COVID-19 był darem dla zwolenników brexitu. Po latach sporów o niemożliwe do spełnienia obietnice kampanii Vote Leave [za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE] pandemia w końcu skierowała uwagę opinii publicznej na inne kwestie.

Były premier Boris Johnson wykorzystał ją, by stwierdzić, że „brexit pomógł uratować życie” — zdanie to oparł na wątpliwym twierdzeniu, że opuszczenie UE przyspieszyło wprowadzenie szczepionek. Być może jednak najtrwalszą korzyścią dla zwolenników brexitu był wpływ pandemii na statystyki gospodarcze. Bo zakłócając niemal wszystkie istotne serie danych, utrudniła ocenę skutków brexitu. A te nie napawają optymizmem.

Co kilka miesięcy pojawiają się nowe badania wskazujące na wysokie koszty brexitu. Zwolennicy wyjścia z UE odpowiadają, że dane te są przesadzone, ponieważ nie uwzględniają innych czynników, w tym pandemii COVID-19. I owszem, niektóre z tych zarzutów są uzasadnione. Skupianie się na dokładnych liczbach pomija jednak szerszy kontekst. Prawdziwym problemem brexitu jest to, że pozostaje on w gospodarce jak toksyna, pociągając za sobą długotrwałe słabości — od wyższych kosztów energii po niskie inwestycje.

To właśnie sprawiło, że Wielka Brytania utknęła na ścieżce niskiego wzrostu gospodarczego.

Pułapka przeciętności

Do najnowszej potyczki o liczby doszło w listopadzie. Amerykański Narodowy Urząd Badań Ekonomicznych (NBER) opublikował wówczas raport, z którego wynikało, że opuszczenie UE doprowadziło do spadku brytyjskiego PKB na mieszkańca o 6-8 proc. To wartość znacznie wyższa od tej z prognoz sporządzonych podczas kampanii referendalnej w 2016 r. — ówczesne szacunki zakładały spadek PKB w dłuższej perspektywie o 4 proc. Brytyjski organ nadzorujący finanse publiczne (Office for Budget Responsibility) nadal uważa tę wartość za wiarygodną.

W swoich szacunkach makroekonomicznych NBER porównuje Wielką Brytanię z 33 krajami, w tym z USA. Ich ponadprzeciętne wyniki gospodarcze od czasu pandemii sprawiają, że są one trudnym punktem odniesienia. Jeśli jednak pominąć USA, wyniki Wielkiej Brytanii na tle krajów G7 są dość przeciętne. Jej PKB na osobę w latach 2016-2024 wzrósł o 3,9 proc. — mniej niż we Francji i we Włoszech, ale więcej niż w Niemczech i Kanadzie. Sugeruje to, że gdyby dane NBER były prawidłowe i nie doszło do brexitu, Wielka Brytania odnotowałaby znacznie silniejszy wzrost niż Francja czy Niemcy. Julian Jessop, ekonomista popierający brexit, ma rację, twierdząc, że hipoteza ta jest nieco podejrzana.

Trudno jednak zaprzeczyć, że brexit był dotychczas źródłem rzeczywistych szkód gospodarczych dla Wielkiej Brytanii. Korzyści, które za sobą pociągnął — takie jak nowe umowy handlowe z Australią czy Indiami — okazały się w ich świetle raczej nieistotne. Wielka Brytania w dużej mierze nie wykorzystała swobody regulacyjnej do pobudzenia wzrostu gospodarczego. W trzech obszarach jej działalności koszty wynikające z brexitu były ogromne — albo pogłębiły istniejące słabości kraju, albo osłabiły jego mocne strony.

Trzy największe szkody

Jednym z tych obszarów są inwestycje. Przez dziesięciolecia Wielka Brytania znajdowała się na samym dole rankingu G7 pod względem nakładów kapitałowych na takie obszary jak infrastruktura oraz badania i rozwój, co było główną przyczyną jej słabego wzrostu wydajności. W latach 2011–2016 kraj ten na krótko wyrwał się ze złej passy — inwestycje przedsiębiorstw rosły w tempie 6 proc. rocznie.

