.
Trzecim politykiem, którego nazwisko jest wymieniane, jako potencjalny premier z PiS jest Zbigniew Bogucki. Obecnie szefuje on Kancelarii Prezydenta i — według naszych informacji — są nikłe szanse, by w tym bądź przyszłym roku prezydent Karol Nawrocki pozwolił mu z tej funkcji zrezygnować.
Z sali zaczęły dobiegać okrzyki: nazwiska, nazwiska!
Oprócz potrzeby jedności, podczas wyjazdowego posiedzenia PiS politycy usłyszeli także inne wezwanie. Do spłacania składek. — W pewnej chwili do głosu doszedł Henryk Kowalczyk, skarbnik partii. Przypomniał, żeby ci, którzy zalegają, uregulowali wpłaty na partię — opowiada uczestnik klubu.
Z sali zaczęły dobiegać okrzyki: „nazwiska, nazwiska!”. Posłowie zaczęli domagać się ujawnienia, kto ma długi wobec partii, ale — jak słyszymy — skarbnik tylko zagroził, że następnym razem ujawni nazwiska niepłacących.
— Oprócz tych ideologicznych sporów to chyba nic tak nie wkurza nas, jak ci, którzy zarabiają krocie w Brukseli, a nie wywiązują się w obowiązku płacenia składek. Nie mam nic przeciwko, żeby tę listę wpłat upublicznić — mówi nam jeden z uczestników wyjazdowego posiedzenia klubu PiS.
— Wszyscy wiemy, kto nie płaci. Że kilku europosłów nie dało ani eurocenta — śmieje się kolejny poseł PiS. I dodaje: — Jak Kowalczyk mówił o tych zaległych składkach, Waldek Buda strasznie poczerwieniał.
Europoseł kilka tygodni temu stał się obiektem ataków ze strony swojej partyjnej koleżanki Agnieszki Wojciechowskiej van Heukelom. Zarzuciła mu, że nie płaci składek na partię. Sam z początku zaprzeczał i oskarżał posłankę o kłamstwo, ale po całym zamieszaniu wpłacił część zaległości na partyjne konto.