– Mam marzenie, żeby każdy, kto się wypowiada w tej sprawie, żeby chociaż pobieżnie albo się zapoznał z tym materiałem dowodowym, albo poczekał na uzasadnienie sądu, które będzie stosunkowo szybko – mówił sędzia Grzegorz Kasicki w dniu ogłoszenia wyroku, 31 lipca 2025 roku. Stanisław Gawłowski, przed laty wiceminister środowiska, a ostatnio senator PO, został skazany nieprawomocnie na pięć lat więzienia oraz dziesięć lat zakazu pełnienia funkcji publicznych. Pisemne uzasadnienie – obszerne i szczegółowe – sąd opublikował dopiero teraz, czyli po kilku miesiącach. Dokument (sygnatura III K 211/19) trafił na portal orzeczeń szczecińskiego sądu i dziś każdy może zapoznać się z dowodami i faktami, które przesądziły o winie polityka.
Sędzia Grzegorz Kasicki postanowił odnieść się do internetowych wpisów Gawłowskiego, w których zarzucał on śledczym polityczne motywacje. Gawłowski pisał o „pisowskich prokuratorach” – chodzi o Witolda Grdenia i Krzysztofa Gienasa z Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. W ocenie sądu takie komentarze przekraczają dopuszczalne granice obrony.
Sceny na S19. Za kierownicą 20-letni Ukrainiec. Nagle wysiadł z auta
„Sąd uznaje to za przekroczenie granic wolności słowa i naruszenie prawa do obrony” – czytamy w uzasadnieniu. „Używanie tego typu argumentów ad personam nie licuje z powagą sądu i w ocenie sądu nie zachowuje standardów związanych ze spornością procesu sądowego. Ma to charakter publicystyczny, medialny i pozamerytoryczny” – podkreśla sędzia.
Sąd jednoznacznie zaznacza, że na śledztwo w sprawie Stanisława Gawłowskiego nie mogła wpływać tzw. pisowska prokuratura, „gdyż były to czasy niezależnej prokuratury pod rządami Andrzeja Seremeta oraz ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego z Platformy Obywatelskiej, a następnie Cezarego Grabarczyka i Borysa Budki – również z PO” – punktuje sędzia.
Sąd: Nie było „ataku” na rodzinę Gawłowskich
Jak wynika z uzasadnienia, początkowo śledztwo ws. afery melioracyjnej w ogóle nie dotyczyło osoby Gawłowskiego. Śledczy zajmowali się nieprawidłowościami przy przetargach na prace melioracyjne i projekty przeciwpowodziowe. Dopiero na kolejnym etapie postępowania – w czerwcu 2014 roku – jeden z głównych bohaterów wątku gospodarczego zaczął składać wyjaśnienia, ujawniając kulisy popełnianych przestępstw. Wtedy pojawiły się relacje o możliwych korzyściach majątkowych wręczanych Gawłowskiemu, w tym o apartamencie w Chorwacji przekazanym od przedsiębiorcy.
Sąd podkreśla, że trop ten został podjęty „daleko przed zmianą władzy po wyborach parlamentarnych pod koniec 2015 roku”. Dlatego – jak czytamy w uzasadnieniu – „zarzuty o preparowanie sprawy nie przystają do czasu ujawnienia tych informacji w postępowaniu i jako takie są całkowicie chybione, a w ocenie sądu obliczone na wywołanie efektu medialnego”.
Sąd uznał, że takimi wpisami o prokuratorach polityk przekraczał granice obrony © Facebook | Stanisław Gawłowski
Sąd nie zgodził się także z tezą Stanisława Gawłowskiego, że postępowanie było ukierunkowane nie tylko przeciwko niemu, ale również przeciwko całej jego rodzinie. W uzasadnieniu wyraźnie wskazano, że owszem – zarzuty postawiono kilku osobom z jego najbliższego otoczenia, jednak nie miało to nic wspólnego z „atakiem na rodzinę”. Zarzuty wynikały z konkretnych ustaleń śledztwa, miały wąskie podstawy i dotyczyły ukrywania przyjętych korzyści.
