W szwajcarskim kurorcie narciarskim Crans-Montana doszło do tragedii. W noc sylwestrową wybuchł pożar w lokalnym barze. Zginęło 40 osób, a 116 kolejnych zostało rannych. W piątek 9 stycznia BBC poinformowało o zatrzymaniu współwłaściciela baru Jacques’a Moretti. Władze uznały, że istnieją powody, by obawiać się jego ucieczki.
Szaleństwo nad morzem. Przeczesują zwały glonów
Właścicielami baru, w którym doszło do tragedii, jest małżeństwo – dwoje obywateli Francji, Jacques i Jessica Moretti. Prokuratura poinformowała, że oboje są podejrzani o nieumyślne spowodowanie śmierci i obrażeń ciała ofiar. Niedawno na jaw wyszło, że lokal nie przechodził kontroli bezpieczeństwa od pięciu lat, a w sprawie tragedii trwa dochodzenie karne.
Zatrzymany mężczyzna niedawno wypowiedział się na temat tragedii w wywiadzie dla portalu „20 Minuten”. Moretti podkreślał wtedy, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat obiekt był kontrolowany trzy razy i zapewnił, że „wszystko zostało wykonane zgodnie z przepisami”. Jego żona była na miejscu podczas pożaru i doznała urazów. – Nie możemy spać ani jeść, wszyscy czujemy się bardzo źle – mówił Jacques Moretti podczas wywiadu.
Wspomnienia z tragicznej nocy. Żałoba w Szwajcarii
Po tragedii w miejscowości ogłoszono stan wyjątkowy, a w kraju zapadła żałoba. Przez wiele dni po pożarze mieszkańcy składali kwiaty przed zniszczonym barem. Andrea, mieszkaniec Mediolanu, który w ostatniej chwili zrezygnował z wejścia do baru, wspominał historię tej nocy.
Źródło: WP / BBC / 20 Minuten / PAP