W nocy z czwartku na piątek przez kilkadziesiąt miast i miejscowości w Iranie przetoczyła się kolejna fala protestów. Liczba ludzi wychodzących na ulice jest praktycznie niemożliwa do oszacowania. Nie ma jednak wątpliwości, że to największe protesty w Iranie od krwawo stłumionych demonstracji, które przetoczyły się przez kraj jesienią 2022 r. po śmierci aresztowanej młodej kobiety Mahsy Amini. Wówczas w zamieszkach zginęło ponad 400 osób.
Sytuacja, z perspektywy reżimu, nie osiągnęła jeszcze tego poziomu i nie wymknęła się spod kontroli, choć dochodzi do aktów przemocy. Na ulicach Teheranu i innych miast płoną samochody i motocykle. W stolicy demonstranci spalili posterunek policji. W kilku miejscowościach demonstranci przepędzili z ulic siły porządkowe i członków milicji Basidż. Padają strzały, a sporadycznie dochodzi także do wymiany ognia.
Śmiesznie niskie ceny za sylwestra w Tajlandii. W Polsce nie do pomyślenia
Dokładna liczba ofiar nie jest znana, jednak szacuje się, że zginęło ok. 40 osób. Jest wielu rannych. Aresztowano także ponad 2 tys. demonstrantów. Pojawiają się też doniesienia o kontrdemonstracjach organizowanych na znak poparcia dla władzy.
Większe zagrożenie niż program nuklearny. Co się dzieje w Iranie?
Reżim odcina sieć
Praktycznie nie ma możliwości realnej i dokładnej oceny sytuacji. W internecie krąży ogromna ilość informacji nieprawdziwych, plotek, przeinaczeń i celowo szerzonej dezinformacji. W czwartek wieczorem w całym kraju zablokowany został internet i odcięto międzynarodowe połączenia telefoniczne, co może świadczyć o presji odczuwanej przez władze, zwłaszcza że w piątek spodziewana jest największa dotychczas fala demonstracji.
Najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei oświadczył, że o ile rozumie uzasadnione protesty ludzi niezadowolonych z sytuacji, to zamieszki wzniecane na zlecenie wrogich, obcych mocarstw tolerowane nie będą.
W tym samym tonie wypowiada się Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego, na której czele stoi prezydent Masud Pezeszkian. Polityk kilkakrotnie powtarzał przy tym, że służby bezpieczeństwa powinny używać siły z umiarem i kierować ją jedynie przeciwko demonstrantom uzbrojonym.
Ograniczenie komunikacji może świadczyć o tym, że reżim przygotowuje się do użycia siły na skalę większą niż dotychczas, jednak nic jak na razie nie wskazuje na to, aby przyszłość władzy ajatollahów w Teheranie była realnie zagrożona.
Ajatollah Chamenei odpowiada Trumpowi: Iran nie ustąpi
Potężny kryzys gospodarczy
Protesty rozpoczęły się na Wielkim Bazarze w Teheranie 28 grudnia 2025 r. w reakcji na inflację sięgającą 50 proc. rocznie i spadek wartości waluty irańskiej. Obecnie – według nieoficjalnego kursu – złotówka warta jest ponad 400 tys. riali.
Kryzys gospodarczy wywołany reżimem sankcyjnym, wojną i złym zarządzaniem gospodarką kraju spowodował pogorszenie się warunków życia, a subsydia rządowe i zapowiedzi wsparcia dla najuboższych gospodarstw domowych sytuacji nie zmieniają. Co więcej, rząd ograniczył dostęp do walut, a to pogłębiło frustrację wśród obywateli gromadzących dolary i złoto, aby chronić swoje dochody i oszczędności przed inflacją.
W kolejnych dniach protesty rosły w siłę i zasięg. Objęły kilkadziesiąt miast na terenie całego kraju. Nie jest to jednak zorganizowany ruch opozycyjny, skupiony wokół lidera czy organizacji, co gwarantuje przewagę reżimowi, dysponującemu potężnymi i wiernymi milicjami, służbami bezpieczeństwa i organizacjami militarnymi, na czele z Korpusem Strażników Rewolucji.
Mimo to, z upływem czasu, zaczęły pojawiać się także hasła antyrządowe, a internet obiegły nagrania podpalonych pomników czy zrywanych plakatów z podobiznami najwyższego przywódcy.
Ajatollah planuje ucieczkę. Celem ma być Rosja
Dalsze kroki władz w Teheranie
Jak zwykle w takich sytuacjach, po Bliskim Wschodzie zaczęły krążyć pogłoski o ucieczce polityków i rychłym upadku reżimu. Nic jednak na to w tej chwili nie wskazuje. Z pewnością realną alternatywą nie jest syn nieżyjącego szacha Iranu i uważający się za następcę – książę Cyrus Reza Pahlawi, mieszkający z rodziną w USA, choć niekiedy demonstranci skandują jego imię.
– Ostatniej nocy w Teheranie grupa demonstrantów zniszczyła budynek publiczny tylko po to, aby zadowolić prezydenta USA – powiedział podczas piątkowego kazania w Teheranie ajatollah Chamenei.
– Irańczycy muszą zachować jedność. Wszyscy muszą pamiętać, że Republika Islamska powstała z krwi setek tysięcy godnych szacunku ludzi. Iran nie będzie tolerował najemników pracujących na rzecz sił zewnętrznych – dodał.
Ta wypowiedź prawdopodobnie zapowiada dalsze kroki władz w Teheranie. Protesty trwają i powoli narastają, ale dopóki reżim nie uzna ich za realne zagrożenie, będzie je w praktyce tolerować, używając jedynie ograniczonej siły i uwagę kierując na zewnątrz kraju.
To znaczy, że ludzie będą ginąć i spodziewać się należy aresztowań, a po kilku miesiącach także wyroków śmierci, jednak na razie represje prawdopodobnie nie będą tak masowe, jak w 2022 r. Równocześnie wojna z Izraelem w czerwcu 2025 r. pokazała, że w obliczu interwencji zewnętrznej Irańczycy skupiają się „wokół flagi”, to znaczy sami chcą rozwiązywać swoje problemy, źle postrzegając próby interwencji z zewnątrz.
Dla Wirtualnej Polski Jarosław Kociszewski
Jarosław Kociszewski – reporter zajmujący się tematyką międzynarodową. Wieloletni korespondent na Bliskim Wschodzie. Prowadził audycje o tematyce międzynarodowej w Polskim Radiu. W przeszłości związany z „Rzeczpospolitą”, „Życiem Warszawy”. Politolog wykształcony na Uniwersytecie w Tel-Awiwie i Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Uwielbia jeździć i opowiadać o świecie, ze szczególnym naciskiem na Bliski Wschód i Afrykę. Współpracuje z Magazynem Wirtualnej Polski.