Andrzej Klemba (Interia Sport): To był trudny debiut. W pierwszym meczu w ŁKS Commercecon zagrała pani od razu przeciwko najlepszej drużynie Europy.
Weronika Centka-Tietianiec: W duchu trochę się śmiałam, że, w cudzysłowie, gorszej drużyny do debiutu nie mogłam sobie wymarzyć. Z drugiej strony akurat już czwarty rok z rzędu mierzę się z tym zespołem, więc nie jest to dla mnie anonimowy przeciwnik, jeśli chodzi o sprawy taktyczne. Mimo wszystko i tak mi się dobrze grało. Jestem w treningu z ŁKS dopiero od tygodnia i na tak krótki czas moje relacje na boisku z rozgrywającą czy pozostałymi zawodniczkami wyglądają całkiem dobrze, a będzie jeszcze lepiej. To było dobre dla nas przetarcie przed najważniejszymi meczami ligowymi. Musimy wygrywać, żeby liczyć się w walce o złoto.
O złoto? Nie brakuje pani optymizmu…
– W poprzednim sezonie zdobyłam złoto z Developresem Rzeszów. Rok wcześniej miałam srebro i wciąż mam takie ambicje, żeby walczyć o mistrzostwo. Dalej się nie poddaje i uważam, że ta drużyna ma bardzo duże ambicje, wręcz gryzie parkiet. Wymarzyłam sobie, że jeśli dziewczyny wrócą po perypetiach zdrowotnych, będziemy miały nominalną atakującą, to pozostałe zawodniczki będą lepiej czuły na swoich pozycjach. Mamy wsparcie na prawej stronie, a Fayad chociaż jest przyjmującą, to musi grać na ataku. Jeśli będziemy w pełnym składzie, to naprawdę charakterem, wsparciem na boisku, możemy ugrać bardzo dużo. A prawda jest taka, że liga jest bardzo nieprzewidywalna. Inne zespoły też nie są w optymalnej formie.
Mam nadzieję, że zbliżające się play-offy dadzą nam kopa do pracy i zepniemy się na te najważniejsze mecze.
To w takim razie z kim zagracie w finale?
– Jak mówiłam, liga jest tak bardzo nieprzewidywalna, że to może być każdy. Uni Opole zaskoczyło, jest w świetnej dyspozycji i gra bardzo dobrą siatkówkę. Oczywiście Rzeszów to świetna drużyna. Też nie jest w optymalnej formie, ale to zawsze się buduje na koniec sezonu. Budowlane tak samo, bo oglądałam nasza derbowe spotkanie. To my w siedem zawodniczek byłyśmy o włos od wygranej i zdecydowały dwie piłki w tie-breaku. One też muszą się spiąć. Przed sezonem powiedziałabym, że w finale zagrają Budowlani i Developres, ale teraz jestem ostrożna w prognozach.
Wróciła pani z Turcji, ale poza suchym komunikatem o rozwiązaniu kontraktu nic więcej nie wiadomo. Dlaczego doszło do rozstania?
– Tak naprawdę nie mogę za wiele o tym mówić, bo obowiązują mnie ustalenia z tureckim klubem. Nie możemy udzielać informacji, co się tak naprawdę działo. Chcę mieć spokój ducha i nie chcę tego komentować. Pojechałam, zobaczyłam i wróciłam. Nie jestem super zadowolona z tej przygody, ale jest to doświadczenie.
Zakończenie kontraktu to była pani decyzja czy klubu?
– Pół na pół, ale szczegółów nie mogę zdradzać. To było obustronne porozumienie między mną a klubem. Wróciłam do domu, bo mieszkam w Łodzi od paru lat z mężem, który stąd właśnie pochodzi. Z tej całej sytuacji mąż i pies cieszą się najbardziej.
W Turcji nie grała pani tyle, co chciała. Ten powrót to też próba przypomnienia o sobie trenerowi reprezentacji? W poprzednim sezonie z powodu kontuzji musiała pani zrezygnować z występów w kadrze.
– Tak właśnie było. Ta kontuzja kciuka jeszcze się za mną ciągnie i nie wiem, co będzie z kadrą. Mam świadomość, że w tym sezonie straciłam klika miesięcy w Turcji po prostu nie grając. Nie miałam więc szansy tak naprawdę pokazać się trenerowi Lavariniemu. Kwestia tego, czy mimo wszystko dalej będzie mnie brał pod uwagę i czy przez te kilka miesięcy w Polsce odbuduję formę. Na ten moment bardzo mi zależy, by wrócić do systematycznego grania. Jestem przygotowana na wszystkie opcje. Oczywiście byłoby mi bardzo miło, gdyby trener zadzwonił. Ale z drugiej strony, jeśli tego telefonu nie będzie, ja też zrozumiem sytuację. Jestem realistką, choć pozytywne podejście jest we mnie bardzo duże. Mam jednak po prostu świadomość, że może być bardzo ciężko.
Ma pani ponad trzy miesiące, żeby pokazać się trenerowi Lavariniemu.
– Taki sobie plan założyłam, że ten czas poświęcę na odbudowanie formy, ale czy to wystarczy, żeby trener zadzwonił? Zobaczymy.
– Oczywiście, chyba, że telefon będzie wyciszony, ale wtedy na pewno oddzwonię.
Z pani kciukiem coś jeszcze się dzieje?
– Polepszyło się, ale jeszcze nie wszystko jest w porządku. Liczę na to, że to jest koniec moich perypetii zdrowotnych, bo jakby nie patrzeć trzy lata z rzędu coś się działo.
- Najpierw siedziała na trybunach, teraz wraca do kraju. Reprezentantka Polski znalazła klub
- Ledwo rok się zaczął, Lavarini już zaczął „straszyć”. Niepokojący werdykt

Polskie siatkarki szykują się do walki o medal Ligi Narodówvolleyballworld.commateriały prasowe

Stefano LavariniAndrzej Iwańczuk/ReporterEast News
Enea MKS Gniezno – PGE MKS El-Volt Lublin. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
