Kulisy dyplomacji w wyjątkowej odsłonie. Tylko w Interii pełny artykuł „The New York Times”, który wywołał poruszenie na całym świecie. Po polsku i za darmo. Publikujemy go dzięki naszej współpracy z tym czołowym amerykańskim dziennikiem. I żeby nie było, że nie ostrzegaliśmy: tekst jest BARDZO długi (1-1,5 godz. czytania).
-
CZĘŚĆ 1: Okres przejściowy
-
CZĘŚĆ 2: Pierwsze dni
-
CZĘŚĆ 3: „Po prostu bądź ze mną szczery”
-
CZĘŚĆ 4: „Bądź bardzo, bardzo wdzięczny”
-
CZĘŚĆ 5: Ukraińcy
-
CZĘŚĆ 6: Rosjanie
-
CZĘŚĆ 7: „De facto polityka antyukraińska”
-
CZĘŚĆ 8: „Coś, co działa”
-
CZĘŚĆ 9: „Kłócimy się o klamki”
-
CZĘŚĆ 10: Wyścig po porozumienie
Pociąg wyruszył z magazynu armii Stanów Zjednoczonych w zachodnich Niemczech i skierował się do Polski, ku granicy z Ukrainą. Było to ostatnie 800 mil transatlantyckiego łańcucha dostaw, który przez ponad trzy długie lata wojny podtrzymywał Ukrainę przy życiu.
W ten ostatni dzień czerwca ładunkiem były pociski artyleryjskie kalibru 155 mm – 18 tys. sztuk zapakowanych w skrzynie, z zapalnikami przewożonymi osobno, aby zapobiec detonacji w trakcie transportu. Ich ostatecznym celem był wschodni front, gdzie generałowie rosyjskiego prezydenta Władimira Putina gromadzili siły przeciwko miastu Pokrowsk.
Bitwa toczyła się o terytorium i przewagę strategiczną, ale także o prawo do przechwałek: Putin chciał pokazać prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi, że Rosja rzeczywiście wygrywa.
Reklamując swój plan wojenny, Rosjanie mówili doradcom Trumpa: „Uderzymy tam w nich jeszcze mocniej. Mamy do tego amunicję”.
W Waszyngtonie sekretarz obrony Pete Hegseth również mówił o amunicji, zeznając przed podkomisją senacką ds. budżetu. Jak twierdził, ta przeznaczona dla Ukrainy przez byłego prezydenta Joe Bidena „wciąż płynie”.
W rzeczywistości trzy miesiące wcześniej Hegseth, bez zapowiedzi, zdecydował się wstrzymać dostawy kluczowej amunicji – amerykańskich pocisków 155 mm.
Zapasy armii USA malały, ostrzegali jego doradcy; ich wstrzymanie miało zmusić Europejczyków do większego wysiłku i przejęcia odpowiedzialności za wojnę w ich własnym sąsiedztwie.
Dzień po dniu tysiące i tysiące pocisków 155 mm przeznaczonych dla Ukrainy leżały więc na paletach w składzie amunicji. Dowódca wojsk USA w Europie, generał Christopher G. Cavoli, wysyłał maila za mailem, błagając Pentagon o ich uwolnienie. Zator został przełamany dopiero po interwencji Jacka Keane’a, emerytowanego generała armii i komentatora Fox News, który był zaprzyjaźniony z prezydentem.
Jednak 2 lipca, gdy pociąg zbliżał się do granicy z Ukrainą, do europejskiego dowództwa armii USA dotarł nowy rozkaz: „Przekierować wszystko. Natychmiast”.
Dlaczego uwolnione pociski ponownie zostały uwięzione, nigdy nie wyjaśniono. Ostatecznie czekały tylko 10 dni, na bocznicy kolejowej w pobliżu Krakowa. Jednak dla oficerów armii USA, którzy przez ostatnie trzy i pół roku walczyli o pomoc dla Ukrainy, przerwana podróż 18 tys. pocisków zdawała się ilustrować całość nowej, chaotycznej i destrukcyjnej roli Stanów Zjednoczonych w tej wojnie.
„To zdarzyło się tak wiele razy, że straciłem rachubę” – powiedział wysoki rangą urzędnik USA. „To dosłownie ich zabija. Śmierć przez tysiąc cięć”.
By powstrzymać rosyjską falę, a być może nawet pomóc wygrać wojnę, administracja Bidena dostarczyła Ukrainie ogromny arsenał coraz bardziej zaawansowanej broni. Amerykanie, ich europejscy sojusznicy i Ukraińcy weszli także w tajne partnerstwo wywiadowcze, strategiczne, planistyczne i technologiczne. Stawką była – jak argumentowano – nie tylko suwerenność Ukrainy, lecz także sam los powojennego porządku międzynarodowego.
Donald Trump natomiast przewodniczył rozpadowi tego partnerstwa.
Nagłówki wszyscy znamy: transmitowane w telewizji upokorzenie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Gabinecie Owalnym w lutym. Sierpniowy szczyt z Putinem na Alasce. Wściekła gorączka dyplomacji, która doprowadziła do niedzielnego spotkania w Mar-a-Lago z Zełenskim – kolejnych rozmów o ogromnej stawce, lecz bez rozstrzygnięcia, w których los Ukrainy zdawał się wisieć na włosku.
Nadal nie jest jasne, kiedy – i czy w ogóle – zostanie osiągnięte porozumienie.
Przedstawimy chaotyczną i dotąd nieopowiedzianą historię stojącą za minionym rokiem zawrotnych nagłówków:
-
Specjaliści od Ukrainy w Pentagonie bojący się wypowiedzieć słowo „Ukraina”.
-
Trump mówiący swojemu wybranemu wysłannikowi do Rosji i Ukrainy: „Rosja jest moja”.
-
Sekretarz stanu cytujący „Ojca chrzestnego” w negocjacjach z Rosjanami.
-
Ukraiński minister obrony błagający sekretarza obrony USA: „Po prostu bądź ze mną szczery”.
-
Odchodzący dowódca USA piszący notatkę o „początku końca”.
-
Zorganizowana przez Trumpa rozmowa telefoniczna Zełenskiego z byłą Miss Ukrainy.
Relacja ta opiera się na ponad 300 wywiadach z urzędnikami ds. bezpieczeństwa narodowego, oficerami wojskowymi i wywiadu oraz dyplomatami w Waszyngtonie, Kijowie i w całej Europie. Praktycznie wszyscy nalegali na anonimowość, obawiając się odwetu ze strony Trumpa i jego administracji.
Wypowiedzi i decyzje prezydenta USA były często kształtowane przez ostatnią osobę, z którą rozmawiał, przez to, ile szacunku – jego zdaniem – okazywali mu przywódcy Ukrainy i Rosji, oraz przez to, co przykuło jego uwagę w Fox News.
Polityka wobec Ukrainy i Rosji była kształtowana w starciu zaciekle zwalczających się obozów.
Biden pozostawił Ukraińcom finansową i zbrojeniową poduszkę bezpieczeństwa, by złagodzić niepewną przyszłość. Główny negocjator Trumpa ds. pokoju przedstawił mu plan utrzymania wsparcia dla Ukrainy i dociśnięcia rosyjskiej machiny wojennej.
Strategia ta zderzyła się jednak czołowo z falangą sceptyków wobec Ukrainy, na czele z wiceprezydentem J.D. Vance’em oraz podobnie myślącymi urzędnikami w Pentagonie i innych częściach administracji. W ich ocenie zamiast marnować uszczuplone zapasy wojskowe USA na tonący statek, należało je przeznaczyć na przeciwdziałanie największemu globalnemu zagrożeniu: Chinom.
Chłodny wiatr – to, co jeden z wysokich rangą oficerów wojskowych nazwał „de facto polityką antyukraińską” – przeszedł przez Pentagon. Raz po raz Hegseth i jego doradcy podkopywali, odsuwali na boczny tor lub uciszali dowódców liniowych i urzędników administracji przychylnych Ukrainie.
Na tym tle Trump przyznał Hegsethowi i innym podwładnym szeroką swobodę w podejmowaniu decyzji dotyczących pomocy dla Ukrainy. Kilkakrotnie, gdy decyzje te przynosiły złą prasę lub wewnętrzny sprzeciw – jak w przypadku 18 tys. pocisków – komentatorzy Fox sprzyjający Ukrainie interweniowali i przekonywali prezydenta do ich cofnięcia.
Nawet gdy Trump gnębił Zełenskiego, zdawał się rozpieszczać Putina. Gdy Rosja odrzucała propozycje pokojowe i przyspieszała bombardowania ukraińskich miast, Trump wyładowywał się na Truth Social i pytał swoich doradców: „Sankcjonujemy ich banki czy sankcjonujemy ich infrastrukturę energetyczną?”. Przez miesiące nie zrobił ani jednego, ani drugiego.
W tajemnicy jednak CIA i armia USA, za jego przyzwoleniem, znacząco wzmocniły ukraińską kampanię ataków dronowych na rosyjskie instalacje naftowe i tankowce, aby sparaliżować machinę wojenną Putina.
Z dnia na dzień niespójność narastała. Donald Trump pozostawał jednak negocjatorem zdeterminowanym, by doprowadzić do porozumienia – i przekonanym, że w kalkulacji nacisku przewaga leży po stronie silniejszego. Obie strony prowadziły wojnę w wojnie, starając się kształtować postrzeganie prezydenta.
„Wyglądają na niezwyciężonych” – powiedział doradcom w maju po obejrzeniu nagrań z parady wojskowej w Moskwie. Trzy tygodnie później, po tym jak Ukraina przeprowadziła śmiałą tajną operację dronową na terytorium Rosji, Zełenski wysłał do Białego Domu orszak doradców z własnym przekazem zwycięstwa: „Nie przegrywamy. Wygrywamy”.
Jednak zarówno na polu bitwy, jak i przy stole negocjacyjnym Trump wpychał Ukraińców coraz głębiej w ślepy zaułek. Nie docenił jednak twardego stanowiska rosyjskiego przywódcy, który ani myślał ustąpić ze swoich żądań.
Punktem wyjścia tej historii była wiara prezydenta w to, co postrzegał jako osobistą więź z Putinem. W trakcie kampanii obiecywał szybkie doprowadzenie do pokoju, być może nawet jeszcze przed objęciem urzędu. Po wygranych wyborach przywódcy europejscy i bliskowschodni zaczęli dzwonić, oferując pomoc w utorowaniu drogi do rozmów z Rosjanami w okresie przejściowym.
Doradcy Trumpa wiedzieli, że jest chętny, by zacząć jak najszybciej, ale byli też świadomi cienia, jaki relacje z Rosją rzuciły na jego pierwszą kadencję. Wówczas nieujawnione kontakty kilku doradców z Rosjanami przed inauguracją stały się częścią śledztwa w sprawie rosyjskiej ingerencji w wybory w 2016 roku. Trump z goryczą nazywał je „mistyfikacją”.
Tym razem – uznali jego doradcy – potrzebna była oficjalna osłona.
„Spójrz, dostajemy wszelkiego rodzaju sygnały” – powiedział Michael Waltz, wybrany przez Trumpa doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, swojemu odpowiednikowi z administracji Bidena, Jake’owi Sullivanowi. „Chcielibyśmy zacząć testować niektóre z nich, bo Trump chce działać szybko”.
I tak Waltz złożył prośbę – nigdy wcześniej nieopisywaną – o list zgody od Bidena.
CZĘŚĆ 1: Okres przejściowy
Michael Waltz miał pewne podstawy do optymizmu.
Kampania była zaciekła, ale gdy się skończyła, Biden powiedział doradcom, że chce uporządkowanego, polubownego przekazania władzy.
Tydzień po wyborach przyjął Trumpa w Gabinecie Owalnym i wyjaśnił, dlaczego uważa, że w interesie Stanów Zjednoczonych leży dalsze wsparcie militarne dla Ukrainy. Trump nie zdradził swoich zamiarów. Jednak według dwóch byłych urzędników administracji zakończył spotkanie w zaskakująco uprzejmym tonie, chwaląc Bidena za „udaną prezydenturę” i obiecując chronić to, co było dla niego ważne.
Zanim Biden w lipcu wycofał się z wyścigu, wiele z najbardziej kąśliwych ataków jego rywala było wymierzonych w jego syna Huntera – z powodu jego problemów prawnych, zmagań z uzależnieniem oraz interesów biznesowych w Ukrainie i gdzie indziej. Teraz Trump powiedział mu: „Jeśli jest coś, co mogę zrobić dla Huntera, proszę, daj mi znać”. (Trzy tygodnie później Biden ułaskawił swojego syna, anulując wyroki za nielegalny zakup broni i uchylanie się od podatków – oraz chroniąc go przed potencjalnym prezydenckim odwetem).
Najważniejsi doradcy Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego w większości odbyli serdeczne spotkania ze swoimi następcami. Wyjątkiem był sekretarz obrony Lloyd Austin. Był on dumnym architektem ukraińskiego partnerstwa administracji Bidena i liczył, że będzie mógł argumentować za jego przetrwaniem. Dał do zrozumienia, że jest gotów spotkać się z Hegsethem, lecz zespół przejściowy Trumpa nie odpowiedział.
