Kiedy we wrześniu 2023 r. Łukasz Tomczyk przejmował Polonię, zespół z Bytomia był przedostatni w II lidze. Przez kolejne dwa lata i niecałe trzy miesiące szkoleniowiec wraz ze swoim sztabem najpierw osiągnął utrzymanie, następnie awansował z pierwszego miejsca na zaplecze Ekstraklasy, a pierwszą część sezonu na tym poziomie zakończył jako sensacyjny wicelider. To wszystko bez wielkich pieniędzy, bo takich w tym klubie po prostu nie ma, co czyni tak dobre wyniki jeszcze bardziej imponującymi.
Dlatego nic specjalnie dziwnego, że Tomczyka wraz z kilkoma współpracownikami — asystentami Łukaszem Ocimkiem i Mateuszem Wraną oraz odpowiadającym za przygotowanie fizyczne Łukaszem Juchnikiem — zdecydował się zatrudnić Raków Częstochowa. A oto kulisy pracy nowego sztabu Medalików w Bytomiu.
Świetny Mikołaj Łabojko
— Zrobimy wszystko, by policzyć nasz sposób gry. I wierzę, że to możliwe — powiedział Ocimek podczas prezentacji na VII Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim, zorganizowanym pod koniec grudnia we Wrocławiu przez grupę „EkstraTrener”.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Trudno o bardziej dobitne słowa, które pokazują, jak Tomczyk wraz ze współpracownikami patrzą na futbol — wierzą w dane, by bazować na faktach, nie na opiniach, i unikać błędów poznawczych. Kiedy Polonia była tuż nad dnem II ligi, dyrektor sportowy Tomasz Stefankiewicz zdecydował się wprowadzić zmiany w funkcjonowaniu zespołu i postawił na pierwszym miejscu rozwój, nie wynik. By wiedzieć, czy konkretny zawodnik wykonał progres, sztab musiał skrupulatnie wyliczać konkretne wartości. By sprawdzić, czy drużyna wypełniła zadania i zrobiła krok do przodu, trenerzy mozolnie rozkładali na czynniki pierwsze poszczególne mecze. Tak, tak, samemu, bo raz, że nie ufali statystykom dostarczanym przez globalne platformy, a dwa — takie firmy nie liczą np. „kluczowego wpływu na zdobycie bramki”.
Co to właściwie jest? W rozumieniu Tomczyka i jego prawej ręki Ocimka to zachowanie poza golem, asystą czy nawet asystą drugiego stopnia (przedostatnie podanie przed trafieniem), które odgrywa kluczową rolę w zdobyciu bramki. I jeśli ktoś się zastanawia, dlaczego spośród piłkarzy z pola Polonii drugi pod względem rozegranych minut był środkowy pomocnik Mikołaj Łabojko (1652), mimo że ani nie strzelił gola, ani nie miał asysty, to odpowiedzią jest właśnie „kluczowy wpływ na zdobycie bramki”. 24-latek zanotował 13 takich akcji w 19 występach, najwięcej w ekipie z Bytomia, i właśnie dlatego miał absolutnie pewne miejsce w wyjściowym składzie. I to kolejny przykład tego, jak postrzegają futbol nowi ludzie Rakowa.
Łukasz Ocimek (Foto: Konrad Świerad/Arena Akcji / newspix.pl)
Inny nietypowy miernik wymyślony przez sztab Tomczyka to „szanse widmo”, czyli odpowiednie zachowania zawodników, które jednak koniec końców nie skutkowały strzałem. Np. napastnik był dobrze ustawiony, uciekł przeciwnikom i wystarczyło mu celnie podać, ale kolega dogrywa niedokładnie albo podejmuje złą decyzję o dryblingu.
W Polonii dane podzielili na cztery grupy i na ich podstawie według własnych wytycznych oceniali piłkarzy, swój model gry i proces treningowy. „Liczby pól karnych” dotyczą ataku i to np. wejścia w pole karne czy xG. „Liczby przestrzeni” odnoszą się zdobywania konkretnych sektorów boiska. „Liczby wpływowe” to statystyki, które wpływają na obraz meczu — pojedynki, posiadanie czy wejścia za plecy przeciwników. Wreszcie „liczby piłkarskie-modelowe” to np. straty na własnej połowie, zebrane drugie piłki czy mapa strat. To podstawowy podział przedstawiony przez Ocimka we Wrocławiu.
Każdy wie, za co będzie oceniany
Oczywiście surowe dane to tylko początek. Z nich sztab wyciągał informacje, czyli wiedział, co się wydarzyło, a następnie szukał wzorców, by zrozumieć, dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Zdobyć wiedzę. Wreszcie ostatni etap to odpowiednie połączenie trzech poprzednich kroków do podejmowania jak najlepszych decyzji (jak ta o stawianiu na Łabojkę).
Łukasz Tomczyk i Łukasz Ocimek (Foto: Michał Chwieduk / newspix.pl)
Jakie inne wnioski wyciągano na przestrzeni tych dwóch lat? Ot, choćby, że w modelu gry Polonii wyjątkowo istotne okazały się pojedynki — w tym sezonie w I lidze drużyna, która była lepsza w pojedynkach od przeciwników w spotkaniach Bytomian, wygrywała w 16 z 19 przypadków (84 proc.!).
Kolejny, już bardziej skomplikowany wniosek — zespół z Górnego Śląska wygrywał 77 proc. meczów, w których po przejściu z obrony do ataku zdobywał tzw. bazę 2, czyli zawodnik przyjmował przodem między pomocnikami a defensorami rywali. Tak, właśnie takie rzeczy liczono w Polonii, dlatego analiza jednego spotkania zajmowała mniej więcej dziesięć godzin. Ale dzięki temu każdy piłkarz doskonale wiedział, z czego będzie rozliczany. Naturalnie, z podziałem na pozycje, np. w przypadku środkowych pomocników trzy lub cztery pozytywne wpływy na odbiór na połowie rywali wystarczyły do pozytywnej oceny.
Docelowo podobnie sztab Tomczyka będzie funkcjonował w Rakowie. Docelowo, bo jednak nowi trenerzy nie chcą zalać Medalików liczbami, których znaczenie mimo wszystko trudno pojąć z miejsca.