Weekend z Pucharem Świata w Zakopanem jeszcze się nie rozpoczął, a już Maciej Maciusiak rozpoczął od niespodzianki. Jak przekazał Łukasz Jachimiak ze sport.pl, piątkowy trening polskich skoczków został zamknięty przed kibicami i dziennikarzami. To jednak nie przeszkodziło najwytrwalszym kibicom znaleźć się pod Wielką Krokwią, by z daleka obserwować to, co działo się na skoczni. Choć trudno było tak naprawdę dostrzec, kto aktualnie oddawał swoje próby.
Piątkowy trening miał dać odpowiedź na kluczowe pytanie — kogo z polskich skoczków nie zobaczymy podczas konkursu w Zakopanem? Brak powołania na polskie zawody niemal definitywnie przekreślałby szansę wyjazdu na igrzyska olimpijskie, które zaczną się już za niespełna miesiąc. Odpowiedź przyszła bardzo szybko, bo tuż po treningu poznaliśmy kadrę, która wystąpi na Wielkiej Krokwi.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Maciej Maciusiak zdecydował się skreślić Piotra Żyłę. Jak słyszymy, miał odstawać od pozostałych zawodników. Na drugim biegunie znaleźli się ci, którzy w ostatnich tygodniach prezentowali zdecydowanie lepszą formę — Maciej Kot, Kamil Stoch i Kacper Tomasiak, którzy mieli skakać zdecydowanie lepiej niż Dawid Kubacki i Paweł Wąsek.
To jednak nie są dobre wieści dla aktualnego trenera reprezentacji Polski. Aktualne wyniki polskich skoczków mogą okazać się brutalnym ciosem dla Maciusiaka. Ani Kot, ani Stoch, ani Tomasiak nie są trenowani od początku przygotowań przez niego, a to najprawdopodobniej oni stworzą trójkę, która wystąpi podczas igrzysk w Mediolanie. Kubacki już był raz odsunięty od kadry na Puchar Świata, by wrócić do niej w trakcie Turnieju Czterech Skoczni, a Żyła i Zniszczoł nie są gotowi, by do tej kadry powrócić. Ostatnią nadzieją Maciusiaka mógłby być Paweł Wąsek, ale jego forma jest daleka od optymalnej i trudno szukać nadziei na jej pilną poprawę. To może po sezonie postawić poważne pytania dotyczące przyszłości Maciusiaka w reprezentacji Polski.
Wielkie pożegnanie Kamila Stocha
Nie tak swoje pożegnanie wyobrażał sobie Kamil Stoch. Choć sam podkreśla, że stara się czerpać radość z każdego skoku, który pozostał mu do końca sezonu, z pewnością wolałby kończyć karierę ze świadomością, że polskie skoki są w dużo lepszej kondycji.
Kamil Stoch (Foto: Tomasz Markowski / newspix.pl)
Choćby tak, jak podczas ostatnich zawodów Adama Małysza. Gdy Małysz zaliczył upadek po lądowaniu w miękkim śniegu, Kamil Stoch pokazał, że jest już w pełni gotów, by sięgnąć do poziomu największych gwiazd Pucharu Świata. Mimo ogromnej presji zdołał wygrać swoje pierwsze zawody w karierze, na oczach zebranych kilkudziesięciu tysięcy kibiców. I tym samym dać jasny sygnał, że w polskich skokach jest ktoś, kto może przejąć przysłowiową „pałeczkę” z rąk jednej z największych gwiazd polskiego sportu.
Przez kolejne lata udowodnił, że nie tylko był w stanie godnie go zastąpić, ale wręcz zrównać się osiągnięciami, jeśli nawet w wybranych przypadkach je przebić. To właśnie Stoch sięgnął trzykrotnie po tytuł mistrza olimpijskiego, co nie udało się ani razu nawet Małyszowi. Zdobył medal każdej głównej imprezy, nawet w mistrzostwach świata w lotach, czego także brakowało Małyszowi. Zrównał się z nim w liczbie 39 zwycięstw w konkursach Pucharu Świata, co daje obu miejsce w ścisłej czołówce klasyfikacji wszech czasów. Dorósł do miana legendy dyscypliny, czego nikt już nigdy mu nie odbierze, choć znajdą się tacy, którzy w przyszłości będą mogli jego osiągnięcia przebić.
I w Zakopanem nadarza się doskonała okazja, by po raz ostatni podczas zawodów w Polsce powiedzieć Kamilowi: dziękuję. Na tej samej skoczni, na której odniósł aż 5 ze swoich 39 zwycięstw.
Tego w Zakopanem jeszcze nie było
Ale wielkie pożegnanie Stocha to nie jedyny wyjątkowy moment tego weekendu w Zakopanem. Po raz pierwszy na Wielkiej Krokwi odbędzie się także konkurs duetów. I przed Polakami wielka szansa, by z przytupem włączyć się do walki w tych zawodach.
Do Zakopanego z różnych powodów nie przyjedzie wiele gwiazd, w tym m.in. Ryoyu Kobayashi, Ren Nikaido czy Stefan Kraft. Polski duet, w którym najprawdopodobniej wystąpią Kacper Tomasiak i Kamil Stoch, może realnie liczyć więc na walkę o miejsce w czołowej „trójce” tych zawodów. Oczywiście, pod warunkiem że zdołają oddać aż sześć skoków na swoim najwyższym poziomie. W tym z pewnością pomogą kibice, których w Zakopanem można spodziewać się około 17 tysięcy.
Zapraszamy tym samym na relację ze skoków na Wielkiej Krokwi, którą będzie można śledzić na stronie Przeglądu Sportowego Onet. Początek o godzinie 12.00.