Prośba Waltza o list podzieliła doradców Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego.
Istnieje prawo – ustawa Logana, ostatnio zastosowana w 1853 roku – które zabrania osobom nieupoważnionym negocjowania sporów między Stanami Zjednoczonymi a obcym rządem. Jednak debata w Zachodnim Skrzydle nie dotyczyła prawa. Chodziło o coś znacznie bardziej skomplikowanego.
Podczas gdy jeden z wysokich rangą doradców argumentował, że udzielenie zgody zademonstrowałoby dobrą wolę Bidena w okresie przejściowym, inny dostrzegał niebezpieczeństwo – zwłaszcza biorąc pod uwagę historię uległości prezydenta elekta wobec Putina.
„Dlaczego mamy dawać im osłonę, by zaczęli coś, co może być bardzo szkodliwą rozmową z Rosją?” – zapytał Bidena Jon Finer, zastępca doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego.
Nie było tak, że administracja Bidena nie próbowała rozmawiać z Rosjanami.
W listopadzie 2021 roku, w obliczu sygnałów zbliżającej się inwazji, prezydent wysłał do Moskwy Williama Burnsa, szefa CIA, by naciskał na Putina. W tajemnicy bliski doradca Bidena, Amos Hochstein, próbował również zapobiec inwazji poprzez rozmowy z szefem rosyjskiego funduszu majątku narodowego, Kiriłłem Dmitrijewem.
Teraz, u schyłku swojej władzy i wojennego partnerstwa, Biden rozważył prośbę zespołu Trumpa i nie dostrzegł powodu, by wierzyć, że Putin byłby bardziej skłonny do negocjacji pokojowych. W końcu uważał, że wygrywa.
Biden nie zabronił przyszłej administracji kontaktów z Rosjanami. Ale listu nie było.
Jak zapamiętał to jeden z doradców: „To, co powiedział Biden, brzmiało: 'Jeśli wyślę ten list, to tak, jakbym błogosławił wszystko, co Trump zrobi, a ja nie mam pojęcia, co on zrobi. Może zawrzeć układ z Putinem kosztem Ukrainy, a ja nie chcę tego firmować'”.
Formalne rozmowy miały poczekać do dnia inauguracji. Mimo to należało być przygotowanym. A człowiekiem, który bardzo chciał znaleźć się w centrum tych przygotowań, był Keith Kellogg. Emerytowany generał i jeden z najbardziej lojalnych, wieloletnich doradców prezydenta elekta. Kellogg pełnił funkcję doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego wiceprezydenta Mike’a Pence’a podczas pierwszej prezydentury Trumpa.
Miał sprecyzowane poglądy na temat Rosji i wojny w Ukrainie – oraz przekonanie, że jeśli Trump źle poprowadzi negocjacje, będzie to katastrofalne dla USA, dla Europy i dla jego dziedzictwa.

Generał Keith Kellogg podczas wizyty w PolsceWojciech OlkusnikEast News
Uczucia Kellogga wobec Rosjan ukształtowały się w środku zimnej wojny. Służąc w amerykańskich siłach specjalnych, dowodził zespołem Green Light – żołnierzami szkolonymi do skakania ze spadochronami za radzieckimi liniami, z przypiętą taktyczną bronią jądrową.
Żywił też podejrzenie, że Rosjanie kiedyś próbowali go zabić. W 2000 roku, gdy pracował w sztabie armii w Pentagonie, po spotkaniu w rosyjskiej ambasadzie poczuł ostry ból w prawym łokciu. Później, podczas kolacji z przyjaciółmi, jego żona zauważyła opuchliznę. Następnego dnia trafił do szpitala, gdzie lekarze niemal musieli amputować mu ramię, aby powstrzymać zakażenie gronkowcem.
Jego ewoluujące poglądy na wojnę w Ukrainie stały się podstawą dokumentu programowego, który opublikował w kwietniu 2024 roku.
Niegdyś należał do tych, którzy uważali, że administracja Bidena nie robi wystarczająco dużo, by wspierać Ukraińców. Teraz równowaga na polu bitwy się zmieniła i – jak pisał Kellogg – Ukraina nie miała już drogi do zwycięstwa. Mimo to argumentował, że Stany Zjednoczone muszą uzbroić Ukraińców na tyle, by przekonać Putina, że jego ambicje terytorialne napotkały mur.
Kellogg wysłał ten dokument Trumpowi, który odesłał go z odręczną notatką na górze: „Świetna robota”. Opatrzył ją też swoim charakterystycznym, zygzakowatym podpisem. Kellogg oprawił podpisaną stronę w ramkę i powiesił w swoim domowym biurze.
Gdy nowa administracja zaczęła nabierać kształtów, Kellogg bez powodzenia zabiegał o stanowisko sekretarza obrony lub doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. Pod koniec listopada poleciał jednak do Mar-a-Lago, by ubiegać się o inne stanowisko – specjalnego wysłannika ds. Ukrainy i Rosji. Tym razem Trump się zgodził.
Niemal natychmiast nominacja wywołała pierwszy wybuch ideologicznej walki, która miała przenikać podejście administracji do wojny w kolejnych miesiącach. Dla części sojuszników Vance’a Kellogg, mający wówczas 80 lat, był reliktem zimnej wojny, z mentalnością zimnowojennego wojownika. Podejrzewali, że Putin nigdy nie będzie chciał z nim współpracować. Co więcej, w ich ocenie rodzaj wsparcia, jaki postulował Kellogg, jedynie przedłużałby walki; a USA powinny deeskalować.
Noże poszły w ruch, a Kellogg nie pomógł sobie planowaną „trasą odsłuchową” po kilku europejskich stolicach. Jego córka, Meaghan Mobbs, prowadząca organizację charytatywną realizującą programy pomocowe w Ukrainie i Afganistanie, zaoferowała pomoc w sfinansowaniu tej podróży. Znalazła darczyńcę, który miał pokryć koszty samolotu i hoteli.
Niektórzy doradcy Trumpa mieli podejrzenia wobec tej organizacji, jej założycieli i córki Kellogga. Postrzegali ich jako gorliwych zwolenników Ukrainy, otwarcie wrogich wobec Putina i Trumpa. (W rzeczywistości część była antytrumpowska, inni protrumpowscy). Obawiali się również, że głośna podróż, w wykonaniu znanego krytyka Putina, mogłaby spłoszyć Rosjan. Szefowa personelu Trumpa, Susie Wiles, zawetowała wyjazd, a Vance ograniczył zakres kompetencji Kellogga.
Kellogg mógł rozmawiać z Ukraińcami i Europejczykami – powiedział Vance doradcom – „ale trzymajcie go z dala od Rosjan”.
Jednym człowiekiem, który miał rozmawiać z Rosjanami w okresie przejściowym, był Steve Witkoff – nowojorski deweloper i stary przyjaciel Trumpa, mianowany specjalnym wysłannikiem na Bliski Wschód. Osobą, z którą miał rozmawiać, był wspomniany już szef rosyjskiego funduszu majątku narodowego Dmitrijew.
Dmitrijew nie tylko krótko flirtował z administracją Bidena. Miał też powtarzające się kontakty ze światem Trumpa i poznał zięcia prezydenta, Jareda Kushnera.
Miesiąc po objęciu funkcji wysłannika na Bliski Wschód Witkoff udał się do Rijadu, by spotkać się z saudyjskim księciem koronnym Mohammedem bin Salmanem w sprawie wojny w Strefie Gazy. Książę koronny wiedział o kampanijnej obietnicy Trumpa dotyczącej szybkiego zakończenia wojny w Ukrainie i zaproponował pośrednictwo.
„Wielu ludzi będzie twierdzić, że ma bezpośrednie dojścia do prezydenta Putina” – powiedział książę koronny Witkoffowi. A Dmitrijew – dodał – to „właściwy człowiek. Robiliśmy z nim interesy”. Kushner również za niego poręczył.
W przeciwieństwie do rozmów, na które Biden nie chciał się zgodzić, doradcy Trumpa mówili sobie, że te będą nieformalne – „biznesmen z biznesmenem”. I tak Trump polecił Witkoffowi otworzyć tajny kanał komunikacji z Rosjaninem.

Steve Witkoff i Jared Kuschner (z prawej) przy stole negocjacyjnymJoe Raedle AFP
Jaka miała być polityka Trumpa wobec Ukrainy? W pierwszych dniach nowej administracji rywalizujące obozy zaczęły wyznaczać swoje pozycje.
Hegseth – były oficer piechoty, który został prezenterem Fox News – pojawił się w Pentagonie 25 stycznia jako swego rodzaju czysta karta, jeśli chodzi o wojnę. „Nie miał własnych przemyśleń na temat Rosji i Ukrainy” – wyjaśnił jeden z byłych urzędników Pentagonu, dodając: „Ale miał cywilnych doradców z poglądami”.
Czwartego dnia urzędowania świeżo mianowany sekretarz obrony siedział przy stole konferencyjnym w Pentagonie, gdy jeden z jego doradców argumentował za natychmiastowym zwrotem o 180 stopni.

Sekretarz obrony USA Pete HegsethANNA MONEYMAKERAFP
Ideologicznym ojcem chrzestnym tej grupy był Elbridge A. Colby, wnuk dyrektora CIA z czasów Nixona, Williama E. Colby’ego. Młodszy Colby i Vance zostali sobie przedstawieni w 2015 roku przez redaktora „National Review”. Niemal dziewięć lat później, gdy Biden pompował miliardy dolarów w uzbrajanie Ukrainy, Colby argumentował, że „znacznie lepiej byłoby przeznaczyć o wiele więcej tych pieniędzy na Pacyfik”.
Teraz to jeden z jego uczniów, Dan Caldwell, przedstawiał rekomendacje grupy Hegsethowi, generałowi C.Q. Brownowi – przewodniczącemu Kolegium Połączonych Szefów Sztabów – oraz innym dowódcom wojskowym.
Pentagon – argumentował Caldwell – powinien wstrzymać dostawy niektórych rodzajów amunicji, które administracja Bidena obiecała Ukrainie, ponieważ, jego zdaniem, istniejące zapasy były niewystarczające do realizacji amerykańskich planów wojennych na świecie. Nie należało też wykorzystywać dodatkowych 3,8 miliarda dolarów, które pozostały niewydane po administracji Bidena, na zakup broni dla Ukrainy.
Brown nie odezwał się, gdy Caldwell kończył. Po prostu niespokojnie przesunął się na krześle.
Następnego dnia Kellogg i jego zespół przybyli do Gabinetu Owalnego z kilkoma dużymi planszami przedstawiającymi ich plan zakończenia wojny. Jedna z nich, pełna nadziei, miała nagłówek zapisany wielkimi literami:
„PLAN AMERICA FIRST: HISTORYCZNE POROZUMIENIE POKOJOWE TRUMPA DLA WOJNY ROSJA-UKRAINA”
Pod wieloma względami plan był dopracowaną wersją dokumentu programowego Kellogga z 2024 roku. Powtarzał niektóre hasła z kampanii Trumpa: „Zatrzymać wydawanie dolarów amerykańskich podatników na niekończącą się wojnę” oraz „zmusić Europę, by wzięła większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo i stabilność”. W swojej prezentacji Kellogg cytował książkę Trumpa „The Art of the Deal”: „Dźwignia nacisku jest największą siłą, jaką możesz mieć”.
Pomoc USA miała trwać – ale tylko jeśli Zełenski zgodzi się negocjować z Rosją.
Dla Putina przewidziano zachętę – złagodzenie sankcji – oraz przeciwwagę:
-
zduszenie dochodów z ropy i gazu;
-
naciski na Chiny, by zakończyły gospodarcze wspieranie rosyjskiej machiny wojennej;
-
współpracę z Europejczykami w celu wykorzystania ponad 300 miliardów dolarów zamrożonych rosyjskich aktywów do dozbrojenia i odbudowy Ukrainy.
Najpierw miałoby dojść do zawieszenia broni, a następnie do negocjacji porozumienia.
Ukraina – powiedział – nie powinna wstępować do NATO. (Kellogg co najmniej opowiadał się za zamrożeniem takich planów).
A następnie, zwracając się do swojego specjalnego wysłannika, powiedział: „Rosja jest moja, nie twoja” – jak wspominał jeden z urzędników.
Na co zdezorientowany Kellogg odpowiedział: „Dobrze, panie prezydencie”.
W pewnym momencie Hegseth wtrącił się z rekomendacją, by nie wykorzystywać niewydanych 3,8 miliarda dolarów. „Na razie tego nie zrobimy” – powiedział mu prezydent.
Gdy spotkanie dobiegało końca, Trump i Hegseth zamienili kilka słów. Jeden z urzędników zapamiętał przekaz prezydenta w ten sposób: „Pete, świetnie sobie radzisz i po prostu działaj dalej”.
