Prawa autorskie: 08.01.2026 Warszawa, ulica Wiejska, Sejm. Współprzewodniczący partii Razem Adrian Zandberg przemawia podczas pierwszego dnia 49. posiedzenia. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl08.01.2026 Warszawa,…

Prawa autorskie: 08.01.2026 Warszawa, ulica Wiejska, Sejm. Współprzewodniczący partii Razem Adrian Zandberg przemawia podczas pierwszego dnia 49. posiedzenia. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl08.01.2026 Warszawa,…

Zaloguj się, aby zapisać na później

08 stycznia 2026

Google NewsUdostępnij na FacebookuUdostępnij na TwitterzeUdostępnij w mailu

Czy koalicja rządząca porozumie się w sprawie zniesienia ograniczenia liczby kadencji w samorządach? Ustawę o odejściu od dwóch kadencji zgłosił PSL. Przeciwna projektowi jest Polska 2050 oraz PiS, co więcej, nad ustawą wisi weto prezydenta Karola Nawrockiego

Google NewsUdostępnij na FacebookuUdostępnij na TwitterzeUdostępnij w mailu

„Chcecie zabetonować władzę na poziomie lokalnym, bo do tego to się sprowadza” – mówił podczas debaty plenarnej Sejmie 8 stycznia 2026 przewodniczący koła Razem Adrian Zandberg.

„Kadencyjność jest absolutnym minimum, którego potrzebujemy, żeby temu zabetonowaniu władzy przeciwdziałać” – dodał.

Ustawę dotyczącą odejścia od dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast zgłosił PSL. Chodzi o nowelizację Kodeksu wyborczego (druk nr 1529). Limit kadencji w samorządach wprowadzono w 2018 roku, za rządów PiS, równolegle z wydłużeniem kadencji z czterech do pięciu lat. Według posłów PSL zmiany te nie odpowiadają na realne bolączki samorządów, za to w praktyce osłabiają mechanizmy lokalnej demokracji.

Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz w październiku zapowiadał, że jeśli proponowane przez ludowców zniesienie dwukadencyjności w samorządach nie dojdzie do skutku, będzie popierał zmianę konstytucji i ograniczenie kadencji parlamentarzystów.

„Chcemy znieść ograniczenie kadencyjności. Ograniczenie liczby kadencji oznacza w praktyce pozbawienie wyborców prawa do ponownego wyboru osoby, którą darzą zaufaniem” – mówił sprawozdawca projektu poseł PSL Mirosław Adam Orliński.

Posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego przekonują, że to lokalne społeczności decydują w wyborach samorządowych, kto ma być ich wójtem, burmistrzem czy prezydentem.

Poseł PSL wskazywał także, że dwukadencyjność jest niekonstytucyjna, ponieważ ogranicza prawa osób, które chcą ubiegać się o ponowne startowanie w wyborach. Ten argument mocno przewijał się w debacie samorządowców w październiku 2025 roku.

Przypomnijmy, że Rada Miasta Otwocka skierowała wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie konstytucyjności przepisu wprowadzającego dwukadencyjność. Skarga trafiła na wokandę Trybunału i otrzymała swoją sygnaturę. Radni uważają, że Konstytucja RP nie przewiduje możliwości ustawowego ograniczania liczby kadencji lokalnych władz.

Zdaniem samorządowców konstytucja nie zawiera zapisu o takim ograniczeniu i nie nakłada tego typu restrykcji. Wskazują, że bez wyraźnej zmiany w konstytucji ustawa nie powinna ograniczać prawa wybieralności włodarzy gmin.

Eksperci z Sieci Watchdog Polska przekonują natomiast, że prawa obywateli do wybierania kompetentnych władz nie są trwale odbierane, a jedynie zbalansowane przez zasady gwarantujące rotację. „Ograniczenie kadencji wpisuje się właśnie w konstytucyjną wartość demokracji rozumianej jako rządy obywateli” – tłumaczą.

PSL-owi zależy na tym, by znieść dwukadencyjność, bo partia walczy o przetrwanie – sondaże pokazują, że jest poniżej progu wyborczego. Dla ugrupowania Władysława Kosiniaka-Kamysza wsparcie samorządowców się opłaca politycznie, zwłaszcza że w rozbudowanych strukturach PSL zasiada wielu samorządowców.

Projekt popiera także premier Donald Tusk i posłowie Koalicji Obywatelskiej. Mariusz Witczak z KO przypominał z mównicy sejmowej, że zmiany w kodeksie wyborczym w 2018 roku były wprowadzane w kontrowersyjnych warunkach i wpisywały się w poglądy partii, która sprawowała wtedy władzę.

PiS mówił wtedy o konieczności „odrdzewienia władzy” i zapobieganiu „tworzenia się lokalnych klik”, ale ogólnie rzecz biorąc, chodziło o zwiększenie szans tej partii na posiadanie swoich ludzi w samorządach. Wskazywano na przypadki wójtów czy burmistrzów zasiadających u władzy nieprzerwanie kilkanaście lub nawet ponad dwadzieścia lat.

Nowa Lewica też opowiada się za zniesieniem zasady dwóch kadencji, co jest nowością, bo jeszcze niedawno rzecznik partii Łukasz Michnik prostował słowa Włodzimierza Czarzastego, pisząc w mediach społecznościowych, że Lewica jeszcze nie podjęła decyzji ws. głosowania nad projektem PSL.