Stanisław Gawłowski nadal nie zgadza się z wyrokiem
Stanisław Gawłowski w rozmowie z Wirtualną Polską nadal kwestionuje rzetelność orzeczenia szczecińskiego sądu. Jego zdaniem wyrok i uzasadnienie nie zostały oparte na twardych dowodach, lecz na subiektywnym „doświadczeniu życiowym” sędziego. – To wyrok oparty na pomówieniach ludzi, którzy sami przyznali się do wzajemnego korumpowania – mówi polityk o obciążających go osobach. Jak dodaje, wraz ze swoim adwokatem złożył już obszerną apelację.
Gawłowski podkreśla, że od ośmiu lat – jego zdaniem – funkcjonuje w przestrzeni publicznej jako osoba „z góry skazana”, a przez cały ten czas był publicznie atakowany. W jego ocenie sędzia orzekał w warunkach presji i dyskomfortu, mając świadomość, że uniewinnienie mogłoby narazić go na falę krytyki. – Łatwiej było mu mnie skazać, bo wtedy nikt na niego nie pluje, niż mnie uniewinnić, bo wtedy by pluli na niego różni ludzie – mówi Gawłowski. – Z punktu widzenia życiowego dla niego było po prostu łatwiej.
Były senator PO twierdzi, że sąd musiał brać pod uwagę atmosferę polityczną wokół sprawy, w tym wcześniejsze publiczne wypowiedzi polityków, takich jak Jarosław Kaczyński czy prezydent Andrzej Duda, którzy przez lata krytycznie odnosili się do jego osoby. Zdaniem Gawłowskiego takie okoliczności nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością, a wyrok był efektem wygody, a nie bezstronnej oceny materiału dowodowego.
Afera melioracyjna. Oskarżony senator Stanisław Gawłowski broni się przed zarzutami o łapówkarstwo. Sprzeczne zeznania w sądzie
Co sąd uznał za korupcję? Dwa źródła pieniędzy
Sąd szczegółowo wskazał, jakie fakty uznaje za udowodnione w wątku korupcyjnym dotyczącym Stanisława Gawłowskiego. Podstawą skazania były relacje dwóch różnych przedsiębiorców uwikłanych w aferę melioracyjną, którzy – jak ustalił sąd – przekazywali politykowi pieniądze, licząc na przychylne decyzje urzędników podległych wiceministrowi środowiska. To właśnie ci urzędnicy decydowali o wartych dziesiątki milionów kontraktach na prace melioracyjne i przeciwpowodziowe w woj. zachodniopomorskim.
Jednym z przedsiębiorców był B.K. Jak czytamy w uzasadnieniu: „na przełomie sierpnia i września 2011 roku, w związku z kampanią wyborczą, B.K. udzielił Stanisławowi Gawłowskiemu korzyści majątkowej w wysokości 100 tys. zł”. Pieniądze zostały przekazane w gotówce podczas spotkania na parkingu, przy trasie między Szczecinem a Koszalinem.
Sąd odniósł się również do wątku apartamentu w Chorwacji, który – w ocenie sądu – był elementem rozliczeń między B.K. a Gawłowskim. Między 2009 a 2012 rokiem przedsiębiorca, mający poważne problemy finansowe, poprosił Gawłowskiego o krótkoterminową pożyczkę. Otrzymał 60 tys. zł w gotówce.
Gdy polityk zażądał zwrotu pieniędzy, B.K. nie miał gotówki. Zaproponował więc przekazanie apartamentu w Chorwacji, wartego 48 tys. euro. Lokal miał stanowić rozliczenie pożyczki, a różnica w wartości – jak ustalił sąd – miała zostać „odrobiona w przyszłości” przez Gawłowskiego, m.in. poprzez dalszą pomoc polityka w sprawach firmy. Polityk przystał na takie rozwiązanie. W celu ukrycia faktycznego właściciela, Gawłowski nie został ujawniony w umowie.
Stanisław Gawłowski opuścił areszt. Poseł chce ujawniania dokumentów i deklaruje: w nich nic nie ma
Drugi przedsiębiorca i „kanapki wyborcze”
Drugim kluczowym świadkiem i oskarżonym był K.B., przedsiębiorca z Darłowa. On i Gawłowski znali się od lat 90., gdy polityk był tam zastępcą burmistrza i radnym. Ich relacja zacieśniła się po 2005 roku. Według ustaleń sądu, w latach 2007–2013 utrzymywali bliskie, prywatne kontakty. Gawłowski regularnie bywał u K.B., korzystał z jego skuterów wodnych, stołował się w należących do niego barach plażowych. Tę zażyłą relację potwierdziła również powiatowa inspektor nadzoru budowlanego, którą – jak ustalił sąd – Gawłowski prosił o przychylność wobec inwestycji K.B.