Później tego samego dnia, z powrotem w Pentagonie, Hegseth odciągnął Browna na bok i powiedział mu dwa słowa: „Zatrzymać PDA”.
PDA odnosiło się do amunicji i sprzętu, które Biden zgodził się przekazać w ramach „prezydenckich uprawnień do przekazywania zapasów”. Ale co dokładnie miało zostać zatrzymane? Generałowie w Europie zaczęli wysyłać do Pentagonu ostre zapytania.
Pod naciskiem swojego szefa sztabu, Joe Kaspera, Hegseth doprecyzował rozkaz. Nie miał on dotyczyć dostaw już zmierzających do Ukrainy drogą lądową lub kolejową. Jednak w amerykańskiej bazie wojskowej w Wiesbaden w Niemczech – centrum partnerstwa stworzonego przez administrację Bidena – ukraińscy oficerowie nagle zobaczyli na swoich ekranach, że 11 lotów zaopatrzeniowych ze Stanów Zjednoczonych zostało odwołanych.
W ciągu kilku minut Ukraińcy zaczęli dzwonić do ludzi, którzy mogli mieć wiedzę i wpływy.
Zadzwonili do Kellogga, który zadzwonił do Waltza. Najbliższy doradca Zełenskiego, Andrij Jermak, zatelefonował z kolei do Briana Kilmeade’a, osobowości Fox News popierającej Ukrainę i mającej przełożenie na administrację. Kilmeade uderzył do Hegsetha i Trumpa.
Trump dopiero co sprawiał wrażenie, że dał Hegsethowi wolną rękę. Teraz powiedział doradcom, że w rzeczywistości nie miał na myśli odcinania dostaw.
Loty wznowiono po sześciodniowej przerwie. Jednak dla Ukraińców epizod ten stał się ziszczeniem najgłębszych obaw.
(Pentagon odmówił odpowiedzi na szczegółowe pytania dotyczące roli Hegsetha w tym i innych przypadkach. Jednak główny rzecznik, Sean Parnell, oświadczył, że Hegseth podziela wizję prezydenta i „nigdy nie podejmowałby działań sprzecznych z wolą Prezydenta ani z filarami agendy America First”).
CZĘŚĆ 3: „Po prostu bądź ze mną szczery”
W Pentagonie Kolegium Połączonych Szefów Sztabów niedawno przygotowało ocenę sytuacji Ukraińców na polu bitwy: jeśli administracja nie sięgnie po niewydane 3,8 miliarda dolarów, Ukraina zacznie latem odczuwać niedobór kluczowej amunicji. Generałowie wiedzieli, że wyłaniająca się strategia Trumpa opierała się na przejęciu inicjatywy przez Europę. Jednak – ostrzegał Sztab Połączony – po wyczerpaniu już i tak skromnych zapasów broni na rzecz Ukrainy Europejczycy mieli niewiele więcej do zaoferowania.
W rzeczywistości Rosja czyniła minimalne postępy terytorialne i ponosiła ogromne straty – ponad 250 tys. zabitych żołnierzy i 500 tys. rannych. Mimo to, bez stałych dostaw amerykańskiej amunicji dla Ukrainy, jak powiedział jeden z wysokich rangą urzędników USA, „w końcu muzyka ucichnie”.
Jeśli jednak zwolennicy Ukrainy w Pentagonie liczyli na przekonanie Hegsetha i jego doradców, obóz sekretarza obrony miał inną interpretację: Ukraińcy przegrywali i do lata należało zmusić ich do zawarcia porozumienia z Moskwą.
W drugim tygodniu lutego Hegseth udał się do Europy. Nie była to podróż „słuchania”.
Pierwszym przystankiem sekretarza była baza armii USA w Stuttgarcie, gdzie spotkał się ze swoim europejskim dowódcą, Christopherem G. Cavolim.
Przez niemal trzy lata Cavoli był głównym kontaktem Austina. Codziennie, z wyjątkiem niedziel, wysyłał mu szczegółowy raport z pola walki.
Generał zaczął wysyłać Hegsethowi te same codzienne raporty, lecz usłyszał, że są zbyt długie. Wysłał skrócone raporty – powiedziano mu, że są zbyt częste i nadal za długie. Od tej pory Cavoli miał przesyłać jedno tygodniowe podsumowanie, liczące cztery lub pięć zdań.
Rankiem 11 lutego Cavoli zaprowadził Hegsetha do swojego gabinetu i, siedząc naprzeciwko niego kolano w kolano, szczegółowo omówił wszystko, co Dowództwo Europejskie robiło na rzecz wsparcia Ukrainy. „Jeśli przestaniemy to robić” – powiedział – „wszystko pójdzie w złym kierunku”.
Co dokładnie tak zirytowało sekretarza, jego doradcy nie byli pewni. Mogli to być protestujący zgromadzeni na zewnątrz, potępiający działania Pentagonu wobec żołnierzy transpłciowych. Mogło to być zmęczenie podróżą. Mogły to być skromne przekąski – dwie małe butelki wody dla sześciu osób – albo sposób, w jaki generał pochylał się do przodu, gdy mówił. A może wyraźna sympatia Cavoliego dla Ukrainy i niechęć wobec Rosji.
W każdym razie – jak powiedział jeden z urzędników – to właśnie wtedy, podczas ich pierwszego i jedynego spotkania, „Hegseth zaczął kojarzyć generała Cavoliego z walką o Ukrainę. Znienawidził go. I Ukrainę”.
Następnego dnia sekretarz udał się do kwatery głównej NATO w Brukseli, gdzie spotkał się z ukraińskim ministrem obrony Rustemem Umerowem. Ukraińcy wielokrotnie prosili o pełnowymiarowe spotkanie. Zamiast tego doszło do krótkiej rozmowy na stojąco w przedsionku.
Przed spotkaniem – według obecnego tam urzędnika USA – Hegseth przypudrował nos małym pudrem. „Wyglądaj dowódczo” – powiedział jednemu z doradców. Uścisk dłoni z Ukraińcem mógł zostać pokazany w Fox News; prezydent mógł to oglądać.
Umerow podszedł blisko, ściszył głos do szeptu, zapewniając sekretarza, że rozumie, iż agenda polityczna i bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych może się zmieniać. Nie prosił o nową pomoc. Potrzebował tylko jednej odpowiedzi: czy armia USA będzie nadal dostarczać amunicję, na którą Ukraina liczyła – tę zatwierdzoną przez Bidena. Każda dostawa podtrzymywała życie ukraińskich żołnierzy na froncie; każda dostawa, która jednego dnia nie dotarła, oznaczała, że następnego dnia ci żołnierze zginą.
Raz po raz Umerow powtarzał swoją prośbę: „Po prostu potrzebuję, żebyś był ze mną szczery. Po prostu bądź ze mną szczery”.
„Dostałem gęsiej skórki” – powiedział jeden z amerykańskich urzędników stojących obok. „On nie błagał o odpowiedź, którą chciał usłyszeć, tylko o uczciwość, o jakikolwiek sygnał. Mówił: możecie mi zaufać, możecie nam zaufać. Po prostu powiedzcie, co myślicie”.
Hegseth – jak mówili doradcy – po prostu kiwał głową.
Brutalne prawdy sekretarz przedstawił później tego samego dnia na spotkaniu Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy, międzynarodowej koalicji wspierającej wysiłek wojenny:
„Musimy zacząć od uznania, że powrót Ukrainy do granic sprzed 2014 roku jest nierealistycznym celem”.
Następnie: „Stany Zjednoczone nie uważają, by członkostwo Ukrainy w NATO było realistycznym wynikiem negocjowanego porozumienia”.
I wreszcie: wojska USA nie dołączą do sił pokojowych po zawarciu porozumienia kończącego wojnę.
„Nie sądzę, by rozsądne było zdejmowanie z agendy członkostwa Ukrainy w NATO i dokonywanie ustępstw terytorialnych na rzecz Rosjan, zanim negocjacje w ogóle się rozpoczną” – wtrącił się niemiecki minister obrony Boris Pistorius. „Para dosłownie buchała mu z głowy” – powiedział wysoki rangą oficer USA obecny na sali.
Była to dokładnie taka oszołomiona reakcja, jakiej Hegseth szukał – wspominali urzędnicy – a po spotkaniu on i jego doradca Caldwell ogłosili „wykonanie zadania”.
Każdy punkt przemówienia Hegsetha był wcześniej skoordynowany z najbliższymi doradcami Trumpa za pośrednictwem czatu w aplikacji Signal. Nie było tam Kellogga. Tego dnia i w kolejnych miał on lepiej zrozumieć, co Trump miał na myśli, mówiąc: „Rosja jest moja, nie twoja”.
O 13:30 11 lutego Waltz, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, ogłosił na platformie X, że Witkoff „opuszcza rosyjską przestrzeń powietrzną wraz z Markiem Foglem” – amerykańskim nauczycielem więzionym w Rosji od 2021 roku.
Szybko okazało się, że uwolnienie Fogla było owocem rozmów, które Witkoff – nieznany Kelloggowi i niemal wszystkim innym – rozpoczął z Dmitrijewem jeszcze w okresie przejściowym. Tajny kanał właśnie zdał pierwszy egzamin.
Następnego ranka prezydent opublikował własne ogłoszenie na Truth Social. Właśnie zakończył „wysoce produktywną” rozmowę z Putinem; ich zespoły miały natychmiast rozpocząć negocjacje.
Podczas rozmowy – według dwóch urzędników USA – Putin chwalił Witkoffa. To on miał stanąć na czele zespołu Trumpa, wraz z Johnem Ratcliffem, dyrektorem CIA, sekretarzem stanu Marco Rubio oraz Waltzem.
W swoim poście Trump nie wspomniał o specjalnym wysłanniku ds. Ukrainy i Rosji, Kelloggu.
14 lutego w Niemczech, na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, niepewny, czy nadal ma pracę i na czym ona polega, Kellogg spotykał równie zdezorientowanych europejskich i ukraińskich przywódców. „Czy nadal mamy sojusz?” – zapytał polski wicepremier Radosław Sikorski. Kellogg próbował ich uspokoić, określając siebie jako „waszego najlepszego przyjaciela” w administracji.
Jednak lojalista Hegsetha obecny na konferencji przedstawiał to inaczej w wiadomościach do Waszyngtonu, oskarżając Kellogga o twierdzenie: „To ja trzymam linię przeciwko tym izolacjonistom w administracji”. To tylko utrwaliło status wysłannika jako outsidera, podobnie jak materiał Fox News zestawiający jego najnowszy wpis o Zełenskim (był „doświadczonym walką i odważnym przywódcą narodu w stanie wojny”) z wpisem Trumpa (był „dyktatorem bez wyborów”).
Gdy Kellogg wkrótce potem odwiedził Gabinet Owalny, prezydent natychmiast na niego naskoczył.
„Więc nazywasz Zełenskiego doświadczonym walką i odważnym?” – warknął, według dwóch urzędników.
„Tak uważam” – odpowiedział Kellogg. „To walka egzystencjalna na ukraińskiej ziemi o przetrwanie jego narodu. Kiedy ostatni raz amerykański prezydent stanął wobec czegoś takiego? Był to Abraham Lincoln”.
Relacjonując później to zdarzenie innym doradcom, Trump burknął: „Jest idiotą”.
CZĘŚĆ 4: „Bądź bardzo, bardzo wdzięczny”
Trump jasno dał do zrozumienia, że za całą pomoc, jakiej Stany Zjednoczone udzieliły Ukraińcom, powinny dostać coś w zamian.
Podczas gry w golfa z Trumpem w trakcie kampanii wyborczej senator Lindsey Graham z Karoliny Południowej rzucił pewien pomysł. Niedawno wrócił z Ukrainy, gdzie urzędnicy pokazali mu mapę bogactw mineralnych kraju. Senator wspomina, że pokazał ją Trumpowi, który oświadczył: „Chcę połowy”.
Nikt nie miał dokładnych danych, jak duże są w rzeczywistości ukraińskie zasoby mineralne ani czy da się je wydobywać w najbliższym czasie. Jednak już w pierwszych tygodniach po powrocie do urzędu Trump zafiksował się na punkcie zawarcia natychmiastowej umowy.
To, co nastąpiło, przypominało scenę z szalonej farsy dyplomatycznej: ludzie prezydenta, rywalizując ze sobą, wystawiali swoje ambicje na pokaz, ścigając się o to, czyja wersja umowy przekona Ukraińców – i samego Trumpa.
Pierwszy był sekretarz skarbu Scott Bessent. Jego plan zakładał, że Ukraina na zawsze odda połowę swoich dochodów z surowców mineralnych, ropy i gazu. Przybył do Kijowa 12 lutego. Kilku wysokich rangą urzędników wydawało się reagować pozytywnie, lecz Zełenski odmówił podpisania dokumentu, twierdząc, że jeszcze go nie przeczytał. Sfrustrowany i z pustymi rękami Bessent opuścił miasto.
