Dla części aktorów z obsady praca na planie „The Pitt” ma wartość dodaną – np. mama Noaha Wyle jest pielęgniarką, a tata Patricka Balla jest sanitariuszem, a mama pielęgniarką. Wszyscy twórcy podkreślają jednak, że ich celem jest przede wszystkim pokazanie lekarzy i ich codziennego życia. Dlatego przed rozpoczęciem pracy na planie mieli „obóz treningowy”, a plan jest zbudowany tak, żeby przypominał szpital – mogą dzięki temu filmować w pełnym zakresie 360°. Tuż przed premierą nowych odcinków rozmawialiśmy z serialowymi Melissą „Mel” King (Taylor Dearden), Cassie McKay (Fiona Dourif), Victorią Javadi (Shabana Azeez), Trinity Santos (Isa Briones), Dennisem Whitakerem (Gerran Howell) i Samirą Mohan (Supriya Ganesh).

Ganesh, która ma dyplomy z neurologii i gender studies, kiedyś myślała o tym, żeby pracować w szpitalu. Czy praca przy „The Pitt” zmieniła podejście do tej pracy? – Miałam już wcześniej duży szacunek dla lekarzy, ale teraz mam jeszcze większy. Chciałam być jak Cristina Yang z „Chirurgów”, a potem zrozumiałam, że to aktorka mnie zainspirowała, nie zawód. Myślę, że dobrze wybrałam, bo jestem zbyt wrażliwa na to, z czym codziennie mierzą się lekarze – mówi.

Zobacz wideo „The Pitt” – zwiastun 2. sezonu

Plan „The Pitt” to nie miejsce na improwizację

„The Pitt” stworzyli producenci „Ostrego dyżuru”, a gwiazdą serialu jest Noah Wyle, który grał tam dr. Cartera. Podkreślają, że chcieli wiarygodnie oddać hołd tym, którzy intensywnie ratowali ludzi podczas pandemii, ale i po jej zakończeniu nie mają chwili wytchnienia. Dlatego wszyscy pracujący przy produkcji wkładają dużo pracy w research medyczny. – To ogrom pracy. Każdy odcinek ma przypisanego lekarza, z którym omawiamy nie tylko procedury, ale i emocje – jak często coś widzielibyśmy na tym etapie kariery, jak radzić sobie z porażką. W domu sama wyszukiwałam też np. zdjęcia wątroby – opowiada Fiona Dourif. – Mieliśmy też coś w rodzaju „mini studiów medycznych”, dwutygodniowy intensywny kurs. Na planie też są prawdziwi pracownicy służby zdrowia – zauważa. Wszyscy aktorzy przed pierwszym klapsem musieli nauczyć się m.in. jak założyć rękawiczki, wymawiać słowa, trzymać instrumenty medyczne, poruszać się i myśleć jak lekarz. Wyle w jednym z wywiadów żartował, że obsada „Ostrego dyżuru” by takiego obozu nie zaliczyła.

Jest intensywnie, a tempo pracy jest duże. – Na początku sezonu mieliśmy kilka tygodni na przygotowanie się, ale z czasem robi się go coraz mniej. Czasem dostajemy scenariusz na trzy dni przed zdjęciami, ale tak to działa, bo kręcimy wszystko chronologicznie. Największą częścią przygotowań był właśnie ponowny „bootcamp”, odświeżenie procedur i rytmu pracy – wspomina o obozie Isa Briones. Ważne jest też zgranie podczas scen leczenia pacjentów, gdy w sali znajduje się jednocześnie dużo osób, a ma to wyglądać realistycznie i profesjonalnie. – To jak taniec – nie ma improwizacji, wszystko musi być precyzyjne i szybkie – podkreśla Gerran Howell. – Na początku bałem się tych scen, ale okazało się, że zaskakująco dobrze wypadam w nich jako Whitaker, daję radę z choreografią – śmieje się aktor.

Studenci medycyny uczą się z serialu

„The Pitt” był wielokrotnie chwalony za to, w jaki sposób pokazuje pracę lekarzy czy pielęgniarek. Nie tylko za to, jak oddaje nie tylko procedury medyczne, ale też to, jak rozmawia się z pacjentami. – Dowiedziałam się niedawno, że ktoś używa scen z Samirą na zajęciach w szkole medycznej, jako przykład dobrej komunikacji z pacjentem. To spora presja. Pracowałam nad tym, żeby siadać przy pacjencie, utrzymywać kontakt wzrokowy, wykazywać empatię. Trzeba zadawać konkretne, kierujące pytania. Pacjenci często nie mówią wszystkiego, bo nie są pewni, czy dana rzecz ma znaczenie – zauważa Ganesh. No i jest też oczywiście kwestia naturalnie wyglądających urazów, które sprawiają, że niektórzy widzowie wręcz zasłaniają oczy! – W tym sezonie mieliśmy sporo urazów skóry głowy, co oznaczało peruki i specjalnie robione elementy. Wszystko, co widzicie, to efekty praktyczne, nie komputerowe. Czasem ktoś pod stołem dmucha powietrzem, żeby coś się nadmuchało. To szaleństwo, co oni potrafią – chwali osoby odpowiedzialne za makijaż i charakteryzację Dearden.

