To było trzęsienie ziemi w Manchesterze United! Ruben Amorim nie jest już trener drużyny, a ta pod wodzą tymczasowego managera, Darrena Fletchera, w środowy wieczór mierzyła się z Burnley. Kibiców mogło zastanawiać więc, jak już bez Portugalczyka za sterami gigant poradzi sobie w starciu z beniaminkiem.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Nawet mimo zwolnienia Amorima to goście byli faworytem tego spotkania, a na ich korzyść działał przede wszystkim powrót dwóch piłkarzy. W końcu tym razem w pierwszym składzie Manchesteru United znalazł się Bruno Fernandes, a wśród rezerwowych Kobbie Mainoo.
Mimo to niespodziewanie na prowadzenie szybko wyszli piłkarze Burnley! I to w jakich okolicznościach! Bashir Humphreys dośrodkowywał z lewej strony boiska, jego zagranie niefortunnie przecinał Ayden Heaven i to gospodarze schodzili na przerwę, prowadząc 1:0.
Po przerwie do przodu w końcu ruszył Manchester United i doprowadził do wyrównania rzecz jansa po cudownym zagraniu Bruno Fernandesa. Portugalczyk obsłużył Benjamina Sesko, a ten strzelił pierwszą bramkę od 4 października.
Po chwili Słoweniec trafił drugi raz i wydawało się, że goście nie wypuszczą już zwycięstwa z rąk. Wtedy jednak kapitalnym strzałem popisał się Jaidon Anthony i znów był remis!
A więcej goli w tym meczu już nie padło i Manchester United znów zawiódł. Nawet mimo tego, że 18-letni Shea Lacey oddał kapitalny strzał. Po nim piłka trafiła jednak tylko w poprzeczkę.
A w tym samym czasie po równie szalonym meczu Newcastle United wygrało 4:3 z Leeds United po golu Harveya Barnesa w 102. minucie gry!
Dwie czerwone kartki! Nie uwierzysz, co oni zrobili
A co działo się w pozotałych meczach Premier League? Naprawdę wiele! Everton musiał kończyć mecz w dziewięciu po tym jak… Michael Keane pociagnął rywala za włosy, a Jack Grealish ironicznie bił brawo sędziemu. A mimo to The Toffees utrzymali wynik 1:1.
Tottenham natomiast przegrał 2:3 z Bournemouth po golu żegnającego się z klubem Antoine Semenyo w 95. minucie gry.
Skrzydłowy niedługo zostanie piłkarzem Manchesteru City, a jego zespół wygrał nawet pomimo pięknej przewrotki Joao Palhinhi.
Co więcej, bolesną pomyłkę zanotował Manchester City, który tylko zremisował z Brighton 1:1! A to oznacza, że mając o jeden mecz rozegrany więcej, traci aż pięć punktów do liderującego Arsenalu. Kanonierzy już w czwartek natomiast podejmą w wielkim hicie Liverpool.