Vance, Rubio i Kellogg mieli spotkać się z Zełenskim 14 lutego w Monachium, licząc na porozumienie w sprawie zmienionej wersji dokumentu. Byli tak pewni sukcesu, że przygotowali salę z flagami Ukrainy i USA, ozdobnym biurkiem do podpisania umowy oraz taśmami na podłodze wskazującymi, gdzie dygnitarze mają stanąć. Jednak kiedy Vance i Rubio odciągnęli Zełenskiego na bok, ukraiński prezydent jasno dał do zrozumienia, że nie jest gotów podpisać dokumentu.
Mimo to przedstawienie miało się odbyć, a gdy później Vance zapytał Zełenskiego, czy podpisze umowę, prezydent zwrócił się do minister sprawiedliwości Olhy Stefaniszyny, która powiedziała: „Nie, nie może pan tego podpisać – musi to zatwierdzić Rada”, czyli ukraiński parlament.
Wtedy Kellogg udał się do Kijowa, by spróbować innego podejścia. Poprosił szefa kancelarii prezydenta, Andrija Jermaka, aby zorganizował podpisanie przez Zełenskiego krótkiego listu, w którym zadeklarowałby zamiar podpisania dokumentu – szczegóły miały zostać ustalone później. Trump, wyjaśniał Kellogg, uważał, że Ukraińcy wodzą go za nos.
Jermak początkowo wydawał się przychylny – aż nagle przestał. Jak powiedział Amerykaninowi, właśnie rozpoczął rozmowy na temat innego porozumienia z innym przedstawicielem administracji – sekretarzem handlu Howardem Lutnickiem.
Gdy negocjacje zaczęły się rozpadać, za zgodą prezydenta Lutnick improwizował własny plan: Ukraina odda połowę swoich zysków z minerałów, ropy i gazu. I będzie limit – 500 miliardów dolarów.
W Kijowie Kellogg popędził do ambasady USA i zadzwonił do Lutnicka. Jermak był o krok od przekonania Zełenskiego do podpisania listu. Czy Lutnick się wycofa? Zgodził się – jak wspominał jeden z urzędników ambasady. Dopiero w pociągu do Polski Kellogg dowiedział się od Jermaka, że ten znów rozmawia z sekretarzem handlu.
W tym chaosie graczy i dokumentów to Waltz zwołał Bessenta i Lutnicka do sali sytuacyjnej w Białym Domu. Trump miał wszystko rozstrzygnąć. Ostatecznie to Bessent doprowadził swoją propozycję – z nieograniczonym potencjałem zysku dla Ameryki – do finału.
Teraz jednak Zełenski domagał się ceremonii podpisania w Białym Domu i nalegał na to nawet wtedy, gdy Kellogg ostrzegał, że sam szykuje sobie upadek.
Rankiem 28 lutego Kellogg, Graham oraz kilku innych zwolenników Ukrainy spotkali się z Zełenskim na sesji przygotowawczej w hotelu Hay-Adams, kilka minut spacerem od Białego Domu.
Do rozważenia było wiele trudnych wątków z przeszłości. Podczas swojej pierwszej kadencji Trump doszedł do przekonania, że za ingerencję w wybory w 2016 roku – która doprowadziła do śledztwa – odpowiadała Ukraina, a nie Kreml. To właśnie jego próba skłonienia Ukrainy do zbadania sprawy Bidenów doprowadziła do pierwszego impeachmentu. Według pięciu doradców podczas spotkań Trump czasami mówił o Zełenskim: „To sk…syn”.
Mając to wszystko w pamięci, Kellogg i inni – według kilku uczestników – radzili Zełenskiemu, by trochę pochlebił Trumpowi, by był „bardzo, bardzo wdzięczny Stanom Zjednoczonym za to, co zrobiły” dla Ukrainy. Szczególnie odradzano mu pokazywanie Trumpowi zdjęć wychudzonych ukraińskich jeńców wojennych, które ze sobą przywiózł.
Zełenski niemal w ogóle nie posłuchał tych rad: upadek, którego obawiał się Kellogg, był transmitowany na żywo, a obrazy i obelgi były potem odtwarzane raz za razem.
W harmonogramie przewidziano roboczy lunch. Zamiast tego Ukraińców odesłano do Sali Roosevelta, podczas gdy Amerykanie debatowali nad kolejnymi krokami.
„Po prostu zjedzmy lunch i spróbujmy to przegadać” – powiedział Trump swoim doradcom. Ale najpierw Waltz, a potem inni przekonywali, że Zełenski źle potraktował prezydenta i powinien zostać wyproszony.
Waltz i Rubio mieli przeprowadzić „eksmisję”; lunch – powiedzieli Ukraińcom – najwyraźniej nie byłby produktywny. Ukraińcy się opierali. Amerykanie nalegali. Jak wspominał jeden z wysokich rangą urzędników USA – ambasador Ukrainy Oksana Markarowa wyglądała, jakby płakała.
Później Trump i jego doradcy zjedli lunch.
Tego popołudnia, w swoim gabinecie, przy włączonym Fox News, Hegseth podkręcił głośność, by słuchać komentarzy do tej konfrontacji. Caldwell i inni – jak wspominają urzędnicy Pentagonu – weszli do środka.
Mężczyźni na zmianę, z widoczną satysfakcją, a nawet euforią, szydzili z Zełenskiego i chwalili Trumpa.

Relacja Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem pełna jest wzlotów i upadków (głównie upadków)JIM WATSONAFP
W następny poniedziałek, 3 marca, Trump zebrał swoich doradców w Gabinecie Owalnym, by rozważyć rekomendacje dotyczące wstrzymania pomocy dla Ukrainy. Caldwell stał na zewnątrz i gdy doradcy prezydenta wchodzili, rozdawał im kopie depeszy Associated Press z cytatami podkreślonymi na żółto.
Zełenski powiedział reporterom w Londynie, że uważa partnerstwo za wciąż silne, pomoc USA będzie nadal płynąć a wynegocjowany pokój jest „bardzo, bardzo odległy”.
Dla doradców prezydenta artykuł był dowodem, że Zełenski zarówno bierze ich wsparcie za pewnik, jak i z góry odrzuca obietnicę Trumpa dotyczącą zawarcia porozumienia.
Trump zarządził zamrożenie pomocy dla Ukrainy. Jedyna debata dotyczyła tego, jak długo potrwa. Doradcy rekomendowali tydzień, ale prezydent chciał maksymalnej dźwigni. „Nie” – powiedział. – „Nie mówmy, kiedy zamrożenie się skończy”.
Jeszcze przed zamrożeniem dwa ciosy nadwyrężyły partnerstwo.
Jesienią 2023 roku Biden, łagodząc zakaz obecności amerykańskich żołnierzy na ukraińskiej ziemi, wysłał do Kijowa niewielką grupę doradców wojskowych i innych oficerów; limit później podniesiono do 133. Gdy jednak Hegseth zobaczył wewnętrzny raport, że w Ukrainie przebywa już 84 oficerów, zakreślił tę liczbę i oznajmił: „Koniec”.
Po długich naciskach Biden pozwolił też Ukraińcom używać amerykańskich rakiet dalekiego zasięgu, znanych jako ATACMS, przeciwko celom w Rosji, by chronić siły wysłane do obwodu kurskiego. Trump nie cofnął tej zgody, a gdy rosyjscy obrońcy i północnokoreańscy sojusznicy zaczęli zaciskać pierścień, Ukraińcy poprosili generała Cavoliego o udostępnienie pozostałych 18 rakiet ATACMS. Cavoli był ich niezłomnym orędownikiem, ale odmówił; były to starsze wersje rakiet, z niewielką szansą na przełamanie rosyjskiej obrony powietrznej. Lepiej było zachować je na bardziej podatne cele. Ukraińcy mówili, że to rozumieją, ale i tak zabolało.
Teraz nadeszło zamrożenie pomocy. Umerow znów błagał.
Co musiałoby się stać – zapytał Hegsetha następnego dnia – aby pomoc znów zaczęła płynąć?
Hegseth trzymał się scenariusza opracowanego przez Biały Dom: „Musimy zobaczyć, że poważnie podchodzicie do procesu negocjacyjnego”.
Poważne podejście do negocjacji oznaczało zmierzenie się z bolesną dyplomatyczną prawdą.
11 marca Rubio stał w sali konferencyjnej hotelu w Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej i rozłożył na stole dużą mapę Ukrainy. Pokazywała linię styku obu armii – linię rozdzierającą kraj na terytoria kontrolowane przez Ukrainę i Rosję.
„Chcę wiedzieć, jakie są wasze absolutne minimum; co musicie mieć, by przetrwać jako państwo?” – zapytał Ukraińców, według jednego z obecnych tam urzędników USA.
Na początku dnia Ukraińcy szybko zgodzili się na wezwanie Trumpa do natychmiastowego, powszechnego 30-dniowego zawieszenia broni.
Teraz, gdy grupa pochylała się nad mapą Ukrainy, Waltz podał Umerowowi ciemnoniebieski marker i powiedział: „Zacznij rysować”.
Umerow obrysował północną granicę Ukrainy z Rosją i Białorusią, a następnie poprowadził linię styku przez obwody: charkowski, ługański, doniecki, zaporoski i chersoński.
Potem zakreślił Zaporoską Elektrownię Jądrową, największą w Europie. Jak powiedział jeden z ukraińskich urzędników, Umerow ostrzegł, że rosyjscy okupanci nie dbają o utrzymanie obiektu, ryzykując „katastrofę nuklearną”. Ukraina chciała go odzyskać.
Na koniec wskazał Mierzeję Kinburnską – wąski pas plaży i słonych łąk wbity w Morze Czarne. Odzyskanie kontroli nad mierzeją – wyjaśnił – pozwoliłoby ukraińskim statkom wpływać do stoczni w Mikołajowie i wypływać z nich.
Przez trzy lata wojny Zełenski raz po raz przysięgał, że ukraińska armia będzie walczyć, aż odzyska zagrabioną ziemię. Była to jego czerwona linia – przynajmniej politycznie.
Tu właśnie – wspominał jeden z urzędników USA – nastąpił przełom: „Po raz pierwszy Zełenski, poprzez swoich ludzi, powiedział: aby osiągnąć pokój, jestem gotów oddać 20 procent mojego kraju”.
Ukraińcy – mówili między sobą doradcy Trumpa – byli teraz „w potrzasku”.
Jeszcze tego samego dnia Trump polecił wznowić pomoc, a jego doradcy nakreślili ramy porozumienia.
Ukraina zrzekłaby się terytoriów wzdłuż linii narysowanej przez Umerowa. Choć Ukraina mogłaby przystąpić do Unii Europejskiej, Trump zablokowałby jej wejście do NATO. Elektrownia jądrowa byłaby zarządzana przez Stany Zjednoczone lub organizację międzynarodową. Amerykanie poprosiliby Rosję o zwrot Mierzei Kinburnskiej.
Pozostawała jeszcze kwestia Krymu. Półwysep, zajęty przez Rosję w 2014 roku, był być może najsilniejszym symbolem tęsknot za ojczyzną, które podsycały wojnę po obu stronach. Uznanie go za rosyjski – rozumował zespół Trumpa – byłoby potężną zachętą dla Putina.
Byłoby to również jedno z najtrudniejszych ustępstw do zaakceptowania przez Ukraińców. Sama sugestia, rzucona na początku rozmów, skłoniła Umerowa do emocjonalnej przemowy.
„Nie możecie wierzyć rosyjskiej propagandzie, bo powiedzą wam, że Krym nie jest ukraiński, że zawsze był rosyjski” – mówił. – „A ja jestem tutaj, by powiedzieć wam, że jestem Tatarem krymskim i Krym jest ukraiński”. Jego rodzinę Rosjanie zesłali do Uzbekistanu, ale wróciła na Krym, gdy miał dziewięć lat. Tam widział, jak jego ojciec i brat własnymi rękami budują dom.
Teraz Rubio powiedział Ukraińcom, że Trump nie będzie prosił ich ani Europejczyków o uznanie rosyjskich roszczeń. „Zrobimy to tylko my” – powiedział.
Amerykanie rozumieli ukraińskie zastrzeżenia i opór. Ale – jak wspominał jeden z wysokich rangą urzędników USA – „konkretne pytanie, jakie im zadaliśmy, brzmiało: 'Czy odejdziecie od stołu z tego powodu?’ A oni odpowiedzieli: 'Nie'”.
W trakcie rozmów Trump oficjalnie potwierdził ograniczoną rolę Kellogga, publikując na Truth Social, że jest on teraz „specjalnym wysłannikiem ds. Ukrainy”. Kellogg próbował pocieszać Ukraińców, radząc im, by myśleli o powojennych Niemczech – podzielonych między Zachód sprzymierzony z USA a Wschód sprzymierzony z ZSRR. Rosjanie mogą dziś dostać Krym i duże obszary wschodu, ale w przyszłości Ukraina może znów stać się całością.
Teraz piłka była po stronie Rosjan. A jeśli Putin odmówiłby rozmów? „Wtedy będzie miał problem o imieniu Donald Trump” – powiedział Rubio Ukraińcom w Dżuddzie.
