-
Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o usługach cyfrowych, która budzi wątpliwości w zakresie ochrony wolności słowa i cenzury treści w internecie.
-
Organizacje pozarządowe apelowały wcześniej o podpisanie ustawy, wskazując na potrzebę skutecznej ochrony dzieci przed szkodliwymi treściami online, jednak wprowadzane poprawki rodzą nowe kontrowersje.
-
W Pałacu Prezydenckim panuje przekonanie, że obecna wersja ustawy jest niedopracowana, a proponowane mechanizmy prawne mogą okazać się nieskuteczne lub nawet szkodliwe.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, uchwalona przez Sejm 21 listopada 2025 ma związek z wdrożeniem przepisów unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA), dotyczącego m.in. blokowania nielegalnych treści w internecie.
Sprawa od początku wzbudzała duże kontrowersje, bo choć intencje i założenia ustawy były słuszne, to jej pierwotne zapisy, zdaniem części polityków, zbyt mocno ingerowały w wolność słowa. Najwięcej emocji budziły przepisy, dotyczące blokowania treści publikowanych w sieci i tego, kto miałby o tym decydować.
Ustawa o usługach cyfrowych zawetowana. Ochrona czy cenzura?
Ustawa daje możliwość usuwania z przestrzeni internetowej treści, zawierających m.in. groźby karalne, namowę do popełnienia samobójstwa, pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim, propagowanie ideologii totalitarnych, a także nawoływanie do nienawiści i znieważanie na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, treści naruszające prawa autorskie czy treści odnoszące się do nielegalnej sprzedaży towarów lub nielegalnego świadczenia usług.
Od początku wiadomo było, że prezydent Karol Nawrocki patrzy na te zmiany sceptycznie, dopatrując się w nich przejawów cenzury treści, pojawiających się w internecie. Prawica zawsze była na tym tle mocno wyczulona. Weto więc nie jest zaskoczeniem.
„Pod pozorem walki z nielegalnymi treściami i dezinformacją rząd chce ograniczyć wolność słowa, poprzez wprowadzenie mechanizmu blokowania wypowiedzi arbitralnymi decyzjami administracyjnymi urzędników. Nie tak to powinno wyglądać” – pisał prezydent Nawrocki pod koniec października, gdy mijał termin na wysłuchania publiczne w tej sprawie.
Ustawa o usługach cyfrowych. Pałac: Mamy kłopot z tą ustawą
Do prezydenta o podpis pod ustawą apelowały m.in. organizacje pozarządowe, zajmujące się ochroną praw dzieci. 132 ekspertów podpisało się pod apelem do Pierwszej Damy Marty Nawrockiej, aby poparła ustawę o usługach cyfrowych i namówiła prezydenta do podpisu. „(…) My również chcemy mieć możliwość reagowania na krzywdy i nadużycia, jakich nasze dzieci doświadczają na platformach (anty)społecznościowych. Dlatego prosimy Panią o głos poparcia dla niezwłocznego wdrożenia DSA w Polsce” – można przeczytać w apelu.
Prezydent, uzasadniając dzisiejsze weto, stwierdził, że nie może podpisać „ustawy, która w praktyce oznacza administracyjną cenzurę”. Podkreślił też, że ochrona dzieci w internecie miała stać się dla koalicji rządzącej „cynicznym parawanem, za którym rząd Donalda Tuska ukrył kontrolę swobody wypowiedzi”. – Ograniczanie wolności słowa jest niekonstytucyjne. Wykorzystanie do tego interesu najmłodszych – jest niemoralne – powiedział prezydent.
– Mieliśmy kłopot z tą ustawą – nie kryją w Pałacu Prezydenckim. – Wiedzieliśmy, że jak prezydent ją zawetuje, to rząd ruszy z narracją, że prezydent nie dba o dobro dzieci i otwiera drzwi pedofilom. Sęk w tym, że ta ustawa jest bardzo zła w szczegółach – narzeka nasz rozmówca z Pałacu.
Politycy partii rządzącej wskazują z kolei na to, że pierwotny projekt ustawy i tak został mocno zmieniony poprawkami senackimi m.in. wskutek postulatów środowisk społecznych i sygnałów, płynących z Pałacu Prezydenckiego.