Ideą „The Pitt” jest pokazanie w trakcie sezonu jednego dyżuru, więc każdy odcinek to jedna godzina akcji. Wpływa to także na sposób, w jaki widz poznaje bohaterów. Taylor Dearden jest zadowolona z tego, w jaki sposób jest napisana jej postać: Mel King, która, podobnie jak odgrywająca ją aktorka, jest osobą neuroróżnorodną. – Wcześniej w filmie czy serialu nie widziałam, żeby to było dobrze przedstawione. Szczególnie jeśli chodzi o ADHD – często pokazuje się nas jak roboty bez emocji, a prawda jest taka, że jesteśmy tak przebodźcowani, że nie da się kontrolować tonu głosu. Często ludzie pytają mnie: „Czemu jesteś zła?”, a ja nie mam pojęcia, że tak zabrzmiałam. Trzeba ciągle się tłumaczyć. Chciałam w mojej postaci pokazać, że to jest dużo bardziej skomplikowane niż się wydaje – wyjaśnia aktorka.

Kto mógłby „leczyć się” w „The Pitt”? Szybka odpowiedź: Robert Pattinson!

Jak w każdym serialu medycznym, w „The Pitt” pojawia się wielu aktorów gościnnych. Ojca Cassie McKay zagrał prawdziwy tata Fiony Dourif – Brad Dourif, zdobywca Złotego Globu za „Lot nad kukułczym gniazdem”. – To było wzruszające, bo dorastałam na jego planach filmowych. Był zestresowany, ale poradził sobie świetnie. Przed wejściem na plan powiedziałam mu: „Nie martw się, na pewno dasz radę” – żartuje Fiona Dourif. A kogo aktorzy chętnie zobaczyliby jako pacjentów w Pittsburgh Trauma Medical Center? – Roberta Pattinsona, choćby z katarem! – bez zastanowienia odpowiedziała Shabana Azeez. – Albo Jessie Buckley z odciętą nogą albo urazem palca – dodała Dourif. – Ale szczerze, sceny z urazami są bardzo trudne dla aktorów: leżenie godzinami z rurką w ustach, oddychanie synchronicznie z maszyną… to nie dla gwiazd filmowych. Ale gdyby Jesse zechciała, przyjmiemy ją nawet na trzy dni – żartowały aktorki.

Lżejszy klimat pojawia się nie tylko w trakcie rozmów z aktorami, ale także w samym serialu, choć opowiada o często bardzo poważnych, trudnych sytuacjach. Jedną z postaci, które w pierwszym sezonie wywołują uśmiech, jest choćby nie do końca radzący sobie pierwszego dnia w szpitalu Whitaker. – Dosłownie rzucają we mnie płynami ustrojowymi, ale serio: dobrze, że mogę dać widzom chwilę oddechu. Nawet w pracy pełnej tragedii lekarze mówią, że muszą żartować – inaczej by się rozpadli. Ten czarny humor jest potrzebny – mówi aktor. – To bardzo ludzkie. Nawet w najgorszych momentach możesz się nagle roześmiać. I to jest piękne – uzupełnia Isa Briones.

Jeden z odcinków drugiego sezonu „The Pitt”, który wraca do HBO Max 9 stycznia, reżyserował grający główną rolę i będący producentem Noah Wyle. – To aktor, więc rozumie aktorów, i wie, jak z nimi pracować. Zna też serial od podszewki. Odcinek, który reżyserował, pokazuje szpital z perspektywy pielęgniarek – to rzadkość. Wyszło świetnie, to będzie jeden z ważniejszych odcinków sezonu. Jeśli chodzi o cały drugi sezon, aktorzy zapowiadają: „Jest bardziej zabawny, ale też chaotyczny i momentami obrzydliwy. Jest szybszy, bezkompromisowy. Początkowo się baliśmy wrócić do pracy (presja po sukcesie pierwszego sezonu była duża), ale wydaje się, że 'dwójka’ jest nawet lepsza!”.