Amerykanie mogli czuć się komfortowo, naciskając na Ukraińców. Ale aby skłonić Putina do gry, uznali, że potrzebne będzie łagodniejsze podejście.
Podczas pierwszej sesji negocjacyjnej, która odbyła się w lutym w Rijadzie, Rubio próbował przełamać lody. Sięgnął do swojej wewnętrznej wersji Marlona Brando.
Siedząc naprzeciwko ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa oraz bliskiego współpracownika Putina, Jurija Uszakowa, zaprezentował własną interpretację sceny z „Ojca chrzestnego”, w której Vito Corleone poucza swojego syna na temat gróźb ze strony rywalizujących rodzin mafijnych i mówi: „Całe życie staram się nie być nieostrożny. Kobiety i dzieci mogą być nieostrożne, ale nie mężczyźni”. Mocarstwa nuklearne – wyjaśnił Rubio – muszą się komunikować.
Nawet wiecznie ponury Ławrow uśmiechnął się.
Od samego początku doradcy Trumpa oceniali, że Putin ma dwie możliwości:
-
Albo walczyć dalej, ogromnym kosztem – liczonym poległymi na polu bitwy, spustoszeniem gospodarczym i zniszczeniem relacji z prezydentem USA.
-
Albo zawrzeć porozumienie, pełne tego, co Waltz reklamował Rosjanom jako „same korzyści”: złagodzenie sankcji, nową erę współpracy biznesowej – a nawet koniec izolacji od grona najważniejszych uprzemysłowionych państw świata.

Władimir Putin i Donald Trump za kulisami rozmówGAVRIIL GRIGOROVAFP
To, co dawało Trumpowi pewność co do tych korzyści, było jego przekonanie o osobistej więzi z Putinem. Wracając z Moskwy, Witkoff zachwycał się „ogromnym szacunkiem”, jakim Rosjanin darzy prezydenta. Ale chodziło o coś więcej: po raz pierwszy od lat – mówili sobie doradcy Trumpa – amerykański prezydent i wielu czołowych urzędników zabiegało o Rosjan, słuchało ich z empatią. Z pewnością Putin dostrzeże w tym wartość.
A jednak sprawa nie była taka prosta. Witkoff mógł prowadzić swój nieoficjalny kanał z Dmitrijewem. Jednak oficjalne negocjacje prowadzili dwaj zupełnie inni Rosjanie – doświadczeni dyplomaci, znacznie bardziej ortodoksyjni w swoim podejściu do geopolitycznych krzywd i rywalizacji.
Ławrow był nacjonalistycznym twardogłowym przeciwnikiem ustępstw w celu zakończenia wojny; mówił ponuro o „rozwiązaniu problemu Ukrainy raz na zawsze”. Uszakow sprawiał wrażenie bardziej otwartego. On również jednak często mówił o „pierwotnych przyczynach” wojny – kremlowskim skrócie myślowym oznaczającym gorycz Putina z powodu osłabionej pozycji Rosji w świecie po rozpadzie Związku Radzieckiego.
Napięcie między oficjalnym a nieoficjalnym kanałem negocjacji ujawniło się w incydencie z krzesłami.
Podczas lutowych rozmów w Rijadzie Rubio, Waltz i Witkoff zajęli miejsca naprzeciwko Ławrowa i Uszakowa. Trzecie krzesło – przeznaczone dla Dmitrijewa – stało puste. „Chcemy na niego poczekać?” – zapytał zdezorientowany Rubio. „Nie” – odpowiedział Ławrow, a krzesło przeniesiono pod ścianę.
Gdy rozpoczęła się druga sesja, po rosyjskiej stronie stały trzy krzesła, a Dmitrijew był na sali. Według dwóch amerykańskich urzędników obecnych na spotkaniu Ławrow przesunął krzesło z powrotem pod ścianę, po czym Dmitrijew je odzyskał, usiadł i później wychwalał gospodarcze korzyści płynące z porozumienia pokojowego.
(Rzecznik Dmitrijewa stwierdził, że amerykańska relacja z tego incydentu jest „całkowicie nieprawdziwa”, dodając: „Spotkanie było od początku zaplanowane i ustrukturyzowane, z jasno wyodrębnionymi segmentami politycznymi i gospodarczymi”).
Jeśli to wszystko rodziło niepewność co do stanowiska Putina, twardogłowi starali się ją rozwiać. Aby zrozumieć pozycję negocjacyjną Putina – mówili Amerykanom – należy sięgnąć do jego przemówienia z czerwca 2024 roku wygłoszonego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych: Putin nie zakończy wojny, dopóki nie zrealizuje swoich ambicji terytorialnych – pełnej kontroli nad czterema wschodnimi obwodami Ukrainy.
W tamtym momencie w trzech z nich Rosja kontrolowała mniej niż trzy czwarte terytorium. Trump mógł zmusić Ukraińców do porzucenia reszty – albo Rosjanie będą walczyć dalej.
Putin – zdawali się mówić twardogłowi – wcale nie był szczególnie zainteresowany amerykańskimi „korzyściami”.
Gdy Amerykanie wepchnęli już Ukraińców w potrzask, liczyli, że uda im się przekonać Rosjan do własnych ustępstw. Czy Putin nie chciałby cieszyć się względami Trumpa?
Tydzień po Dżuddzie Trump zadzwonił do Putina i poprosił go o zaakceptowanie zawieszenia broni. Rosjanin zgodził się jednak na negocjowanie wąskiej przerwy – dotyczącej ataków na infrastrukturę energetyczną.
Doradcy Trumpa zaczęli się zastanawiać, czy problemem nie są same zachęty, lecz raczej sceptycyzm wobec tego, czy prezydent USA faktycznie dowiezie obietnice.
„Dzisiaj Trump mówi jedno, jutro – kto wie?” – wspomina jeden z wysokich rangą europejskich urzędników słowa Ławrowa. Podczas swojej pierwszej prezydentury Trump mówił o ociepleniu relacji, by potem rosyjscy jastrzębie na kluczowych stanowiskach bezpieczeństwa narodowego zaostrzyli kurs.
Teraz, przygotowując się do drugiej rundy rozmów w Rijadzie pod koniec marca, Amerykanie chcieli pokazać, że tym razem będzie inaczej. Wysłali przedstawicieli, którzy byli wyraźnymi krytykami wsparcia Ukrainy przez administrację Bidena – Michaela Antona, szefa planowania politycznego w Departamencie Stanu, oraz doradcę Hegsetha, Caldwella. „Nie ma tutaj wielu ludzi, których nie lubicie” – powiedział Anton Rosjanom w Rijadzie.
Amerykanie mieli nadzieję przekształcić zamrożenie ataków na infrastrukturę energetyczną w szerokie zawieszenie broni, na które Ukraińcy zgodzili się w Dżuddzie. Jednak rozmowy zakończyły się tam, gdzie się zaczęły: Rosjanie zgodzili się jedynie na 30-dniowe wstrzymanie ataków na energetykę.
Witkoff pozostawał optymistą. „Steve zawsze mówi, że wszystko idzie świetnie” – powiedział jeden z wysokich rangą urzędników USA. Jednak mimo że doradcy prezydenta chcieli wierzyć w Dmitrijewa, wielu z nich nie potrafiło. Część miała również wątpliwości wobec samego Witkoffa. Niechętnie je wyrażali ze względu na jego przyjaźń z prezydentem, lecz zauważali, że Witkoff czasami sprawiał wrażenie, jakby nie rozumiał geografii Ukrainy i jej znaczenia strategicznego.
Dochodziło do tego jego naleganie, by spotykać się sam na sam z Putinem i jego współpracownikami; niektórzy urzędnicy USA obawiali się, że naraża to dyplomatycznie niedoświadczonego Witkoffa na manipulację. Podczas pierwszego spotkania nie towarzyszył mu tłumacz rządu USA; choć na kolejne zabierał już własnego tłumacza, nadal nie brał ze sobą protokolanta.
„Zachowywał się, jakby to Putin go zaprosił i jakby istniał między nimi pewien poziom zażyłości” – wyjaśniał jeden z urzędników. Witkoff mówił współpracownikom: „Jestem wykształconym prawnikiem – to ja robiłem notatki”.
Przez kolejne trzy miesiące Witkoff i Dmitrijew próbowali posunąć negocjacje do przodu. Prywatnie omawiali możliwe nowe ustępstwa wobec Putina, znacznie wykraczające poza te przedstawione Ukraińcom. Witkoff ułatwił Dmitrijewowi krótką kwietniową wizytę w Waszyngtonie, podczas której Rosjanin przywiózł – jak twierdził – nowe propozycje do rozważenia.
Spotkania odbywały się w domu Witkoffa w dzielnicy Kalorama, a by wzmocnić swoją wiarygodność w oczach Dmitrijewa, Witkoff zaprosił Rubio oraz grupę senatorów na kolację 2 kwietnia.
Wśród senatorów był Richard Blumenthal z Connecticut, zagorzały zwolennik Ukrainy. Przyjął zaproszenie – jak wspominał – z „mieszanymi uczuciami” wobec „jedzenia bardzo eleganckiej kolacji z kimś, kto jest jednym z popleczników Putina”. Dodał: „Trochę raziła mnie ta serdeczność, koleżeństwo, bliskość między nim a Witkoffem”.
Podczas kolacji – mówił Blumenthal – skonfrontował się z Dmitrijewem „tak grzecznie i uprzejmie, jak to było możliwe”.
„Nie powiedziałem: 'Macie krew na rękach'” – wspominał. – „Ale zasadniczo powiedziałem: 'Mamy nadzieję, że przyjdziecie do stołu rozmów, ponieważ to Rosja jest agresorem, a ludzie giną'”.
Jeden z doradców Trumpa powiedział, że kolacja była sposobem przekazania Putinowi wiadomości za pośrednictwem Dmitrijewa: „Mamy tu wiele politycznych przeszkód. To właśnie tu słyszę. Oto realia polityczne Waszyngtonu”.
W atmosferze rozpaczliwej nadziei towarzyszącej negocjacjom wybuchła wrogość Hegsetha wobec Cavoliego.
Rankiem po kolacji z Dmitrijewem korespondentka CNN Natasha Bertrand opublikowała w serwisie X wpis cytujący wypowiedź generała przed komisją senacką, w której stwierdził, że Rosja stanowi zagrożenie „chroniczne” i „narastające”. Współpracownicy przesłali wpis Hegsethowi jako dowód, że generał podkopuje wysiłki zmierzające do pozyskania Putina. „Zwolnijcie Cavoliego” – warknął Hegseth do swojego szefa sztabu, Kaspera, według urzędników poinformowanych o rozmowie.
Cavoli stałby się jednym z co najmniej dwóch tuzinów najwyższych rangą oficerów wojskowych usuniętych przez sekretarza obrony, gdyby Kasper nie zwrócił uwagi, że tymczasowy nadzór nad amerykańskimi siłami nuklearnymi w Europie przejąłby europejski generał.
8 kwietnia generał stawił się przed komisją Izby Reprezentantów. Najpierw jednak sojuszniczka Caldwella w Pentagonie, Katherine Thompson, zeznała, że „zarys trwałego pokoju zaczyna się wyłaniać” i że „początkowe zawieszenie broni” – zapewne zamrożenie ataków na energetykę – zaczyna obowiązywać.
Następnie przemówił Cavoli i, najwyraźniej nieświadomy, jak bliski był zwolnienia, powtórzył swoje ostrzeżenie dotyczące rosyjskiego zagrożenia. Tym razem sekretarz zadzwonił do niego i – według urzędnika zaznajomionego z rozmową – powiedział, że swoimi „słowami, postawą i zeznaniami” podważa działania prezydenta.
Ale co takiego powiedziałem? – zapytał generał. „Nie chodzi o to, co pan powiedział; chodzi o to, czego pan nie powiedział” – odpowiedział sekretarz. – „Nie powiedział pan: zawieszenie broni, nie powiedział pan: pokój, nie powiedział pan: negocjacje”.
W rzeczywistości to „początkowe zawieszenie broni” obowiązywało jedynie w minimalnym zakresie, a każda ze stron oskarżała drugą o naruszenia. Ukraina zgodziła się przedłużyć przerwę; Rosja odmówiła.
Nawet Trump musiał zapytać: „Czy Putin naprawdę chce porozumienia, czy chce całej Ukrainy?”.
Prezydent – jak powiedział jeden z doradców – zaczynał podejrzewać, że „kompletnie przecenił” swoją zdolność do oczarowania Putina. Kilka tygodni później wysoki rangą europejski urzędnik rozmawiał z Putinem. Zełenski ustąpił tak wiele; Trump zaoferował tak wiele. „Jeśli mnie pan zapyta, stanowisko Trumpa jest bardzo bliskie pańskiemu stanowisku” – powiedział rosyjskiemu prezydentowi. – „Dlaczego więc nie zgodzi się pan na zawieszenie broni i nie pozwoli Amerykanom znieść sankcji?”.
