Dr Andrzej Byrt, były wiceszef dyplomacji, były ambasador RP w Niemczech i Francji: Zły dla Polski, zły dla Europy, po prostu zły. Tą deklaracją, że „nie potrzebuje” prawa międzynarodowego, Trump pobłogosławił powszechne zdziczenie obyczajów. Pokazał, że rządzi tylko siła. Sankcjonuje świat kłów i pazurów, świat przywódców, którzy mogą nie znać alfabetu, ale za to w mordę dać potrafią.
Powrót siły jako naczelnej zasady organizującej nam dzisiejszy świat oznacza, że wszyscy mogą być równi, a niektórzy będą równiejsi i będą mogli więcej. I do Trumpa, z jego doktryną odrzucenia prawa będą się teraz dopasowywać wszyscy politycy na świecie, demokratyczni albo i nie, którzy mają geny oprychów. Dla łobuzów to będzie zatem świat wymarzony.
Zaraz, a NATO? A ONZ? One już nic nie znaczą? Przecież to są organizacje międzynarodowe, które ułożyły nam spokojny świat w końcówce XX i w XXI w.
Znaczą, ale tylko dla maluczkich. Trump i jemu podobni nie zamierzają się przejmować ani NATO, ani ONZ. Przecież to, co on mówił, że NATO bez USA nic nie znaczy — co jest prawdą, i że być może będzie musiał wkrótce wybrać, albo NATO, albo Grenlandia, którą zamierza zająć, pokazuje, że Trump świadomie burzy obecny porządek międzynarodowy.
On nie był i nie jest idealny, ale jakoś funkcjonował i łobuzy wiedziały przynajmniej to, że po pierwsze, muszą się za pewne działania wstydzić, a po drugie, że być może grozi im jakaś kara i jakieś sankcje, są ramy, które tworzy prawo.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
A teraz, po słowach Trumpa?
Teraz mamy destrukcję przez Trumpa obowiązującego do tej pory systemu międzynarodowego, która będzie bolesna dla wszystkich. To ogromny wstrząs. Trump ustanowił siebie nowym bogiem na ziemi, on ma być punktem odniesienia całego systemu.
Mówi o moralności. Ciekawe, czy chodzi mu o tę „moralność”, która pozwalała mu na kontakty z Jeffreyem Epsteinem, czy z paniami reprezentującymi najstarszy zawód świata? To dygresja, pokazująca jednak, że Trump cierpi na manię wielkości, siebie robi Mesjaszem pokoju i wojny i zachęca do naśladowania go przez innych łapserdaków.
I co będzie?
Jeśli Trump rzeczywiście zajmie Grenlandię, to Unia taka, jaką znamy dziś, się rozpadnie. Nie tylko Unia, rozpadnie się też dzisiejsze NATO, zaś ONZ, niestety, które od dawna straciło sprawczość, niewiele będzie znaczyć, jakby go nie było.

Andrzej ByrtTomasz Radzik / East News
Jak to — Unia się rozpadnie?
A jak może przetrwać? To jest scenariusz negatywny, najgorszy, jaki możemy sobie wyobrazić, ale realny. Bo wyobraźmy sobie sytuację, że jutro jedna brygada wojsk USA ląduje w bazie na Grenlandii, a pojutrze spece od metali ziem rzadkich zaczynają eksplorację terenu i Stany budują tam kolejne bazy. Jedyne, co może zrobić Unia Europejska, to zaprotestować, że tak powiem, słowno-muzycznie. Nic więcej.
A Trump, rozzuchwalony, na czele tejże Unii może zaproponować postawienie nam swojego kolegi — Orbana. Tacy jak Orban lub Fico stać się mogą nowymi twarzami Europy i tylko z nimi Trump będzie chciał rozmawiać. A w Polsce też mogą dojść do głosu politycy, którzy również działają według zasady, że „potrafią w mordę walić”. To się części ludzi podoba.
Ci nowi polscy politycy — którzy już dochodzą do głosu, a mogą stać się jeszcze ważniejsi jako koledzy Trumpa, nowego kapłana pokoju i wojny — będą nie tylko wchodzić mu w przysłowiowe pośladki, ale dzięki temu staną się super ważni. I wszyscy w Europie będziemy równać do dna. Tak to może wyglądać.
