Operację pojmania przez USA Nicolasa Maduro rosyjska propaganda może pokazywać jako swego rodzaju nieoficjalne porozumienie — my wam zostawiamy Wenezuelę, wy nam „oddajecie” Ukrainę. Przejęcia rosyjskiego tankowca przez wojska amerykańskie na północnym Atlantyku nie da się jednak przedstawić inaczej, jak upokorzenie Rosji.

Zabawnie było obserwować, jak Kreml próbował w tej sytuacji odwołać się do tego, co sam usilnie niszczy — prawa międzynarodowego. W przypadku incydentu z tankowcem Rosja znalazła się w położeniu, które zdaję sie dobrze znać — i które zakłada, że silnym wolno wszystko, a słabi muszą przestrzegać prawa. Rosyjscy mówcy muszą ograniczać się w tym przypadku nawet w tym, co mówią — bo „dobrzy ludzie” mogą pokazać Trumpowi ich krytyczne względem niego wpisy. A Kreml nie może pozwolić sobie na kłótnię z nim.

Podobnie zdarzało się już w przypadku wypowiedzi Dmitrija Miedwiediewa. Prezydent USA pokazał nie raz, jak reaguje na tego rodzaju pozornie czcze słowa. Niezdolność Rosji do zademonastrowania siły w przypadku tankowca jest pogłębiona przez niechęć jej przywódców do rzucania ostrych oświadczeń lub gróźb, po które do tej pory chętnie sięgali w trudnych lub nieoczekiwanych sytuacjach.

To ważna zmiana w geopolityce i w pozycji, jaką zajmuje w niej Rosja. Jak to się stało, że znalazła się w takiej sytuacji?

Zaczęło się od najbliższego Rosji „podwórka” — obszaru postowieckiego, które zawsze uważała, i nadal uważa, za swoją niekwestionowaną geopolityczną własność.

Rok 2025 pokazał, że sojusze Rosji na tym obszarze albo pozostają na papierze — jak Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) — albo wymagają od Kremla regularnych i hojnych opłat za demonstrację lojalności i legitymizację wojskowo-politycznego przywództwa. Widać to w kontaktach z przywódcami krajów Wspólnoty Niepodległych Państw, choć nie wszystkich.

Przedłużająca się pełnoskalowa wojna z Ukrainą, niezależnie od tego, jak nazwie ją Kreml, nie przestanie być wojną. Nie ma określonego terminu zakończenia. Podczas niedawnego przemówienia Putin radośnie ogłosił, że zamierza walczyć przez cały 2026 r. — jego zdaniem rosyjska armia ma tak dobre pozycje do ataku na Słowiańsk-Kramatorsk. Uzyskanie przez Kijów finansowania od UE na najbliższe dwa lata również utwierdza wszystkich w przekonaniu, że Ukraina ma solidne zaplecze i jej siły obronne będą kontynuować opór.

Kontynuacja wojny rosyjsko-ukraińskiej do 2026 r., przy obecnej skali, jeszcze bardziej ograniczy zdolność Rosji do okazywania siły na zewnątrz — osłabi jej wpływ nawet na kraje tradycyjnie uważane przez Moskwę za wasali. Proces ten trwa nieprzerwanie od 2022 r., ale pod koniec 2024 r. mocno przyspieszył.

Premier Japonii Sanae Takaichi podczas szczytu, w którym uczestniczyli prezydenci Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu, Tokio, 20 grudnia 2025 r.

Premier Japonii Sanae Takaichi podczas szczytu, w którym uczestniczyli prezydenci Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu, Tokio, 20 grudnia 2025 r.Anadolu / Contributor / Getty Images

Przez cały ten czas kraje postsowieckie aktywnie wykorzystywały osłabienie Rosji — z jednej strony do zarabiania pieniędzy na handlu z nią i uzyskiwania nadzwyczajnych zysków za pomoc w obchodzeniu sankcji, z drugiej — z całych sił starały się zmniejszyć tradycyjną zależność od Moskwy. W tym celu w przyspieszonym tempie rozwijały nie tylko stosunki z Chinami, ale także ze wszystkimi regionalnymi i globalnymi graczami, którzy wykazywali zainteresowanie tą kwestią.

Jaskrawym tego przykładem są państwa Azji Środkowej. Przez cały ten czas aktywnie poszukiwały partnertów, którzy zastąpią im Moskwę i wzmacniały stosunki międzypaństwowe. Jedną z takich orgniazacji jest format C5+, który zakłada wzmocnienie więzi regionalnych, poprawę stosunków ze Stanami Zjednoczonymi oraz inwestycje z UE i Japonii oraz Chin. Ostatnim takim wydarzeniem było spotkanie w Tokio — premier Japonii przyjęła prezydentów Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Uzbekistanu, a nawet Turkmenistanu. Podjęto wówczas decyzję o zaangażowaniu Japończyków w rozwijanie kaspijskiego korytarza transportowego. Łączy on te pięć republik Azji Środkowej z krajami UE — z ominięciem Rosji.

