Kiedy w minioną niedzielę, 4 stycznia, Trump został zapytany o to, kto będzie „rządził” Wenezuelą po odsunięciu Nicolasa Maduro, prezydent wskazał na ludzi stojących za sobą, a wśród nich przede wszystkim na swojego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego i szefa dyplomacji — Marco Rubio. To on miał być głównym rozmówcą następczyni Maduro, Delcy Rodriguez, która — wedle wizji administracji Trumpa — powinna być jego „marionetką”. Następnego dnia dziennik „Washington Post” nazwał Rubia „wicekrólem Wenezueli”, a sieć wypełniły memy ukazujące sekretarza stanu w mundurze kolonialnego namiestnika czy na tle mapy jego nowego imperium, rozciągającego się na obie Ameryki.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Kim jest Marco Rubio?

Jakie są wpływy Marco Rubio w administracji Trumpa?

Kiedy Trump nazwał Rubia 'wicekrólem Wenezueli’?

Jakie role pełni Marco Rubio w Białym Domu?

Rubio z największym wpływem na Wenezuelę

Dla Rubia, pochodzącego z Florydy syna kubańskich uchodźców, wenezuelska operacja jest ukoronowaniem wieloletnich dążeń i starań, choć prawdopodobnie nie ich końcem. Rubio od początku był wymieniany jako spiritus movens polityki maksymalnej presji, ukierunkowanej na obalenie Nicolasa Maduro. Jego wpływy ostatecznie przeważyły nad dążeniami grupy zwolenników ułożenia się z Maduro, reprezentowanej głównie przez wysłannika Trumpa Richarda Grenella, który wcześniej przegrał też z Rubiem rywalizację o posadę sekretarza stanu.

Choć początkowo Trump faworyzował podejście Grenella, prowadząc negocjacje z Maduro m.in. na temat wypuszczenia Amerykanów przetrzymywanych przez reżim w Caracas, ostatecznie to Rubio zwyciężył. Według „New York Timesa”, to on również stał za decyzją, by — zamiast żądać dojścia do władzy prawowitego zwycięzcy wyborów prezydenckich, Edmunda Gonzaleza Urrutii — postawić na współpracę z następczynią Maduro, Delcy Rodriguez.

Decyzja ta, tłumaczona obawami o niestabilność kraju w przypadku próby zainstalowania u władzy opozycji, pokazuje, jak wyboistą i pełną kompromisów ścieżkę przebył Rubio w drodze do stania się „wicekrólem” i czołową postacią w otoczeniu Trumpa.

Polityk wstępował na scenę ogólnokrajową w 2011 r. jako senator z Florydy i wschodząca gwiazda Partii Republikańskiej. Od początku wróżono mu możliwą prezydenturę. Od początku też, zasiadając w senackich komisjach ds. wywiadu i spraw zagranicznych, Rubio należał do największych jastrzębi w partii. Był wówczas znany z krytyki Rosji, Iranu, Chin i innych reżimów — w tym tych w Hawanie i Caracas.

Kiedy w 2013 r. umierał twórca wenezuelskiego reżimu Hugo Chavez, Rubio apelował do Wenezuelczyków, by skorzystali z okazji i „zamknęli jeden z najciemniejszych okresów w swojej historii oraz rozpoczęli nową, choć trudną, drogę do przywrócenia rządów prawa, zasad demokratycznych, bezpieczeństwa i wolnego rynku”. Podobne apele i wysiłki Rubio wielokrotnie podejmował w późniejszych latach, m.in. przeprowadzając rozmowę z poprzednim przywódcą wenezuelskiej opozycji, Juanem Guaido. Do tego spotkania doszło w Cucucie, na przejściu granicznym między Wenezuelą i Kolumbią.

Od krytyka do sojusznika. Droga Rubio na dwór Trumpa

Pozycja Rubia jako czołowego polityka republikańskich jastrzębi postawiła go na kursie kolizyjnym z Donaldem Trumpem podczas republikańskich prawyborów 2016 r. Jako główny kandydat antytrumpowskiego skrzydła partii, Rubio kierował bardzo ostrą krytykę pod adresem Trumpa i zarzekał się wówczas, że „nie spocznie, dopóki nie powstrzyma oszusta przed przejęciem władzy w partii Reagana”.