„Chcemy pokoju” – odpowiedział Putin, po czym powtórzył swoje maksymalistyczne żądania: nie tylko chciał całego spornego terytorium, lecz także oczekiwał, że Amerykanie i Europejczycy uznają legalność jego roszczeń.
Europejski urzędnik naciskał później Witkoffa, by wykazał się większą inicjatywą w doprowadzeniu Putina do stołu negocjacyjnego. Przekaz Witkoffa brzmiał: „Próbowaliśmy każdej wyobrażalnej idei. I nic nie działało. Doszliśmy do miejsca, w którym być może oni po prostu muszą to rozstrzygnąć na polu walki”.
CZĘŚĆ 7: „De facto polityka antyukraińska”
Linia styku rozciągała się na 750 mil. W czerwcu dwa wektory wojny – wojna słów oraz wojna krwi i pocisków – zaczęły zbiegać się w jednym punkcie tej linii: w miejscu zwanym Pokrowsk.
Od lipca 2024 roku Rosjanie coraz intensywniej koncentrowali swoje siły i ogień na tym mieście. Przed wojną Pokrowsk był węzłem kolejowym zamieszkanym przez 60 tysięcy ludzi; teraz był skorupą samego siebie, z mniej niż 2 tysiącami mieszkańców trwających pośród ruin. Straty rosyjskie były katastrofalne – dziesiątki tysięcy poległych. A mimo to Pokrowsk wciąż nie upadł.

Ukraiński żołnierz pod PokrowskiemDmytro SmolienkoAFP
Dla Putina i jego generałów to widmowe miasto było jednak złotem – kolejnym trofeum w trwającej latami kampanii przejęcia całego obwodu donieckiego. Gdyby Putin zdołał wreszcie zdobyć Pokrowsk, wysłałby Trumpowi sygnał, że rosyjskie zwycięstwo jest nieuniknione.
Dla Ukrainy i jej sojuszników Pokrowsk stawiał inne pytanie: czy Pentagon dostarczy amunicję, by pomóc utrzymać ukraińską obronę i pokazać Putinowi, że cena Pokrowska jest zbyt wysoka?
To pytanie znalazło się w centrum potężnych prądów wstrząsających Pentagonem.
Cavoli i inni, którzy od dawna wspierali Ukrainę, pozostawali głęboko oddani tej sprawie. Sojusznicy Vance’a – ludzie tacy jak Colby i Caldwell – byli natomiast gotowi zacząć wstrzymywać dostawy amunicji.
Ich zaangażowanie było skierowane gdzie indziej – ku Azji, by zabezpieczyć się przed chińskimi planami wobec Tajwanu, oraz ku Bliskiemu Wschodowi, gdzie narastała wojna z Iranem i gdzie Izrael, walczący w Gazie, domagał się około 100 tysięcy pocisków artyleryjskich kalibru 155 mm – z niemal wyczerpanych zapasów USA.
Przez trzy lata, nawet gdy Pentagon zmagał się ze zwiększeniem produkcji kluczowego uzbrojenia, administracja Bidena pompowała amunicję do Ukrainy. Sojusznicy Vance’a nie chcieli podejmować takiego ryzyka.
Jak ujął to jeden z wysokich rangą oficerów USA:
„Oni wierzyli, że Ukraina stoi na krawędzi porażki. Fakt, że empiryczne dowody wskazywały coś przeciwnego, wcale im nie przeszkadzał; wręcz przeciwnie – zdawali się uważać, że należy pomóc Ukrainie upaść szybciej, żeby mieć to z głowy”.
Człowiekiem pośrodku, z ręką na zaworze, był Hegseth.
Jego przewodnikiem w tej sytuacji miało być coś, co nazywano „wykresem świateł drogowych”.
Wykres porównywał liczbę poszczególnych typów amunicji w magazynach Pentagonu z liczbą potrzebną do realizacji planów wojennych na całym świecie. Jeśli wojsko miało mniej niż połowę wymaganej liczby, dany rodzaj amunicji oznaczano kolorem czerwonym. Hegseth miał trzy opcje: całkowicie wstrzymać dostawy „czerwonej” amunicji, zmniejszyć je o połowę lub ograniczyć je w innym, ustalonym tempie. Mógł też utrzymać status quo.
W lutym Caldwell i jego sojusznicy rekomendowali rozpoczęcie wstrzymywania szeregu kluczowych dostaw. Sekretarz jednak utrzymał dotychczasowy kurs. Nie chciał wyprzedzać prezydenta – mówił – ani zagrozić umowie surowcowej (która miała zostać podpisana w kwietniu).
W marcu, po tym jak Trump cofnął zamrożenie pomocy nałożone po katastrofie w Gabinecie Owalnym, Caldwell i jego ludzie zaproponowali utrzymanie status quo, z jednym wyjątkiem – amerykańskich pocisków 155 mm, które Biden obiecał Ukrainie tuż przed odejściem z urzędu. (Pentagon nadal mógł dostarczać pociski zakupione za granicą).
Te pociski, wystrzeliwane z haubic M777, odegrały kluczową rolę w udanej ukraińskiej kontrofensywie w 2022 roku. I choć Ukraińcy coraz bardziej polegali na produkowanych w kraju dronach uderzeniowych, „sto pięćdziesiątki piątki” wciąż były podstawą ich arsenału.
Zapasy Pentagonu były niebezpiecznie niskie – mówił Caldwell – a odcięcie dostaw było jedynym sposobem, by zmusić Europejczyków do większego wysiłku.
Kasper bezskutecznie próbował odwieść szefa od tej decyzji; by powstrzymać Rosjan, Ukraińcy potrzebowali więcej pocisków, niż Europa była w stanie dostarczyć. Mimo to Hegseth, bez ogłoszenia, zarządził zamrożenie. Niektórzy oficerowie USA nazwali to „cichym embargiem”.
Dlatego właśnie przez trzy i pół miesiąca tysiące pocisków leżały na paletach w składzie amunicji armii USA w zachodnich Niemczech. Dlatego Cavoli i jego sztab wysyłali mail za mailem, błagając o ich uwolnienie. I dlatego to Keane – komentator Fox News – musiał odwiedzić Hegsetha w Pentagonie, a potem zadzwonić do prezydenta, by „ruszyć pociąg”.
„O ile wiem, naszą polityką było wspieranie Ukrainy” – powiedział wysoki rangą oficer USA.
„Prezydent kazał wznowić dostawy. A ci ludzie w Pentagonie blokowali to, tworząc de facto politykę antyukraińską, przeciągając sprawy, rzucając kłody pod nogi i spowalniając wsparcie w paskudny sposób” – zarzuca.
W pobliżu Pokrowska dowódca znany jako Alex racjonował pociski 155 mm. Przy 200 dziennie jego ludzie mogli zaatakować tylko pięć z 50 celów wykrytych przez drony rozpoznawcze. „To za mało, by utrzymać linię” – tłumaczył.
Alex walczył wcześniej w Bachmucie, innym niewielkim mieście, które przez pewien czas zdawało się skupiać w sobie całą stawkę wojny. Obserwował, jak wojna się zmieniała. „W Bachmucie to był ukraiński żołnierz i rosyjski żołnierz, twarzą w twarz, w okopach” – mówił. W Pokrowsku „Rosjan zabijają bardziej drony niż kule i pociski artyleryjskie”.
A mimo to Ukraińcy byli słabsi – w dronach, w ludziach i w tych podstawowych pociskach artyleryjskich. „Im mniej mamy pocisków, tym więcej mamy ofiar” – wyjaśniał Alex. – „To bezpośrednia zależność”.
11 czerwca, tego samego dnia, w którym Hegseth zeznał przed senacką podkomisją, że amunicja obiecana przez Bidena „nadal płynie”, podpisał zaktualizowaną wersję wykresu świateł drogowych. Wymagała ona, by Dowództwo Europejskie uzyskało jego zgodę przed wysłaniem „czerwonej” amunicji do Ukrainy. Dostawy wstrzymano w oczekiwaniu na decyzję Hegsetha.
„Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem” – mówił współpracownikom gen. Dan Caine, nowy przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów. (Brown został zwolniony pod koniec lutego).
Cavoli miał przejść na emeryturę 1 lipca i wysłał Hegsethowi to, co oficerowie USA nazwali „memorandum początku końca”. Ukraińcy – pisał – powoli przegrywają, a jeśli Pentagon nie dostarczy więcej amunicji, będą przegrywać szybciej.
Europejczycy opracowali już plan uzbrojenia Ukrainy z własnych zapasów i zakupu nowej amunicji produkcji USA dla siebie i dla Ukrainy. Jednak ta broń nie dotarłaby natychmiast – potrzeba czasu na rozbudowę linii produkcyjnych i na samą produkcję. A przy wyczerpanych zapasach wszyscy – Europejczycy i Ukraińcy – musieliby ustawić się w kolejce za armią USA.
Ukraina potrzebowała też czegoś więcej niż pocisków artyleryjskich. Jeśli 155 mm były najbardziej podstawową zamrożoną „czerwoną” amunicją, to najbardziej zaawansowaną były pociski przechwytujące PAC-3 MSE. Nic innego nie radziło sobie tak skutecznie z pociskami balistycznymi terroryzującymi ukraińskie miasta; tylko Amerykanie mogli je dostarczyć.
One także były chronicznie deficytowe. Z linii produkcyjnej schodziło zaledwie około 50 miesięcznie.
Wieść, że Ukraińcy nie dostaną zaplanowanej liczby pocisków przechwytujących, nadeszła w momencie, gdy Rosjanie przyspieszali ostrzał. W maju wystrzelili w Ukrainę 45 pocisków balistycznych; w czerwcu – 59. Pod koniec miesiąca zapasy PAC-3 na Ukrainie miały spaść do 16 sztuk.
Między godziną 18 3 lipca a porankiem następnego dnia Rosjanie wystrzelili w kierunku Kijowa 539 dronów uderzeniowych i siedem pocisków balistycznych – jeden z najcięższych ostrzałów stolicy, jak podały ukraińskie siły powietrzne. Zginęło dwóch cywilów, 31 zostało rannych. Uszkodzony został budynek ambasady Polski.
4 lipca Kellogg zadzwonił do prezydenta i powiedział: „Tak właśnie wojny wymykają się spod kontroli”, tłumacząc mechanizm wykresu świateł i wspominając o członkostwie Polski w NATO. Trump polecił mu wtedy przekazać Hegsethowi rozkaz natychmiastowego przekazania 10 pocisków PAC-3.
Dwa tygodnie później te 10 przechwytujących wciąż nie zostało wysłanych. Wracając z Kijowa, Kellogg zatrzymał się w Wiesbaden. Urzędnicy Pentagonu powiedzieli mu, że dostawy różnych typów amunicji do Ukrainy są „dawkowane”. Po powrocie udał się do Pentagonu.
„Spowalniacie wszystko. To ich zabija” – powiedział Hegsethowi.
„Nie, nie spowalniamy” – odparł sekretarz.
W pokoju był Caine i to on wtrącił się teraz do rozmowy. „Czego chce SACEUR (Supreme Allied Commander Europe, naczelny dowódca sojuszniczy w Europie – przyp. Interia), to SACEUR dostaje” – powiedział Hegsethowi, odnosząc się do nowego naczelnego dowódcy sił sojuszniczych w Europie, gen. Alexusa G. Grynkewicha.
Pod koniec miesiąca Ukraińcy wreszcie otrzymali 30 przechwytujących.
Niewielki zespół specjalistów ds. Ukrainy – około sześciu osób – pracował w biurze podsekretarza Colby’ego. Pod koniec czerwca odwiedził ich wysoki rangą oficer. „Oni dosłownie bali się powiedzieć słowo 'Ukraina'” – wspominał.
Za administracji Bidena ukraińscy urzędnicy w Waszyngtonie i Kijowie byli w niemal stałym kontakcie ze specjalistami. Teraz, gdy Rosjanie nasilali ataki dronowe na ukraińskie miasta, Ukraińcy desperacko próbowali zdobyć stosunkowo tanie „przechwytywacze”. Jeden z generałów odpowiedzialnych za obronę powietrzną Kijowa wspominał: „Wysyłaliśmy zespołowi ds. Ukrainy wiadomości. Mówiliśmy, że potrzebujemy więcej przechwytywaczy dronów. Ale nagle przestali odpowiadać”.
Z biura Hegsetha przyszło polecenie, że specjaliści nie mogą komunikować się z Ukraińcami bez wyraźnej zgody. Niektórzy jego współpracownicy podejrzewali, że zespół mógłby próbować sabotować próby przekierowania przechwytywaczy i innej kluczowej amunicji na Bliski Wschód.
Późno w nocy i w weekendy Ukraińcy otrzymywali wiadomości od dawnych kontaktów w Pentagonie: „Jesteśmy tutaj, ale nie możemy nic zrobić. Przepraszamy”.
Chłód wspinał się po szczeblach hierarchii.
Caine został zaprzysiężony na przewodniczącego Kolegium Szefów Sztabów w kwietniu. Dopiero w sierpniu zadzwonił do swojego ukraińskiego odpowiednika.