Przekształcenie tej trasy w realną alternatywę logistyczną będzie wymagało czasu i pieniędzy. Tokio jest jednak zdecydowane wykorzystać swoje technologie i inwestycje, aby przyspieszyć przepływ towarów nową trasą i przynajmniej wyrównać czas transportu z tym biegnącym rosyjską trasą. Nie jest to jednak jedyny projekt, który połączył republiki postsowieckie z Japonią.

Reakcja Rosji jak dotąd była powściągliwa. Wynika to zarówno z faktu, że jest ona zbyt zajęta wojną i zbytnio potrzebuje pośrednictwa wszystkich tych krajów w celu ominięcia sankcji, jak i z obrotów towarowych oraz wspólnych projektów Rosji i krajów Azji Środkowej. Kreml uspokaja się faktem, że tylko w pierwszym półroczu 2025 r. wzajemny obrót towarowy Kazachstanu i Rosji wyniósł 12 mld dol. (43,4 mld zł), a wartość wymiany handlowej Kazachstanu i Japonii była sześciokrotnie mniejsza.

Ważna jest jednak dynamika. W ciągu pięciu lat Japonia zamierza zainwestować w kraje regionu około 20 mld dol. (72 mld zł). Z pewnością należy spodziewać się dalszej aktywności zarówno Kazachstanu, jak i innych republik Azji Środkowej w zakresie dywersyfikacji stosunków gospodarczych w 2026 r.

Kaukaz Południowy: ścieżka kolizyjna

Rok 2025 wyraźnie zwrócił uwagę na osłabienie pozycji Rosji na Kaukazie Południowym. Przyczyna jest taka sama jak w 2023 r. — Kreml stracił możliwość projekcji siły w trakcie aktywnej fazy wojny rosyjsko-ukraińskiej. Roszczenia Moskwy do dominacji nie są poparte realnymi możliwościami, po prostu nie jest ona w stanie utrzymać struktury podporządkowania z ostatnich lat. Zachowanie Moskwy po zestrzeleniu azerbejdżańskiego samolotu pasażerskiego i reakcja Azerbejdżanu wyraźnie pokazały ten dysonans.

Jeszcze wyraźniej niezgodność roszczeń Moskwy z „sytuacją na miejscu” pokazał kryzys w stosunkach rosyjsko-azerbejdżańskich po zabójstwie dwóch obywateli Azerbejdżanu podczas policyjnej akcji w Jekaterynburgu. Rząd w Baku zajął zupełnie inne stanowisko niż to, które powinien był zająć zgodnie z oczekiwaniami Kremla. Co więcej, rosyjskie władze prawdopodobnie nie były w ogóle przygotowane na tak zdecydowaną reakcję.

Po pewnym czasie zostały zmuszone do podjęcia szeregu kroków pojednawczych, by uniknąć mocniejszego zaostrzenia stosunków z Azerbejdżanem. Ten przy tym nie zdecydował się nawet na pełne pojednanie. To sytuacja całkowicie nie do przyjęcia dla reżimu Putina, jeszcze cztery lata temu byłaby kompletnie nie do pomyślenia.

Pod koniec 2025 r. okazało się, że azerski gaz zacznie być dostarczany do Ukrainy przez Grecję i Bułgarię ze złoża Szah Deniz. Już wcześniej trafiał on do Europy, ale teraz będzie dostarczany również do Ukrainy — tej samej, z którą Putin prowadzi wojnę na wyniszczenie, a podważenie jej bezpieczeństwa energetycznego stało się jednym z głównych jego celów.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Ostra publiczna reakcja Baku na zestrzelenie azerbejdżańskiego samolotu przez rosyjską obronę przeciwlotniczą i śmierć obywateli Azerbejdżanu w 2024 r., nie mniej ostra i nie mniej publiczna reakcja na śmierć dwóch Azerów podczas nalotów sił bezpieczeństwa w Jekaterynburgu w 2025 r. oraz siłowe przywrócenie kontroli nad Górskim Karabachem w 2023 r. Wszystko to jest konsekwencją zmiany równowagi sił w regionie, a dokładniej — niezdolności Rosji do projekcji siły w taki sposób, jak to robiła przed agresją na Ukrainę.

Moskwa zdradziła Armenię w sprawie Górskiego Karabachu, zdradziła Syrię, a dokładniej Baszszara al-Asada, kiedy Ahmed asz-Szara z ruszył na Damaszek, zdradziła Iran, kiedy Izrael i Stany Zjednoczone zaatakowały jego obiekty jądrowe, a teraz zdradziła też Wenezuelę. Sraciła nie tylko możliwość projekcji siły, ale także udzielania poważnej pomocy sojusznikom.

Wojna przeciwko Ukrainie stała się przyczyną ostatecznej utraty przez Moskwę wieloletniej siatki wpływów w tym regionie — możliwości bycia arbitrem między Baku a Erewaniem. Rok 2025 ostatecznie to potwierdził: dwa skłócone kraje nie potrzebują już pośrednictwa Moskwy. To tworzy nową rzeczywistość, w której prezydent Alijew domaga się od Rosji szacunku i może po prostu nie przyjechać na nieformalny szczyt krajów WNP.