Swojej obietnicy jednak nie zrealizował, a po latach spędzonych na bocznym torze republikańskiej polityki, Rubio przeszedł poglądową transformację, przyłączając się do ruchu „America First”. Mimo początkowego twardego poparcia wobec Ukrainy po rosyjskiej pełnowymiarowej inwazji na ten kraj, ostatecznie Rubio głosował przeciw ostatnim pakietom pomocy dla Kijowa, tłumacząc, że dla Ameryki priorytetem jest powstrzymanie nielegalnej imigracji. Wdał się wówczas w publiczną sprzeczkę z premierem Donaldem Tuskiem.

Mimo pewnej zmiany poglądów, wcześniejsza reputacja Rubia z Senatu wystarczyła do tego, by jego wybór na sekretarza stanu zatwierdziło wszystkich 99 senatorów. Wielu z nich żałuje do dziś tej decyzji, nawet jeśli nadal wątpi w szczerość „nawrócenia się” Rubia na trumpizm.

— Nie da się ukryć, że Marco nas wszystkich zawiódł, zwłaszcza w kwestii Rosji i Ukrainy. Ale myślę, że w jego przypadku mamy do czynienia z „długą grą”. Jeśli ktoś ma w tej administracji jakiś prawdziwy długoterminowy plan, to jest to Marco — powiedział PAP jeden z byłych współpracowników Rubia w komisji spraw zagranicznych w Senacie.

Inny pogląd na sprawę zaprezentowała jednak w zaskakująco szczerym wywiadzie dla „Vanity Fair” bliska współpracowniczka Trumpa Susie Wiles, szefowa personelu Białego Domu.

— Marco nie jest typem osoby, która złamałaby swoje zasady. Po prostu tego nie robi — powiedziała, ukazując jego postawę jako kontrastującą z bardziej „politycznie” motywowanym nawróceniem innego byłego krytyka Trumpa, J.D. Vance’a.

Niezależnie od szczerości przemiany Rubia, była ona na tyle wiarygodna dla Trumpa, by uczynić go jedną z najważniejszych postaci swojej administracji. Choć Trump wybrał Vance’a zamiast Rubia, decydując o tym, kto będzie jego wiceprezydentem, to ten drugi odgrywa obecnie bardziej wpływową rolę w Białym Domu. Poza pierwotnie powierzoną mu funkcją sekretarza stanu, jest też doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego (rolę tę łączyły wcześniej tylko dwie osoby w historii USA), a także, formalnie, administratorem agencji pomocowej USAID i p.o. szefa Archiwum Narodowego.

Sam Rubio często żartuje z wielości swoich ról; ostatnim razem dementując w sieci „pogłoski”, że miałby zostać trenerem drużyny futbolowej z Florydy, Miami Dolphins.

Rubio i Vance w jednym szeregu

Mimo że to Vance jest wiceprezydentem, w publicznych wypowiedziach na temat swojego następcy Trump stawia Rubia i Vance’a w jednym szeregu. Ponadto, gdy zespół Trumpa monitorował operację w Wenezueli z zaimprowizowanego centrum dowodzenia w Mar-a-Lago, Rubio znajdował się na miejscu, a Vance łączył się zdalnie.

To Rubio — obok innych kluczowych postaci w Białym Domu, w tym Stephena Millera — stał również za kontrowersyjną Strategią Bezpieczeństwa Narodowego, uznającą „dominację” USA w zachodniej półkuli za główny cel amerykańskiej polityki, kosztem zaangażowania w Europie.

— To było dobre, prawda? Sam to napisałem — żartował Rubio o strategii podczas konferencji prasowej w Departamencie Stanu pod koniec ubiegłego roku.

Rubio nie krył, że kolejnym krokiem na rzecz realizacji tej strategii będzie kraj jego rodziców — Kuba. Pytany podczas wywiadu w telewizji NBC o to, czy reżim w Hawanie jest następny na liście celów, Rubio potwierdził, zaznaczając, że Kuba od dawna stanowi „wielki problem”.

— Myślę, że są w dużych tarapatach. (…) Nie będę pani mówił, jakie będą nasze kroki w przyszłości i jaka jest nasza polityka w tej chwili. Ale nie sądzę, by to było wielką tajemnicą, że nie jesteśmy wielkimi fanami kubańskiego reżimu — przyznał Rubio.