Sean „Diddy” Combs miał spróbować ostatniej deski ratunku. Jak informuje „New York Times”, skazany producent i raper zwrócił się do Donalda Trumpa z prośbą o ułaskawienie. Sam były prezydent USA potwierdził, że taka prośba faktycznie do niego trafiła w formie listu, ale nie pozostawił złudzeń co do swojego stanowiska.
Trump, zapytany o szczegóły przez dziennikarzy „NYT”, stwierdził wprost, że nie ma zamiaru interweniować w sprawie Combsa. Choć zasugerował, że mógłby pokazać otrzymany list, ostatecznie go nie ujawnił. Biały Dom potwierdził autentyczność wypowiedzi byłego prezydenta, natomiast przedstawiciele muzyka odmówili komentarza.
Sprawa ciągnie się od miesięcy. Combs został skazany latem 2025 r. na podstawie federalnych zarzutów związanych z prostytucją i w październiku usłyszał wyrok 50 miesięcy więzienia. Choć w głośnym procesie został uniewinniony z najpoważniejszych zarzutów – dotyczących handlu ludźmi i działalności mafijnej – sąd uznał go winnym w lżejszych, ale wciąż obciążających punktach aktu oskarżenia.
Relacja Trumpa i Combsa ma długą historię. Były prezydent przyznał, że w przeszłości utrzymywali koleżeńskie kontakty, jednak wszystko zmieniło się, gdy Trump wszedł do polityki. Według niego Combs publicznie krytykował go podczas kampanii wyborczej w 2016 r., co – jak sam przyznał – nie ułatwia dziś ewentualnych decyzji o pomocy. „Jesteśmy tylko ludźmi” – skomentował Trump, sugerując, że dawne konflikty trudno całkowicie oddzielić od obecnych ocen.
Zgodnie z dokumentami Federalnego Biura Więziennictwa Sean Combs ma opuścić więzienie w maju 2028 r., po zaliczeniu odbytej już części kary. Choć temat ułaskawienia powracał w medialnych spekulacjach kilkukrotnie, wszystko wskazuje na to, że w tym przypadku polityka, przeszłe animozje i ciężar wyroku zamykają mu drogę do prezydenckiej łaski.