W czwartek 8 stycznia przedstawiciel Lewicy Piotr Kowal utrzymywał w Sejmie, że „zniesienie sztywnego limitu kadencji może sprzyjać ciągłości realizacji polityk lokalnych”. Opowiadał się także za tym, że jeśli Sejm zdecyduje się na zniesienie dwukadencyjności, to „równolegle trzeba wrócić do czteroletniej kadencji samorządów, bo pięć lat to zdecydowanie zbyt długi okres sprawowania mandatu”.

W sejmowych konsultacjach publicznych (obowiązkowych dla projektów poselskich) blisko 80 proc. uczestników zadeklarowało sprzeciw wobec projektu. „Ustawa jest zbędna i doprowadzi do rozrostu monopolu włodarzy” – pisali uczestnicy. „Jednej osobie dwie kadencje zdecydowanie wystarczą, żeby spełnić obietnice wyborcze” – pisali inni.

Trzeba jednak pamiętać, że takie konsultacje nie są reprezentatywne – zabierają w nich głos najbardziej zaangażowani.

Do argumentów prezentowanych w sejmowych konsultacjach odwoływali się posłowie w czasie debaty. Poseł Kamil Wnuk z Polski 2050 podkreślał, że partia Szymona Hołowni przeprowadziła badanie, z którego wynika, że 60 proc. polskich obywateli jest za utrzymaniem dwóch kadencji, a 20 proc. jest przeciwko.

Cytował Thomasa Jeffersona, mówiąc, że władza, która nie ma ograniczeń, psuje swój charakter. „Rotacja może pomóc, by do tego nie doszło. Wiedza, że po dwóch kadencjach nie można startować ponownie, motywuje takiego samorządowca do bardziej wytężonej pracy” – podkreślał Wnuk.

Adrian Zandberg z kolei podkreślał, że w rękach prezydentów i burmistrzów miast „skupiona jest olbrzymia władza”, nie tylko „władza polityczna, ale też pośrednio władza ekonomiczna na poziomie lokalnym”. I dodał, że w samorządach są „układy, których częścią są lokalne elity biznesowe”.

„Za każdym razem, kiedy próbuje się kogoś odgonić od koryta, to rozlega się kwik” – ironizował Zandberg. „I dokładnie ten kwik słyszeliśmy w debacie dotyczącej kadencyjności ostatnio. To jest tylko raczej smutny obraz tego, jak dzisiaj wygląda samorządność w wielu miejscach w Polsce” – dodał.

Za dwukadencyjnością opowiada się także Konfederacja. „To jest ustawa o zabetonowaniu władzy w samorządach do utrwalania lokalnych układów polityczno-biznesowych i odebraniu obywatelom realnej szansy na zmianę” – przekonywał z mównicy Jarosław Sachajko, który powiedział, że projekt PSL-u jest „antyobywatelski, cyniczny i pisany pod interes lokalnych baronów”.

Maciej Konieczny z Koła Razem argumentował, że zasada dwóch kadencji ma być zabezpieczeniem przed nadmierną personalną dominacją. „Potrzebne są bezpieczniki, takie jak dwukadencyjność, by układy władzy nie ulegały utrwaleniu, a przewaga nie rosła z kadencji na kadencję”. „A ten układ klientelistyczny, ta wizerunkowa dominacja sprawia, że prezydent wygraną ma właściwie w garści” – przekonywał.

Projekt PSL pozytywnie zaopiniowała sejmowa podkomisja stała do spraw nowelizacji prawa wyborczego. Z projektu usunięto przepisy dopuszczające łączenie funkcji wójta, burmistrza lub prezydenta miasta z mandatem radnego powiatu albo sejmiku województwa. Posłowie odstąpili również od pomysłu przywrócenia czteroletnich kadencji samorządowych, pozostawiając obowiązujące obecnie pięcioletnie.

Jeśli ustawa jednak przejdzie przez Sejm, to i tak nie wiadomo, czy podpisze ją prezydent Karol Nawrocki. Byłby to gest wobec PSL, ale za cenę odżegnania się do pomysłu PiS. Pod koniec października szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki mówił, że dwukadencyjność to nie tylko gwarancja demokratycznej rotacji, ale także sposób na zapobieganie lokalnym patologiom.

„Dwukadencyjność ma swoje zalety, niektórzy wskazują także na pewne wady. Ja osobiście – i podkreślam, że to nie jest stanowisko prezydenta ani Kancelarii Prezydenta – jestem za utrzymaniem dwukadencyjności. Ona zapewnia pewną wymianę, a każda władza w jakiejś mierze się zużywa” – przekonywał.

;Na zdjęciu Natalia SawkaNatalia Sawka

Dziennikarka zespołu politycznego OKO.press. Wcześniej pracowała dla najstarszej światowej agencji informacyjnej Agence France-Presse (2019-2024), gdzie pisała artykuły z zakresu dezinformacji. Przed dołączeniem do AFP pisała dla „Gazety Wyborczej”. Publikowała m.in. w „Dużym Formacie” i „Wysokich Obcasach”. Współpracuje z brytyjskim „Financial Times”. Prowadzi warsztaty dla uczniów, studentów, nauczycieli i dziennikarzy z weryfikacji treści. Doświadczenie uzyskała dzięki licznym szkoleniom m.in. Bellingcat. Uczestniczka wizyty studyjnej „Journalistic Challenges and Practices” organizowanej przez Fulbright Poland. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie pisała magisterkę z teorii konfliktu Carla Schmitta. Obroniła także licencjat na filologii angielskiej w warszawskim SWPS.

Copyright © 2016 – 2026. Made with love by OKO.press team. All Rights Reserved.