Przełomowe okazały się rozmowy z 2011 roku. Gawłowski miał wprost mówić K.B., że bez wsparcia finansowego kampanii wyborczej nie ma on szans na wygranie przetargu na inwestycję przeciwpowodziową „wrota sztormowe”. Według sądu, polityk przekonywał, że przekazane pieniądze przedsiębiorca szybko „odrobi” dzięki kolejnym wygranym przetargom.
Sąd uznał za wiarygodne relacje, że Gawłowski przedstawiał się jako osoba mająca realny wpływ na inwestycje, dofinansowania i obsadę stanowisk państwowych. Polityk podkreślał w rozmowach, że „kieruje województwem”. Z tego powodu w sierpniu i wrześniu 2011 roku K.B. przekazał mu w gotówce od 170 do 190 tys. złotych na kampanię wyborczą. Gotówka pochodziła z konta przedsiębiorcy i została wypłacona w trzech transzach (potwierdził to inny świadek). W rozmowach z innymi osobami K.B. nazywał te łapówki „kanapkami wyborczymi”.
Sąd uznał za potwierdzony jeszcze jeden wątek. W latach 2011–2013 Gawłowski przekazał K.B. projekt domu i dane swojej działki, oczekując wybudowania tam domu „tanim kosztem”. Przedsiębiorca nie chciał realizować inwestycji, bo znał się na melioracji, a nie budowie domów. Obawiał się utraty przychylności polityka przy przetargach, w 2013 roku – podczas spotkania na barze plaży w Darłowie – przekazał Gawłowskiemu reklamówkę z 200 tys. zł w gotówce, formalnie określonymi jako pożyczka.
Finał afery. Stanisław Gawłowski z surowym wyrokiem
O planach postawienia zarzutów Stanisławowi Gawłowskiemu Prokuratura Krajowa poinformowała w grudniu 2017 roku, czyli już w czasie władzy przez PiS. Później Sejm wyraził zgodę na jego zatrzymanie, a Gawłowski trafił do aresztu (w uzasadnieniu sąd wskazuje, że decyzje o aresztach i podsłuchach osób występujących w sprawie były zgodne z prawem).
Jednocześnie sąd w Szczecinie przyznał, że w realiach rządów PiS Gawłowski – jako jeden z czołowych polityków Platformy Obywatelskiej – stał się centralną postacią tzw. afery melioracyjnej. W uzasadnieniu podkreślono jednak, że wątek ustawiania przetargów oraz zarzuty korupcyjne wobec polityka to dwa równoległe, choć powiązane ze sobą obszary.
Nieprawomocny wyrok zapadł 31 lipca 2025 roku. Polityk został potraktowany najsurowiej. Przedsiębiorca B. K. został skazany na karę trzech i pół roku więzienia oraz 120 tys. zł grzywny. Oskarżony o wręczanie „kanapek wyborczych” K. B. usłyszał wyrok dwóch lat pozbawienia wolności i 100 tys. zł grzywny. Jednak jako osoba, która ujawniła szczegóły przestępstwa, skorzystał z nadzwyczajnego złagodzenia kary – wykonanie kary więzienia zostało wobec niego zawieszone na pięć lat. Na trzy i pół roku więzienia oraz 120 tys. zł grzywny skazano również Tomasza B., byłego dyrektora Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych.
Od niego rozpoczęła się afera melioracyjna, która w głównym wątku polegała na „ustawianiu przetargów”, aby wygrywali je znajomi polityka. Odpowiadał też za opłacanie faktur mimo prac wykonanych nierzetelnie lub z opóźnieniem. W przypadku dyrektora także zastosowano złagodzenie kary i warunkowe zawieszenie pozbawienia wolności.
Po ogłoszeniu wyroku Stanisław Gawłowski zawiesił członkostwo w Platformie Obywatelskiej, tłumacząc decyzję obawą przed politycznym wykorzystaniem sprawy. Nadal ma nadzieje na uniewinnienie. Od tego czasu senator pozostaje aktywny w mediach społecznościowych, gdzie publikuje ostre wpisy krytyczne wobec PiS. Komentatorom przypominającym mu o nieprawomocnym wyroku więzienia polityk odpowiada często: „żałosny pisowski hejter”.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski