-
Rosyjska strefa wpływów jest konsekwentnie przejmowana przez inne mocarstwa, podczas gdy Kreml skupiony jest na wojnie z Ukrainą.
-
Stany Zjednoczone oraz Chiny wykorzystują słabość Rosji do zwiększania swoich zysków i wpływów, zarówno gospodarczych, jak i politycznych.
-
Rosja traci kolejne strategiczne partnerstwa oraz dostęp do rynków, pozostając bezsilna wobec ekspansji Turcji, Indii i państw zachodnich.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Rosjanie powinni wyć z bólu na widok tego, jak z ich rosnącej słabości korzystają mocarstwa, z którymi jeszcze kilka lat temu Kreml potrafił konkurować. Jednak coś takiego jak próg niemożliwego do zniesienia bólu zadaje się w rosyjskiej rzeczywistości nie egzystować.
Zatem krwawi ona w milczeniu, okazując wiarę w to, co donoszą media, co ciekawe – zarówno rosyjskie, jak i zachodnie. W nich dominuje teza, iż Putin w wojnie z Ukrainą (wspieraną przez Europę Zachodnią) może liczyć na pomoc Chin, życzliwość Indii oraz Donalda Trumpa jako negocjatora reprezentującego interesy Moskwy. Dorzućmy jeszcze przyjaźń okazywaną Rosji przez kraje południa z BRICS i neutralność Turcji.
Zatem Moskwa spokojnie koncentruje się na podboju Ukrainy, łykając medialne środki przeciwbólowe, opisujące alternatywną rzeczywistość. W tej realnej mocarstwa już widzą, że Rosja to olbrzymi magazyn zasobów i daje się je coraz łatwiej zagarniać. Czynność ta staje się powoli przyjemnością, bo putinowski reżym ich specjalnie nie broni.
Dokument miał stanowić symboliczne ukoronowanie trwającej od 20 lat budowy rosyjskich wpływów w Wenezueli. Z raportu think tanku Atlantic Council z września 2019 r. pt. „Russia’s intervention in Venezuela” można się dowiedzieć, że do tego czasu Rosjanie zainwestowali w południowoamerykańskim kraju ok 17 mld dolarów. Dzięki temu Wenezuela stała się znaczącym rynkiem zbytu dla rosyjskich firm, głównie zbrojeniowych.
Model biznesu był prosty – Moskwa pożyczała pieniądze na zakup rosyjskiej broni, innych towarów oraz usług, a reżym Hugo Cháveza a następnie Nicolása Maduro spłacał należności wenezuelska ropą. To Rosnieft stał się jej największym handlarzem, obracając na świecie 44 proc. surowca wydobywanego przez państwowy koncern Petroleos de Venezuela (PDVSA). W Wenezueli korzenie zapuściły też:
Miesiąc temu wenezuelski parlament zatwierdził przedłużenie na 15 lat umowy pomiędzy PDVSA a rosyjską spółką Roszarubezhneft na eksploatację pól naftowych w dorzeczu Orinoko. I gdy wszystko układało się tak pięknie, Donald Trump kazał porwać Maduro. Po czym Marco Rubio ogłosił, że USA obejmą kontrolę nad wenezuelskim przemysłem naftowym i przychodami, jakie generuje.
Wedle danych Komisji Europejskiej w 2021 r. kraje UE kupiły ropę naftową oraz produkty rafinowane z Rosji o wartości 71 mld euro. Dodajmy do tego niecałe 30 mld euro przeznaczone na zakupy rosyjskiego gazu.
Ale Władimir Putin uznał, że błyskawicznie rozprawi się z Ukrainą, po czym państwa Unii na czele z Niemcami nadal będą najlepszymi klientami, uzależnionymi od rosyjskich surowców.
Dwa lat później, pod koniec października 2024 r. na kanale YouTube, prowadzonym przez popularnego w USA doradcę finansowego Anthony Pompliano, przyszły sekretarz handlu Howard Lutnick opowiadał, jak USA powinny podejść do kwestii europejskiej. „Wiesz, ile ropy mają Niemcy?” – zapytał. Po czym rozwinął opowieść, co Stany Zjednoczone po zwycięstwie Trumpa zaoferują Europejczykom, jeśli idzie o ropę i gaz.
„My ją im sprzedamy. Będziemy mieli lepsze umowy handlowe. Podziękujmy Bogu za Amerykę” – przekonywał Lutnick. Minęło pół roku i w lipcu 2025 r. w umowie handlowej z USA, w zamian za niższe taryfy celne, Unia Europejska zobowiązała się do zakupu surowców energetycznych z USA na kwotę 750 mld USD do 2028 r.
Waszyngton konsekwentnie dba, żeby Rosja utraciła europejski rynek. A jeśli jej paliwa miałby na niego powrócić, to we współpracy z Amerykanami. To oni mają kasować prowizję za pośrednictwo i nadzór.
Bliskowschodnie fiasko Kremla
W marcu 2023 r. agencja prasowa TASS chwaliła się, iż Rosja jest największym inwestorem w Iranie, ponieważ ulokowała w tamtejszym przemyśle wydobywczym 2,76 mld dolarów. Rok później zapowiedziano wzrost tej kwoty do 8 mld USD.
Jednocześnie Iran stał się dla Moskwy kluczowym dostawcą bojowych dronów i związanych z ich produkcją technologii. Tymczasem kraj ogarnęła nowa fala społecznego buntu. Większość Irańczyków ma już serdecznie dość teokratycznego reżymu. To rodzi dla Stanów Zjednoczonych pokusę, aby i tu wykorzystać niezdolność Rosji do obrony swej strefy wpływów.
Rok temu Kreml ledwie pisnął, gdy w Syrii został błyskawicznie obalony Baszar al-Asad. A przecież wcześniej Moskwa wydała, wedle zajmującej się analizą danych wywiadowczych Jane’s Information Group, ok 3,6 mld dolarów na wsparcie militarne dla syryjskiego reżymu. Rosyjskie lotnictwo atakowało syryjskich powstańców, jednocześnie Kreml zmagał się z Turcją o wpływy na tym obszarze. Aż 8 grudnia 2024 błyskawiczna ofensywa sił rebelianckich zakończyła rządy Asada, który uciekł do Moskwy.
W tym wypadku głównym sponsorem wyszarpania regionu z rosyjskie strefy wpływów była Turcja. Acz swoje „trzy grosze” dorzuciły Arabia Saudyjska, USA, Izrael i Francja.
Bez słowa sprzeciwu Putin pożegnał się ze strategiczną bazą morską w Tartus i nadzieją na zyski, jakie miała przynosić rosyjska dominacja w Syrii. Drobiazgowo wyliczający wszelkie wydatki Kremla w to włożone „The Moscow Times” 9 grudnia 2024 r. podsumowywał:
„Ogólnie rzecz biorąc, według najbardziej optymistycznych szacunków, nieudane wsparcie Asada przez Rosję mogło kosztować ją około 27,5 miliarda dolarów w ciągu dziewięciu lat”.
Kreml jakoś nie wystawił za to rachunku Recepowi Erdoğanowi i jedynie przygląda się, jak prezydent Turcji zacieśnia relacje z Azerbejdżanem. Niegdyś jedną z republik Związku Radzieckiego i nadal formalnym członkiem Wspólnoty Niepodległych Państw.
Rosja w rękach „przyjaciół”
Sławne powiedzenie kardynała Richelieu: „Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam” w przypadku putinowskiej Rosji się nie sprawdza, bo Kreml nie radzi sobie już z jednymi i drugimi. Acz w przypadku przyjaciół uiszcza coraz wyższe rachunki.
W raporcie Atlas Institute for International Affairs z 5 września 2025 r. dotyczącym zakupów rosyjskiej ropy przez Indie zapisano:
„Kraj zaoszczędził około 17 miliardów dolarów na kosztach importu od 2022 roku. Polityka ta dała Indiom przestrzeń do działania w okresie globalnej zmienności cen i pomogła ustabilizować krajowe rynki paliw”.