Senat wprowadził kluczową poprawkę mówiącą, że od decyzji UKE czy KRRiT będzie przysługiwało odwołanie do sądu. Co istotne, samo wniesienie odwołania, automatycznie będzie wstrzymywało decyzję o usunięciu treści do czasu decyzji sądu.
Rząd: Ustawa daje narzędzia do konfrontacji z platformami cyfrowymi
Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji, chwilę przed informacją o wecie mówił nam, że wierzy, że prezydent ustawę jednak podpisze. – Jest to ustawa bardzo potrzebna, bo daje nam jako państwu szansę w konfrontacji z dużymi platformami cyfrowymi, włącza w ogóle państwo w ten proces – tłumaczy Gramatyka. I wskazuje przykład.
– Wyobraźmy sobie sytuację, że Grok rozbiera pana prezydenta i pakuje go w strój bikini, a następnie taki wizerunek pana prezydenta jest rozpowszechniany w internecie. Dzisiaj nie mamy żadnych narzędzi prawnych, żeby to zablokować. Chodzi o to, byśmy je mieli – wyjaśnia polityk.
Nasi rozmówcy z Pałacu odpowiadają jednak, że diabeł tkwi w szczegółach i że ustawa, nawet po poprawkach, budzi wiele obiekcji. – Pierwotna wersja ustawy była zła, wskazywaliśmy, co warto poprawić, ale to, co i w jaki sposób poprawiono sprawia, że ta ustawa jest jeszcze gorsza – słyszymy.
– W pierwotnej wersji prezes UKE mógł jednoosobowo podjąć decyzję o usunięciu jakichś treści i jego decyzja miała rygor wykonalności, czyli treści były usuwane od razu. W poprawionej wersji po decyzji prezesa UKE jest 14 dni na formalny sprzeciw czy odwołanie od decyzji, co z automatu ją wstrzymuje. Potem sprawa ląduje w sądzie, ale w ustawie nie ma żadnego zapisu, że sąd ma np. 24 godziny na decyzję. Poprawka, aby to sąd podejmował ostateczną decyzję, a nie urzędnik UKE była słuszna, ale nie może być tak, że teraz sąd będzie procedował sprawę przez wiele miesięcy, a treści będą obecne w sieci, jakby nigdy nic. To wypacza cały sens tej ustawy – denerwuje się nasz rozmówca.
Ustawa o usługach cyfrowych. Pułapka na prezydenta?
Strona rządowa tłumaczy, że rzeczywiście usunięto zapis o natychmiastowej wykonalności decyzji urzędnika i uwzględniono postulat, aby to sądy podejmowały decyzje.
Sęk w tym, że sądy – jak tłumaczy wiceminister Gramatyka – nie są w stanie obsłużyć takich decyzji, których mogłoby być ogrom, w 24 godziny. Postulat jest więc z punktu widzenia resortu cyfryzacji słuszny, ale jak wskazał z kolei resort sprawiedliwości – w praktyce niewykonalny.
Tymczasem w Pałacu można usłyszeć, że cała ta ustawa po poprawkach wygląda jak „pułapka, zastawiona na prezydenta”.
– Zwłaszcza w kontekście słanych apeli, które stawiają prezydenta pod ścianą: „Jak nie podpiszesz, to znaczy, że nie dbasz o bezpieczeństwo dzieci” – słyszymy. – To nie jest tak, że my nie chcemy tego zrobić, tylko chcemy, aby to było zrobione z głową. Prawo ma być skuteczne, a w tej wersji nie jest – mówi współpracownik Karola Nawrockiego, tłumacząc, dlaczego ostatecznie prezydent postanowił ustawę zawetować.
- Wygenerowane „Polki” wzywały do wyjścia z UE. Reakcja Komisji Europejskiej
- Kraj na wojnie z mediami społecznościowymi. Aresztowano influencerów
„Dobra decyzja ze strony premiera”. Przydacz o spotkaniu Tusk-NawrockiPolsat NewsPolsat News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
