Na pierwszy rzut oka Europejczycy mają powody, by martwić się o przystępność cenową. Wzrost gospodarczy jest znacznie szybszy w Ameryce. W przeciwieństwie do bogatych w paliwa kopalne Stanów Zjednoczonych, Stary Kontynent doświadczył gwałtownego wzrostu kosztów energii po inwazji Rosji na Ukrainę, ponieważ gaz ziemny stał się znacznie droższy.
W maju respondenci z całej UE stwierdzili w oficjalnej ankiecie Eurobarometru, że walka z inflacją powinna być najwyższym priorytetem Parlamentu Europejskiego — ważniejszym niż obrona, ubóstwo i zatrudnienie. Jednak skargi dotyczące przystępności cenowej w Europie są przesadzone. Po okresie spadku realne wynagrodzenia rosną, również w przypadku najbiedniejszych.
W wielu miejscach w Europie wynagrodzenia najuboższych wyraźnie wzrosły. Od pierwszej połowy 2021 r. realna płaca minimalna wzrosła o 30 proc. w Polsce i 11 proc. w Niemczech. Mniej gospodarstw domowych niż 10 lat temu twierdzi, że nie stać ich na wakacje. W rzeczywistości odsetek ten spadał w większości krajów, nawet pomimo gwałtownego wzrostu inflacji. Prawdziwy problem leży gdzie indziej.
Na europejskich rynkach ceny nie mogą się dostosować, aby zrównoważyć popyt i podaż. Winę za to w dużej mierze ponoszą surowe regulacje. Aby udowodnić tę tezę, „The Economist” przeanalizował sytuację gospodarczą w ostatnich latach.
Szok energetyczny w Europie miał długotrwałe skutki. Kiedy w październiku 2022 r. inflacja w strefie euro osiągnęła najwyższy poziom 10,6 proc., same ceny energii przyczyniły się do tego wzrostu o 3,8 punktu procentowego.
Pewną rolę odegrały również problemy z łańcuchem dostaw oraz rosnący popyt konsumentów po zniesieniu ograniczeń związanych z pandemią. Od tego czasu inflacja spadła do 2,1 proc. w listopadzie, ale ceny energii i żywności pozostają znacznie wyższe niż wcześniej.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Innymi słowy, wzrosły ceny najbardziej widoczne z perspektywy zwykłych gospodarstw domowych. A gdy dochody tracą na sile nabywczej przez takie ceny, okazują się one stosunkowe niższe niż w 2021 r.
Jednak przystępność cenową lepiej ocenia się, patrząc na zdolność ludzi do zakupu szerokiej gamy produktów: odzieży, elektroniki, pojazdów itp., a także żywności i surowców energetycznych.
Obliczenia „The Economist” wskazują, że płace w strefie euro, po uwzględnieniu zharmonizowanego wskaźnika cen konsumpcyjnych, spadły o 4 proc. między połową 2021 r. a końcem 2022 r., ale od tego czasu odnotowały wzrost. W trzecim kwartale 2025 r. powróciły one do poziomu sprzed pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.
Wynagrodzenia w czasie wojny
A co z mieszkaniami, często wymienianymi jako oznaka problemu niedostępności? To prawda, że czynsze wzrosły w całej strefie euro: obecnie rosną w tempie 3 proc. rocznie, czyli ponad dwukrotnie szybciej niż średnio w roku 2010. Wyższe stopy procentowe spowodowały również wzrost kosztów kredytów hipotecznych.
Niemniej jednak koszty mieszkaniowe jako udział w dochodach gospodarstw domowych pozostają niezwykle stabilne. W Niemczech, Francji i Włoszech mediana gospodarstwa domowego wydaje na mieszkanie 15–20 proc., podobnie jak 10 lat temu. Właściciele domów z kredytem hipotecznym płacą mniej niż kiedyś. Odsetek gospodarstw domowych wydających ponad 40 proc. dochodu rozporządzalnego na mieszkanie spadł od 2021 r.
Prawdziwą trudnością jest znalezienie mieszkania.
W wielu dużych miastach, w tym w Berlinie i Paryżu, gdzie rynek mieszkaniowy jest ściśle regulowany, czynsze są często znacznie niższe od stawek rynkowych. Kiedy pojawia się wolne mieszkanie, może ono przyciągnąć setki zgłoszeń.
Boom na krótkoterminowe wynajmy dla turystów w miejscach takich jak Amsterdam czy Lizbona pogarsza sytuację; nie da się zbudować więcej mieszkań z dnia na dzień.

Panorama Lizbony (zdj. ilustracyjne)Andrzej Iwanczuk/NurPhoto via Getty Images / Contributor / Getty Images
Dynamicznie rozwijający się Madryt, gdzie czynsze są również regulowane, przyciąga imigrantów z Ameryki Łacińskiej w tempie szybszym niż tempo budowy mieszkań dla nich. W skrócie: nawet jeśli Europejczycy nie wydają średnio więcej na mieszkania, nie mogą mieszkać tam, gdzie by chcieli.
Tak ujęty problem dostępności wykracza poza rynek mieszkaniowy. W służbie zdrowia, kolejnym regulowanym rynku, trudno jest umówić się na wizytę u lekarza. Ok. 57 proc. amerykańskich pacjentów twierdzi, że udało im się umówić na wizytę u specjalisty w ciągu mniej niż miesiąca, w porównaniu z 35 proc. pacjentów francuskich. Także chociażby hydraulicy nie mają czasu, gdy gospodarstwa domowe ich potrzebują.
Europejskie władze zidentyfikowały różne niedobory, m.in. kucharzy, elektryków i pielęgniarek. Dostępność z pewnością pogorszy się, gdy największa grupa pracowników w Europie przejdzie na emeryturę. Konsumenci na kontynencie mają większą siłę nabywczą, niż mogłoby się wydawać. Jednak przy niedoborze usług prawdopodobnie będą coraz bardziej niezadowoleni.
© The Economist Newspaper Limited, Londyn, 30 grudnia 2025 r.