Głosowanie w sprawie brexitu zakończyło to ożywienie — w ciągu następnych sześciu lat inwestycje utrzymywały się na stałym poziomie. Pandemia z pewnością odegrała w tym swoją rolę, ale dwie odrębne prognozy przypisują spadek inwestycji przedsiębiorstw do 2022 r. o 10 proc. wyłącznie brexitowi. Według nich był to skutek przedłużającej się po nim niepewności, która zniechęcała inwestorów. Chociaż niepewność już minęła, wpływ brexitu nadal się utrzymuje. Co więcej, wzmocnił on stare nawyki brytyjskich przedsiębiorstw — unikanie ryzyka i krótkowzroczność — które od dawna hamowały ich inwestycje.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Drugim obszarem jest produkcja. Udział Wielkiej Brytanii w globalnym eksporcie produktów przemysłowych w latach 2000–2022 spadł o ponad połowę, co wynikało z wysokich kosztów pracy, rosnącej konkurencji zagranicznej i paraliżujących rachunków za energię. Przed brexitem dostęp Wielkiej Brytanii do jednolitego rynku liczącego pół miliarda konsumentów rekompensował te niedogodności.

Nie jest zaskoczeniem, że po utracie tej przewagi i zastąpieniu jej szeregiem barier pozataryfowych eksport towarów spadł o prawie 15 proc. poniżej poziomu sprzed pandemii. Co gorsza, ten gwałtowny spadek dotyczył zarówno eksportu do UE, jak i do pozostałych części świata, ponieważ wyższe koszty produkcji z UE pogłębiły długotrwałe niedogodności Wielkiej Brytanii i jeszcze bardziej osłabiły globalną konkurencyjność jej producentów.

Brexit nie tylko pogłębił słabości Wielkiej Brytanii, ale także osłabił jedną z jej mocnych stron. Wielka Brytania jest, po Stanach Zjednoczonych, drugim co do wielkości eksporterem usług na świecie. Bankierzy, artyści i rzesze konsultantów mocno przyczyniają się do rozwoju gospodarki usługowej.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Wielka Brytania dość dobrze poradziła sobie z brexitem w tej dziedzinie: od 2019 r. eksport usług wzrósł o około jedną czwartą w ujęciu realnym. Odzwierciedla to jednak głównie globalny boom. Wielka Brytania niemal na pewno osiągnęłaby lepsze wyniki, gdyby nie natknęła się na bariery w stosunkach z UE. W opublikowanym w czerwcu badaniu oszacowano, że z powodu brexitu brytyjski eksport usług spadł o 4-5 proc.

Nie wszystko stracone

Chociaż rząd Partii Pracy chętnie obwinia brexit za złą sytuację gospodarczą Wielkiej Brytanii, nie należy przeceniać jego oddziaływania. Brytyjska gospodarka nie znalazła się w kryzysie. Obawy o to, że Londyn straci status globalnego centrum finansowego, nie sprawdziły się — wciąż pozostaje drugim co do wielkości centrum finansowym na świecie, tuż po Nowym Jorku. Udział Wielkiej Brytanii w globalnym obrocie walutami i instrumentami pochodnymi opartymi na stopach procentowych jest w rzeczywistości wyższy niż w 2016 r. Nie sprawdziły się również obawy o to, że mniejsza migracja z UE wyrządzi Wielkiej Brytanii poważne szkody gospodarcze — wyższa imigracja spoza Europy z nadwyżką rekompensuje ten spadek.

Nie należy jednak ignorować kosztów spowodowanych przez brexit. Dotychczasowe wysiłki Partii Pracy mające na celu naprawę szkód były niewielkie — jej porozumienie „resetowe” z maja 2025 r. skupiało się wyłącznie na żywności i energii. Szacuje się, że w dłuższej perspektywie spowoduje ono wzrost PKB jedynie o 0,3 proc. Niektórzy posłowie Partii Pracy rozważają ponowne przystąpienie do unii celnej. Firma konsultingowa Frontier Economics szacuje, że w dłuższej perspektywie mogłoby to zwiększyć PKB Wielkiej Brytanii o ponad 2 proc. Inni prognostycy są jednak znacznie ostrożniejsi. A Partia Pracy w swoim manifeście wykluczyła przystąpienie do unii celnej.

Bardziej obiecującym rozwiązaniem mogłoby być zajęcie się problemami strukturalnymi, które pogłębił brexit. Referendum i jego następstwa przez lata odwracały uwagę polityków od tego zadania. Gdyby rząd zaczął podejmować działania w tym kierunku — ograniczając biurokrację związaną z planowaniem przestrzennym, obniżając koszty energii dla przemysłu — toksyczne skutki brexitu mogłyby zacząć zanikać.

© The Economist Newspaper Limited, 30 grudnia 2025 r.