Przekłada się to też na poczucie zdrady — ma je na pewno Armenia, której Kreml w żaden sposób nie pomógł w konfrontacji z Azerbejdżanem. Nowa rzeczywistość sprawia, że oczywistością dla dawnych sojuszników Rosji stają się projekty gospodarcze, które wyraźnie szkodzą interesom Moskwy — głównym z nich jest odbudowa korytarza transportowego łączącego Azerbejdżan z Nachiczewańską Republiką Autonomiczną na granicy z Turcją i Iranem. Czy można było jeszcze nie dawno wyobrazić sobie, że Armenia będzie kupować benzynę od Azerbejdżanu? Albo jakiekolwiek inne towary? A jednak kupuje.

Rynek broni: stracony potencjał

Rok 2025 upłynął pod znakiem kolejnego ważnego trendu, któro bezpośrednio — i negatywnie — wpłynął na geopolityczną pozycję Rosji: chodzi o zmniejszenie jej zdolności do wykorzystywania sprzedaży zaawansowanej technologicznie broni jako ważnego narzędzia wpływu i podstawy długoterminowych sojuszy z regionalnymi supermocarstwami.

Choć w mediach przed wizytą Putina w Indiach pojawiły się doniesienia, że Indie zamierzają kupić od Rosji dodatkowe rakiety do systemu obrony powietrznej S-400, a nawet podano kwoty potencjalnych kontraktów, nowa rzeczywistość wprowadza ważne korekty.

Nie chodzi tylko o niezdolność Rosji do terminowego dostarczenia dwóch z pięciu zamówionych przez New Delhi systemów S-400, ale o samą możliwość produkcji przez Rosję w odpowiedniej ilości i, co nie mniej ważne, jakości systemów obrony powietrznej. Jeśli chodzi o pierwszy element, czyli liczbę produkowanych systemów, 2025 r. stał się rokiem systematycznego niszczenia rosyjskiej obrony przeciwlotniczej przez ukraińskie drony.

Władimir Putin w Moskwie, 23 lutego 2024 r.

Władimir Putin w Moskwie, 23 lutego 2024 r.Contributor / Contributor / Getty Images

Pokazał też, że Rosja potrzebuje jeszcze większej liczby tych systemów na własne potrzeby. Problem z ich jakością również można łatwo wyjaśnić — alternatywą dla komponentów zachodnich, które są coraz trudniejsze do zdobycia, są dobrze znane chińskie produkty. Te ostatnie mają jednak na ogół niższą skuteczność niż ich zachodnie odpowiedniki.

Wraz ze skomplikowaniem systemu sankcji coraz trudniej jest uzyskać komponenty zachodnie, a popyt na nie tylko rośnie. Problemy te stają się coraz bardziej oczywiste. W mediach społecznościowych w Indiach prowadzone są nawet kampanie, które sugerują, by zastanowić się, czy warto stawiać na rosyjski przemysł zbrojeniowy w warunkach coraz większej niepewności jego funkcjonowania i jego priorytetów, do których zalicza się wojna w Ukrainie. Inna sprawa, że za takimi kampaniami w Indiach mogą stać Chiny, ale to już temat na większą dyskusję.

„Łatwa wycieczka” amerykańskich sił specjalnych do Wenezueli przy głośnym milczeniu rosyjskich systemów obrony powietrznej z pewnością nie dodała punktów dyplomacji zbrojeniowej Kremla.

Kwestia tożsamości

Niezdolność Moskwy do projekcji siły kontrastuje ostro z potęgą Waszyngtonu. Trump wyraźnie pokazał — dopóki nie jesteście w stanie brutalną siłą zaprowadzić porządku w regionie, który uważacie za swoje podwórko, ja będę robił to najskuteczniej i bez strat tam, gdzie jest moje podwórko.

Dlatego niezdolność Kremla do wywierania wpływu jest dla niego niebezpieczna nie tylko z punktu widzenia wizerunku, gospodarki, geopolityki i polityki. Jest to teraz sprawa egzystencjalna i kwestia tożsamości.

Kreml najwyraźniej nie był przygotowany na pojawienie się na świecie przywódcy, który będzie gotów w podobny sposób łamać prawo międzynarodowe i aktywnie demonstrować siłę, naruszając interesy innych, m.in. Rosji. Prawdopodobnie Rosjanie uważali, że tylko pozbawiony zasad rosyjski przywódca jest do tego zdolny i właśnie to czyni go wyjątkową postacią w światowej polityce oraz potwierdza roszczenia Rosji do statusu supermocarstwa.

Nie gospodarka ani nawet broń jądrowa, ale właśnie ta zdolność i gotowość do demonstrowania siły — to się liczy. Wenezuela pokazała, że rosyjski przywódca ma tylko gotowość, a nie zdolność do demonstrowania siły. I sam do tego doprowadził — najpierw rozpoczynając pełną wojnę, a potem nie chcąc jej zakończyć, by zminimalizować straty.