„To w stu procentach Pol Pot” – wyjaśnił jeden z wysokich rangą oficerów.
„Jest w tym bardzo leninowski pierwiastek: mówimy wam, że niebo jest zielone – więc niebo jest zielone”.
CZĘŚĆ 8: „Coś, co działa”
W wielu aspektach partnerstwo zaczynało się rozpadać. Ale istniała przeciwna narracja, prowadzona głównie w tajemnicy. W jej centrum była CIA.
Tam, gdzie Hegseth marginalizował swoich generałów wspierających Ukrainę, dyrektor CIA, John Ratcliffe, konsekwentnie chronił wysiłki swoich oficerów na rzecz Ukrainy. Utrzymał pełną obecność agencji w kraju; finansowanie programów nawet wzrosło. Gdy Trump nakazał marcowe wstrzymanie pomocy, wojsko USA pośpiesznie zaczęło wstrzymywać wszelką wymianę informacji wywiadowczych. Ale gdy Ratcliffe wytłumaczył ryzyko dla oficerów CIA w Ukrainie, Biały Dom pozwolił agencji nadal dzielić się informacjami o zagrożeniach ze strony Rosji.
Agencja opracowała plan, by choć trochę zyskać na czasie i utrudnić Rosjanom wykorzystanie wyjątkowego momentu słabości Ukrainy.

Szef CIA John RatcliffeChip SomodevillaAFP
Jedno z potężnych narzędzi, które skutecznie stosowała administracja Bidena – dostarczanie ATACMS i informacje wywiadowcze do uderzeń w Rosję – zostało praktycznie wyłączone. Ale równoległa broń pozostała w grze: zezwolenie dla oficerów CIA i wojska na dzielenie się informacjami do precyzyjnych uderzeń ukraińskich dronów w kluczowe elementy rosyjskiej bazy przemysłowej obrony. Chodziło o fabryki produkujące materiały wybuchowe oraz obiekty przemysłu naftowego.
W pierwszych miesiącach administracji Trumpa uderzenia te były przypadkowe i miały niewielki efekt. Ukraińskie agencje wojskowe i wywiadowcze rywalizowały między sobą, korzystając z różnych list celów. Rosyjskie systemy obrony powietrznej i zakłócacze elektromagnetyczne praktycznie uniemożliwiały penetrację fabryk materiałów wybuchowych. W rafineriach drony uderzały w zbiorniki, wywołując eksplozje efektowne medialnie, ale o ograniczonej skuteczności.
W czerwcu sfrustrowani oficerowie wojskowi USA spotkali się ze swoimi odpowiednikami z CIA, aby opracować bardziej skoordynowaną kampanię ukraińską. Skupiła się wyłącznie na rafineriach, a zamiast atakować zbiorniki paliw, celowano w „piętę achillesową” tych obiektów: CIA zidentyfikowała rodzaj sprzęgła, którego wymiana lub naprawa była trudna i uniemożliwiała funkcjonowanie rafinerii przez tygodnie. (Aby uniknąć sprzeciwu, nie dostarczano broni ani sprzętu, którymi interesowali się sojusznicy Vance’a w innych regionach).
Gdy kampania zaczęła przynosić efekty, Ratcliffe omawiał to z Trumpem. Prezydent zdawał się słuchać; mieli częste niedzielne spotkania na polu golfowym. Według urzędników USA Trump chwalił tajną rolę Stanów Zjednoczonych w uderzeniach w przemysł energetyczny Rosji. Dawało to Ameryce możliwość zachowania pozorów i przewagi wobec Putina, który, jak mówił, „ciągle go podpuszczał”.
Uderzenia energetyczne kosztowały gospodarkę rosyjską nawet do 75 milionów dolarów dziennie – według szacunków amerykańskiego wywiadu.
CIA została również uprawniona do wspierania ukraińskich uderzeń dronów na statki na Morzu Czarnym i w basenie Morza Śródziemnego. W Rosji zaczęły tworzyć się kolejki do tankowania benzyny.
„Znaleźliśmy coś, co działa”, powiedział wysoki urzędnik USA, po czym dodał:
CZĘŚĆ 9: „Kłócimy się o klamki”
Kellogg wiedział, dokąd to wszystko zmierza – mówił współpracownikom: mimo dotychczasowych zwrotów akcji i tych, które dopiero miały nadejść, pole manewru coraz bardziej się zawężało, sprowadzając się do brutalnego podziału terytorium.
Czytał właśnie książkę zatytułowaną „Guilty Men” („Winni ludzie”) – pamflet opublikowany w 1940 roku, napisany w gniewie po tym, jak nazistowskie Niemcy zajęły Norwegię i Francję. „Winni ludzie” to 15 polityków oskarżonych przez autorów o to, że nie przygotowali brytyjskich sił zbrojnych do wojny i że ulegali Hitlerowi w imię polityki appeasementu.
„Odmawiam bycia winnym człowiekiem” – powiedział Kellogg jednemu z kolegów.
Podczas spotkania w Gabinecie Owalnym, wciąż licząc na to, że uda się uratować choć część równowagi w ukraińskich ustępstwach terytorialnych, zaproponował plan wymiany ziem. W tym „planie dwa plus dwa” Putin miałby wycofać się z obwodów zaporoskiego i chersońskiego. Ukraina oddałaby resztę obwodów donieckiego i ługańskiego.
Kellogg przyznał, że był to desperacki rzut na taśmę, a Trump powiedział mu wprost: „Putin pewnie się na to nie zgodzi”. Mimo to polecił Witkoffowi: „Przekaż to Putinowi”.
Spotkali się 6 sierpnia. Putin nie zgodził się – nie zamierzał dobrowolnie rezygnować ze swoich roszczeń terytorialnych. Jednak Witkoff usłyszał coś, co zinterpretował jako przełom. Według jednego z doradców Trumpa wysłannik zdał relację, że Putin powiedział mu: „Dobrze, dobrze, nie potrafimy ustalić zawieszenia broni. Zróbmy więc ostateczne porozumienie pokojowe, a tym porozumieniem będzie reszta Donbasu”.
W rzeczywistości chodziło o więcej.
W tym „planie trzy plus dwa” Rosjanie mieliby również zatrzymać Krym i przejąć ostatni skrawek obwodu ługańskiego. Zamiast wycofywać się z obwodów chersońskiego i zaporoskiego – jak proponował Kellogg – zachowaliby terytoria, które już zdobyli. Nie była to pełna kontrola, której Putin od dawna się domagał, ale i tak propozycja była znacznie korzystniejsza dla Rosji.
Po spotkaniu Trump ogłosił je jako „bardzo produktywne” i zaprosił rosyjskiego przywódcę na Alaskę.
Szczyt na Alasce miał być pierwszym bezpośrednim spotkaniem obu prezydentów w drugiej kadencji Trumpa i niósł ze sobą ciężar kompromitujących wspomnień z poprzednich szczytów – zwłaszcza z Helsinek w 2018 roku, gdzie Trump odrzucił ustalenia własnych agencji wywiadowczych i stanął po stronie Putina, mówiąc, że nie widzi powodów, by Rosja miała ingerować w wybory w 2016 roku.
Obawy, że nadmiernie entuzjastyczny Trump może dać się zmanipulować, nie zmalały po wyborze miejsca spotkania, które – ze względu na historyczne związki Alaski z Rosją – wyglądało jak wyciągnięcie Putina z dyplomatycznej izolacji. Ogłaszając szczyt 8 sierpnia, Trump powiedział dziennikarzom: „Moja intuicja naprawdę podpowiada mi, że mamy szansę na pokój”.
Szef CIA John Ratcliffe poleciał z prezydentem na Alaskę 15 sierpnia i przed spotkaniem przedstawił mu briefing na temat „tego, co wiemy” o intencjach Putina. Nie pokrywało się to z intuicją Trumpa – według agencji Rosjanin nie był zainteresowany zakończeniem wojny. Jeden z wysokich rangą urzędników USA opisał tę ocenę następująco: „Trump nie dostanie tego, czego chce. To spotkanie na Alasce będzie musiało być po prostu przedstawieniem”.
Na lotnisku w Anchorage obaj prezydenci rozpoczęli to przedstawienie, jadąc obok siebie w „Bestii” – opancerzonym samochodzie Trumpa – Putin uśmiechał się i machał do kamer. Później, po zakończeniu rozmów, każdy z nich wygłosił oświadczenie, mgliście nawiązujące do jakichś ustaleń.
Nie przyjęli żadnych pytań, pozostawiając świat w niepewności, co właściwie uzgodnili. Według dwóch doradców Trumpa Putin powtórzył to, co powiedział Witkoffowi: zakończy wojnę, jeśli dostanie resztę obwodu donieckiego.
A dlaczego nie? Według Trumpa – jak opowiada jeden z jego doradców – ta ostatnia jedna trzecia Donbasu była po prostu skrawkiem ziemi, „o którym nikt w Ameryce nigdy nie słyszał”.
„Ludzie z branży nieruchomości patrzą na to tak: 'Dobrze, uzgodniliśmy wszystkie inne warunki umowy, a teraz kłócimy się o listwy przypodłogowe, o gałki do drzwi'” – powiedział inny doradca.
Gdy trzy dni po Alasce Zełenski i siedmiu europejskich przywódców przybyli do Waszyngtonu, ich misją było uświadomienie Trumpowi, że ta „jedna trzecia” znaczy znacznie więcej.
Stłoczeni w Gabinecie Owalnym tłumaczyli, że wycofanie sił z Donbasu postawiłoby Rosjan w pozycji umożliwiającej zagrożenie największym miastom Ukrainy – Charkowowi, Chersoniowi, Odessie i Kijowowi. Jak ujął to jeden z doradców Trumpa: „Droga z Donbasu do Kijowa jest jak przez długie, otwarte pole”.
Od samego początku kluczowym założeniem stanowiska negocjacyjnego Trumpa było przekonanie o sile Rosji na polu bitwy i słabości Ukrainy. Jeśli Zełenski nie odda tego skrawka ziemi, Rosjanie po prostu go zajmą.
Teraz powtórzył ten argument, a Kellogg mu przerwał: „Panie prezydencie, to bzdura. Rosjanie nie są niezwyciężeni”. Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generał Caine, poparł go, mówiąc, że rosyjskie siły są słabe i niekompetentne. Tak, Pokrowsk może upaść. Ale – jak oceniał wówczas amerykański wywiad – Rosjanom zajęcie całego tego fragmentu obwodu donieckiego mogłoby zająć nawet 30 miesięcy. (W grudniu skrócono ten szacunek do 20 miesięcy lub mniej; niektórzy doradcy Białego Domu mówili nawet o ośmiu).
Nie była to jednak powtórka z awantury w Gabinecie Owalnym sprzed niemal sześciu miesięcy.
Trump zauważył, że kiedy był właścicielem konkursu Miss Universe, ukraińskie uczestniczki często należały do najpiękniejszych. Teraz wypalił: „Ukraińskie kobiety są piękne”.
„Wiem, poślubiłem jedną” – odpowiedział Zełenski.
Trump wyjaśnił, że jego stary przyjaciel, magnat z Las Vegas Phil Ruffin, poślubił byłą Miss Ukrainy, Ołeksandrę Nikołajenko; prezydent poznał ją właśnie przy okazji Miss Universe. Zadzwonił do Ruffina, który przekazał telefon żonie. Trump zrobił to samo w przypadku Zełenskiego i przez następne 10-15 minut rozmowa w języku ukraińskim sprawiła, że całe pomieszczenie jakby zamarło.
Nikołajenko opowiadała o swojej rodzinie, która wciąż była w Odessie. „Był zaskoczony, że nie wyjechali” – wspominała reakcję Zełenskiego. „Mój ojciec by nie wyjechał. Jest oficerem starej daty. Uważa, że jeśli odejdzie, nie będzie już do czego wracać. Chce być ze swoim domem, ze swoją ziemią, ze swoim krajem”.
„Czuło się, jak zmienia się atmosfera w pomieszczeniu” – powiedział jeden z obecnych tam urzędników. „Temperatura spadła. Wszyscy się śmiali. To stworzyło ludzką więź. Coś w rodzaju mentalnego porozumienia. To uczłowieczyło Zełenskiego w oczach Trumpa”.
Miesiąc później, w Nowym Jorku, przy okazji otwarcia Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Trump nazwał Zełenskiego „wielkim człowiekiem”, który „prowadzi cholernie twardą walkę”. Później na Truth Social napisał, że po zrozumieniu „wojskowej i gospodarczej sytuacji Ukraina/Rosja” uważa, iż „Ukraina, przy wsparciu Unii Europejskiej, jest w stanie walczyć i ODZYSKAĆ CAŁĄ Ukrainę w jej pierwotnych granicach”.
Nawet większość najbliższych doradców prezydenta była zaskoczona tym, co wyglądało na nagłą wolty. Według jednego z nich Trump próbował w ten sposób wstrząsnąć Rosjanami.
