Domniemany sprawca gwałtu opuścił policyjną jednostkę i udał się do domu. Dopiero o 7 rano pojechało po niego BSWP
Marcin J. po zdarzeniu wyszedł z kompleksu OPP i pojechał do domu – możliwe nawet, że kazał się tam zawieźć. Kiedy się zorientowano, że nie ma go na miejscu, po godz. 7.00 – jak przyznaje policja we wpisie na X – funkcjonariusze BSWP przywieźli go do jednostki w Piasecznie.

O godz. 8.15, blisko pięć godzin po domniemanym gwałcie, został przebadany po raz pierwszy – miał ok. 1,5 promila alkoholu. W dwóch kolejnych testach stężenie spadało. Ile mógł mieć o godz. 3.30? – Sądzę, że ponad 2 promile – szacuje pytany przez nas policjant ruchu drogowego.
Badanie na zawartość alkoholu po pięciu godzinach od jego spożywania utrudni jednak określenie stanu Marcina J. w kluczowym czasie – będzie to musiał określić już biegły specjalista (J. pobrano także krew na obecność narkotyków). A jeszcze większy problem może zrodzić to, że J. opuścił policyjny teren i udał się do domu. – A co, jeśli w tym czasie telefonował do świadków, by np. uzgodnić wersję wydarzeń krytycznej nocy. Albo jeśli się przebrał i umył? – pyta jeden z doświadczonych funkcjonariuszy. Czy kiedy BSWP ok. godz. 7 przywiozło Marcina J. do oddziału prewencji, był w tym samym ubraniu, co w trakcie zdarzenia?
Kim jest Marcin J.? Długi policyjny staż, wysoki stopień, typ imprezowicza
W sprawie pojawia się lawina pytań, w tym o spożywanie alkoholu na terenie Oddziału Prewencji – libacja feralnej nocy miała nie być wyjątkiem. Oprócz prokuratorskiego śledztwa wszczęto trzy postępowania kontrolne – przez KSP, KGP oraz MSWiA.
Według informacji „Rzeczpospolitej” prokuratura przesłuchała już kilkunastu świadków – funkcjonariuszy z OPP, w planie są kolejni. Musi zbadać nie tylko, co działo się za zamkniętymi drzwiami, ale kto i jak reagował. Jeśli ofiara krzyczała, wątpliwe, by zwłaszcza w nocnej ciszy, nikt tego nie słyszał.