Musi?
Na szczęście, niekoniecznie. Jest druga opcja, że znajdą się porządni Europejczycy, których głos się przebije. Poważni gracze europejscy, Wielka Brytania, Francja, Niemcy i, oby, Polska uznają, że niezależnie od potworności, które może robić Trump, oni nie będą się „kopać z koniem” i potrząsać szabelką, zachowają zasady i będą przestrzegać prawa międzynarodowego.
Trzeba będzie zacisnąć zęby i wydawać nie 5, a 7 czy 8 proc. PKB na obronność, Unia — ta, która zachowa zasady — będzie musiała jak najszybciej rozbudować system obronny, także w kosmosie, żeby mieć to, co mają Amerykanie. I tak będziemy żyć.
Jak żyć?
Lepiej niż reszta świata. Będziemy potępiać łamanie prawa przez USA i wierzyć, że kiedyś, gdy to szaleństwo minie, Stany do nas, do Europy i starego świata wrócą. My będziemy czekać, gotowi do współpracy. To trzeba zrobić dla ludzi, bo to ludzie i ich prawa ucierpią najbardziej w tym nowym, koszmarnym świecie, który chce nam Trump zafundować.

Prezydent USA Donald Trump. W tle budynek Kapitolu, siedziby amerykańskiego KongresuCelal Gunes/Anadolu via Getty Images, Anna Moneymaker/Getty Images / Getty Images
„Ludzie stracili poczucie bezpieczeństwa. Tak się rodzą dyktatury”
Skąd się w ogóle bierze ta aprobata dla słów i działań Trumpa, które nie mieszczą się w ramach cywilizowanego świata? Bo przecież świat po jego niesłychanej wypowiedzi na razie milczy.
Nie oszukujmy się, świat od zawsze był rządzony przez siłę. Przecież cały XX w. to wielki konflikt najpierw Europy, potem całego świata, a po II wojnie mieliśmy dekady istnienia dwóch bloków, które właśnie przez siłę nawzajem trzymały się w klinczu. Jednak odkąd upadł Związek Radziecki, a nawet wcześniej, odkąd powstało ONZ, to przyjęliśmy zasadę, że nikt nikogo nie będzie szantażował użyciem siły ani jej stosował. Tak mówi Karta Narodów Zjednoczonych, główny dokument prawa międzynarodowego.
Owszem, tę zasadę łamano, przykrywając ją słowami „klajstrującymi”, zakłamującymi rzeczywistość, jak to było z kłamstwami choćby ZSRR czy USA przy inwazji w Iraku. Jednak większość światowych przywódców wychodziła z założenia, że opłaca im się przestrzegać prawa międzynarodowego.
To co się zmieniło?
Po upadku ZSRR i fali optymizmu, która ogarnęła świat, potem polityką zawładnęły interesy wielkiego biznesu. Jego źródłem była polityka finansowa USA. Biznes zaczął rządzić wszystkim. Potem przyszły dwa gigantyczne kryzysy, które rozchwiały światem.
Najpierw był kryzys finansowy, w latach 2008-2012. A potem pojawiła się pandemia i ludzie stracili poczucie bezpieczeństwa, uwierzyli, że wszystkie ich problemy rozwiąże ten, kto mocniej walnie w gębę. I kto nie będzie się bał ani wstydził walnąć. Stąd się przecież wzięły wszystkie ruchy populistyczne, jak ten Marine Le Pen we Francji czy AfD w Niemczech, Braun w Polsce, a w USA teraz Trump.
Ci politycy mogą „się sprzedawać”, bo są sprawczy.
Otóż to. Sprawczość stała się nowym fetyszem, wyznacznikiem wiedzy i słuszności, uzasadnieniem władzy. Mniejsza o prawo, mniejsza o wszystko, byle były efekty. Musimy przed takimi ludźmi ostrzegać, bo oni zniszczą nam naszą cywilizację, zniszczą świat, jaki znamy i stworzą dyktatury z prawem pięści. To się już zaczęło dziać.