Udało się to, ponieważ obłożone sankcjami i tracące rynki zbytu rosyjskie koncerny paliwowe musiały udzielać rabatów. Hindusi generalnie lubią Rosję, ale pieniądze widać bardziej, skoro wymuszali upusty wynoszące nawet 30 dolarów na baryłce. Otrzymując surowiec w cenie niższej niż koszty jego wydobycia.
Premier Narendra Modi nie ma też nic przeciwko zakupowi uzbrojenia od rosyjskich producentów, pod warunkiem, że towarzyszy temu przekazanie najnowocześniejszych technologii indyjskim firmom. Chce też, by Kreml dorzucił technologie związane z energetyką jądrową i eksploracją kosmosu. Acz Modi, z racji ograniczonych możliwości, zachowuje o wiele więcej umiaru od Chin. Wprawdzie prezydent Xi Jinping nadal sprawia wrażenie dżentelmena w jedwabnych rękawiczkach, jednak trzyma Kreml za gardło coraz mocniej.
Przed inwazją na Ukrainę w 2021 r. w Rosji 9 proc. sprzedanych samochodów osobowych stanowiły auta marki chińskiej, a ciężarowych niewiele ponad 2 proc. Obecnie w obu kategoriach ponad 60 proc. nowych aut zakupionych przez klientów wyprodukowano w Chinach.
Podobnie dzieje się na rynku innych wyrobów przemysłowych. Rok przed wojną chiński eksport do Rosji szacowano na 67 mld dolarów. W roku 2024 r wynosił już 115 mld USD. Pekin sprzedaje Rosjanom zaawansowane technologicznie towary, w zamian dostając ropę, gaz i inne surowce. Acz ich cenę coraz częściej dyktują Chińczycy.
Po latach lobbowania przez Putina w końcu prezydent Xi wyraził we wrześniu 2025 r. zainteresowanie budową gazociągu Siła Syberii 2. Acz pod małym warunkiem. Cena rosyjskiego gazu nim dostarczanego nie przekroczy 60 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Czyli niewiele przewyższy koszty wydobycia.
Jako żywo przypomina to relacje handlowej Wielkiej Brytanii z jej koloniami w XIX w. Jednocześnie Xi Jinping sukcesywnie rozszerza chińskie wpływy w Azji Centralnej, całkowicie dotąd zdominowanej przez Rosję. Pekin pogłębia swe więzi ekonomiczne z:
Jedynie w 2025 r. zaowocowało to aż 58 umowami partnerskimi, podpisanymi przez Chiny z rządami tych państw. Chiny wyłożyły 25 mld dolarów na inwestycje w sektorach: energetycznym, transportowym i górniczym.
Moskwę najbardziej musiało zaboleć, gdy w sierpniu 2025 r. okazało się, że wprawdzie Rosatom rozpoczął w Kazachstanie budowanie siłowni jądrowej, ale drugą oraz trzecią postawi już China National Nuclear Corporation.
Z perspektywy gry mocarstw sytuacja, w jakiej znajduje się Rosja coraz bardziej przypomina coś, co Brytyjczycy kolonizujący Azję nazywali: „monkey trap”. Po czym zaczęli używać tego powiedzenia na określenie samobójczego zaślepienia chciwością.
Odkryli bowiem niezwykle pułapki na małpki (głównie kapucynki) zakładane przez tubylców. Sporządzali oni pudełka z mały otworem, po czym wkładali do niego jakiś atrakcyjny owoc. Małpka wsuwała łapkę, zaciskała piąstkę na zdobyczy, ale nie potrafiła wyjąć jej z przymocowanego do drzewa pudełka. Co by się wokół niej nie działo, trzymała zaciśniętą łapkę. Aż sama stawała się zdobyczą autora pułapki.
Putin i jego otoczenie znajdują w głębokiej fazie „monkey trap”, a inne mocarstwa coraz bezczelniej wyszarpują Rosji wszelkie cenne zasoby. A skoro Rosjanie nadal nie protestują, znaczy to, iż można im wyszarpać dużo więcej.
Żurek: Stworzyłem plan utworzenia 13 nowych sądów pracyPolsat NewsPolsat News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
