Jak informuje Reuters, w Białym Domu analizowany jest pomysł zaoferowania Grenlandczykom dużych sum pieniędzy w zamian za poparcie secesji wyspy od Danii. W grę mają wchodzić kwoty od 10 do nawet 100 tys. dolarów na osobę. Przy najwyższym wariancie koszt całej operacji sięgnąłby blisko 6 mld dolarów.

Grenlandia liczy ok. 57 tys. mieszkańców i jest dziś autonomicznym terytorium zależnym Danii. Nie należy do Unii Europejskiej – opuściła Europejską Wspólnotę Gospodarczą w 1985 r. po referendum z 1982 r. Kolejne referendum z 2008 r. znacząco poszerzyło zakres jej autonomii. Jedynym językiem urzędowym na wyspie jest grenlandzki.

Zainteresowanie Grenlandią nie jest nowe. Trump mówił o niej już w 2019 r., podczas swojej pierwszej kadencji, sugerując nawet możliwość „zakupu” wyspy. Pomysł został wówczas jednoznacznie odrzucony przez Kopenhagę.

Zaliczył bankructwo i powrócił. Mówi szczerze, co go uratowało

W 2024 r., jako prezydent elekt, Trump ponownie wrócił do tematu, nie wykluczając użycia siły. W ostatnich tygodniach kwestia Grenlandii nabrała nowej dynamiki po amerykańskiej operacji wojskowej w Wenezueli, zakończonej pojmaniem Nicolása Maduro.

Według źródeł Reutersa w Waszyngtonie coraz poważniej rozważane jest wsparcie grenlandzkiego ruchu niepodległościowego. Celem miałoby być doprowadzenie do secesji wyspy od Danii, co ułatwiłoby późniejsze włączenie Grenlandii do USA.

Jednym z analizowanych wariantów jest zawarcie tzw. Układu o Wolnym Stowarzyszeniu (Compact of Free Association). Na jego mocy USA zapewniałyby Grenlandii ochronę militarną, w zamian uzyskując swobodny dostęp wojskowy do terytorium wyspy oraz wolny handel bez ceł.

Obecnie na Grenlandii funkcjonuje jedna amerykańska baza – Pituffik Space Base (dawniej Thule Air Base), kluczowa dla systemu wczesnego ostrzegania rakietowego i nadzoru satelitarnego. Trump argumentuje, że pełna kontrola nad Grenlandią jest niezbędna dla bezpieczeństwa narodowego USA, wskazując m.in. na aktywność Rosji i Chin w regionie Arktyki – przypomina „Rzeczpospolita”.

Sekretarz stanu Marco Rubio przekonywał jednak kongresmenów, że USA nie planują inwazji na Grenlandię, a preferowanym rozwiązaniem pozostaje porozumienie polityczne. Z kolei wiceprezydent J.D. Vance stwierdził, że Dania nie robi dziś wystarczająco wiele, by chronić bezpieczeństwo wyspy, i zapowiedział, że Waszyngton „pójdzie tak daleko, jak będzie trzeba”, by zabezpieczyć swoje interesy w Arktyce.

Stanowisko Grenlandii i Danii pozostaje jednoznaczne. Szef przedstawicielstwa Grenlandii w USA i Kanadzie Jacob Isbosethsen podkreślił, że „Grenlandia nie jest na sprzedaż”, a decyzje o jej przyszłości należą wyłącznie do Grenlandczyków. Podobne sygnały płyną z Kopenhagi, gdzie obawy budzi możliwość eskalacji napięć między sojusznikami w NATO.

Źródło: Reuters, Rzeczpospolita