Trump rozmawiał z Putinem 16 października – po raz pierwszy od spotkania na Alasce. W Nowym Jorku Zełenski przekonał Trumpa co do ostatnich postępów Ukrainy na polu bitwy. Teraz Putin odwrócił tę narrację, a Trump wrócił do swojego domyślnego przekonania: Rosja wygrywa.
Kellogg wielokrotnie mówił prezydentowi i jego doradcom, że moralnie niedopuszczalne byłoby żądanie od Zełenskiego oddania tych „gałek do drzwi” Donbasu. Putinowi nie można ufać – twierdził – a cała Ukraina znalazłaby się w niebezpieczeństwie. Od początku namawiał prezydenta, by „bardziej zaryzykować w relacjach z Putinem” i zwiększyć presję poprzez sankcje.
Trump miał spotkać się z Zełenskim w Białym Domu 17 października. Ale choć Kellogg formalnie wciąż był wysłannikiem ds. Ukrainy, jego nazwiska nie było na liście zaproszonych.
Był w Gabinecie Owalnym w sierpniu, podczas momentu zbliżenia Zełenskiego i Trumpa. W pewnej chwili ukraiński prezydent podszedł do dużej mapy Krymu.
Trump od dawna oskarżał byłego prezydenta Baracka Obamę o to, że pozwolił Rosji odebrać Ukrainie półwysep w 2014 roku. „Przez osiem lat Rosja 'rozjeżdżała’ prezydenta Obamę, stawała się coraz silniejsza, zabrała Krym i dodała rakiety. Słabość!” – pisał Trump na Twitterze w 2017 roku.
Teraz prezydent zapytał Zełenskiego: „Ilu żołnierzy straciliście?”.
„Ani jednego” – odpowiedział Ukrainiec. (W rzeczywistości był to jeden, być może dwóch).
Gdy Trump zapytał dlaczego, usłyszał: „Bo nie walczyliśmy”. A gdy zapytał, dlaczego nie walczyli, Zełenski odpowiedział: „Powiedzieliście nam, żebyśmy nie walczyli”.
Teraz Trump był gotów powiedzieć Zełenskiemu nie tylko, by oddał terytoria zdobyte przez Rosjan po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, lecz także by zrezygnował z bezcennych ziem, których Rosjanie jeszcze nie zajęli. Nie chodziło już tylko o to, by Ukraińcy przestali walczyć. Chodziło o to, by oddali coś, o co przez ponad dekadę walczyli i za co ginęli.
Wieczorem przed październikowym spotkaniem z Zełenskim prezydent skontaktował się z Kelloggiem i poprosił go, by przyjechał.
Następnego dnia Trump i jego doradcy rzeczywiście naciskali na Zełenskiego, by oddał resztę Donbasu. Ukrainiec stanowczo się sprzeciwił. Witkoff po cichu dał sygnał Andrijowi Jermakowi, najbliższemu doradcy Zełenskiego, i obaj wyszli na zewnątrz. „Musisz go uspokoić” – powiedział Witkoff, jak wspominał jeden z obecnych. „To zmierza w złym kierunku”.
Po powrocie do środka Jermak spojrzał na Umierowa i powiedział Zełenskiemu: „Panie prezydencie, niech Rustem zabierze głos”. Zełenski wyłączył mikrofon, a Umierow odciągnął przywódców znad krawędzi przepaści.
Później Kellogg powiedział prezydentowi, że nie mógł wziąć udziału w spotkaniu.
„Chciał, żebym tam był i wywierał presję na Zełenskiego” – powiedział jednemu z kolegów – „a ja nie chciałem tego robić”. (Później poinformował Biały Dom, że odejdzie z tej funkcji z końcem roku).
CZĘŚĆ 10: Wyścig po porozumienie
To, co nastąpiło później, było gorączkowym, dwuipółmiesięcznym wirem dyplomacji – całkowicie podporządkowanym jednemu celowi: skłonieniu jednego człowieka do przekroczenia jego najtwardszej czerwonej linii oraz zmuszeniu drugiego do ustąpienia ze swoich nieprzejednanych żądań.
14 października Witkoff zadzwonił do Uszakowa, bliskiego współpracownika Putina. Zaledwie kilka dni wcześniej Trump ogłosił porozumienie – wynegocjowane przez Witkoffa i Kushnera – które miało zakończyć walki w Strefie Gazy. Teraz wysłannik przedstawił Rosjaninowi pomysł zawarcia podobnej umowy w sprawie Ukrainy. Ponownie dało o sobie znać napięcie między oficjalnym a nieoficjalnym kanałem rozmów – tym razem w związku z „incydentem listownym”.
We wrześniu w Nowym Jorku, według trzech amerykańskich urzędników, Ławrow powiedział Rubio, że jest przekonany, iż Trump na Alasce zobowiązał się zmusić Zełenskiego do oddania reszty obwodu donieckiego.
Teraz – jak dowiedzieli się amerykańscy urzędnicy – Ławrow polecił ambasadzie Rosji w Waszyngtonie wysłać do Rubio list, w którym domagał się, aby Trump publicznie to potwierdził. (Urzędnicy USA twierdzą, że choć Trump pozytywnie odniósł się na Alasce do propozycji Putina zakończenia wojny w zamian za Donbas, nie złożył żadnego zobowiązania, by narzucać to Zełenskiemu).
Trump i jego doradcy byli zaniepokojeni. Poinformowano ich, że Putin nie autoryzował tego listu; uznali go za manewr siłowy ze strony Ławrowa.
22 października, w atmosferze tych napięć, Trump zrobił coś, czego od dawna unikał w obawie, że Putin po prostu odejdzie od stołu: polecił Departamentowi Skarbu nałożyć sankcje na dwie największe rosyjskie spółki naftowe. Jak wyjaśniał jeden z doradców, prezydent „wysyłał Rosji sygnał: 'Nie pogrywajcie ze mną'”.
Putin nie odszedł od rozmów. Wykluczył Ławrowa z jednego ze spotkań wysokiego szczebla w Moskwie i wysłał Dmitrijewa na rozmowy z Witkoffem do Miami Beach na Florydzie.
Witkoff i Kushner już wcześniej zaczęli przygotowywać projekt, który ostatecznie przybrał formę 28-punktowej propozycji pokojowej. W ostatni weekend października spotkali się z Dmitrijewem w gabinecie Witkoffa w jego domu nad wodą; Rosjanin proponował sformułowania do niektórych punktów, a Kushner wpisywał je na swoim laptopie.
W połowie listopada swoją kolej w gabinecie Witkoffa miał Umierow, ukraiński negocjator, który również zaproponował zapisy dodane następnie przez Kushnera.
Powstały dokument zawierał wiele postanowień korzystnych dla Rosjan. Jednak pod kilkoma istotnymi względami był mniej korzystny niż wcześniejsze propozycje USA – i mniej, niż powszechnie sądzono.
W poprzednich rozmowach Rosjanie domagali się, by Ukraińcy zgodzili się na drastyczne zmniejszenie liczebności swoich sił zbrojnych. Ten plan zakładał, że armia ukraińska mogłaby liczyć do 600 tysięcy żołnierzy.
Inny punkt głosił: „Krym, Ługańsk i Donieck mają zostać uznane de facto za rosyjskie, w tym przez Stany Zjednoczone”. Oznaczało to, że rząd USA w praktyce zaakceptowałby rosyjską kontrolę nad tymi obszarami; we wcześniejszych rozmowach Amerykanie sygnalizowali Rosjanom gotowość do ich prawnego uznania jako części Rosji.
Dokument zawierał również amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa, obejmujące „zdecydowaną, skoordynowaną odpowiedź wojskową” w przypadku nowej rosyjskiej inwazji.
A jednak największa i najbardziej nie do pokonania przeszkoda dla Ukraińców pozostała – ujęta w dyplomatycznym żargonie jednego z podpunktów: „Ukraińskie siły zbrojne wycofają się z tej części obwodu donieckiego, którą obecnie kontrolują, a obszar tego wycofania zostanie uznany za neutralną, zdemilitaryzowaną strefę buforową, międzynarodowo uznaną za terytorium należące do Federacji Rosyjskiej”.

Prezydent USA Donald Trump na pokładzie Air Force OneJIM WATSONAFP
19 listopada sekretarz armii Daniel Driscoll udał się do Kijowa. Kilka miesięcy wcześniej Ukraińcy przeprowadzili spektakularny atak z zaskoczenia – operację „Pajęcza Sieć” – w której drony o wartości 100 tysięcy dolarów zniszczyły rosyjskie samoloty wojskowe warte niemal 10 miliardów dolarów. Amerykańskie wojsko miało się wiele nauczyć z ukraińskich postępów w technologii dronów; Driscoll miał odwiedzić zakłady produkcyjne.
Driscoll był zaufanym współpracownikiem Vance’a i teraz wiceprezydent wraz z Rubio zwerbowali go do kolejnej misji – wywarcia presji na Ukraińców, by zaakceptowali plan pokojowy. Jak uznali, moment był sprzyjający: Rosjanie posuwali się naprzód w rejonie Pokrowska, a Zełenski zmagał się ze skutkami skandalu korupcyjnego.
Przekazali Driscollowi jasne instrukcje: ma wyraźnie zaznaczyć, że Stany Zjednoczone nie są już w stanie finansowo utrzymywać dostaw dla Ukrainy, że Trump ma inne priorytety dla tej amunicji – w Azji, na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Łacińskiej. Ma też jasno powiedzieć, że jeśli nie podpiszą porozumienia, to Ukraina będzie musiała walczyć bez wsparcia USA.
Driscoll przekazał ten bezkompromisowy komunikat, łagodząc go pewnymi zachętami i dawką empatii – jak relacjonowali ukraińscy i amerykańscy urzędnicy obecni na spotkaniach z Zełenskim i jego współpracownikami.
Zawrzyjcie porozumienie teraz – mówił Driscoll Ukraińcom – a amerykańskie wojsko pomoże stworzyć sieć fizycznych barier i systemów uzbrojenia, które odstraszą Rosjan przed próbami dalszego zagarniania terytorium.
Podobne korzyści miałyby dotyczyć powojennej odbudowy.
Ale jeśli odmówicie zawarcia porozumienia teraz, nic z tego się nie wydarzy.
„Kochamy was. To, co zrobiliście, jest niezwykłe” – mówił im Driscoll. – „Ale nie będziemy w stanie dalej was zaopatrywać, a Europa patrzy na to tak samo”.
Ukraińcy odpowiedzieli: „Spójrzcie, Rosjanie płacą wysoką cenę” w stratach na polu bitwy.
„Owszem, ale są gotowi ją zapłacić” – odparł Driscoll. – „A z każdym kolejnym dniem tracicie coraz więcej terytorium. Więc na co czekacie?”.
„Tak po prostu jest” – podsumował. – „Muszę być wobec was całkowicie szczery”.
Z pewnością nie było to to, co Ukraińcy chcieli usłyszeć.
„Dziękuję za szczerość” – odpowiedział Umierow.
Kilka dni później, w Genewie, gdzie omawiano dalsze dopracowanie planu – w tym podniesienie limitu liczebności ukraińskiej armii do 800 tysięcy żołnierzy – Witkoff przekazał komunikat, który brzmiał zupełnie inaczej.
„Nie zostawiamy was” – powiedział Umierowowi w obecności Driscolla. – „Nie prosimy was o podjęcie decyzji, z którą czulibyście się niekomfortowo lub która wydawałaby się wam niekorzystna dla waszego kraju”.
Ukraińcy zdążyli już przywyknąć do tych sprzeczności.
Jak ujął to jeden z ukraińskich urzędników: „W gruncie rzeczy Driscoll i Witkoff mówili nam to samo: 'Jesteśmy poważni. Chcemy, żebyście zrozumieli, że zależy nam na tym, aby ta runda negocjacji przyniosła rezultat – i żeby to porozumienie było szybkie'”.
Co najmniej 83 razy przed dniem wyborów Trump obiecywał, że zakończy wojnę w jeden dzień, jeszcze zanim obejmie urząd. „To łatwe w porównaniu z niektórymi innymi sprawami” – mówił w Waszyngtonie w czerwcu 2023 roku. – „Załatwiłbym to w 24 godziny”.
W niedzielę 28 grudnia prezydent rozmawiał telefonicznie z Putinem, a następnie spotkał się z Zełenskim w Mar-a-Lago. Na późniejszej konferencji prasowej Trump i ukraiński przywódca podkreślali postępy. Jak mówił Zełenski, byli całkowicie zgodni co do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa; plan dobrobytu był finalizowany.
A co z Donbasem? „To jest kwestia, którą muszą jeszcze dopracować” – powiedział Trump.
Dodał: „Są jedna czy dwie bardzo drażliwe kwestie, naprawdę trudne kwestie. Ale uważam, że radzimy sobie bardzo dobrze. Dziś zrobiliśmy duży postęp. A tak naprawdę postęp robiliśmy przez cały ostatni miesiąc. To nie jest porozumienie do zawarcia w jeden dzień. To bardzo skomplikowana sprawa”.
© 2025 The New York Times Company
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
