Pojawienie się tego specjalnego samolotu na cywilnym lotnisku wzbudziło ogromne zainteresowanie w mediach społecznościowych. Nagrania i zdjęcia szybko obiegły platformę X, a wielu internautów zaczęło spekulować o prawdziwym celu wizyty „samolotu dnia zagłady”. Pentagon potwierdził, że na pokładzie znajdował się sekretarz obrony Pete Hegseth.
Maszyna wystartowała z bazy Joint Base Andrews pod Waszyngtonem i po kilkunastu godzinach lotu wylądowała w Los Angeles późnym popołudniem czasu lokalnego. Według oficjalnych komunikatów była to część wizyty w Kalifornii, podczas której Hegseth spotykał się z przedstawicielami przemysłu obronnego, firm technologicznych oraz wojskowych jednostek.
„Samolot dnia zagłady” pojawił się na lotnisku w Los Angeles
Co najbardziej zaskoczyło obserwatorów, to fakt, że E-4B wylądował na cywilnym lotnisku LAX, pierwszy raz w ponad 50-letniej historii eksploatacji tej maszyny. Zwykle tego typu loty odbywają się na wojskowych lotniskach. Wybór tak kosztownej platformy (koszt jednej godziny lotu szacuje się na około 372 tysiące dolarów) zamiast tańszego samolotu typu C-32 również wzbudził pytania.
W tle tych wydarzeń toczy się napięta sytuacja międzynarodowa. W końcu zaledwie kilka dni temu, siły amerykańskie dokonały aresztowania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, co wywołało poważny kryzys w Ameryce Łacińskiej. W tym samym czasie pojawiły się groźby ze strony Iranu, a administracja prezydenta Trumpa przedstawiła projekt rekordowego budżetu obronnego na poziomie 1,5 biliona dolarów.
USA chcą pokazać, że są gotowe na wybuch wojny
Choć Pentagon podkreśla, że lot nie miał związku z żadnym bezpośrednim zagrożeniem i był zaplanowaną operacją, wielu komentatorów zwraca uwagę na symboliczny wymiar wydarzenia. Widoczność „samolotu dnia zagłady” na jednym z największych cywilnych lotnisk świata, w dodatku śledzona na żywo przez tysiące entuzjastów lotnictwa, może być odczytywana jako celowy sygnał siły skierowany do potencjalnych przeciwników.
E-4B Nightwatch to zmodyfikowana wersja Boeinga 747-200, stworzona w latach 70. XX wieku jako latające centrum dowodzenia na wypadek wojny nuklearnej. Obecnie Stany Zjednoczone dysponują zaledwie czterema egzemplarzami tej maszyny. Wszystkie stacjonują w bazie Offutt w Nebrasce i są utrzymywane w stanie ciągłej gotowości. Co ważne, jedna z nich zawsze może wystartować w ciągu kilkunastu minut.
E-4B ma chronić prezydenta USA podczas wojny nuklearnej
Samolot wyróżnia się wyjątkową odpornością na skutki wybuchu jądrowego. Posiada wzmocnioną osłonę przed impulsem elektromagnetycznym (EMP), specjalne osłony okien chroniące przed falą uderzeniową oraz możliwość tankowania w locie. te dobrodziejstwa pozwalają mu pozostawać w powietrzu nawet przez kilkanaście dni. Na pokładzie znajduje się zaawansowany system łączności, a w tym ponad 60 anten i systemów satelitarnych, umożliwiających kontakt z siłami zbrojnymi na całym świecie, w tym z okrętami podwodnymi i wyrzutniami rakietowymi.
Choć E-4B jest przede wszystkim maszyną kryzysową, w czasie pokoju wykorzystywany bywa również do transportu najważniejszych osób w państwie, a mianowicie prezydenta, sekretarza obrony czy przewodniczącego Kolegium Szefów Sztabów. W takich sytuacjach pełni rolę mobilnego, niezwykle bezpiecznego centrum dowodzenia i komunikacji.
Jak poinformował Pentagon, po kilkugodzinnym postoju, E-4B wystartował z Los Angeles w nocy z 8 na 9 stycznia i skierował się na wschód. Oficjalnie nie ujawniono dokładnego planu dalszej trasy. Lądowanie Nightwatch w LAX pozostanie zapewne jednym z najbardziej widowiskowych i dyskutowanych wydarzeń lotniczych początku 2026 roku. Eksperci tłumaczą, że to wydarzenie jest przypomnieniem, że nawet w pozornie spokojnych czasach niektóre maszyny są gotowe na najczarniejsze scenariusze.
Psy-roboty dla osób z demencją. Reagują na dotyk i polecenia głosowe2026 Associated Press
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
Zapisz się na geekweekowy newsletter i łap najświeższe newsy ze świata tech, lifehacki, porady i ciekawostki.
