Pod koniec 2025 roku Jan Benedek i Sidney Polak oficjalnie zakończyli współpracę z zespołem T.Love, co wywołało spore poruszenie wśród fanów. Teraz muzycy zapowiedzieli swój nowy projekt, którym chcą udowodnić, że potrafią działać niezależnie od formacji. Szczegóły ujawnili w oświadczeniu na Instagramie.
Zobacz wideo „Nie jestem takim kozakiem i pistoletem jak kiedyś”. Wywiad z Muńkiem Staszczykiem
Jan Benedek i Sidney Polak zakładają nowy projekt po odejściu z T.Love
Druga połowa 2025 roku przyniosła fanom T.Love przykre informacje. W październiku z zespołem pożegnał się gitarzysta i kompozytor Jan Benedek, współtwórca albumu „Hau, hau!” i kluczowa postać w reaktywacji grupy. Zaledwie dwa miesiące później formację opuścił także Sidney Polak, perkusista związany z T.Love przez 35 lat. Jak sam przyznał, o decyzji dowiedział się w sposób, który go rozczarował – miał bowiem zostać zwolniony przez wiadomość SMS.
Mimo odejścia z T.Love, Benedek i Polak nie zamierzają rezygnować z muzyki. Muzycy zapowiedzieli premierę wspólnego singla „Jestem z Polski”, który ukaże się 14 stycznia. W projekcie bierze udział również Gabor Benedek, syn Jana Benedeka. „Nasz wspólny singiel Sidney Polak, BNDK 'Jestem z Polski’ ukaże się 14 stycznia! Muzyka, gitary, bas Jan Benedek, tekst, śpiew i bębny moje. Utwór śpiewam wspólnie z Gaborem z BNDK! A oto okładka” – zapowiedział Polak w mediach społecznościowych. Fani już teraz z niecierpliwością czekają na efekty współpracy muzyków. „Nie mogę się doczekać”, „Czekam” – piszą internauci pod wpisem.
Muniek Staszczyk o odejściu Jana Benedeka i Sidneya Polaka z T.Love
Lider T.Love, Muniek Staszczyk w ostatnich wywiadach kilkakrotnie odnosił się do zwolnienia muzyków. Podkreślił, że decyzje były trudne, ale konieczne. – To były dwie bardzo bolesne dla mnie decyzje i to nie jest jakaś ściema. Rozstaliśmy się z Sidneyem, który grał z nami 35 lat i z Janem Benedekiem, też moim kumplem, z którym skomponowałem „Kinga” i „Warszawę”, czyli dwa największe hity. Ale czasem tak jest, że coś musisz zrobić dla dobra zespołu. Są osoby trudne, a bardzo też utalentowane. (…) Zespół to jest tak, że nie może grać dziesięciu Lewandowskich” – mówił Muniek Staszczyk w rozmowie z Polsatem.