Decyzja w tej sprawie zapadła wczoraj. Onet widział komunikat komisji wyborczej Polski 2050 w tej sprawie. Wynika z niego, że w trakcie wyborów jej prace będą mogli śledzić obserwatorzy. Mogą ich zgłaszać kandydaci. Jeden kandydat może zgłosić jednego obserwatora. Ci będą mogli obserwować komisję zarówno w trakcie przygotowania głosowania, samego głosowania, jak i ustalenia wyników wyborów. Obserwatorem może być tylko członek zwyczajny Polski 2050.

W najbliższą sobotę kilkuset działaczy ugrupowania Szymona Hołowni zdecyduje, kto będzie następcą byłego marszałka Sejmu. Zarejestrowani uczestnicy głosowania otrzymają e-mailem formularz do wypełnienia, w którym wskażą swojego faworyta. Jeśli żaden z kandydatów nie otrzyma więcej niż połowy głosów, w poniedziałek (12 stycznia) odbędzie się druga tura.

To Ryszard Petru domagał się uczestnictwa w całym procesie specjalnych obserwatorów.

— System jest tak zbudowany, że już w trakcie wyborów ci, którzy mają dostęp do wyników, mogą śledzić ich przebieg właściwie online. A to stwarza zagrożenie, że ktoś może próbować wpływać na działaczy, gdyby proces nie przebiegał po myśli konkretnego kandydata — mówił Onetowi w poniedziałek jeden z działaczy Polski 2050.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jego postulat został spełniony, ale nie wszyscy są zachwyceni: — Z jednej strony to dobrze, bo nie będzie żadnych wątpliwości, czy ktoś nie wpływał na proces wyborczy, ale z drugiej strony świadczy to o tym, że my już sobie za bardzo nie ufamy — mówi nam jeden z posłów ugrupowania.

Będzie druga tura?

Po wycofaniu się Michała Koboski na placu gry zostało sześcioro kandydatów: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, Paulina Hennig-Kloska, Joanna Mucha, Ryszard Petru oraz posłowie Rafał Kasprzyk i Bartosz Romowicz. To dużo jak na partię w kryzysie, bo w ostatnich miesiącach sondaże nie dają jej wielkich szans na przekroczenie progu wyborczego.

Według nieoficjalnych informacji rywale Pełczyńskiej-Nałęcz mieli zawiązać taktyczny sojusz, by zablokować jej zwycięstwo. Tercet miał obejmować układ Petru–Hennig-Kloska–Mucha z poparciem Koboski. Hennig-Kloska odpowiada jednak, że to „mit” i narracja „stworzona przez sztab koleżanki” dla polaryzacji. Kampania zaczyna jednak przypominać plebiscyt „za” lub „przeciw” jednej osobie.

Do partyjnej rywalizacji doklejony jest rządowy wątek: fotel wicepremiera dla Polski 2050. Pełczyńska-Nałęcz wielokrotnie podkreślała, że prosiła Donalda Tuska o spotkanie, przypominając, że po rotacji na stanowisku marszałka Sejmu (Hołownia oddał fotel Włodzimierzowi Czarzastemu) jej partia powinna otrzymać funkcję wicepremiera.

Wczoraj Andrzej Stankiewicz w Onecie ujawnił, że wśród działaczy Polski 2050 krąży lista kilkudziesięciu osób, które w ostatnich miesiącach otrzymały stanowiska w instytucjach podległych Ministerstwu Funduszy kierowanemu przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Zdaniem jej przeciwników pani minister rozdaje państwowe posady w zamian za głosy.

Chodzi o Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe (SIM) oraz Krajowy Zasób Nieruchomości (KZN). Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe to państwowe spółki, które mają budować mieszkania o niewielkim czynszu. Z kolei KZN gospodaruje nieruchomościami należącymi do Skarbu Państwa, przeznaczając je pod budowę mieszkań.

Zapytaliśmy minister Pełczyńską-Nałęcz o powoływanie działaczy jej partii na państwowe stanowiska. Odpowiedziała nam: „Nikt nie został zatrudniony. O ile wiem, jedna osoba zmieniła w ramach SIM formę zatrudnienia”.